Nowości od LIRENE w mojej kosmetyczce.

7 marca 2017

Z firmą Lirene, jestem związana już od wielu lat. Zaczęło się od produktów takich jak toniki. Obecnie w mojej szafce w łazience, zdecydowana większość kosmetyków, pochodzi właśnie z tej firmy. Zaczynając od wspomnianych wyżej toników, na fluidach i wielu innych rzeczach kończąc.

Od jakiś dwóch tygodni, moja szafka wzbogaciła się o kilka nowości od Lirene. Jedne zaczęłam testować od razu, inne użyłam dopiero kilka razy, jeszcze inne użyłam tylko raz, więc tak na prawdę za ich testowanie dopiero się wezmę. Kosmetyki z tej ostatniej wymienionej grupy, nie czekają dlatego, że już teraz nie urwały mi tyłka. Czekają tylko i wyłącznie na czas, kiedy taki sam produkt z innej firmy, który mam już w domu otwarty, wykończę po sam korek. Nie widzę sensu, żeby używać w jednym czasie pięciu różnych kremów na dzień, czy pięciu różnych balsamów do ciała. Cierpliwie więc czekam, a póki co delektuję się tym, co już używam i od czego wręcz się uzależniłam… Zacznijmy od faworytów!

 

FLUID PERFECT ONE

 

Totalna miazga. Zrobiłam kilka dni temu przegląd wszystkich fluidów, które mam i większość to była porażka – niby jakieś nowości, a odcienie pomarańczowe i konsystencja tak płynna, że twarz świeci się po nich jak… no wiecie jak. No i mówię, dobra. Otworzę ten. I stałon się … miłość od pierwszego wejrzenia. Fluid dopasowuje się do koloru cery, mój odcień to NATURAL 120. Nie jest płynny jak woda, ma idealną konsystencję i fajnie się rozsmarowuje. Dawno moja buzia nie wyglądała tak świeżo i promiennie. NAJLEPSZY i zdecydowanie został moim fluidowym faworytem.

 

 

 

MINERALNY MATUJĄCY PUDER SYPKI

 

Musi być dobry, skoro zepchnął na dalszy plan puder, któremu byłam wierna dobrych kilka lat ( max factor ). Puder został wzbogacony o pyłek ryżowy, który sprawia, że puder pięknie wygładza naszą cerę, ale też sprawia, że jest pięknie zmatowiona – a na tym zawsze należy mi najbardziej. Duży plus za trwałość. Puder po kilku godzinach wciąż wygląda na buzi świeżo i naturalnie.

 

 

 

ROZŚWIETLAJĄCY KOREKTOR POD OCZY I KRYJĄCY KOREKTOR PUNKTOWY

 

Zarówno jeden jak i drugi, jest bardzo fajny i łatwy w użyciu. Delikatna gąbeczka, która rozprowadza nam pod okiem niewielką ilość korektora. Dla osób, które z rana mają worki pod oczami – to korektory idealny. Ja raczej nie mam dużych cieni pod oczami, ale minimalne są i sprawiają, że człowiek wygląda na zmęczonego. Korektor załatwia całą sprawę i zużywa się go naprawdę niewiele. Ten kryjący, świetnie zmatowi nam cienie pod okiem, ten rozświetlający, nada dodatkowej świeżości.

 

 

 

BAZA ROZŚWIETLAJĄCA

 

Przyznam, że ostatni raz bazę stosowałam wiele lat temu. Odkąd zaczęłam używać tą, zaczęłam się zastanawiać, czemu tak długo nie używałam tego rodzaju kosmetyku?! Przecież to jest coś NIESAMOWITEGO. Buźka po nałożeniu jest miękka i gładka jak pupa niemowlaka, a podkład ( wyżej wspomniany) rozprowadza się o niebo lepiej właśnie na tej bazie. I jakoś tak cały makijaż na tej bazie, jakiś taki ładniejszy, bardziej promienny. Jeszcze do tego ten zapach… naprawdę rewelacja! Choć przyznam, że porównania niestety nie mam :)

 

 

KREM NAWILŻAJĄCY

Lekki krem nawilżający, który zawiera w sobie witaminę E. Stosuję go każdego wieczora, czasem ranka – jeśli akurat się nie maluję. Jeśli maluję się od razu, nakładam tylko bazę bez kremu. Wieczorem natomiast, po zmyciu całego makijażu, nakładam krem i… muszę przyznać, że tak odświeża twarz po całym dniu, że podobam się sobie nawet bez makijażu :) Również duży plus za zapach!

 

 

 

MGIEŁKA UTRWALAJĄCA MAKIJAŻ

Stosowałam kiedyś namiętnie coś podobnego, ale z avonu. I uważałam to za coś wręcz niezbędnego, zwłaszcza, że moje makijaże nigdy nie były zbyt trwałe i koniec końców, zawsze wracałam do domu wyglądając jak umęczona życiem staruszka. Mgiełka z avonu była więc wtedy wybawieniem. Kiedy urodziłam, nawet nie zauważyłam kiedy się skończyła. Makijaże nie były już tak ważne, więc olałam temat. No i ostatnio powróciłam do stosowania owej mgiełki, ale tej z Lirene i … miłość wróciła.

Dzisiaj makijaż przetrwał nawet deszcz, bieg w deszczu i… ogólne poddenerwowanie :P Wg opakowania makijaż powinien przetrwać jakieś 10 godzin. Mój na pewno przetrwał dzisiaj około 6, później go zmyłam :) Być może niektórzy z Was nie mają takiej cery jak ja i makijaż utrzymuje Wam się bez takich produktów – ale jeśli ktoś ma cerę taką jak ja – mieszaną, to pewnie wie, że makijaż słabo się utrzymuje, gdy nasza cera zaczyna się przetłuszczać… Mgiełkę możecie również stosować ogólnie do odświeżenia twarzy w ciągu dnia.

 

 

 

 DWUFAZOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU OCZU

 NAWILŻAJĄCY ŻEL MICELARNY

 

Płyn do demakijażu – zaczęłam go używać będąc u mojej mamy, która miała go na swojej półce. Po powrocie do Warszawy, zajrzałam do szafki i zobaczyłam, że przecież i u mnie czeka on na swoją kolej. Potrzeba naprawdę niewielkiej ilości na waciku, żeby IDEALNIE oczyścić pomalowane oczy. Miałam już do czynienia z płynami, którymi trzeba było trochę trzeć, albo zużywać z pięć wacików. Płyn jest trochę tłusty, więc tym bardziej należy pamiętać, żeby nie wylać sobie zbyt dużej ilości „na twarz” ;) Płyn usuwa również makijaż wodoodporny. PONOĆ wydłuża i pielęgnuje rzęsy, ale czy robi to chociaż w minimalnym stopniu, będę mogła Wam powiedzieć po nieco dłuższym czasie stosowania.

 

Żel micelarny – zawiera witaminę E i doskonale oczyszcza twarz i oczy. Wypróbowałam go póki co zaledwie dwa razy, więc to co jestem w stanie stwierdzić to fakty takie jak : doskonale oczyszcza, daje uczucie elastyczności skóry i co najbardziej fajne – sprawia, że skóra nie jest już taka hmm…szorstka, sucha, a staje się miękka, a jednocześnie jędrna. Po zastosowaniu żelu można mieć wrażenie, że cera jest wygładzona, a pory mniej widoczne.  Żel możemy stosować na dwa sposoby – z wodą lub bez. Lub tak i tak :) Fajna konsystencja – przyznam, że nigdy wcześniej nie stosowałam żelu do demakijażu oczu, czy do odświeżenia cery, ale przyznam, że to fajne uczucie. Żel micelarny zawiera w sobie wodę kwiatową z białej lilii – to ona odpowiada za uczucie nawilżenia. Żel zawiera również ekstrakt z mango – ten z kolei odpowiada za zmiękczenie skóry i jej odżywienie.

 

 

Teraz pora na… pielęgnację naszego ciała!

 

 

ŻEL Z OLEJKIEM POD PRYSZNIC

 

Przyznam, że trochę z nim zwlekałam, ale to tylko dlatego, że jakoś nie za bardzo lubię taką oleistą konsystencję i trochę się jej obawiałam. Jednak wczorajszego wieczora coś mnie podkusiło i… będę teraz używać chyba każdego dnia !!! Żel stosuje się na podobnej zasadzie, jak balsam pod prysznic z eveline, który kiedyś opisywałam Wam na instastory. Nanosimy go na wilgotną skórę, wmasowujemy, a następnie spłukujemy wodą. Po osuszeniu ciała, doznacie szoku, ale skóra jest tak przyjemnie aksamitna i wcale nie jest tłusta – a tego się właśnie obawiałam! Po użyciu tego żelu i po osuszeniu skóry, nakładam jeszcze balsam… takie połączenie sprawia, że nóżki aż się proszą o ich masowanie! ;)

 

 

WYGŁADZAJĄCY BALSAM POD PRYSZNIC

 

Warto go mieć chociażby dla tego obłędnego zapachu. Kojarzy mi się z zapachem mojej mamy, kiedy zawsze wychodziła z łazienki z wieczornej kąpieli. Możliwe, że jakiś jej balsam, miał podobny jak nie identyczny zapach. Jeśli Wasze ciało zdaje się być chropowate i jakieś takie… mało gładkie, to balsam jak sama nazwa mówi idealnie Wam wasze ciało wygładzi. Wiem, że powtarzam się z tą skórą jak pupa niemowlaka, ale i tutaj to określenie pasuje perfekcyjnie. Co ważne – zawsze wkurzało mnie, że po zastosowaniu jakiegoś balsamu, ciężko mi się ubrać. Tutaj nie ma najmniejszego problemu. Skóra nie jest lepka. Oczywiście balsam jest POD PRYSZNIC, więc oczywiście zmywamy go, ale mimo wszystko są takie, które nawet po zmyciu dziwnie zachowują się na skórze.

 

 

PERŁOWY ŻEL POD PRYSZNIC

 

Tutaj zapach zupełnie inny od balsamu. Ciężko mi go właściwie określić – jest na pewno… ciekawy i nieco orzeźwiający. Żel zawiera w sobie wyciąg z bawełny, co sprawia, że skóra jest niesamowicie miękka w dotyku i gładka. Efekt podobny jak do poprzedniego, więc nie warto inwestować w obydwa i przy kupnie zasugerować się zapachem, bo skóra reaguje niemalże tak samo zarówno na żel jak i balsam. Pytanie też co wolicie stosować pod prysznicem – mi na początku było ciężko przyzwyczaić się do konsystencji balsamu pod prysznicem, ale teraz stosuję go chętniej niż żel.

 

 

OLEJKOWE SERUM DO RĄK, SKÓREK I PAZNOKCI

 

Tutaj potrzebuję jeszcze trochę czasu, by powiedzieć na jego temat cokolwiek. Paznokcie mam przedłużone, ale od lat mam problem z wyjątkowo wrażliwymi skórkami. Serum stosuję od kilku dni i faktem jest iż skórki wyglądają inaczej niż zwykle, bo zawsze były zaczerwienione i wiecznie poszarpane – nie wiem czy to zbieg okoliczności, czy po prostu serum tak fajnie je wygładza ( widać to też po dłoniach). Teraz doczytałam właśnie na opakowaniu napis, że serum nawilża i wygładza skórę już po 1 zastosowaniu, więc może coś w tym jest. Ogromny plus za szybkie wchłanianie – wcześniej ilekroć stosowałam coś do dłoni, to później przez długi czas, czułam, że coś na nich mam. Krem powinniśmy stosować kilak razy dziennie oraz również na noc. Zapewniam Was, że kiedy poczujecie jak pięknie pachną Wasze dłonie, będziecie go nosić w torebce non stop.

 

 

BAZA KORYGUJĄCA ZACZERWIENIENIA

 

Tutaj zdam się na moją mamę i niebawem zaktualizuję ten wpis o opis tego produktu. Nie mam problemu z zaczerwieniami, więc nie jestem dobrą osobą, by powiedzieć cokolwiek na temat tego produktu. Mam tą bazę w szafce tylko i wyłącznie ze względy na moją mamę i jak tylko się z nią spotkam, zrobię jej mały prezent :) Wielokrotnie podsunęłam jej już mnóstwo kosmetyków, dzięki którym jej problem z cerą z naczynkami i cerą zaczerwienioną był choć odrobinę zminimalizowany. Bazę nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy i równomiernie rozprowadzamy. Na nią nakładamy makijaż… :)

 

 

SKARPETKI ZŁUSZCZAJĄCE I RĘKAWICZKI REGENERUJĄCE

 

To jest po prostu… SZTOS. Dokupiłam ostatnio kolejne opakowania, a jak tylko pojadę do Inowrocławia to obdaruję wszystkie bliskie mi kobieciny. REWELACJA, a właściwie… brak słów, serio :D Mega szybki i prosty sposób, żeby w domowym zaciszu zrobić sobie „zabieg”, która da efekt podobny zabiegowi w jakimś gabinecie kosmetycznym.

Zabieg na dłonie robimy w dwóch etapach – najpierw w wilgotną skórę dłoni wmasowujemy peeling, a następnie go spłukujemy. Etap drugi to założenie rękawiczek na na 30 minut, a po ich zdjęcie nałożenie maseczki.

Jeśli chodzi o skarpetki, nie stosujemy żadnych kremów, ani niczego. Po prostu zakładamy skarpetki na umyte i osuszone stopy, na około godzinę/półtorej. Po ich zdjęciu stopy opłukujemy wodą.

” Proces złuszczania rozpocznie się naturalnie po ok. 5 – 7 dniach od użycia i trwa 7 – 10 dni w zależności od grubości odcisków i zrogowaceń. W tym czasie nie należy złuszczać skóry mechanicznie ani używać innych preparatów złuszczających. Zaleca się moczenie stóp w ciepłej wodzie oraz stosowanie odżywczych kremów do stóp. Maseczkę należy stosować nie częściej niż raz na miesiąc.”

U mnie, skóra zaczęła się złuszczać już po czwartym dniu i byłam w sumie ogromnie zszokowana, że to działa – choć mówiło mi o tym wcześniej już wiele osób, to jednak… musiałam przekonać się na własnej skórze. I to dosłownie :P A, że problem z szorstkimi stopkami wracał do mnie ja bumerang – to tym bardziej jestem szczęśliwa, że nareszcie ktoś wymyślił coś tak genialnego!

 

 

To już tyle :) W szafce jest tego dużo więcej i jest jeszcze wielu innych faworytów, ale nie chcę Wam wszystkiego pokazywać w jednym wpisie. W następnym pokażę Wam świetne peelingi, maski i wiele, wiele innych… jesteście ciekawi? Podobają Wam się takie wpisy? Co jeszcze chcielibyście zobaczyć, a może co jeszcze powinnam przetestować, nim Wy to kupicie, hmm? Dajcie znać, a tymczasem… do zobaczenia! Ach – no i koniecznie dajcie znać czy kosmetyki Lirene goszczą i na Waszych półkach!

 

 

 

 

 

  • Ania

    Super wpis, skarpetki uwielbiam stosuje od jakiegoś czasu

  • Magdalena Bartkowiak

    jestem wierna szaremu fluidowi z Liren, ale może hmm pora „zaktualizować” kosmetyczkę :) jak to czytałam to Ci MEGA zazdrościłam takiego zestawu!! ale mimo to dzięki za wpis ;)

  • Paulina Czerwińska

    Z tej firmy mam tylko peeling enzymatyczny i jestem z niego mega zadowolona :) Trzeba się zaopatrzyć w nowości:)

  • Mnie najbardziej zainteresowaly korektory. Ja dla odmiany mam duzy problem z cieniami pod oczami.

  • Ewelina Kurek

    Oj Ala, i skąd tu teraz kasiurę pobrać – wszystko mnie zainteresowało! :D Mam okrutnie wielkie worki pod oczami, a ten krem na zaczerwienia to mi by się przydał jak nic! Dzięki za super wpis i inspiracje :* I pojaw się na snapie! Znaczy na insta :*

  • Sylwia Weber

    Rewelacyjny zestaw ;) Naprawdę kuszący pakiecik ; )

  • Upatrzyłam kilka punktów dla siebie – między innymi tą mgiełkę właśnie. Chyba pora wybrać się na jakieś zakupy kosmetyczne. ;)

  • Kamila Brzozowska

    Zrobiłam po Twoim wpisie mały zakupy wczoraj i chciałabym Ci podziękować, bo po wielu latach z przeróżnymi fluidami i pudrami, dopiero teraz kupując te z Twojego wpisu, jestem w pełni zadowolona i już ich nie zamienię na żadne inne! Ala – życia ratujesz! I twarze! :D Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję! No i mam teraz dowód, że polecasz same perełki – będę mieć to na uwadze! :D

  • annn

    Ala czy zapach tego rozowego balsamu wygladzajacego jest mocno slodki? zalezy mi zeby nie byl az taki wiesz duszacy… z gory dzieki za odpowiedz ;)

  • daria

    jak te kosmetyki rimmela ktore dostalas na evencie? jest cos godnego polecenia co uzywasz?