Lekcje, które wyciągnęłam w 2019 roku

2 stycznia 2020

2019 rok. Chciałabym napisać, że był przełomowy. I w sumie w jakiś sensie był. Na nowo odkryłam miłość do samej siebie i przestałam uzależniać swoje szczęście od innych – a to bardzo duży progres.

Przez wiele ostatnich lat moje poczucie własnej wartości i satysfakcji, w dużej mierze zależało od innych osób. Czasem był to poklask osób, których nawet nie znam. Ale najczęściej było to domaganie się uwagi od bliskich mi osób. Kiedy nie dostawałam zainteresowania, kiedy nie czułam się wystarczająco przez kogoś doceniona – wpadałam w rozpacz i czułam żal. Ogromny żal, który nawarstwiał się we mnie z rok na rok coraz bardziej. Oczekiwania, żal, poczucie bycia niezrozumianą – to wszystko siedziało we mnie jak tykająca bomba. Coś się zmieniło we mnie na przełomie 2018/2019 roku. To wtedy w jednym z podsumowań, napisałam Wam, że przestałam oczekiwać i wtedy magicznie… zaczęłam otrzymywać to, czego mi tak brakowało. 2019 jednak usilnie chciał zrobić ze mnie jeszcze silniejszą istotę, raz po raz odbierając mi grunt po nogami i rozwalając w pył wszystko to, co dawało mi poczucie bezpieczeństwa. A ja jak jakiś cyborg, jak nigdy wcześniej – po każdym problemie, podnosiłam się w tempie dosłownie ekspresowym, strzepując jedynie ten pył z ramion i dalej krocząc z podniesioną głową przed siebie. I nie wiem, nie wiem do cholery, jak normalny człowiek może tyle znosić i wychodzić z tego jeszcze silniejszym. Ale tak było w moim przypadku.

Pokochałam siebie.

Zaczęłam się sobie podobać. Zaczęłam myśleć o sobie jak o najważniejszej istocie na tej ziemi – nie w sensie narcystycznym. Bardziej chodzi mi oto, że zrozumiałam, że jedyną osobą odpowiedzialną za moje szczęście, moje emocje i moje podejście do życia – jestem ja sama. Nie mogę oczekiwać od innych miłości, gestów, czegokolwiek. Nie chcę od nikogo niczego oczekiwać. Nie chcę uzależniać swojej wartości od faceta, przyjaciół czy rodziny. Nie chcę być połówką, chcę być całością. Ileż to moich koleżanek szczęście i miłość uzależnia od swojego mężczyzny – te wszystkie koleżanki zgodnie twierdzą, że ich świat by się zawalił gdyby mąż odszedł. Dlatego trzeba uczyć się kochać siebie bezwarunkowo, trzeba umieć spędzać czas z samym sobą i lubić swoje własne towarzystwo. Trzeba nauczyć się być całością. Nie oczekiwać, nie czekać, nie załamywać się, gdy ktoś nam czegoś nie daje. To my musimy nauczyć się dawać szczęście samym sobie samodzielnie. Partner, rodzina, przyjaciółka – oni nie mają nas dopełniać, bo to by znaczyło, że bez nich jesteśmy wybrakowani.

Kim bym była gdyby nie ten rok?

Nie wiem i nie chcę wiedzieć. 2019 pokazał mi nowe perspektywy. Uwierzyłam, że jeśli tylko bardzo mocno będę pragnąć wyrwania się z tego co mnie niszczy – kiedyś mi się to uda. Zamiast jednak skupiać się na celu samym w sobie, skupiłam się na budowaniu samej siebie i swojej siły. Zaczęłam regularnie biegać, a z każdym biegiem pokonywałam swoje słabości i czułam się silniejsza z każdym kilometrem. Sport dał mi siłę, odwagę, energię. Zaczęłam regularnie medytować – to z kolei dało mi otwarty umysł, spokój, harmonię i równowagę. Regularnie oddychając w ciszy, zaczęłam lepiej rozumieć samą siebie, świat i ludzi. Odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, zaczęły niespodziewanie przychodzić jedna po drugiej.

W ubiegłym roku, pochorowałam się może ze dwa razy, co w porównaniu do ubiegłych lat kiedy chorowałam raz na miesiąc jest nie małym sukcesem. Hashimoto, niedoczynność, wirus EBV – a ja przez cały rok właściwie dwa razy delikatnie się pochorowałam i osłabłam. Można? Można. Zaczęłam zdrowiej jeść, ograniczyłam mocno mięso – i to w sumie wyszło jakoś tak naturalnie, po prostu odkryłam tyle roślinnych możliwości, że samo mi zbrzydło :) Ale tatarek nadal kocham miłością największą :P

Pewnie same widzicie, że najbardziej skupiam się na odczuciach i emocjach – może dlatego, że tak właśnie chcę żyć. Być, nie mieć. Prawdziwie żyć, odczuwać.

Ale nie mogłabym nie wspomnieć o tym co się wydarzyło w sferze biznesu. Myślę, że moim największym osiągnięciem była organizacja 1 wyjazdu Soul Camp – moich autorskich warsztatów relaksacyjnych. Chciałam za pomocą tego wydarzenia, pokazać kobietom możliwości. Pokazać im, że poczucie szczęścia i satysfakcji to praca na wielu płaszczyznach. To zgranie duszy, ciała i umysłu. To praca nad każdym z tym obszarów. Chciałam pokazać kobietom, że szczęście, radość z życia i energia mają prawo istnieć tylko wtedy, kiedy nauczymy się umiejętnie doświadczać ciszy, spokoju. Kiedy zaczniemy dbać o siebie, kiedy zaczniemy przyglądać się swoim myślom i nauczymy się je akceptować. To był 3 dniowy wyjazd. Wszystkie ćwiczyłyśmy Gosię, relaksowałyśmy się przy spokojnej muzyce. Tworzyłyśmy mapy marzeń, jadłyśmy zdrowe jedzonko. Chodziłyśmy na basen, saunę, na masaże. Śpiewałyśmy przy ognisku, masowałyśmy buzię rollerami. Na każdym kroku, przemycałam dziewczynom wiedzę o tym jak dbać o swój sen, jak wizualizować, jak realizować cele, jak o siebie dbać. Chciałam, żeby każda kobieta zobaczyła, jak dbanie o siebie, swoje zdrowie, harmonię – wpływa na każdą płaszczyznę naszego życia. Na nasz kontakt z ludźmi, nasz rozwój, naszą pracę. Każda z kobiet, wyciągnęła dla siebie z tego wyjazdu to co było dla niej najlepsze. Niektóre dziewczyny od tamtej pory regularnie ćwiczą jogę. Inne zaczęły czytać rozwojowe książki i medytować. Każda z dziewczyn opuszczała wyjazd totalnie wzruszona, dziękowała mi i mówiła, że czuje się jak nowo narodzona… i chce to kontynuować. Tak. Traktuję to jako sukces.

I tak samo przez calutki rok, starałam się motywować i inspirować również Was. Nie nauczyłam Was jak żyć. Pokazywałam Wam, jak żyję ja i jak to na mnie działa, jak mnie zmienia. I wy brałyście z tego co chciałyście. Ilość wiadomości, w których pisałyście o tym co zmieniłyście dzięki obserwowaniu mnie… nie zliczę! Wielokrotnie miałam dość, bo internety to okrutnie czasochłonne i zabierające energię narzędzia. Ale wiedziałam, że warto.

Rodzinny fundament

A na sam koniec chciałabym wspomnieć o najważniejszej sferze – o rodzinnym fundamencie. Spędziłam w tym roku najpiękniejsze wakacje z moją córeczką. Odwiedziłyśmy Kraków, Wieliczkę i Łebę. To tylko kilka dni w Polsce, a my wspominamy je ze wzruszeniem i będziemy wspominać do końca życia. Beztroska, zabawa, czas razem – bez myślenia o pracy i obowiązkach. A poza wyjazdami – mnóstwo jakościowego czasu, mini wycieczek po stolicy, spacerów dłuższych i krótszych. Pola w tym roku zrobiła ogromny progres. I choć obecnie ma etap pyskówek, przedrzeźniania i traktowania mnie jak kumpeli (nie w tym dobrym sensie :D) to stała się niesamowicie odważną dziewczynką, która umie postawić na swoim i ma własne zdanie. Z roku na rok, jesteśmy z Polcią coraz bardziej zżyte. Mamy też wiele zgrzytów i słabych momentów, to wiadome. Ale tworzymy naprawdę zgrany duet. 2019 nauczył mnie bycia jeszcze lepszą mamą. Zrozumiałam, że to w dużej mierze ode mnie zależy, na jakiego człowieka wyrośnie Pola. Staram się wpoić jej wartości, nauczyć ją bycia dobrym człowiekiem, który szanuje siebie, innych, szanuje planetę na której żyje.

 

2019 to ogrom lekcji dotyczących wszystkiego co mnie otacza

Zaczęłam żyć bardziej ekologicznie. Przeraża mnie globalne ocieplenie i cholernie martwię się oto, czy moje dziecko będzie miało szansę na dobre i bezpieczne życie. Ograniczyłam kupowanie plastiku – i kupowanie w ogóle. Przyłożyłam się bardziej do segregacji śmieci, nie marnowania żywności, czytania składów. Staram się rozsądnie propagować styl less waste w swoich social mediach. Za duży sukces uważam to, że swoje social media, zmieniłam w miejsce, z którego możecie czerpać wiedzę i inspirację. Chcę robić coś ważnego i jeśli mam za sobą taką społeczność – to chcę to „wykorzystywać” w dobrych celach.

Zaczęłam większą uwagę przykuwać do świadomego macierzyństwa. Do emocji dzieci, do ich rozwoju. Meega mnie to interesuje. Nieszczęśliwi dorośli, z którymi mamy dziś styczność, to tak naprawdę nieszczęśliwe dzieci. Chciałabym, by każdy rodzic zaczął bardziej zwracać uwagę na emocje swojego dziecka, zamiast je tłumić i bagatelizować.

Tak. Nauczyłam się w tym roku naprawdę wiele. O zdrowiu, o macierzyństwie, o relacjach, o motywacji, o ekologii. I chcę iść za tym dalej. Na niczym bardziej mi teraz nie zależy jak na tym, by być jeszcze bardziej świadomym człowiekiem z otwartym umysłem. Być człowiekiem, który nie jest zamknięty na zmiany, na możliwości. Być człowiekiem, który nie patrzy na czubek własnego nosa, ale działa we wspólnym interesie – żeby nam wszystkim żyło się tutaj dobrze. I przede wszystkim – żebyśmy mieli gdzie żyć.

2019 – nauczyłeś mnie być lepszym człowiekiem. Słuchać siebie, swojego głosu. Ale też patrzeć uważnie na to co mnie otacza. Nauczyłeś mnie żyć tu i teraz, dzięki czemu te 365 nie przeleciało mi nie wiadomo kiedy. Mam wiele wspomnień i tysiące pięknych momentów zapisanych w mojej głowie i w sercu.

Za to wszystkie… dziękuję.