Kolejna świeczka na torcie – kolejny rok duchowej przemiany. Jaka byłam, a jaka jestem?

24 kwietnia 2017

To jest ten dzień. 24 kwietnia. Jak co roku – znów budzę się starsza. O ile kiedyś wyczekiwałam tortu i prezentów, oczekiwałam wielkiej uwagi – tak teraz, będąc osobą dorosłą, jest to u mnie dzień przemyśleń… czy można zmienić się przez dziesięć lat? Można. To właściwie nieuniknione. A czy można zmienić się przez rok? Też można… Nawet nie wiecie jak bardzo…

Mogłabym rozpisywać się na milion kartek o tym jaka byłam jeszcze pięć, sześć lat temu, a jaka jestem teraz. Widzę ogromną przepaść, ale … nie dziwi mnie to. Nie wymagałabym od osiemnastolatki, żeby dnie spędzała pod kocem, rozważając na temat życia. Moje życie było jednym wielkim rollercoasterem uczuć – uczuć, które pragnęłam odczuwać nie byle jak – musiało być intensywnie, nieważne w jaką stronę – intensywne depresje, intensywne imprezy, intensywne związki, intensywne znajomości, intensywne relacje, intensywne emocje. Niby zaszywaliśmy się z F. coraz częściej w domu kiedy skończyłam liceum i było nas wszędzie mnie niż zwykle – ale póki nie zaczęliśmy myśleć o dziecku, więcej było w nas, a przynajmniej we mnie buntowniczki i diabła, niż spokojnego aniołka. Z roku na rok coraz bardziej wstydzę się za swoje zachowanie z okresu liceum i pomału zaczynam nawet zgadzać się z niektórymi określeniami mojej osoby – może dopiero z perspektywy lat, jestem w stanie zobaczyć własne błędy. Ale wciąż staram się ich jednak nie żałować – nieważne jaką przeszłam drogę i ile razy się na niej wywróciłam – doszłam tu gdzie jestem. A jestem w miejscu wyjątkowym. Dla mnie na tę chwilę najlepszym.

Totalnie grubą kreską oddzielam to co było przed dzieckiem, a to co było odkąd zaszłam w ciążę. Dla mnie to dwa, totalnie inne życia, totalnie inne osoby. Nie łączę tego. Prawdziwe życie, pełne wartości i warte coś więcej niż pół litra wódki, zaczęło się właśnie wtedy gdy z trybu: impreza, przełączyłam się na tryb: rodzina. I wierzcie mi –  w tym drugim odnajduję się znacznie lepiej. Zawsze śmieszą mnie niesamowicie hejty w moim kierunku, że na pewno jestem beznadziejną matką, a moje blogowe życie to fikcja – bo przecież jak miałam szesnaście czy siedemnaście lat, robiłam to i to, zachowywałam się tak i tak. Wierzcie mi – młodość rządzi się swoimi prawami i nijak ma się do tego jacy będziemy za kilka lat, kiedy beztroska zamieni się w odpowiedzialność. Co prawda, niektórzy przez całe życie przechodzą sobie, mając mentalnie lat naście – ja zdecydowanie poszłam w drugą stronę. Dochodzi to do mnie najbardziej wtedy, kiedy widzę swoje rówieśniczki. Ale każdy ma swoje tempo. I każdy żyje tak jak chce żyć. I musimy to wzajemnie uszanować, nawet jeśli tego nie rozumiemy.

Poszłam w drugą stronę, nie dlatego, że takie jest życie. Nie dlatego, że jest rodzina, obowiązki, praca, odpowiedzialność. Niektórym i to nie przeszkadza w zachowywaniu się jak rozpieszczony bachor, który tylko czeka aż coś mu spadnie z nieba czy zostanie podstawione pod nos. Poszłam w stronę „mentalnej trzydziestki”, bo takiego dokonałam wyboru. Taka się stałam. Świadomie zdecydowałam się na wewnętrzną, duchową przemianę, której wciąż doświadczam. Życie, które wiodłam, pełne tych „intensywnych” uczuć, pokazało mi, że tak się na dłuższą metę nie da. Że to wszystko o co walczyłam, nie zapewnia szczęścia. Szczęście jest wtedy, kiedy we własnym wnętrzu robisz porządek. Prawdziwego szczęścia i spokoju ducha, doświadczy tylko ten człowiek, który chce być dobry. Który zmienia siebie, nie świat. Pewnego dnia zrozumiałam po prostu, że szczęścia nie daje człowiekowi żadna rzecz, a nawet żadne przeżycie, jeśli nasza dusza jest wysypiskiem śmieci. Na dodatek nieposegregowanych. W moim życiu, nieważne jak myślałam, że jestem szczęśliwa – ciągle coś było nie tak. I ja sama do końca nie wiedziałam, czym jest to „coś”. To był jakiś wewnętrzny lęk, uczucie takiego niepokoju. Dziś to uczucie jest mi tak obce, że zaczynam chyba zapominać jak to jest… wtedy myślałam, że może to „coś” odejdzie, gdy znajdę miłość. Nie odeszło. Może odejdzie, gdy urodzę dziecko. Nie odeszło. Może wtedy, gdy zacznę robić karierę – nie odeszło. Zaczęło odchodzić dopiero wtedy, gdy ja sama zaczęłam się go pozbywać, karmiąc swój umysł tym co dobre. Zaczęło odchodzić dopiero wtedy, gdy zaczęłam wyrzucać ze swojej głowy zawiść, zazdrość, nienawiść, pesymizm.

Prócz zmian w głowie, dokonałam też kilku innych. Usunęłam stary, prywatny facebook – nawet nie wiecie, jak duży wpływ miało na mnie to co widywałam na „wallu”. I ma to wpływ na każdego z Was, kto ma pełno znajomych, pełno bodźców, pełno polubionych stron z beznadziejnymi treściami. Ludzie karmią zawiścią i debilizmem swoje umysły każdego dnia. Przewijają wall, na którym czytają dyskusje o tym, że matka, która chce kupić używany fotelik jest debilką. Chwilę dalej widzą znajomą, której wcale nie lubią. Jeszcze dalej jakiś FB, niekoniecznie przez nas polubiony, ale się pojawia  – jacyś fanatycy ziejący nienawiścią do jakiejś partii politycznej. A wisienką na torcie info o skatowanym dziecku. Bodziec za bodźcem. Nie dotyczy Twojego życia? Nie szkodzi. Czytając to, widząc – twój umysł przetwarza to i produkuje myśli w tym samym tonie. Wkurzamy się i irytujemy na rzeczy, na które nie mamy wpływu, na ludzi, których nie znamy. Prywatny facebook musiałam założyć i tak i tak, bo bez tego nie mogę mieć fanpage. Ale jestem, że tak powiem „incognito”. W znajomych mam ok. 5 osób, których posty mam ukryte, a wiadomości do tych osób, to tylko sprawy „biznesowe”. Na wallu nie ma nic. A ja z tego facebooka nie korzystam. Czasem ktoś mnie jakiś sposobem znajdzie, ale usuwam zaproszenia, bo mój profil to nieużywana pusta przestrzeń. Z wiadomości do tych kilku osób korzystam niesamowicie rzadko, więc nie mam na tel ani aplikacji facebooka ani messengera. Czasem kiedy jedna z tych osób tam napisze, odczytuję jej wiadomość po kilku dniach.

Dzięki temu prostemu ruchowi uciął się kontakt i możliwość kontaktu z wieloma toksycznymi osobami. Nie docierają do mnie żadne głupie i bezwartościowe rzeczy. W telewizji sama wybieram co chcę oglądać, gazet ( wiecie jakich) nie czytam – więc słabo u mnie z odbiorem złych informacji. Nie docierają do mnie :) Nie oznacza to jednak, że nie wiem co się dzieje na świecie – staram się czytać w internecie strony, które informują mnie ważnych dla kraju i świata sprawach. Wiadomo, wiadomości te nie są często fajne, ale nauczyłam się je przyjmować w inny sposób. Możecie sobie wyobrazić, że przed tą zmianą moje życie było totalnie inne? A to przecież konto na facebooku, które ma prawie każdy! I ja wtedy w życiu bym nie powiedziała, że korzystanie z niego ma na mnie tak duży wpływ – wierzcie mi – miało. A przede wszystkim przestałam tracić czas na beznadziejne treningi kciuka prze przewijaniu fejsa. Nie macie nawet pojęcia ile zabiera nam to cennej doby i chwil.

Intensywne czytanie książek o pozytywnym myśleniu było ukojeniem w chwilach wolnych od pracy. Z dnia na dzień stawałam się coraz spokojniejszym i szczęśliwszym człowiekiem. Przez ostatni rok, dzięki książce MOC POZYTYWNEGO MYŚLENIA, baaardzo umocniłam swoją wiarę. Często bywam w kościele, gdzie modlę się w ciszy. Ale modlę się kilka razy dziennie w domy. Zazwyczaj w łóżku. Kilka razy dziennie na głos wypowiadam na głos sentencje z Biblii. Głównie jedną, po której w moment staję się spokojna, pełna wiary, zmobilizowana i… bezpieczna. „Jeśli Bóg ze mną, któż przeciw mnie” lub po prostu „Jeśli Bóg z nami, któż przeciw nam”. O ile kilka lat temu, nie wiedziałam, że wiara ma jakikolwiek wpływ na nasze życie – teraz nie wyobrażam sobie bez niej życia. Okazało się, że wierząc, modląc się, dziękując i prosząc – kształtujemy całe swoje życie.

Być może dla osoby, która jest taka jak kilka lat temu, to będzie jakiś bullshit. Mam jednak nadzieję, że każdy dojdzie do etapu w swoim życiu, w którym zrozumie, że ten „bullshit” to jedyna recepta na piękne, prawdziwe, dobre i wartościowe życie. To recepta na choroby, na wewnętrzny niepokój. Na wszystko. Recepta ta jest dostępna dla wszystkich, w książkach, w internecie – ale ludzie się boją ją zastosować, więc nazywają to głupotą. Bo o ile łatwo jest zmienić niewygodne buty, wyrzucić beznadziejny stolik  – tak nieco ciężej, zmienić coś w swoim życiu. Zmienić partnera na lepszego, zmienić pracę, zmienić swoje myśli.

Ja tego dokonałam, choć ciągle wiem, że jeszcze długa droga przede mną. Mam wręcz wrażenie, że im więcej wiem i rozumiem, tym tak naprawdę wiem coraz mniej. Wciąż popełniam błędy i mam wady – ja nawet mam ich świadomość i wiem, że powinnam je zmienić! Ale nie da się zmienić w rok wszystkich złych nawyków. Nie da się też być idealnym. Ale grunt w tym, by ciągle próbować iść do przodu i stopniowo zmieniać się na lepsze – łapać się na złych rzeczach, zdawać sobie z nich sprawę, robić coś z nimi.

Dzięki tym różnym praktykom, o których Wam często opowiadam, stałam się dużo lepszą mamą i narzeczoną. Stałam się dużo lepszym człowiekiem. A moje wnętrze już bardzo rzadko wypełnia się niepokojem i strachem. Chwile zapomnienia i rzeczy nie koniecznie zależne ode mnie ściągają na mnie problemy, one będą zawsze – ale nauczyłam się je pokonywać z jakąś nieziemską siłą. Nauczyłam się przeczekiwać burze w spokoju i nadziei. Czasem odchorowuję coś dzień, dwa, a czasem wcale. Czasem to po prostu pokonuję. Inaczej – ten problem nie pokonuje mnie.

Mogłabym pisać i mówić o tym godzinami, dobrze o tym wiecie. I nigdy nie jest mi mało. A to chyba wystarczający dowód na to, że to działa. Ta zmiana, to myślenie, to wszystko.

Tym pozytywnym akcentem, kończę życząc sobie samej z okazji tych dwudziestych czwartych urodzin, jeszcze więcej szczęścia i dobra. Tego samego, życzę i wam. Na każdy dzień, każdy rok, na całe życie.

  • Ten Facebook też mnie męczy bardzo. Choćby dzisiaj, gdy zwyczajnie rozpłakałam się czytając o pobitym dziecku. Niestety, aktualnie muszę go mieć właśnie z powodów biznesowych i trochę muszę się udzielać. Jedyne co mogę w tej chwili zrobić, to drastycznie ograniczyć czas spędzany na przewijaniu aktualności.

    • Myślę, że to przewijanie aktualności to taki nawyk wręcz, na który nawet nie zwracamy uwagi i nawet sprawy sobie nie zdajemy ile czasu na to tracimy i jak wiele bodźców dostajemy przez coś takiego…

  • Różyczka

    Wszystkiego co najlepsze. I abyś znalazła w życiu TO czego tak usilnie poszukujesz :*

  • Malwina

    I po raz kolejny trafiłaś do mnie dużo bardziej niż te wszystkie „kołcze”. Alicja musisz iść jeszcze bardziej w tym kierunku, bo jesteś mistrzynią! Wszystkiego dobrego i dużo zdrowia Ci życzę! Niech Ci się spełnią wszystkie życzenia!!! :*

  • Kamila W.

    Alicja, pamiętam Cię z czasów gimnazjum i liceum – i ja tam wcale złej opinii o Tobie nie miałam. Słyszałam różne rzeczy, owszem, ale błagam Cię, masa dziewczyn zachowywała się tysiąc razy gorzej, a o nich się jakoś nie mówiło. Byłaś wyrazista, ciągle się śmiałaś, miałaś powodzenie u dosłownie MASY CHŁOPAKÓW – to logiczne, że wielu to raziło ;) Jedyne co, to nie wiedziałam o tym co się działo w Twoim liceum, dobrze się maskowałaś, choć fakt, w szkole było Cię mało, więc można się było domyśleć… Ale to przeszłość. Tak jak piszesz dwa inne życia – dlatego życzę Ci, by to życie teraz i tu, było coraz piękniejsze, takie jak sobie wymarzyłaś. Nieważne co inni sądzą, ja wiem, że każdy w głębi duszy doskonale wie, że takich tekstów i takiej roboty nie może robić jakiś głupek – to co robisz zasługuje na uznanie każdego niezależnie od tego, czy Cię lubi czy nie. Wszystkiego najlepszego Alicja, wiem, że spóźnione, ale dopiero dzisiaj zobaczyłam tekst. Sto lat!

    • Kamila dzięki za komentarz :) Pewnie, że zachowywały się co niektóre i gorzej, ale jednak człowiek jak dorośnie i ma większą świadomość, zdaje sobie sprawę, że rzeczywiście pewne rzeczy nie były ok – ale jednak wychodzę z założenia, że wszystko dzieje się po coś. Z tym powodzeniem to bym nie przesadzała :P Dziękuję bardzo za życzenia, mam nadzieję, że się spełnią :*

  • ewelina

    kurka, coś nie tak z fb, bo kompletnie nie pokazuje mi twoich postow :( od jakis dwoch tygodni myslalam ze cisza jest… a tu twoje urodziny ominelam – wszystkiego najlepszeog Alicjo, zebys dalej byla takim wulkanem energii i motywacji i byla szczesliwa :*

    • No niestety FB utrudnia mi dotarcie do Was… :( Dziękuje Ewelina!!! <3

  • Ewelina Matusiak

    A ja Ci życzę, byś już zawsze mogła w życiu robić to co tak bardzo sprawia Ci radość :* A najważniejsze – nigdy się nie zmieniaj!

    • Bardzo dziękuję :* A jak zmieniać to tylko na lepsze :*