Kwietniowi ulubieńcy

30 kwietnia 2018

Kwiecień – ten miesiąc zawsze kojarzył mi się niezwykle dobrze. Pierwsze ciepłe dni po długieeeej zimie, moje urodziny i wszystko wkoło budzące się do życia.

Zawsze w tym okresie jestem dużo bardziej pozytywnie nastawiona – do świata, do ludzi, do pracy. Ale w tym roku przeszłam samą siebie. Nie dość, że stawiłam czoła kilku wyzwaniom związanych z pracą, to jeszcze pogodziłam to z byciem mamą, panią domu i partnerką. To wszystko wyszło mi jakoś dużo lepiej niż zazwyczaj. Nie wiem czy to kwestia wypracowanego balansu czy może właśnie tej pogody, której potrzebowałam baaardzo mocno. Wiecie, że dużą wagę przywiązuję do szczegółów, do drobnostek – to one tworzą naszą codzienność, poprawiają humor i bardzo często są nie doceniane. Ja doceniam wszystko – od dobrej herbaty, po ukochaną książkę. Od dobrego serialu, po spacer z dzieckiem. Od drinka ze znajomą, po wystawienie buzi do słońca. Życie byłoby nieznośne, gdybyśmy nie dostrzegali tych najmniejszych rzeczy, a czekali tylko na nieziemskie uniesienia z sypiącym się brokatem i fajerwerkami w tle.

Odkąd raz na blogu spisałam swoje drobne przyjemności, zrozumiałam, że takie „podsumowania” jest dobre nie tylko dla mnie, ale i dla Was. Chodzi w tym wszystkim oto, by zacząć rozumieć na czym polega życie – życie polega na jego smakowaniu. Wszystkim naszymi zmysłami. Uczę się tego każdego dnia i wychodzi mi to coraz lepiej. Zaszczepiam w sobie nieustannie ten pierwiastek dziecka, które delektuje się każdym krokiem, pięknym zapachem i smakiem. I w kwietniu wyszło mi to wyjątkowo dobrze. To tylko pokazuje mi, że wszystko w życiu można sobie wypracować i wszystkiego się nauczyć. Nawet szczęścia.

 

UWOLNIONA POTĘGA ŚWIADOMOŚCI

52 TYGODNIE AFIRMACJI

 

Ten punkt w dzisiejszym wpisie, zasługuje chyba na największą uwagę. Nawet nie chyba, a na pewno. Mam wrażenie, że to właśnie ta książka, pozwoliła mi zawładnąć swoją podświadomością, co pozwoliło mi sprostać wszystkim wyzwaniom. Niektórzy nazywają takie lektury praniem mózgu i bzdurami, ale może nazywają to tak tylko dlatego, że nigdy nie doświadczyli co te „bzdury” robią z naszym życiem. Afirmacje są w moim życiu od zawsze, choć przed jego zdecydowaną większość, stosowałam je nieświadomie. Odkąd pamiętam, mimo niskiej samooceny i ciągłych problemów z samą sobą, miałam jednak w sobie coś, czego nie potrafiłam pojąć. Otóż osiągałam rzeczy, na których zależało mi najbardziej. Samospełniająca się przepowiednia. Przyciągałam to co sobie wyobrażałam, bo potrafiłam to sobie wyobrażać nieustannie. Oczywiście działało to w dwie strony – przyciągałam też wiele syfu, o którym również nieustannie myślałam.

 

 

Teraz jestem świadoma swoich myśli, wiem czym są afirmacje, a co najważniejsze- odkryłam techniki, które pozwalają mi być w afirmowaniu jeszcze bardziej efektywną. Bo afirmować to trzeba umieć. A to też nie jest wbrew pozorom takie proste. Nasze myśli to często śmietnik i wypracowanie sobie ciągłego powtarzania dobrych rzeczy, a co najważniejsze – wiary w to co się mówi i myśli – to już wyższa szkoła jazdy. Ale wierzcie mi, że … opłaca się. Książka, o której mowa porusza temat afirmacji i sterowania swoją podświadomością. Ale to nie wszystko. W książce znajdziemy 52 afirmacje – wszystkie razem poruszają wszystkie możliwe aspekty życia i stanowią rozwiązanie większości naszych problemów. Każdą afirmację stosuje się przez tydzień, po czym przechodzi się do następnej. Jedne będą Wam podchodzić bardziej, inne mniej. Ja chcę przejść przez całość, a potem afirmować już tylko te, które wpływały na mnie najlepiej. A wierzcie mi, że to czuć. Dwie z pięciu, które do tej pory stosowałam, miały na mnie tak cholernie dobry wpływ, że wciąż nie mogę się nadziwić mocy ich działania. A im bardziej w to wierzę – tym lepsze są efekty.

 

HERBATKI HAPPY TEA

 

Nowość od Natural Mojo – w sam raz na wiosenne i letnie miesiące. Mieszanka wszystkiego co najlepsze. Od kwiatów hibiskusa, trawy cytrynowej i mango, po liście eukaliptusa, kwiaty lawendy czy chabru. Sunrise Energy to idealny wybór do porannego śniadania. Miks guarany, eukaliptusa czy szafranu, doda Wam energii, złagodzi ewentualne bóle, poprawi krążenie i zwiększy koncentrację. Daily Comfort to m.in. kwiat lawendy i trawa cytrynowa. To drugie ma niesamowite właściwości odżywcze i poprawiające nastrój. Dodatkowo dzięki Kasji, oczyścimy swoje ciało z toksyn. Na wieczorny relaks poleca się Sunset Chill z mieszanką hibiskusa, kwiatów chabru, słonecznika. Znajdziemy tu jeszcze m.in. papaję i mango. Taka mieszanka to zdecydowanie bomba zdrowia.

 

 

 

 

PUDER

To cudeńko, upolowałam na ostatniej promce w Rossku. Fajny efekt zmatowienia, przyjemny zapach i zdecydowanie fajnie wygląda na skórze. Stosuję go jako ostatnią warstwę mojej maski :P  w celu jej „zmiękczenia”.

 

 

 

 

SKIN BEAUTY

Łykam je dopiero od tygodnia. Mają bardzo fajny skład, a nie jest żadną nowością to, że na skórę najlepiej wpływa się … od wewnątrz. A właściwie najlepiej dbać o nią kompleksowo jak o wszystko. Nie łudźcie się, że istnieje magiczna kapsułka, czy magiczny kosmetyk, dzięki któremu nagle Wasza cera zacznie wyglądać jak wygładzona w Photoshopie. Na dobrą cerę, na piękne włosy czy zdrowe ciało wpływa masa czynników i należy zadbać o nie wszystkie – w tym samym czasie.

 

 

 

Skin Beauty to połączenie aloesu, pochrzynu, acai. To dawka witaminy B1, B2, B6, B12, witaminy C i E, biotyny. Taka mieszanka, to idealne uzupełnienie dla zdrowej diety. Jeśli chodzi o moją cerę, to trochę załatwiłam sobie pory, ciężkim fluidem przez okres zimowy, dlatego prócz w miarę zdrowego jedzenia i kapsułek, zdecydowałam się jeszcze na kilka zabiegów w salonie kosmetycznym i wreszcie – naturalne kosmetyki. Ale o tym kiedy indziej :) Na hasło MAMALA25 macie 25 % zniżki na wszystko w Natural Mojo.

Rzeczy wymienione powyżej to zdecydowanie faworyci, którzy w kwietniu byli non stop przy mnie i towarzyszyli mi w mojej codzienności. Jaram się tym tym bardziej wtedy, kiedy na coś wpadam przypadkiem ( książka w Empiku), albo kupuję to na mega dobrej promce ( puder w rossku). Czasem za kilka złociszy, człowiek może sobie sprawić ogromną radochę – przynajmniej ja tak mam. Pamiętacie drzewko szczęścia z moich marcowych przyjemności? To chyba najbardziej idealny przykład tego, że czasem pewne rzeczy są nam po prostu przeznaczone – a potem służą nam długi, długi czas.

Jutro wkraczamy w piękny miesiąc jakim jest maj i czuję, że ulubieńcy na ten miesiąc, będą równie fajni. Oczywiście wszystko Wam za miesiąc pokażę, ale zdradzę Wam w sekrecie, że maj będzie pod znakiem cudownych książek, naturalnych kosmetyków, zdrowych przepisów i… a no wielu innych rzeczy, ale przecież nie mogę Wam tutaj tak wszystkiego zdradzić. Bądźcie ze mną na bieżąco na stories na instagramie (kółko ze zdjęciem profilowym to relacja z 24 ost godzin naszego życia ), a będziecie wiedzieć o niektórych rzeczach dużo szybciej, niż tu – na blogu.

A teraz kolej na Was! Jacy są Wasi ulubieńcy kwietnia, którzy zasługują na uznanie? Wyjątkowo dobry kosmetyk, ciekawa książka? Podziel się tym, a może ktoś ( np. ja ) zainspiruje się Twoim wyborem.

Pięknego maja!