Łapię oddech i ruszam dalej!

2 lipca 2018

Aaaa nareszcie! Nareszcie po tylu miesiącach, zaczynam wychodzić na prostą, bez głowy zmasakrowanej od wizyt u lekarza, dentysty i w sklepach budowlano-wnętrzarskich.

Kiedy w grudniu pakowałam kartony w starym mieszkaniu, byłam mega podekscytowana. Wszystko miałam ustalone – ja pakuję kartony, ekipa wykańcza mieszkanie. W styczniu robimy to, w lutym to, w marcu to. I prawie wyszło tak jak sobie zaplanowałam. PRAWIE. Bo nie spodziewałam się jednego. Że od momentu kiedy zacznę pakować wszystko w kartony, zacznie się jazda bez trzymanki. Bo jeśli facet całymi dniami pracuje, to logiczne, że na Ciebie kochana kobieto, która pracuje w domu, spadnie cała przeprowadzka i cały bajzel związany z fachowcami, zakupami, wycieczkami do sklepów budowlanych itp. Serio, teraz rozumiem dlaczego ludzie kiedy budują domy prawie się rozwodzą. Ja przy 60 metrowym mieszkanku myślałam momentami, że nie ogarnę tego całego chaosu – dziecko, mieszkanie, robota, a co dopiero DOM! Ale ogarnęłam to. Z uśmiechem na twarzy, bo przecież to wszystko to po to, żeby dobrze mi się w tym swoim wymarzonym gniazdku żyło. O ile w pierwszych miesiącach dało się funkcjonować bez kuchni, zmywać naczynia w łazience, tak teraz jestem tym szczerze zmęczona i wyczekuję dnia ( a to już za dni kilka) kiedy ekipa wpadnie zrobić mi kuchnię i nareszcie będziemy tutaj funkcjonować jak ludzie.

Ostatnie miesiące upłynęły mi nie tylko na przygodzie mieszkaniowej, ale i na niekończących się wizytach u dentysty. W marcu wpadłam na zajebisty pomysł zrobienia kompozytów, ale kiedy usiadłam na fotelu dentystycznym, okazało się, że moje „zawsze” zdrowe zęby są prawie w większości popsute – i tak oto mamy lipiec, a moje leczenie dopiero za jakieś dwa tygodnie dobiegnie końca i nareszcie będę mogła założyć aparat i zamknąć raz na zawsze swój otwarty zgryz i przestać seplenić. Za koszty leczenia miałabym już porządne wakacje życia dla całej rodziny, no ale … co się odwlecze to nie uciecze. Lepiej w porę zadziałać z zębami, niż później je wszystkie stracić. Jestem przecież za młoda na sztuczną szczękę, do diaska no!

No ale… ja nie o tym chciałam. Chciałam Wam dzisiaj napisać, że po tych mieszkaniowych akcjach, po tych dentystycznych wycieczkach, po smutnych rodzinnych wydarzeniach i po tygodniach chorowania i umierania – ja nareszcie zaczynam łapać oddech i czuć, że to wszystko już się uspokaja. Ja wiem, że w życiu to ciągle coś, ale czuję, że już prawie prawie i będę mogła odetchnąć pełną piersią, a wtedy…

Wtedy jak już sobie odetchnę to zacznę kolejną jazdę bez trzymanki, ale będzie to już jazda związana z moją firmą, rozwojem itp. A to sprawia mi największą frajdę w życiu, więc serio, czekałam na ten moment z niecierpliwością! Własna firma, całkowita niezależność, inwestycja w nowy sprzęt, przebudowa bloga i całkowicie nowe podejście do tematu mojej pracy. Aaaaa, jaram się! Ale na razie nie zdradzam nic więcej.

Czego samej sobie życzę na ten nowy kolejny etap w życiu? Przede wszystkim wytrwałości, bo wiem, że będzie ciężko! Wiem też jak cholernie dużo zależy od naszego samopoczucia, humoru, kondycji fizycznej i psychicznej, dlatego mam totalnie wszystko zaplanowane. Początek lipca zaczynam sobie z cateringiem, żeby wyrobić w sobie nawyk jedzenia mniejszych, regularnych porcji ( bez kuchni to było mega ciężkie). Poza tym catering, który zamawiam ( nie będę tutaj reklamować) nie zawiera pszenicy, a po takim jedzonku zawsze mam mega power, więc tym bardziej przyda mi się na moje wielkie lipcowe rewolucje :D Nie zamierzam sobie niczego obiecywać jeśli chodzi o treningi, bo z tym u mnie różnie, a nie chcę sobie składać obietnic bez pokrycia i czuć potem rozczarowania.

W lipcu stawiam przede wszystkim na maksymalnie zdrową szamę i wskrzeszenie bloga, który już niebawem będzie wyglądał totalnie inaczej! Jak tylko zrobią mi kuchnię, zaczynam dla Was ogarniać sporo kulinarnych propozycji, które mam nadzieję, będą dla Was ogromną inspiracją. Oczywiście nie zapominam o kwestii swojej duchowości, afirmacjach, modlitwach i mantrach. Jak przejdę przez ten lipiec pozytywnie, to chciałabym wreszcie spróbować czegoś nowego: diety vege, medytacji i mantr w grupie, masaży ajurwedyjskich i wielu wielu innych rzeczy :D

Naprawdę ciężko było mi się skupić na tym wszystkim, kiedy przez ostatnie miesiące było tyle różnych spraw, ale teraz czuję, że zaczynam łapać wieeeelki oddech i mogę dzięki niemu otworzyć sobie drzwi, które tak długo były jedynie uchylone. No i nawet nie wiecie, jak dobrze Wam tutaj wszystko wyklepać tak jak swoim przyjaciółkom – bez spiny i sprawdzania czy zdanie aby na pewno jest poprawnie napisane – w tyłku to mam! I bym zapomniała – naprawdę dziękuję, że tak cierpliwe i wspierające byłyście dla mnie w ostatnich miesiącach. Moje poślizgi w odpisywaniu na wiadomości, moje przerwy od SM trwające po kilka dni bez znaku życia – niby logiczne, że jestem tylko człowiekiem, ale jednak jak się w tych mediach funkcjonuje to człowiek do czegoś zobowiązany jest. Dlatego z całego serducha DZIĘKUJĘ! Jesteście najlepsze!

 

DOBREGO ŻYCIA! :*