Kto w naszym domu bawi się zabawkami… SZOK!

27 listopada 2015

Zabawki – wspaniała rzecz! Dla kogo? Dla dziecka oczywiście! Tsaaa… na bank. Te wszystkie drewniane konie na biegunach, te kuchnie za tysiące złotych – nie wiem jak u Was, ale u mnie to najczęściej „moje” zachcianki. Oczywiście, że korzysta z nich dziecko…ale równie dobrze bawiłoby się plastikiem za 10 zł… I dobrze o tym wiem! 

Od jakiegoś miesiąca, a konkretnie od momentu, w którym klocki lego zostały przeładowane do fantastycznego, różowego kuferka – dziecię moje na mej piersi wychowane, budzi mnie perfidnie z samego rana płaczem i krzykiem, palcem wskazując na ten oto cudowny kufer. Nie zejdzie to dziecię samo z łóżka, nie pobawi się samo. No way! Matka musi wygramolić się z łóżka, otworzyć kufer i…budować. Od rana do nocy. No, a spróbuj tę sprytną bestię oszukać. Spróbuj być obok, ale patrzeć się gdzieś indziej. Spróbuj się na kocu położyć i układać klocki na leżąco. No co Ty! Musisz siedzieć, siedzieć od 6 rano i koniecznie budować tak jak dziecko każe. Dwie zielone płytki połączyć brązowym klockiem, a prawym rogu postawić krowę. No prooooste jak drut. I tak dochodzimy z Polą do coraz to większej wprawy. Kilka klocków na krzyż, a my tworzymy coraz to bardziej wymyślne budowle. I tak nawet mnie to bawiło kilka dni pod rząd. Ale klocków jakoś tak mało, a dnie są taaaakie długie. No i próbuję wymyślać inne zabawy: tańce, rysowanie – ale klocki zawsze wygrają. Śmieję się z F. bo czy wychodzi z domu czy wchodzi – my zawsze budujemy coś z tych klocków. I tak zaczynam już powoli snuć plany, że może powinnam stworzyć jakąś książkę: ” 1001 pomysłów na domek z lego”. No bo ZAWSZE, ale to ZAWSZE co budujemy? No domek przecież. Domek, podwórko, ewentualnie ostatnio zaszalałyśmy i zrobiłyśmy plac zabaw, na co Pola entuzjastycznie zareagowała okrzykiem „Buuuuruuuu, buuuuruuuu” czyt. huśtawka.

No i nadszedł już ten czas kiedy mówię do F: słuchaj! Kupimy jej więcej zestawów, będzie większe pole do popisu. Ja to bym chciała coś więcej zbudować! – czujecie? JA! No przecież, że ja. Przecież to ja zawsze oglądam te wszystkie różowe zestawy z duplo, kolejki… No ale to jest nic. Na ten mój pomysł, F. stanowczo się zbuntował i oświadczył: „Jakie lego duplo?! Ja chcę LEGO SYSTEM”. Ręce opadają. A ostatnio to jeszcze padło z jego ust: „Załatw samochód na sterowanie!”. Ciekawe dla kogo? Bo chyba nie dla Poli! No szok! Ewidentnie dwoje starych pryków przepycha się słownie między sobą, kto jakie chce klocki czy inne zabawki. A dziecko…a dziecko w tym czasie bawi się… rolką papieru toaletowego. I już jej biorę tę rolkę, mówię, że trzeba iść spać, bo już godzina 22, a dziecko robi minę jak po spróbowaniu cytryny i ja już widzę…widzę w zwolnionym tempie ten podnoszący się jej palec wskazujący, odwracam głowę, na co on wskazuje i widzę…ten cholerrrrny kufer z klockami LEGO !!! Mówię „NIE!” , a ona w ryk… I otwieram, i znów.. dwie zielone płytki…połącz brązowym klockiem…ustaw krowę…i zbuduj dom.

No i co zrobić…no kochamy te klocki. Kochamy to wszyscy. My, nasze dzieci. Lego jest ponadczasowe. Rozwija, trenuje naszą koncentrację, cierpliwość. Nieważne ile będziemy mieli lat – budowanie z klocków zawsze nas pochłonie do reszty. OSTRZEGAM tylko, że najlepiej zaopatrzyć się od razu w więcej zestawów, niż w jeden. Bo tak będziecie potem łączyć te dwie zielone płytki z jednego zestawu 1000 razy dziennie…a lego śnić się wam będzie po nocach… ;)

DSC_0807

 

DSC_0811

 

DSC_0813

 

DSC_0814

 

DSC_0815

 

DSC_0817

 

DSC_0821

 

DSC_0822

 

DSC_0823

 

DSC_0825

 

DSC_0827

 

DSC_0835

 

DSC_0837

 

DSC_0838

 

DSC_0839

 

DSC_0840

 

DSC_0841

 

DSC_0844

 

DSC_0846

 

DSC_0849

 

DSC_0850

 

DSC_0851

 

DSC_0854