O kulcie nadczłowieka i byciu zwyczajnym

10 grudnia 2018

Poruszyłam dzisiaj na stories kwestię nadczłowieka. Bo wiecie – wstawiam te storki z budzikiem o 5:00, pokazuję jak cisnę 5 km w czasie gdy inni jeszcze śpią. Później dopieszczam chatę na błysk, w międzyczasie wymyślając trzy nowe projekty i plan na biznes.

Ci, którzy mnie dobrze znają i obserwują moje media, wiedzą, że umiem łapać balans. Że żeby tyrać, muszę odpowiednio dużo czasu spędzać w ciszy i spokoju – medytując, afirmując czy chociażby się modląc. Ale tak czy siak – moja codzienność to ciągle nowe cele i stały rozwój. Tak chcę póki co żyć. To jest PÓKI CO dla mnie dobre. Ale żadne z moich osiągnięć, nie stawia mnie w lepszym świetle. Mój pęd życia, moje ciśnienie na rozwój – nijak ma się to do tego, jakim jestem człowiekiem i jaka jest moja wartość. Nie jestem niezwykła i wyjątkowa – ok, dobrze tak o sobie sądzić, ale wiecie… bardziej w kwestii docenienia siebie, aniżeli poczucia, że jest się lepszym od innych.

TREND NA BYCIE NADCZŁOWIEKIEM

Trend na bycie nadczłowiekiem robi wiele dobrego – motywuje innych do zmian i sprawia, że podnosimy swoje ciężkie 4 litery i idziemy po swoje. Zmieniamy życia na lepsze. Ale z trendem jak to z trendem – sieje też dużo spustoszenia, spycha na dalszy plan to co jest inne i dalekie od tegoż właśnie trendu. Z jednej strony świat krzyczy: ZAPIERDALAJ! Idź po swoje! Z drugiej… ZWOLNIJ – otaczaj się #hygge rzeczami i żyj #slowlife koniecznie będąc przy tym #mindfullness. Śmieszkuję tutaj, ale całkiem świadomie – bo ja jestem i w 1 i w 2 grupie. Zapierdalam, ale też mocno stawiam na to, żeby się zatrzymywać i zachwycać. Żeby doceniać i być wdzięcznym. Chcę biegać w maratonach, ale też jednocześnie bardzo mocno lubię iść tip topem przez las i nie myśleć o niczym.

 

BYĆ ZWYCZAJNYM

Ale na świecie jest też grupa ludzi, którzy żyją sobie zupełnie „zwyczajnie”. Nie stawiają sobie wielkich celów, czerpią radość jedynie z tych małych, ale ważnych rzeczy. Żyją sobie z dnia na dzień, mają spokojną, stabilną pracę. Wychowują dzieci, robią coś dla siebie – ale nie dla nich ciśnienie na nie wiadomo jaki rozwój. Nie dla nich wielkie przedsięwzięcia, projekty i generalnie hardkorowy zapierdol. Mają swoje zwyczajne, piękne życie – i liczy się jedynie to, że to życie jest DOBRE i że ludzie, którzy to życie wiodą – też są dobrzy.

 

BYĆ DOBRYM CZŁOWIEKIEM

Bo ostatecznie chyba to się w życiu liczy najbardziej – bycie dobrym człowiekiem. Myślę, że największą miarą naszej wartości nie są cele i ich wielkość. Nie są nimi nasze osiągnięcia. Nasza wartość pokazuje się w tym jak traktujemy siebie i innych ludzi. I nie musisz zdobyć Mount Everest, by być lepszy i bardziej wartościowy. Nie musisz być niezwykły. Możesz być zwyczajny. Ale warunek jest jeden : musisz być w tym zwyczajnym życiu tak szczerze i naprawdę szczęśliwy. Nie mówimy tutaj o zarzuceniu celów i marzeń w kontrze do kultu nadczłowieka, będąc jednocześnie sfrustrowanym, że życie nie daje nam czegoś więcej. Bo umówmy się – jeśli chcemy od życia czegoś więcej, no to nie ma innej opcji – trzeba zapierdalać. Z nieba nie spadnie, pod choinką też się magicznie nie pojawi. Ale jeśli do pełni szczęścia, trzeba Ci jedynie ciepłej kawy, uśmiechu bliskiego i jedzenia w lodówce – i nic ponad to – to zajebiście Ci zazdroszczę. Bo ja czasem jednak czuję się zmęczona i chciałabym żyć zwyczajnie, nie podejmując się coraz to bardziej stresujących projektów i wyzwań. Tylko koniec końców, okazuje się, że to jest to co właśnie pozwala mi żyć szczęśliwi. To jest moje paliwo, dzięki któremu jestem lepszym człowiekiem. Dlatego tak wygląda moje życie i taką drogę wybieram. Ty nie musisz. Twoja droga może wyglądać zupełnie inaczej.

KAŻDE ŻYCIE JEST INNE – I NA SWÓJ SPOSÓB WYJĄTKOWE

Jak żyć? Po swojemu. Po prostu. Tak żeby nam było dobrze. Możemy albo cisnąć do przodu jak szaleni, uczyć się pięciu języków, biegać w maratonach po Afryce, robić formę życia i budować imperium biznesu, w międzyczasie rodząc trójkę dzieci. A możesz wychodzić z domu, spijać kawkę w autobusie, popracować spokojnie kilka godzin, wrócić przeczytać dobrą książkę, przytulić męża, psa, dziecko – nevermind. Możesz żyć na milion różnych sposobów. Najważniejsze byśmy mieli świadomość i wiedzieli czego chcemy, jakie życie nam odpowiada. Nie ma jednej, złotej recepty dla wszystkich, nie ma jednego słusznego stylu życia. Nie ma co porównywać się z matką, która wstaje o 4 nad ranem i ciśnie na siłownię, a my to tacy do dupy jesteśmy i ledwo oko o 7 otwieramy. Ty i ta matka to dwie odrębne jednostki, dwa różne życia, różne pragnienia. Jeśli się z kimś porównujemy, jeśli czyjeś zachowania i osiągnięcia rodząc w nas frustracje, to wsłuchajmy się wgłąb siebie i zastanówmy się, czemu to budzi w nas takie emocje i co to o nas świadcz y – bo to nigdy nie dotyczy tej drugiej osoby.

Nie musisz być niezwykła. Nie musisz mieć na koncie nie wiadomo jakich osiągnięć. Staraj się być po prostu dobrym człowiekiem. Takim, który nie ocenia, nie krytykuje, który pomaga innym. Żyj na swoich własnych zasadach. Tak żebyś mogła spojrzeć w lustro i szczerze mogła sobie powiedzieć, że jest Ci ze sobą dobrze. Jeśli nie jest – testuj nowe rozwiązania, szukaj swojego własnego ja, działaj, próbuj nowych rzeczy. W końcu TO znajdziesz. Ale nie myśl sobie, że szczęście i poczucie niezwykłości dadzą Ci jedynie WIELKIE rzeczy i wyczyny. To są najczęściej drobnostki, małe rzeczy… Dąż do szczęścia, ale nie za wszelką cenę. Nie naśladuj krok w krok ścieżek innych ludzi – wydeptuj swoją własną, jedyną w swoim rodzaju. Niech działania innych ludzi – nadludzi, ludzi zwyczajnych, ludzi pomiędzy jednym a drugim – niech będą dla Ciebie jedynie inspiracją, z której możesz wyciągnąć coś dla siebie i przefiltrować to przez własne potrzeby. Niech cudze życia i działania nie będą wyznacznikiem jakości TWOJEGO życia.

I chyba tak trzeba żyć. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje…