walka o związek

Kiedy walka o związek przestaje mieć sens?

9 lipca 2015

Zapewne wiele z Was ma za sobą związki bardziej lub mnie udane. Zapewne niektóre z Was mają za sobą nieudane małżeństwa. I zapewne prawie wszyscy z Was walczyli o to, by do rozstania nie dopuścić, prawda? Ale w którym momencie to nastąpiło? Gdzie jest granica naszej wytrzymałości i ile czasu człowiek potrafi żyć nadzieją, że coś się zmieni?

Jak długo trwa walka o związek? Długo. Czasem za długo. 

Znacie ten przypadek kiedy przekraczacie cienką linię i zamiast miłości pojawia się nienawiść? Brzmi znajomo? Jeśli tak to współczuję. Nie ma nic gorszego od patrzenia na osobę, którą kiedyś się kochało, a teraz na jej widok marszczą nam się brwi. Pozwólcie, że opowiem Wam swoją historię…

Pamiętam wiele rzeczy z całego swojego życia. Jedne bardziej, inne mniej. Są też takie rzeczy, które z pamięci bym chciała wymazać. I nie wiadomo czemu tamten wieczór pamiętam wyjątkowo wyraźnie. Krople deszczu stukały wtedy w okno wyjątkowo głośno. Kropla po kropli. Słyszałam oddech jego, słyszałam oddech jej. To była kolejna noc, w której moja bezsilność sięgała zenitu. Paznokcie obgryzione niemal już do zera, ale palce i tak dawały jeszcze radę wydłubywać brewka po brewce . Spojrzałam na swoje chudsze niż zwykle od stresu ciało, na swoje obgryzione paznokcie i zmęczoną twarz w lustrze. Chyba nigdy nie czułam się tak zdemolowana psychicznie jak wtedy. Roztrzęsiona, bezsilna. Z jednej strony bezbronna – z drugiej gotowa zrobić wszystko by zmienić swoje życie. Cała deszczowa noc spędzona na przemyśleniach. Kolejny poranek i jak zwykle to samo. Jego wkurzenie, moje poirytowanie i jeszcze bardziej wkurwiająca cisza i ignorancja unosząca się w powietrzu . Cztery lata chuj strzelił . Nic nie zostało. Nawet zdjęcia w ramkach same spadają z szaf, a słonie które miały przynosić szczęście ulegają samozniszczeniu. Jakby to był jakiś znak, że nawet na wspomnienia i sentymenty nie ma już tutaj miejsca. Jego obecność nawet gdy milczy doprowadza mnie do furii . Nie znoszę go i mam wrażenie, że on czuje to samo. Jeśli już się do siebie odzywamy to raczej po to, by powiedzieć sobie jak bardzo jesteśmy pokurwieni. Kiedy się uspokajam myślę … jakim cudem ktoś kto przyrzekał sobie być ze sobą na dobre i na złe, ktoś kto patrzył sobie głęboko w oczy całymi nocami – dziś potrafi się tak ranić. Nie rozumiem i już chyba nawet nie chcę. Zbieram się do kupy i już wiem, że jedyne co może pomoc mi się pozbierać i zacząć od nowa to nowe miejsce. Bez tych wszystkich posranych ludzi i bez niego. Kalkuluję, przeliczam, odkładam grosz do grosza. Informuję go o tym gdy jest w pracy. Kiedy wraca zachowuje się inaczej niż zwykle. Nie idzie się kąpać, ale przychodzi siada i zaczyna pytać jak to sobie wyobrażam po czyn mówi, że się nie zgadza. Wpadam w furię . Mam ochotę zacząć rzucać w niego wszystkim co mam pod ręka, ale zamiast tego płaczę i krzyczę pytając dlaczego nie pozwala zacząć mi nowego życia i robi znów problemy?! Po chwili on się uspokaja i mówi, że ok jedź gdzie chcesz, ale ja jadę za wami. Nawet jakbyś miała się wyprowadzić na koniec świata. Wolałam tego nie słyszeć jednak nie pozwalam mącić sobie w głowie . Po chwili  z łazienki dobiega do mnie jego płacz . Pytam czemu, co się dzieje, ale nie odpowiada. Po chwili jednak zbiera się w sobie i mówi resztkami sił „kurwa myślałem, że jedyne co nas rozłączy to śmierć ” pękam . Nareszcie po kilku miesiącach bez żadnego czucia do niego niczego poza nienawiścią, czuję rozżalenie i i smutek. Moje serce rozpada się na kawałki. Rozmawiamy jeszcze wiele godzin, a kilka dni później szukamy w stolicy pracy i mieszkania.  Nadal jednak wszystkie próby są takie… na siłę. Mam wrażenie, że już nic nas nie łączy. Prócz dziecka. Ratujemy coś czego nie ma . Kiedy jesteśmy już w stolicy wszystko jest pięknie – poza tym co jest między nami. Nie rozmawiamy, nie przytulamy się,  nie całujemy – ja żyję dzieckiem, blogiem a on ma swój świat i swoje kredki. Robimy osobne zakupy, aż w końcu nie wytrzymujemy i rozbijamy naszą rzecz, która była ostatnią nadzieją tego związku – skarbonka, do której wrzucaliśmy piątki za małolata, a potem całe wypłaty – skarbonka sprzed 4 lat kiedy już byliśmy pewni ze kiedyś ją rozbijemy i zrobimy wesele …  Dzielimy się po połowie, a on ma zacząć szukać mieszkania. Nie cierpię, wręcz przeciwnie – czuję ulgę. Marzę o tym, by odnaleźć szczęście u boku kogoś innego, kto mnie pokocha, kto da mi szczęście, którego nie dostaję…

Trwam w swoim miłosnym nieszczęściu i nie widzę w sobie żadnej winy. Walka o związek nie ma dla mnie sensu. Nazywam go moim tyranem, który mnie wykańcza, ale sobie nie mam nic do zarzucenia. W końcu wyjeżdżam do rodziców pozałatwiać trochę spraw związanymi ze studiami itp. Coś mi odwala i zamęczam go wiadomości na fejsie. Wyzywam, wylewam swoje żale, on odpowiada tym samym. Jestem już kłębkiem nerwów i co chwilę piszę do niego jak bardzo go nienawidzę, dołączając do tego milion wykrzykników. Zachowujemy się jak głupi małolaci, a nie dorośli. Obydwoje pękamy i wyrzygujemy sobie to co nas tak boli. Podejmujemy decyzję o ostatecznym rozstaniu. Po kilku dniach przyjeżdża po mnie i Polę do rodzinnego miasta. Jestem akurat ze znajomymi w pizzerii  i wiem, że lada moment powinien już być. Wracam do domu – jest. Kładę się obok niego z lekkim stresem, jakbym widziała go po raz pierwszy. Przytula mnie mocno tak jakby jutra miało nie być. Czas się zatrzymuje. Moje przyspieszone bicie serca i jego dłonie – dawno ich nie czułam. Rano zaskakuje nas szara, brutalna rzeczywistość. Jego obecność znów zdaje się mnie denerwować, ale z czasem dochodzi do mnie, że między tym zdenerwowaniem, a rozżaleniem, jest jakiś pociąg do niego, którego nie czułam chyba od czasów, kiedy na świat przyszła Pola. Po tej niewinnej nocy zakończonej jedynie niewinnym przytuleniem, świat zdaje się zmienić o 180 stopni. Podczas drogi do Warszawy jestem jakoś zamyślona… W głowie nachalnie pojawia się obraz mojej osoby sprzed kilku miesięcy. Zapatrzona w laptop i telefon i traktująca go jak powietrze. Nie teraz, zaraz, później. Mam robotę, muszę to skończyć, jestem zmęczona, nie mów teraz do mnie. A między to wplećcie milion pretensji. Nie… nie biorę całej winy na siebie, ale dochodzi do mnie brutalna prawda o samej sobie. Mam ochotę napluć sobie w twarz. Tego wieczora gdy wróciliśmy do wwa odkładam telefon, wyłączam laptop, usypiam Polę i włączam film. Wtulam się w niego jak gdybyśmy znali się miesiąc. Zapalam świeczki i całuję go w polik, na co on odpowiada mi całusem w czoło. Rozpływam się. Nie czułam tego całe wieki. Rano przed pracą całuje mnie w policzek… Kiedy wraca, czeka na niego ciepły obiad, wysprzątane mieszkanie i ja cała w skowronkach. Znów trzymamy się za ręce, żartujemy… I znów… znów ledwo wszedł i pozostawiał wszystko na wierzchu jak leci. Korci mnie niesamowicie, zwrócić uwagę, znów zrobić grandę o nic, ale… przestań ty głupia idiotko! Chowam tą cukierniczkę, którą przed chwilą wyjął, chowam tą koszulkę, którą rzucił na kanapę. Zajmuje mi to dwie minuty. Dwie pieprzone minuty, o które toczyłam wojny każdego dnia.  Nazajutrz ten sam schemat. Tu coś zostawił, tam coś zostawił. Mniej mnie to drażni, a wręcz śmieszy. Przecież pokochałam go z wszystkimi wadami. Rzucam słodkim głosem ” Kochanie…ta cukierniczka to mnie drażni niesamowicie, chowaj ją proszę…”. Odpowiada całkiem normalnie, znów zaczynamy żartować… Jest mi tak cholernie głupio. Mam wrażenie, że cały ten pieprzony kryzys, wszystko to było wojną o nic. Od słowa do słowa, aż w końcu tworzyliśmy między sobą jedno wielkie gówno.

I teraz już zawsze…gdy słyszę to jego pieprzenie o czymś co jest dla mnie kompletnym idiotyzmem…jak widzę tą pieprzoną cukierniczkę, którą co chwilę chowam… jak widzę ten brudny t-shirt wsadzony z powrotem do szafy…za każdym razem przypominam sobie…że za coś tego człowieka pokochałam.

Gdzie jest więc granica? Jak długo powinna trwać walka o związek? Granica jest zawsze indywidualna. Byłam w stanie uciąć sobie oby dwie ręce, by udowodnić wszystkim, że on jest moim tyranem, że mnie niszczy. Byłam w stanie sobie to wmówić i wierzyć w to jak w swoją własną religię. Byłam przekonana już milion razy, że go nie kocham. Nie czułam nic, a nawet gdy walczyłam, nawet gdy było stabilnie – wiedziałam, że za kilka lat będę z kimś innym. Pewnego dnia spytałam samą siebie ” Czy to możliwe, że znów coś do niego poczuję? Nawet jeśli zajmie to 5 czy 10 lat?” . W głębi duszy tego chciałam. Nie sądziłam jednak, że to możliwe. Myślę, że śmiało mogę mu dziś podziękować, że to on nigdy nie zwątpił i się nie poddał. I może nie zapomnę tych wszystkich przykrości, które sprawialiśmy sobie nawzajem… może nie do końca je wybaczę… ale będę cholerne wdzięczna, że do końca w nas wierzył. Jak widać nie naiwnie…

O pewne rzeczy w życiu warto walczyć do samego końca. Do usranej śmierci. Nigdy kończąc związek nie jest się do końca pewnym czy podejmuje się słuszną decyzję. U mnie zawsze była pewność, po czym zwątpienie – może nie zrobiłam wszystkiego, by to ratować? W zeszłym roku przez jakiś czas mieszkaliśmy osobno. Byłam szczęśliwa. Cholernie. Jednak po jakimś miesiącu zaczęłam czuć, że nie zrobiłam wszystkiego. Nie wybaczyłabym sobie nigdy gdybym za 50 lat obudziła się cholernie nieszczęśliwa i samotna i plułabym sobie w brodę, że nie zrobiłam wszystkiego… Przecież ludzie czasem są w kryzysach parę lat, po czym znów są szczęśliwi jak nigdy dotąd… Ta nadzieja pozwalała mi wierzyć, że i dla nas jest jeszcze jakiś ratunek. Że może jeszcze obydwoje postanowimy, że walka o związek może się powieść i nas uratować.

Dziś śmiało mogę powiedzieć, że go kocham. Kocham jego uśmiech, jego żarty i to, że jest. Kocham kiedy dla mnie gotuje i kocham kiedy robi z siebie debila tylko po to, żeby mnie rozśmieszyć. Miałam do wyboru kilka dni temu…albo zostać w domu, albo jechać na jedną z najlepszych blogerskich imprez. Fajna sprawa. Nowe kontakty, nowe możliwości. Ale nie… nie teraz. kiedy oni tak bardzo potrzebują mnie, a ja ich. I co? Spędziłam najlepszy weekend odkąd Pola jest na świecie. Najpiękniejszy, bez wymuszonych pocałunków i bycia ze sobą na siłę. Ja, on i Pola. Najlepsze trio ever. Basen, spacery, lody, puzzle i po wielu miesiącach celibatu sex.

A Wy…czytacie obserwujecie… i widzicie, że mnie mniej niż zwykle. Że chłonę znów to życie i wyciskam jak cytrynę, a świat wirtualny nie przysłania mi już niczego co ważne. Bez problemu gdy Pola zasypia odkładam wszystkie sprzęty i wtulam się w jego ramiona…co najlepsze, gdy zaczęłam umieć to wszystko rozdzielać…pracę, rodzinę itp… on zaczął wspierać mnie w tym wszystkim, co go do tej pory odrzucało.

Czasem warto przestać robić z kogoś potwora i porządnie przyjrzeć się samemu sobie. Nieufnie słucham opowieści kobiet, które zazwyczaj są bez winy, bo przecież całą winą obarczają faceta. Myślę, że większość z nas jest tak naprawdę po prostu zbyt uparta i samolubna, by czasem ustąpić i uśmiechem zareagować na błąd. Gorzkniejemy na „starość”, a obowiązki nas frustrują. Facet po przyjściu z pracy i marząc o chwili spokoju, otwiera drzwi od domu a tam co? Wiedźma na miotle witająca go całą litanią ” Czemu nie zrobiłeś tego i owego”. Anioł, by nie wytrzymał.

Nie mogę Ci powiedzieć czy Twoja walka o związek ma jeszcze jakiś sens. Nie mogę powiedzieć czy Twoja walka o związek zakończy się powodzeniem. Nigdy się nie dowiesz, jeśli nie spróbujesz. To Ty musisz ustalić sobie swoją, własną granicę i być prawie pewna, że nie możesz zrobić już nic… W tej kwestii nie doradzę i nie pomogę. Bo sama byłam już przekonana, że nam nic nie pomoże… Tymczasem po największym kryzysie jaki przeszliśmy…na niebie pojawiła się zajebiście kolorowa tęcza…i to wcale nie ta z Waszych profilowych na fejsie. Tylko ta dająca nadzieję na to, że nawet po największej burzy, po największej katastrofie…może zrobić się kolorowo. I to nie jest tak, że jest już super pięknie, a my możemy spocząć na laurach. My dopiero zaczęliśmy walczyć i czeka nas najcięższy sprawdzian w życiu. Czeka nas ciężka praca nad związkiem, walka o związek, walka o lepsze i relacje. Ale nareszcie wierzę, że ta walka o związek ma sens… i nareszcie czuję, że tego chcę…

 

 

walka o związek

 

DSC_0806

 

DSC_0807

 

DSC_0811

 

DSC_0818

 

DSC_0819

 

DSC_0820

 

DSC_0822

 

walka o związek

 

DSC_0824

 

11.07.2017 – Wpis pt: kiedy walka o związek przestaje mieć sens, stał się bardzo popularny, więc pozwalam sobie dopisać kilka słów. Od czasu publikacji tego wpisu, przeszliśmy jeszcze kilka ciężkich sytuacji, kiedy myślałam, że to koniec. Obecnie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, jakimi nigdy wcześniej nie byliśmy, nawet wtedy kiedy byliśmy na początku swej drogi. Nasza walka była naprawdę długa, ale obecnie nie wyobrażam sobie, że ktoś z nas mógłby się poddać i pójść własną drogą. Jesteśmy zakochani, szczęśliwi i zapatrzeni w siebie. Niemożliwe? Możliwe… przede wszystkim każdy z nas musiał dojrzeć, a ja zamiast skupiać się na zmianach partnera, skupiłam się na zmianach samej siebie. Przede wszystkim dostrzegłam, że w każdej poprzedniej walce, zbyt bardzo skupiałam się na tym jak mi źle, zamiast wyobrażać sobie nas szczęśliwych i dążyć do tego. Wszystko jednak zaczyna się w głowie… teraz to wiem! I wszystkim Wam życzę podobnego happy endu! PS: Warto dodać też, że często złe zachowania partnera/partnerki powodujemy my sami. Nie usprawiedliwiam nikogo, ale warto się przyjrzeć samemu sobie i to od siebie zacząć zmiany. Może zbyt bardzo jesteśmy zafiksowani na tym co nas boli, a nie dostrzegamy co boli naszą drugą połówkę… Niech Wasza walka o związek zakończy się pomyślnie!

  • Marlena Czerwińska

    Piękny, szery prawdziwy tekst. Cieszę się że tak pięknie się to wszystko potoczyło. Trzymam ogromnie za Was kciuki!

    • Alicja Wegner

      Przydadzą się, dziękuję :*

  • Popłakałam się czytając. Trzymam za was kciuki, żebyście zdali ten sprawdzian i byli szczęśliwi tak po prostu :)

    • Alicja Wegner

      Dziękuję kochana…

  • Aleksandra

    Oj skąd ja to znam… Mój związek wielu ludziom wydaje się „różowy” i słodki – 12 lat razem bez żadnego pozwu rozwodowego :P Ja miałam 16 lat, on 21. Ale tylko my wiemy jak było między nami i jakie cieżkie chwile przetrwaliśmy… Też dziś wiem, że warto walczyć do końca – tak długo jak jest miłość…

    • Alicja Wegner

      O właśnie..ja byłam pewna, że tej miłości już nie ma…a jednak!

  • Mei

    W każdym związku pojawia się taki moment, kiedy ma się ochotę rzucić to wszystko, a jedynym, co wydawałoby się nas łączyć, są te wspólnie spędzone lata, które szkoda tak po prostu zostawić i pójść dalej z myślą, że zmarnowało się kilka lat życia na coś, co nie ma przyszłości. A dzieli wtedy całe mnóstwo, najbardziej te kłótnie o bzdety, o to, że to Ty tyrasz z tą miotłą, że Ty odstawiasz na miejsce, a on przyjdzie, rzuci, nie patrząc gdzie i tak jest w kółko. Ale właśnie to z tymi wadami ich pokochałyśmy. W podzięce za posprzątanie, za ciepły obiad, dostajemy całusa w czoło i zakochane spojrzenie. Ja w ciągu sześciu lat związku, który wydawałby się na początku zakochaniem dwójki gówniarzy, też miałam taki kryzys, raz mi odwaliło, raz jemu, ale dziś wiem, że warto doceniać to co mamy, że przecież ta miłość powinna być najważniejsza, a czepianie się nie ma najmniejszego sensu, można w inny sposób powiedzieć, co nie pasuje, bez wściekłości, bez złości… Trzeba się starać, we dwoje, a będzie najpiękniej, jak tylko może być, jak w tych książkach, w filmach, w bajkach – ale trzeba wciąż pracować nad związkiem, nic samo się nie zrobi.

    • Alicja Wegner

      Święte słowa…Praca praca i jeszcze raz praca.

  • Diana

    Oj, Ala, Ala, trafiłaś we mnie i moje życie tym tekstem. Dziękuję.

    • Alicja Wegner

      Nie ma za co… :*

  • Kasia

    Uwielbiam Twoja szczerosc! Jestes najlepsza! Madry tekst. Tez przez to przeszlam. Kryzysy mamy za soba. Bardzo sie kochamy. Za niedlugo wakacje. Pierwszy raz od roku wyjdziemy na randke. Mam ogromna nadzieje, ze nasze uczucia odzyja. Nasze zycie jest trudne. Mieszkamy za granica bez zadnego wsparcia. Zadko sie widujemy :(

    • Alicja Wegner

      Brak wsparcia, możliwości spędzenia czasu tylko we dwoje to ogromny sprawdzian i wyzwanie. Nie wierzę w takie pieprzenie, że ludzie nie potrzebują czasu tylko we dwoje…dacie radę!

  • Beata Mikołajczak

    Mamala znowu doprowadzasz do łez… Powodzenia dla Was :*

    • Alicja Wegner

      Dziękujemy :*

  • Natalia Legieć

    duzo duuuuuzo szczescia i wytrwalosci.. :)

    • Alicja Wegner

      Przyda się, dzięki! :*

  • Po Twoim tekście i komentarzach do niego widzę, że nie tylko ja tak mam. Mój związek trwa trochę krócej, spodziewamy się dziecka a ostatnio zaczęło się psuć. Szczerze, to byłam gotowa na zostanie samotną matką i odejście od niego, ale dzięki Bogu on ma lepszy charakter i nie chciał poddać się tak szybko.
    Uświadomiłam sobie że czepiałam się za pierdoły, szukałam dziury w całym i postanowiłam to zmienić. Teraz kiedy patrzę na wszytko tak jak Ty z dystansem jest między nami zdecydowanie lepiej:-)
    Życzę powodzenia:-):-):-)

    • Alicja Wegner

      Dystans to klucz do sukcesu w związku…niestety nie jedyny klucz, a jeden z wieluuuu. Powodzenia :*

  • Natalia Kaczmarek

    Kochana czy Ty wiesz jakie emocje we mnie wzbudzasz swoim postami no poryczałam się jak bóbr

    • Alicja Wegner

      Dziękuję kochana :*

  • Gosia Z

    Bardzo odważny i osobisty tekst. Mam wrażenie ze kazda z nas w swoim życiu czasami tak właśnie czuje. Ja tez

    • Alicja Wegner

      Zapewne, bardzo wiele kobiet przechodziło takie coś…

  • Pierwszy raz przeczytałam cały Twój tekst. Najpierw pomyślałam, że pewnie będzie o jakimś byłym facecie z poprzedniego związku. Potem jak się okazało, że to F to myślałam, ee to pewnie dawno było, może jakiś gorszy miesiąc w ciąży. A potem szok, że to F, że teraz, że tak długo. Czytałam skupiona jak streszczenie dobrej książki z nadzieją, że główni bohaterzy wrócą do siebie i będą żyli długo i szczęśliwie. I doczytałam końca, takiego właśnie. Z nadzieją i wiarą, że będziecie tak żyć. Długo i szczęśliwie. I tego Wam życzę. Jesteście wspaniałymi, dojrzałymi ludźmi, którzy udowodnili co jest w życiu ważne bo Ty nie pojechałaś na spotkanie w Poznaniu, a on nie pozwolił Ci odejść. Za mną 10 lat związku, trójka dzieci i wiele przeróżnych sytuacji, którym nie podołałabym bez niego. Nie ma w życiu wspanialszego uczucia i ważniejszego czegokolwiek niż miłość.
    ps. Przypomniałaś mi o tych pierwszych randkach, tych przecudownych i najwspanialszych buziakach w czoło i tych motylkach w brzuchu, których nie da się zapomnieć i które nigdy nie powinny odlatywać:)

  • Ech.. co za życie… Czytając jednym tchem zastanawiałam się czy to nie o mnie… jesteśmy na etapie rozstania, szukam czegoś dla siebie i córki.. ale właśnie dziś! potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać… tego mi najbardziej brakowało.. motyli w brzuchu nie ma… nie potrafię się zbliżyć.. ale za coś go pokochałam… i jednak warto walczyć o swoje! Gratulacje tak odważnego tekstu! dziękuję Alu!

  • Kinga

    Bardzo osobisty tekst, ale właśnie za to Cię lubię. Ja miałam ostatnio bardzo podobnie i też w pewnym momencie stwierdziłam, że robię wojnę o gówna i stwierdziłam, że czas się ogarnąć.
    Podziwiam że ktoś kto pokazuje w internecie swoją twarz, potrafi tak szczerze napisać, że coś mu nie wychodziło. Niektórzy nie potrafią powiedzieć tego przyjaciołom, a Ty się zebrałaś i powiedziałaś to czytelnikom. Dzięki za to, że wiem teraz, że nie tylko ja tak mam :) :*

  • Małgorzata Stryjecka

    Brawa dla F. za puszczenie tego tekstu . Brawa dla was.

  • Maluch w domu

    Aż się poryczałam. Lubię happy endy i życzę Ci, aby tak już pozostało! Przeszliście długą drogę i może to scementuje Wasz związek jeszcze bardziej.

  • Justyna

    Jak bardzo dzisiaj potrzebowałam przeczytać właśnie coś takiego… Już zaczynalam myślec o dobrym prawniku i podziale majątku a ten tekst przywrócił mi jeszcze resztke nadziei. Dziękuję.
    A na tym samym osiedlu mieszkałam kiedy urodziło się moje pierwsze dziecko – wspaniałe wspomnienia :)

  • milili

    Alicja ile Ty teraz wazysz :o

  • Angelika

    Wpis chwyta za serce. Przeczytałam dwa razy i czuję że będę wracać często do niego, ponieważ motywuje do walczenia o miłość. Jestem w związku od 5 lat, mam dopiero 19 prawie 20. Też bywały większe i mniejsze kryzysy, nie raz chciało się to zakończyć i szukać szczęścia u innego. Jednak nie o to w tym wszystkim chodzi. Widziałam kiedyś mądry demotywator. Przedstawiał straszą parę, pod spodem był tekst (przytoczę swoimi słowami) – „jaka jest recepta na udany i tak długi związek? -wiesz młodzieńcu urodziliśmy się w czasach gdy jak się coś zepsuło to się to naprawiało a nie wymieniało na nowe ” . Za każdym razem gdy mam ochotę rzucić mój związek w cholerę i mieć kogoś innego przypominam sobie te słowa. Wydaje mi się że jest inaczej jak para wychowuje dziecko. Kryzysy są większe, bo wiąże się to również z mieszkaniem razem. Inaczej jest jak para ma tylko siebie, nie jest połączona ani papierkiem ani dzieckiem. Lecz nie zmienia to faktu ze o każdą PRAWDZIWĄ miłość trzeba walczyć. A to czy miłość jest prawdziwa to czujemy w sercu. Pozdrawiam Cię Alicjo, jesteś bardzo mądrą i dojrzałą dziewczyną jak na swój młody wiek.

  • Pomijając wszystkie ochy i achy:) żartuję oczywiście. Potrzebowałam kopa i właśnie tym tekstem go dostałam. Dzięki!!!:*

  • Kasia B.

    U nas było podobnie. Troche większą traume miałam bo do tego znienawidzenia doprowadziła jego zdrada. Przełknęłam to. I wiesz co? Nigdy, przenigdy nie żałowałam, że nie odeszłam. Patrząc teraz na niego i na Lenor dla ktorej on jest całym światem mam na twarzy uśmiech. Niektórzy mówią, że nie mam do siebie szacunku, że z nim zostałam. Wale to! Wróciłam zmęczona z pracy a on pojechał po cydr dla mnie i karmi mnie paluszkami:) pozdrawiam i duuuzo cierpliwości życzę:)

  • Kasia

    To mój pierwszy komentarz na tym blogu.
    Jestem w Twoim wieku, mimo że nie mam dziecka, ten tekst bardzo dotyczy mojego życia.
    Bardzo Ci dziękuję, Alicja, chyba właśnie uratowałaś mój związek.

  • „O pewne rzeczy w życiu warto walczyć do samego końca. Do usranej śmierci”.
    Amen :)
    Kibicuję z całego serca !!!
    Wierzę, że się uda, bo czasami w życiu jest potrzebny mocny kop w dupsko aby umieć docenić co się ma.
    My też taki dostaliśmy i od tamtej pory mamy oczy szerzej otwarte. Na siebie.
    Pozdrawiam

  • kreatywnyrodzic.blogspot.com

    jesteśmy w podobnym wieku i ostatnio przechodziłam z mężem podobny kryzys. Człowiek po urodzeniu dziecka może zatracić się codzienności a przez to zaniedbać swój związek i relacje w nim. Najważniejsze, że chcieć ratować związek przez obie osoby.
    Gratuluje i trzymam kciuki :)

  • Anna Breczko

    Czytając Twój tekst miałam ciary,czułam jak włosy na rękach stawały mi dęba !!

  • Jezus Maria jestem tą wiedźmą na miotle… serio, czas ją wywalić do kosza, zamknąć w szafie i po prostu wrócić do siebie. Te laptopy, smarfony i inne srajfony to zabójcy dla relacji i też niestety wpadam w takie zamknięte koło – zaraz, później, jutro itd. Bo dla dziecka zawsze mam czas, więc nadrabiam wieczorem co się da. Ale Twój tekst otworzył mi oczy. Dzięki

  • Sylwia

    Piękny tekst a jaki prawdziwy. Czytając go i komentarze nie spodziewałam się, że aż tyle par przeżywa podobne problemy. U mnie kryzys zaczął się jakieś 10msc temu. Jest gorzej bo wdarla się pomiędzy Nas osoba trzecia. I to nie mąż sobie kogoś znalazł a ja.. a raczej to On mi go podsunął na tacy.. pewnego wieczoru a raczej nocy, pijąc piwko ze szwagrem zadzwonił do kumpla z pracy i powiedział – „zajmij się moją żoną bo nie daje mi się ze szwagrem napić” no i się mną zajął.. na jakieś 7msc… miesiąc temu się rozstaliśmy. Postanowiłam ratować małżeństwo – chociażby dla dzieci. Ale czy można zakochać się w kimś od nowa, jednocześnie myśląc 24h/dobę o kimś innym????

    • Edyta

      Tekst rzeczywiście daje do myślenia… też nie sądziłam, że takie problemy to chleb powszedni wielu par. Jestem w podobnej sytuacji do Twojej… jeszcze dziś myślałam, że odnalazłam w końcu szczęście, że może na nowo ułożę sobie życie, przy boku kogoś innego. Po przeczytaniu tego postu zalałam się łzami…

  • Klaudia

    Dałaś mi bardzo dużo do myślenia. Dziękuję Alu i pozdrawiam.

  • Sama prawda i życie – post otwiera oczy !
    chyba dziś wieczorem odkładam tablet, laptopa i smartfona – bo przecież życie toczy się tu i teraz w moim domu :)

  • Asia

    ja pierdzielę Ala! gratuluję odwagi! opisałaś coś co przeżyła chyba każda para a nikt nie ma odwagi powiedzieć o tym głośno!
    życzę szczęścia!
    …warto rozmawiać o wszystkim i o niczym o tym co fajne i nie. Z doświadczenia Ci powiem że można na nowo zakochać się w tym samym człowieku i to jeszcze bardziej :)
    trzymam za Was kciuki!

  • Dorota Kołodziejczyk

    Dziękuję.

  • Shadya

    Dziękuję za ten tekst.

  • Piekny tekst. My mamy za soba taki kryzys..
    8 lat temu. Ale to byl tylkooj kryzys
    Wkirwoenie i zwatpienie. Rozstanie. Placz. Ale nadal przyjacielakie spotykanie sie codzien. Wspolny wyjazd….pp 2 miesiacach jego cierpliqego czekania wrocil mi rozum, ze zwiazek to nie motyllo 24 h na dobe
    Ze czasem jest gorzej.ale tylko czasem :) od tamtego momentu ani razu nie zwatplilam w nas..
    Wam tez tego zycze :*:*

  • To ja mam teraz bardzo podobnie… Ale mam wrażenie że tylko ja to widzę :/

  • Mika

    Pięknie gratuluję!. Mi się nie udało. Po 15 latach rozwód. Minęło 12 lat od tej sytuacji. Ale jest przykro. Ja walczyłam. Mój mąż nie chciał. Nie można nikogo zmusić do miłości. Jestem silna. Przetrwałam chociaż na początku było trudno.Jestem szczęśliwa. Chociaż nie założyłam drugiej rodziny, ani nie jestem w związku. Ale szczęście ma dla mnie nieco inny wymiar niż kiedyś.

  • Kinia

    Chyba nie przez przypadek akurat dzisiaj trafiłam na Twój blog i ten wpis ;) sytuacje mam niemal identyczna… mam nadzieje dzięki Tobie jeszcze zawalcze i uda mi się uratować nasz związek..

  • Gość

    A ja już od kilku dni dogaduje się z mężem w sprawie podziału majątku, opieki nad dziećmi i całej reszty. Po przeczytaniu tego tekstu chyba orzeźwiałam. Mój mąż stara się, pomaga mi jak tylko może, a ja jeszcze ciągle go krytykuje. On przychodzi zmęczony z pracy a obiadu nie ma, dlaczego? Bo oficjalnie cały dzień byłam tak zajęta dziećmi, że nie zdążyłam nic ugotować, prawda jest taka że pół dnia przesiedzialam przed telewizorem, komputerem, na telefonie, ale on się nie złości tylko wyciąga patelnię i szybko coś przyrządza i jeszcze pyta się mnie czy nie zjem z nim. Ja to jestem wredna, muszę zmienić swoje podejście do niego a będzie lepiej, przecież on mnie tak kocha, tyle znosi…

    • Nikola Mioduszewska

      Zwalamy na nich a to czesto my wszystko wyolbrzymiami robimy z igly widly a potem efekt glupio spojrzec mezowi w oczy bo stara sie jak potrafi a ty tego wolalas nie widziec i dalej krytykowac ze on taki siaki czy owaki boze jakie my baby jestey skomplikowane

  • wiosenka350

    Przeczytałam ten wpis chyba już 8 razy i za każdym razem przeżywam to na nowo i płacze!!! Jesteś niesamowita dziewczyna! !!

  • Angelika Patean

    Opisałaś to wszystko tak pieknie

  • wiola

    Aluska, to najlepszy wpis jaki czytałam na Twoim blogu. Super ze odpowiedziałaś o tym wszystkim, tak prawdziwie, że nie udajesz ze Twój związek jest idealny itp. Ja mam taką sytuację od 4 mies od kiedy urodziła się nam córeczka, w ciąży było idealnie, czułam wtedy ze kocham go bardziej niż kiedykolwiek ale później się wszystko zepsuło, sama nie wiem czemu. Wszystko co robi i mowi irytuje mnie cholernie mocno. On kocha, stara się jak tylko może a ja krytykuje dosłownie wszystko. Wiele razy zmuszałam się do tego by się zmienić ale teraz po Twoim wpisie wiem ze na sile nie zrobię nic, musze chcieć i dzięki Tobie czuje ze w końcu tego chce, tak prawdziwie, na serio :) Uwielbiam cie :-)

  • ania.

    czytajac Twoj tekst mialam wrazenie, ze czytam o sobie.. nie dawno z mezem tez taki kryzys przechodzilismy z ta roznica ze nie mialam mozliwosci zyc z nim oddzielnie, mieszkamy z moimi rodzicami. On zaczal uciekac w prace wracac tzlko sie przespac i isc z powrotem zarabiac jak to w tedy mowil na moje wymysly.. jak teraz patrze na to co sie dzialo w naszym zwiazku widze ile bylo mojej winy.. wracal z pracy i czekalz na niego pretensje albo zarzuty ze nie pomaga mi przy dziecku. Teraz kiedy to trozumialam i zmienilam swoje zachowanie i widze jak z usmiechem wchodzi do domu a jego powrot ubiega telefon z pytaniem czy Antek spi a jesli jest pozno to prosi zebym go nie kapala i nie usypiala bo on chce to zrobic ze mna. Wiele mu moglam zarzucac ale dopiero teraz kiedy zachowuje sie w stosunku do niego inaczej widze ile tym wszystkim bylo mojej winy.

  • May

    Dziękuję Ci ogromnie za ten tekst… Jestem ze swoim facetem prawie dwa lata. Na początku to było coś… Magicznego, jak z filmu. Wszyscy znajomi rzygali tęczą, a my świata poza sobą nie widzieliśmy. Potrafiliśmy w ogóle nie chodzić na zajęcia, byleby spędzać ze sobą 24 h/dobę. Tak, od samego początku byliśmy do siebie przyklejeni – jeden akademik i jego współlokator któremu nie przeszkadzało, że nocowałam codziennie w ich pokoju – to dwie rzeczy które sprzyjały byciu papużkami-nierozłączkami. Jak już szliśmy na zajęcia to zdarzało się, że ja szłam na jego, a on na moje. Wielkie plany – ślub niebawem, potem dzieci bo nie ma z czym zwlekać. Potem coś się stało. Ja poczułam że moją jedyną rolą jest bycie idealną dziewczyną. On to wykorzystywał, choć chyba był osaczony. Do tej pory pewna nie jestem. Skąd moje poczucie? Nalegałam na rozmowy o byłych związkach, więc on się wypowiadał o swoich poprzednich dziewczynach, ich charakterach itp. Ja ze swoją niską samooceną wzięłam to mocno do siebie i dlatego zaczęłam się tak zachowywać. Potem przestałam mieć szacunek do siebie, nie dbałam o swoje potrzeby bo jego były dla mnie najważniejsze. On wykorzystywał to dalej. W którymś momencie była naprawdę tragedia. Ja miałam dość, zaczęłam go olewać i traktować tak, jak on traktował mnie. I co? Rozmowa. Z jego inicjatywy. Łzy, postanowienie poprawy. Przez kolejny miesiąc ogromne wojny… W końcu zobaczyłam coś, co mi się nie spodobało. Zawsze w takich sytuacjach reagowałam wręcz histerycznie. Nie tym razem. Wówczas powiedziałam, że ustalenia były inne, ale porozmawiamy jak się zobaczymy. I co? Kiedy się spotkaliśmy, przeprosił, wyjaśnił i… od tamtej pory zmiana. Wielka zmiana. Wiele zgrzytów po drodze ale coraz więcej starań. Coraz większe postępy. Kolejna próba – wakacje. Z trybu codziennego widzenia się, praktycznie mieszkania ze sobą musieliśmy znów przejść w tryb nie widzenia się najpierw przez ponad miesiąc a teraz widujemy się co około 2 tygodnie. Najpierw było ok. Ale w końcu rozłąka zaczęła dawać się we znaki. I co? Wszelkie objawy zazdrości które kiedyś ja przejawiałam, teraz przejawia on. Sytuacja jakby się lekko odwróciła. Ale nie do końca – rozmawiamy. Nie tylko z mojej inicjatywy. Rozumiemy się, pracujemy oboje nad tą relacją. Jeszcze miesiąc i znów będziemy „mieszkać” razem. Czeka nas mała próba. On wie, czego mi brakuje bo mówię otwarcie. Ja jakoś nie mogę wyciągnąć, co ja mogłabym robić lepiej :P Ale podskórnie to czuję. I wiem, że dogadamy się. Ten wpis mnie utwierdził w tym przekonaniu. Słyszałam opinie, że powinnam to zostawić, bo nie warto. Ale przecież jeszcze jest czas, chcę próbować dalej. Bo wiem, jak bardzo on mnie kocha. I wiem, jak ja kocham jego. Choć też czasem myślałam, że już nic nie czuję. Ale wiem, że to uczucie jest, i że jest silne. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem Ci wdzięczna za ten tekst.
    Mam nadzieję, że Wasza praca nad związkiem przyniesie jak najlepsze efekty i to jak najszybciej!

    • Kasia

      Czasem po prostu potrzebna jest przerwa by zrozumieć ile dla siebie się znaczy. Ja mam staż 2,5 roku, przeszłam różne kryzysy. Od nienawiści po wątpliwości przez chorobę. Po 1,5 r na Swięta on mnie zostawił, mało tego przespał się prawie z jakąś dziewczyną a wszystko dlatego że ja stałam się dla niego matką a nie dziewczyną, narzekającą i robiącą awantury. 3 tygodnie do mnie się nie odzywał, nie widzieliśmy się aż na sylwestra wysłał mi życzenia, później znów cud miód i znów problem powrócił ale szybciej sobie z nim poradziliśmy i wyszliśmy z tego. Ja prawie też się z kimś przespałam… ale po tej przerwie wróciły motyle w brzuchu, pokazywał i ja mu też jak bardzo mnie kocha, że nie uważam tego za zdrade. Nie czuję się jakby była rysa na naszym związku. Podczas tego kryzysu zapomniałam ile on dla mnie mnie znaczy… jak przyszła rutyna to coś się wypalało. Dziś mimo że rutyna próbuje zawitać wiem ile dla mnie znaczy… i czasem łąpiemy się że rutyna wpada tak że nie idzie jej poznać. Powiedział mi kilka dni temu słowa po których zrobiło mi się przykro i otworzyły mi oczy : Nie rozmawiamy już ze sobą w ogóle…
      Jak miałem ci powiedzieć że robię tatuaż skoro nie rozmawiamy??
      A ja nawet tego nie zauważyłam… :/
      Najważniejsze to jest ROZMOWA i jeszcze raz ROZMOWA. nie ważne jak bardzo byście się nie nawidzili czy coś… to minie, trzeba tylko odpocząć, docenić ile ten ktoś dla nas znaczy!! bo w szarej codzienności o tym zapominamy.

      • Klaudia Wojnarowicz

        A co jeśli Ty mówisz, a on się w sobie zamyka i nie wychodzi na konfrontację ? I wszystko wygląda jak Twój monolog, a jego sposób na przeczekanie, bo ‚pogada pogada i przestanie’?

  • Anka

    Kuźwa! To najlepszy tekst, jaki od dawien dawna przeczytałam! Dzięki!

  • Nie wiem jak to się dzieje, ale od kilku dni trafiam na wpisy, których bardzo potrzebuję, jakaś nieznana siła kieruje mnie na te konkretne blogi i ten jest jednym z nich. Może to wynika z braku doświadczenia, ale często towarzyszyło mi wrażenie, że jeśli spotyka się dwóch – nazwijmy to – „przeznaczonych sobie ludzi”, wszystko musi, po prostu musi dalej potoczyć się idealnie. Zawsze się dogadają, przez wszystko przejdą, no nie ma mocnych. Teraz czuję się oświecona. To wszystko jest podszyte walką, zaangażowaniem, trudem, ciężką pracą. Dziękuję Ci za ten wpis.

    • EMi

      Czy mogłabyś podać linki do tych innych wpisów? Będę bardzo wdzięczna…

  • Pingback: O idealnym związku - Przystanek Życie()

  • Czasemtakjest Czasemtakjest

    Jakbym czytała swoją historię. Ta nienawiść,wręcz obrzydzenie,ta walka o swoją rację i szukanie dziury w całym.Zmarnowałam na to sporo czasu i nerwów,dosłownie zmarnowałam.I tego czasu mi żal,bo przyszła choroba…jego choroba…rak…I teraz kiedy nie wiem ile czasu nam zostało,to tak mi cholernie żal tych zmarnowanych chwil. Czemu dopiero teraz,kiedy wydarzyła się tragedia zrozumieliśmy ,że tyko śmierć może nas rozłączyć?

  • Konsumentka_eu

    Bardzo bardzo dobre! Dawno nie czytałam nic tak prawdziwie pokrzepiającego :)

  • Właśnie przeczytałam swoją historię, tylko że bez tego dobrego zakończenia. Trafiłaś we mnie jak kulą w płot. Chyba doświadczam katharsis…

  • Klaudia Wojnarowicz

    Nie doczytałam do końca, bo zaczęłam oglądać zdjęcia. I ‚fajna d*pa z twarzy’ :D Heheh, serio. Patrzę na Ciebie, i widzę w Tobie sens, o.

  • Ryta

    NIESTETY, ZŁO JEST TAK WIELKIE ZE WSZYSTKICH STRON, AŻ NIE DO UWIERZENIA.DO TANGA TRZEBA DWOJGA. A POMIMO ISTNIENIA SWOJEJ POŁWKI,NADAL JESTEŚMY NIE AKCEPTOWANE.KAŻDY JEST WAŻNY TYLKO NIE MY.NIE MAMY PRAWA ISTNIENA.

  • Nikola Mioduszewska

    Bardzo dobry o prawdziwy tekst dzieki ktoremu zrozumialam ze to normalne jest z moim prawie 7 lat i powiem szczerze czasami jest cholernie ciezko najgorzej zaczelo sie robic jak wyjechalismy do wiednia isnty armagedon ja mu kazalam wyp.. chyba z 20razy on pakowal sie z 4razy. Czzsami mysle ze to jest chore ze tak nie mozna zyc ze to toksyczny zwiazek ale kiesy gniew opada mysle przeciez go kochaSz nie wtobrazasz sobie zycia kims innym nie chcesz zyc z nikim innym ale ku… z nim tez nie dajesz rady. Po co bralas ten slub po co zeby po pol roku sie poddac?tak nie moze byc.mysle co nas nie zabije to nas wzmocni jak potrafimy przejsc takie klotnie dochadzace czasami do rekoczonynow (z mojej strony) nie dasz rady przymknac oka na te jedno piwo po pracy?na jego humory jakby mial okres?czasami daje ale czasami mowie nie to ostatni raz mozemy zyc razem ale osobno skonczylo sie nie bd sie starac i leze wielce obrazona i wsciekla w drugim pokoju a on po 1000klotni przychodzi i pyta czy idziemy na spacer . Idziemy pol godziny milczac nagle pokazuje ci te piekne miejsca wiednia i myslisz sobie i jak go kuzwa nie kochac?jak mozesz to zostawic przeciez on nie widzi swiata po za toba zabije jesli by musial a ty o te durne skarpetki pod lozkiem chcesz to rozwalic..

  • xcxc

    Najciekawszy i kapitalny seks na http://sekstelefon.eu

  • Hannafff

    Z tego wszystkiego chce polecić fajny seks telefon http://seks-telefon.eu/

  • Me

    Mmi bardzo na nim zależy a on twierdzi, że nie nadaje się do związku. Dla mnie to żadne tłumaczenie, jak jesteśmy razem jest super. Nie wiem czy mam robic z siebie wariata i okazywać mu, że mi zależy… Choć on wie. Czy lrpiej to olać… Beznadziejna sytuacja…

    • kasia

      JA Ci nie powiem, bo standardowo- nikt nie wie. Ja sama mam dziecko z moim narzeczonym (jeszcze), który ma takie skoki emocjonalne,ze w głowie się nie mieści. Jesteśmy ponad 4 lata razem… kupilismy dom, samochód ,mamy fajne prace, prowadzimy wlasne firmy. Mamy dl asiebie czas. Staramy się by spędzać czas osobno . W ubiegłym tygodniu powiedział mi w twarz ,że mnie nie kocha, we wtorek wieczorem…pojechał do jakiegoś hotelu, siedział tam do piątku. W piątek wrócił…głębokie rozmowy, łzy, piękne słowa… Jakies obietnice o staraniu się, mówienie , że to jeg wina (dotychczas mnie obwiniał). Ja ciagle pozwalam mu wracać, nie wiem dlaczego…może dlatego ,że w sercu ciągle ma miejsce, że ciągle go kocham… Ale takie słowa, które padły z jego ust, to ciężko wybaczyć i zapomnieć. Dziś mija tydzień od czasu kiedy wyjechał do hotelu. Do wczoraj było ok, starał się , pomagał itp. I jakoś nam się zebrało na głęboką rozmowę …zauważyłam, że on ciągle nie jest pewny czego chce. Ciagle żyje między chęcią wolności i zabawy (ktore przyznal w piątek ,ze jedna nmie sa juz dl aniego) i checia byc w rodzinie, posiadania wsparcia… Ja jestem tak zagubiona…Żyję w ciągłym stresie, w ciągłym bólu. Mieszkamy za granicą i cieżki mi będzie jak jednak zadecydujemy się rozstać. zaczął chpodzić na terapię , ja też chodzę, poszliśmy razem… On by chciął wszystko naprawić w ciągu dnia…ja wiem ,ze to niemożliwe. Pewnie mnie tez nikt nie doradzi co mam zrobic :(

  • Paula

    Jestem z mężem od 10 lat 3lata po ślubie .Zawsze walczyłam o nasz związek . Nigdy nie mówi kocham nawet ze ładnie dziś wyglądam czy coś miłego .Mam 26 l mąż ma 34l nie mamy dzieci a on mi już unika sexu dziś mija 10 dzień bez sexu i on myśli ze jest Ok . Bardzo często tańczyłam przed nim naga lub w pięknej bieliźnie on udaje ze nie patrzy nie komentuje ale bardzo często potrafi skomentować koj zły wygląd lub jakieś podkniecie . Często się kłócimy a on nie wazy przy tym słów Wiec potrafi mi wbić szpilę ze jestem głupia lub nie mam mózgu i podnoszę mu ciśnienie . On zawsze powtarz ze go nie słucham i nie robię jak on mi mówi i popełniam błędy . Jest mi smutni staram się jak moge ja jestem raczej ta która ogarnia wszystko praca , rachunki wszelkie sprawy związane z życiem on mi robi zakupy i pracuje choć nie trzyma się jednej pracy zbyt długo . Ostatni wzięłam go na mecz arsenalu w Londynie taka niespodzianka :) a on mi awanturę zrobił ze patrzę się do około i pytam o palarnie choć on mi powiedział ze jej nie ma . Jesteśmy w uk 8 lat mój angielski jest lepszy dużo Wiec dlatego więcej załatwiam próby motywowania go do nauki ang i wspinania się do góry odrzuca .Nie wiem co robić uczucia hmm chyba się wypalam . Podjęte rozmowy kończą się krzykiem z jego strony

    • Rozgoryczony

      Kobieto… 10 dni bez sexu???? to co ja mam k.a powiedzieć….nie dawno minęło 5 mcy???? może chcesz porozmawiać z moją żoną??? Człowiek zap.a… pracuje, zajmuje się domem, posesją, dziećmi, a Ona pracuje…. a po pracy tablecik, serial jeden,. drugi, od biedy coś sprzątnie lub 2 razy na tydzień ugotuje…dziećmi zajmuje się jak już nie może się od nich odgonić… zachowuje się jak p.a nastolatka bez żadnych obowiązków z wybujałym EGO na pierwszym miejscu…i nie piszcie mi tu o kwiatach, czułych słówkach, zapewnieniach o miłości itp, były ale bez odzewu i żadnej pozytywnej reakcji z jej strony… jestem już chyba tylko dla dzieci i ze względu na kredyt… wiem.. h..owo, ale sądy w Polsce w 99.9% przypadków opiekę przyznaja matce, a ja dzieci nie zostawię na jej łasce…

      • Xxx

        O kurde a myslalam ze juz nie ma takich facetow. W sumie sa ale juz zajeci maja rodzine dom zone …

        Jakie te baby sa glupie. Chyba zla polowke wybrales .
        Wspolczuje ci bardzo ale 5miesiecy bez seksu prosze Cie lepiej sprawdz co robi na tym tableciku , pojdz za nia jak wychodzi na zakupy ze znajomymi czy gdzies to nie jest normalne ..
        Nie chce nic sugierowac ale pomysl glowa.

  • Ana

    A co w sytuacji gdy, ja i mąż jesteśmy razem 16 lat. Odkąd pamiętam o wszystko muszę się z nim wykłócać. Poznaliśmy się jeszcze w szkole średniej. To nie normalne że nic nie wychodzi od niego a ode mnie i wtedy wlasnie dochodzi do sprzeczek powodowanymi jego dziwnymi reakcjami i zachowaniami. Przytoczę może parę przykładów. Nasz związek miał też przerwę bardzo krótką koło miesiąca ponieważ w pewnym momencie miałam już tego dość. Dotarło do niego że chce być ze mną i co stracił. Wróciłam do niego bo go kochałam pomimo że tak bardzo mnie ranił. Obiecał że się zmieni. Sama zaproponowałam ze moze powinniśmy zamieszkać razem bo prowadziłam wtedy firmę pracowałam i studiowałam więc ciezko było by mi sie jeszcze z nim spotykać. Zdenerwowało go to ale porozmawiał ze swoją matką po czym usłuszałam że w takim razie niech ona cię utrzymuje???!!! Ponadto postawił warunek ze w łazience musi być umywalka dopiero wtedy się wprowadzi. Byliśmy wtedy młodzi mieliśmy po 21 lat. Zamieszkaliśmy razem po czym powstał wątek zaręczyn na co nalegali moi rodzice i tu nie było jakiegoś entuzjazmu ale i kłótni nie było. Następnie kwestia ślubu. Pamiętam jak dziś siedzieliśmy w salonie z jego matką była zima a my oznajmilismy jej że chcemy wziąć ślub w lipcu na co ona no chyba żartujecie, po czym siadła i powiedziała to znaczy ja bym się normalnie cieszyła ale skąd ten pośpiech???!!! Otóż byliśmy już ze sobą 5 lat! Rok po ślubie okazało się że jestem w ciąży. Pochwaliliśmy się teściom na co teściowa czy nie robiłam badań na tarczycę bo czasem test wtedy wychodzi jak wychodzi. SZOK !!!! Zrobiłam dwa testy na co mój ginekolog nie miał juz żadnych złudzeń. W miedzy czasie mój mąż wyjechał za granice do pracy zostałam sama było mi bardzo ciężko. Parę lat później podjęliśmy decyzję że zamieszkamy za granicą z mężem co znów było moim pomysłem i nie obyło sie bez sprzeczki. Przez prawie 4 lata mój mąż pracował za granicą a ja byłam z dzieckiem w Polsce. Mieszkamy za granicą juz parę lat mamy mieszkanie mamy prace moje dziecko kocha ten kraj, wszystko tu jest takie proste. Jakiś czas temu zapragnęłam mieć drugie dziecko, postanowiłam porozmawiać o tym z mężem. Z doświadczenia wiedziałam że nie będzie łatwo wieć wypiłam wczrśniej chyba pół Whiskey po czym powiedziałam mężowi że chciałabym mieć z nim drugie dziecko i tu on zbladł nawet nie pamiętam co mi powiedział tylko wstał wyszedł z salonu i poszedł spać. Od tamtej pory nam się nie układa. Mam już dość wykłócania się o wszystko tym bardziej że widzę że znajomi rozmawiają ze sobą planują coś razem. Mam dość jego teściów mojego życia.

    • Ana

      Aha odnośnie zaręczyn to przyszli jego rodzice gdzie matka wiedziała ze to bedą zaręczyny ale nie powiedziała ani słowa teściowi był przekonany że przychodzą na zwykły obiad bez kwiatów bez niczego. Teść wyraził zdziwienie i lekkie oburzenie ze jak to nikt mu o tym nie powiedział. Mój obecny mąż nie poprosił mnie o rękę nie spytał się też moich rodziców o zgodę. Kwestia moich rodziców to inny temat rzeka. Teściowa skwitowała to następująco że dziś młodzi robią to inaczej i jak chcą. !!!??!! Zarąbiście sobie pomyslałam a gdzie ja w tym wszystkim. Pamietam też że teść ze szczęścia się upił z moim ojcem a teściowa w pewnym momencie wstała i powiedziała że już będą szli. Zamówiliśmy więc taksówkę do której nie wsiadła tylko koło 21.00 postanowiła że pójdzie przez pół miasta sama na obcasach gdzie wczesniej była rok na zwolnieniu na kręgosłup. Podczas spotkania narzekała że nie może siedzoeć bo ją boli a tu proszę do domu na szpilkach pobiegła. I to dosłownie bo zanim dojechaliśmy taksówka do jej domu ona była juz na miejscu. Czy ja przesadzam czy mam po prostu przesrane? Ja mysle ze jednak mam przesrane!!!!

  • Maria

    Dziękuję, zrozumiałam coś właśnie. Coś o sobie, niezbyt przyjemnego, ale tego potrzebowałam. Mimo 6 lat razem, bałam się, że nie wytrzymam dłużej. A to po prostu czas dużej, gorzkiej szczerości, która nabrzmiewała i nie miała ujścia. Lepiej na bieżąco się posprzeczać o małe sprawy, niż czekać aż wszystkie razem urosną do rangi wielkiego żalu i pogardy dla tego, bliskiego nam przecież, drugiego człowieka.

  • gosc

    33 lata po slubie dorosle dzieci coraz gorsze reacje.Wyzwiska o byle co a ty ..zamknij morde bo jestes za glupia zeby ze mna rozmawiac.Nie mam swojego zdania,ciagle bita i upokazana za byle co za troche kurzu na komodzie.Mam milczec jak mi ubliza bo jak nie to chodze z siniakami ,po tylu latach musze odejsc ,zalazl mlodsza widocznie ne bylismy dla siebie,szkoda tylko ze tak pozno….

    • Olka

      Witam.
      Chętnie z Tobą porozmawam.
      Jestem w podobnej sytuacji.
      Prosże Cię o podanie maila.
      Pozdrawiam.

  • Xana

    Poplakalam sie… Jestem w podobnej sytuacji lecz troszke gorszej… Mega tekst!

  • Marta

    Pierwszy raz czytam tekst, który tak dobrze i pięknie opisuje te sytuacje. Czytając tylko pierwsze zdania już poczułam rozżalenie, ale to dlatego że ja swoją granicę przekroczyłam. Ale tak samo bardzo długo starałam się zrobić ‚na pewno najwięcej ile się da’ żeby uratować związek, tak samo wracałam sto razy do myśli że może będę żałować za 50 lat że się rozstaliśmy. Tak samo też myślałam że jestem prawie bez winy… Teraz jednak po już dwóch latach i będąc w kolejnym związku uważam, że to była dobra decyzja żeby się rozstać po 4 latach. Ta nienawiść zabiła bardzo dużo i przez nią nawet nie wspominam za bardzo tamtych czasów a nawet nie pamiętam. Te wspomnienia pozostają dla mnie tajemnicą i stwierdziłam, że ‚niech spoczywają w pokoju’, ale w dobrym tego znaczeniu. I faktycznie w tej chwili tamte uczucia są dla mnie nieosiągalne i trudno mi sobie przypomnieć jak to wszystko się mogło tak potoczyć, jak mogłam tak bardzo kochać a potem tak nienawidzić. Ale lepiej tego nie ruszać, za dużo bólu tam jest, za bardzo to na mnie wpłynęło. Wtedy nie miałam pojęcia że będzie możliwe ‚zapomnienie’ tego wszystkiego, wtedy było dla mnie to nierealne i teraz też jest trochę zaskoczeniem. Ale w końcu jednak pozytywnym, bo potrafię dalej żyć i tworzyć inne związki, bardziej udane.
    Pozdrawiam gorąco i cieszę się że udało Wam się to przejść i odnaleźć znowu czułość i życzliwość. Jedna osoba do tego nie wystarczy, ważne że oboje w tym jesteście na dobre i na złe.

  • T Jan Lis

    W śród przyjaciół znajomych jestem postrzegany za silnego faceta…ale teraz wiem , ze jestems słabszy niż nie jedna kobieta … nie mam pojęcia jak wy kobiety sobie z tym wszystkim radzicie … w październiku skończę 41 lat … można by pomyśleć … dojrzały facet z poukładanym życiem …. teraz tylko

    • Dominika

      W takiej sytuacji potrzebny jest czas. Ja wybaczyłam wiele tylko musiałam zobaczyć tą zmianę, to że chce i , że jestem w stanie zaryzykować. Jak będziesz już umiał z nią normalnie porozmawiaj to zrób to ale bez emocji, krzyków, żali. Może rzeczywiście żałuje, może to był błąd, może robiła to z jakiegoś powodu. Daj sobie czas.

      • T Jan Lis

        Wiem… tylko jak to przeżyć ?

        • Dominika

          Wiem, że to strasznie trudne. Sama nie dawałam rady i są teraz dni lepsze i gorsze. Mi osobiście pomagała rozmowa z kimś bliskim, znalezienie zajęcia. I powiem Ci, że poszłam do psychoterapeutki i to dlatego, że nie umiałam sobie poradzić i rozmowa z nią była dla mnie zbawienna. Zrozumiałam wiele rzeczy i zaczęłam pracować nad sobą. Może ona pomoże Ci zrozumieć, a na pewno nie zaszkodzi. Tego nie trzeba się wstydzić czy mieć opory, po prostu trzeba chcieć pomóc sobie i Wam. Bo naprawdę wszystko da się wybaczyć jeśli się kocha ale jeśli na nowo się zaczyna to od zera, od początku bez pretensji.

  • Ela

    Moim zdaniem jest jedna najwazniejsza rada dwa razy do tej samej wody sie nie wchodzi po co walczyć- skoro ktos mnie zdradza – zasłużyłas na kogos lepszego- jest taka książka; kup kochance meza kwiaty:) ja nigdy bym nie wybaczyla- jestem silna kobieta

  • Ida

    Rzucił mnie facet po kilku latach i nie daje sobie z tym rady. Po przeczytaniu tekstu chce wierzyć że się uda ale wiem że to juz definitywny koniec i nie chce mnie.
    Nasz związek zaczął się od przypadkowego spotkania, które skończyło się seksem. On przystojny, zabawny, inteligentny, oczarował mnie choć jak się poznaliśmy korzystał z życia, pisał z wieloma kobietami ale nie przeszkadzało mi to bo w sumie mieliśmy układ a poza tym i tak zawsze wybierał spotkania ze mną a nie z innymi.Miało być na chwilę ale jak to w praktyce wychodzi coś poczułam on też i zostaliśmy parą Zawsze się bałam, że nie zmieni się, że będzie pisał do innych bo tacy ludzie rzadko się zmieniają. Ale miłość wygrała początki były piękne a ja za bardzo nie myślałam o tym jaki był wcześniej. No i tu jak się okazało ludzie nie zmieniają się… po 2 latach jakaś kłótnia czy drobnostka, mój foch i co on robi? Pisze do innej a ja oczywiście odnajduje to bo on zapominalski jest, nie usuwa, nie wylogowuje się.. ale wybaczyłam w sumie to nic złego…zresztą i tak zawsze wybierał mnie bo kończył pisanie z tamtą… i kolejna kłótnia i znów to samo… i znów wybaczyłam… i kolejna..krzyczałam mówiłam koniec, przychodził płakał mi i wracałam… i znów to samo i znów chciałam odejść płacz, że napisał do tamtej bo krzyczałam ale już napisał jej że ma dziewczynę, która kocha i źle zrobil i urwał kontakt i płacz bym została i znów zostałam.. i co dalej i znów to samo… jak coś się psuło między nami to zawsze pisał do innej to jego odreagowywanie a ja zawsze wracałam bo go kochałam i wiem, że nigdy nie spotkał się z żadna…. I Wigilia… napisałam, że spędzam w domu a spotkamy się w 1 dzień, żal do mnie i co zrobił napisał do innej dzień przed wigilią, odkryłam to płakał do słuchawki godzinę czasu bo smutno mu się zrobiło że tak napisałam…. Wybaczyłam… sylwester średni, kolejne dni jakoś zlatywały, dziwnie było… ale w styczniu pisał żebym do mieszkania wróciła w lutym że jestem mu potrzebna, że mnie potrzebuje i 1 marca… Pojechałam do okulisty wróciłam mial fb otwartego patrze pisze z dziunia zrobiona, ona mu zdjęcia wysłała, rozmowa same uśmiechy, buźki, taki szczęśliwy był w tych rozmowach. Trwały one od końca lutego… dostałam szału wpadłam w furie nie wiedziałam co robię… przyjechał krzyczałam koniec a on na to pierwszy raz w życiu powiedział dobrze koniec… i moje serce pękło na tysiąc kawałków… nie zrobił jak zawsze nie płakał nie chciał wrócić…. Za chwilę miną 2 miesiące a ja nadal nie radze robie… w sumie marzec spotykaliśmy się jeszcze bo przyjeżdżałam, prosiłam, błagałam, płakałam, groziłam, szantażowałam, huśtawka nastrojów… a on że chce pomyśleć a ciągle mu truje i wchodzę na głowę… a ja poniżałam się jeszcze seks mu dawałam tym chciałam go przekonać by został… co się stało z osobą która pisała mi w lutym ze chce być ze mną że kocha ze tęskni że potrzebna mu jestem…. Z tamtą dziewczyną nie spotkał się wiem to bo byłam codziennie i okazała się małolatą i lekkich obyczajów… dziękował mi że dzięki mnie się z nią nie spotkał…. Tak mnie zniszczył psychicznie… nie panuje nad swoimi emocjami błagam za chwile mu grożę, za chwile tule za chwile pokazuje że silna jestem uśmiecham się do niego i zaraz płacze na kolanach i błagam by wrócił… a on…. Kocham go i chce być z nim bo mimo wszystko jest dobrym człowiekiem i dbałby o dom o rodzinę bo ma złote serce… ale przez ten marzec założył fotkę, baadoo, instagrama, by poznawać nowe kobiety serce mi pęka i jeszcze mówił ze nie jesteśmy razem i może poznawać nowe osoby a ze mną nie mógł… i oczywiście z tych wszystkich lat pamięta same złe rzeczy nic dobrego…a tyle robiłam dla niego… dbałam, pomagałam mu swój biznes ma zrezygnowałam z szukania pracy po obronie magistra by mu pomagać , wspierałam, pożyczałam kasę ze swoich oszczędności jak potrzebował gdy rodzina nie pomagała mu… wszystko dla niego robiłam,,, a on? .. i jego rodzina nigdy nie była za mną..pytali się go czy problemy mu robię… a on jeździł w marcu i uświadamiał ich ile dla niego robiłam by nie myśleli żle o mnie… a i tak mu w głowie mieszali ciagle tata by zastanowił się nad nami czy chce tak żyć ze mną bo widza ze czasem kłócimy się ale w każdym związku zdarzają się kłótnie… i tak on i jego rodzina podjeli decyzje… zostawiajac mnie z niczym ze zniszczona psychika a mimo tego kocham go i chce być z nim… choć nigdy nie wróci bo zniszczyłam mu opinie wśród rodziny i znajomych… tak z rozpaczy popełniłam największy błąd w swoim życiu… nie daje rady już… jest żle ze mną przestałam dbać o siebie, uśmiechać się.. codziennie kładę się spać z jego koszulka i płacze i czuje jego zapach z koszulki… tak go kocham…. Potrzebuje kogoś kto myśli rozsądnie… najbardziej boli mnie to ze on jeździ na imprezy wychodzi,isiostra go wszędzie zabiera i pisze do innych a ja płacze cierpię… jest przystojny raz dwa znajdzie kogoś choć mówi mi i powtarza ze chce być sam, by nie mieć zmartwień i gadania nad głowa.. ze chce być nagle sam a nasze lata tak szybko skreślił i nic z nich nie pamięta… a ja średnio atrakcyjna dziewczyna nie wiem czy jeszcze kogoś znajdę czy ktoś będzie mnie chciał a poza tym nie chcę nikogo bo chcę go… taka moja historia tyle wycierpiałam a nadal go chce…głupia ja i psychiczna…A TO ZARAZ 2 MIESIĄCE MINĄ. cierpię bardzo

  • Nink

    A co, jeżeli druga osoba nie chce walczyć? Zaparła się, nie i koniec. Chce odejść, bo uważa, że dając kolejną już szanse, znów będzie tak samo i nic się nie zmieni. Ale skąd może wiedzieć, nawet nie próbując? Rozmowy nie pomagają, decyzja podjęta i… Co dalej? Wielu z Was powie, żeby puścić wolno, jednak nie potrafię się poddać. Tak, jak bohater opowieści – nigdy nie zwątpiłam. Chcę próbować. Niestety, nie jest mi dane.

    • ida

      Mam tak samo, mimo ze on mnie zranił ja wybaczyłam mu ale on odszedł powiedział że ma dość… a ja nie poddaje się walczę tylko on nie chce nie może mnie słuchać już… chce dobrze a wychodzi źle.. tak bardzo go kocham i chce być z nim…

      • KrzysiekKK

        Dajcie sobie troche czasu. Ty musisz ochłonąć (ja też kocham moją żonę) i On musi zrozumieć że chce z Tobą być. W tedy to ma jakis sens. Jak tylko ty będziesz próbować i odzywac. Sie do niego to po prostu zniechecisz go do siebie.

  • bestia1982 kk

    Witam, doskonale Was rozumiem choć jestem 35 letnim facetem moje życie od pocztaku roku to koszmar. Z żona małżeństwem jesteśmy 12 lat, poznaliśmy przez internet, ja pracowałem i studiowałem, Ona uczyła sie w klasie maturalnej. Dorobilismy sie dwójki wspaniałych chlopakow straszy 11 lat, mlodszy 18 miesiecy o rzeczach materialnych nie ma sensu mówić bo ja przynajmniej wychodze z założenia że dziś są, a jutro ich nie ma. Problemy zaczely się jakies 2 może 3 lata temu, nie umieliśmy sie dogadać co skończyło sie tym ze ja uciekłem do swojego świata „garażu”, a Aga tłamsiła sie w domu przy dziecku i komputerze. Doszło do tego ze zaczęła sie interesowac i spotkać z innym mężczyzną i juz wtedy rozpad był bliski, ale powiedziałem dosyć mamy dziecko musimy walczyć o siebie i udało sie. W tym trudnym czasie żona zdążyła mnie zdradzić z owym panem, ale zgryzłem zeby i wybaczyłem w końcu mamy dziecko, kocham ją bezgranicznie i nie jestem bez winy dołożyłem swoje 4 grosze do tego. Nastąpił okres spokoju zaczęliśmy budowe domu, Aga po roku strań zaszła w ciążę i urodziła 2 syna. Jeszcze przez jakiś czas był spokój, ale pojawiały sie problemy z pieniędzmi na wykończenie domu. Muszę tu jeszcze szczerze sie przyznać ze przy pierwszym kryzysie moja siostra wpedziła mnie w problemy finansowe, co nakręciło spiralę dlugow, a że nastąpiło pogodznie nie chciałem tego psuć i nie powiedziałem jej o tym zderzeniu. Niestety i takndie dowiedziała gdyz zaczeli mnie nekać komornicy wiec nie bylo rady przyznalem się, ale dlugi posplacałem sam i było ok, żona powiedziała że rozumie i wszystko było ok do stycznia, kiedy zaczęły sie pretensje ze zamiast wkladac w dom kasa poszła w długi. Wytrzymalem z codziennym obrażaniem, poniżaniem do końca lutego, gdyż w tej nienawiści do mnie zaczeła obrażać naszego już 11 letniego syna przyrownujac go do mnie. Dzień w dzień słyszał ze jest nieudacznikiem jak ojciec, dlatego uznałem ze jego jedyna szansa na spokój jest moja wyprowadzka. Porozmawialem z Aga i zgodziła sie ze taka umowna sepracja może nas ponownie zbliżyć. Nic bardziej mylnego, mnie mieszkanie w samotności całkowicie zniszczyło, teskonta do synów, żony i poczucie winy doprowadziły mnie na samo dno. Jestem wrakiem czlowieka zarówno emocjonalnie jak i fizycznie, powiedziałem o tym żonie ze bardzo żałuję tego co sie stało i że wynagrodzę jej to sprzedajac stary dom po babci, wówczas będą pieniądze na wykończenie, powiedziała ze ok, ale niestety w jej podejsciu nic się nie zmieniło, dodtakowo stwierdziła ze już mnie nie kocha i chce rozwodu, ale póki co pozwu nie złożyła może dlatego ze jestem bliski sfinalizowania sprzedaży domu. W tym czasie na weekendy przyjzdzałem do chlopakow i powiem szczerze że zacząłem wierzyć w to ze uratuje związek. Po niemalże 2 latach spania na kanapie mogłem spać razem z nią, nawet doszło do zbliżenia miedzy nami, później swieta wielkanocne i majówka podobnie. Bylem szczęśliwy wierzyłem ze dam rade ich odzyskać i niestety znalazlem.zdjecie

  • KrzysiekKK

    Mam bardzo podobnie. W zeszłym roku ożeniłem sie ze swoja towarzyszka życia. Znamy się 4 lata a od dwóch byliśmy narzeczeństwem, niestety żyliśmy na odległość, co samo w sobie było próba dla naszego zwiazku. Po skonczonej szkole wróciłem do rodzinnej miejWszystko fajnie i dobrze się układało. Ona się przeprowadziła do mnie (z jednej strony Polski na drugą)

    • Loli

      Witam.
      Rozumie Cie ze jest Ci bardzo ciezko bo to twoja zona.
      Ale pomysl sam czy kochajaca zona by tak postapila wobec meza??
      Jestem kobieta i nigdy nie zrobila bym tego osobie ktora kocham a napewno nie mezowi.
      Sadze ze zostawila Cie dla mezczyzny jak wspominales 15lat starazego wow szok dla mnie .
      To nie jest kobieta dla Ciebie zrobila to raz wiec nawet jak wroci zrobi to kolejny raz . lepiej uciekaj od tego . pozniej bedzie za pozno. Rozumiem mogla odejsc ale meza zostawila dla starego pryka wow. Gluptasek z Ciebie .
      Sama mam problem w zwiazku w sumie ex zwiazku.ale powiem ze slabo to widze ona juz przelamala barjere .skrzywdzila Cie nie zasluzyla na Twoje uczucia ty zyc bez niej nie mozesz a ona zabawia sie z innym . masakra!

      • Wojciech

        Witam,
        właśnie sam mam problem z określeniem czy moja chyba już ex partnerka mnie kocha, niby mówi że mnie kocha ale gdy wczoraj po wymianie zdań i postanowieniu że to nie ma sensu nie czuje jakby mnie naprawdę kochała tak jak mówi. Oczywiście nie mówię że to jej wina ani że to moja wina ale sytuacja wyglądała tak że od kilku miesięcy nasz związek zaczął mnie niesamowicie męczyć. Ponieważ ona zawsze się z góry zamartwiała, była nie zadowolona i chyba więcej było sytuacji smutnych niż wesołych. I to mnie zaczęło męczyć bo uwierzcie lub nie przed związkiem byłem osobą która wiecznie się uśmiechała i dosłownie każdy problem byłem w stanie rozwiązać z uśmiechem na twarzy. Zmieniło się to po jakimś czasie w związku. Nawet jak mieliśmy wczoraj porozmawiać i ja miałem się zastanowić czy chcę abyśmy spróbowali to naprawić to gdy powiedziałem że mam wątpliwości i nie wiem do końca czy tego chce bo czuje że się męczę to od razu uznała że to koniec. Mimo tego wszystkiego nie wiem czy dobrze to opisałem problem bo cały czas męczą mnie przemyślenia czy dobrze zrobiłem że postanowiłem o nasz związek nie walczyć. Jestem świadom tego że sam mam ze sobą ogromny problem, problem z uczuciami, nie umiem siebie określić, jak mamy się rozstać to po prostu mnie rozsadza od środka, czuje jakbym umierał od środka, jakby wewnętrzny ogień gasł, z kolei jak postanowiliśmy spróbować to naprawić to czułem spokój że nie wypalam się od środka ale czułem taką ścianę przed wszystkim, nic mnie nie cieszyło, nie miałem większego celu w życiu, czegoś mi brakowało…

  • Skowronek

    Witam trwalam w toksycznym zwiazku . ja z mojej strony zrobilam wszystko co moglam w ciagu 4latach on z siebie nie dal nic.
    Wiem ze kazda szansa przynosi nam kleske od tygodnia mieszkamy osobno wciaz piszemy choc wiemy oboje dokladnie ze tracimy sie na zawsze.
    Boje sie wrocic do niego ze znow bedzie jak kiedys ze znow niczego nie zmieni i za miesiac znowu wyladuje na progu rozplaczajac . nie daje rady zyc bez niego mial byc tylko moj a ja jego…

  • AGA

    Hmmm bardzo ciekawa historia… Musze przyznac ze w swoim pierwszym zwiazku zachowywalam się tak samo jak Ty… I w zupełności się zgadzam ze w pewnym momencie nalezy przyjrzeć się swojej osobie zamiast w nieskończoność próbować zmieniac innych. Ja wyciągnęłam z tego wnioski. Żałuję ze sie rozstalismy i ze nie walczylam do konca. A dzis jestem po drugiej stronie…teraz to ktos probuje mnie zmieniac…codziennie strzela uwagi ze to nie tak ze tamto nie tak…Rozmawialam wiele razy, tlumacze ze czuje się atakowana i ze to skupianie sie na pierdolach niszczy moje uczucie…Dalej to samo, nic sie nie zmienia. Mam dość, poddaje się i potrafię zrozumieć teraz mojego byłego meza ze nie dawal rady ze mna pieprzona furiatka…