Kiedy partner zamiast wspierać, ciągnie Cię w dół.

30 maja 2015

Ostatni wpis uświadomił mi wiele rzeczy. Jedną z nich jest to, że najgorzej wyjść z depresji czy po prostu głębokiego dołka jeśli nie wspiera nas… partner. Bo to okropne jeśli ktoś z kim żyjemy pod jednym dachem ma w dupie nas, nasze potrzeby i nasze smutki. Mamy być piękne, grzeczne, miłe. Mamy być idealnymi matkami, kucharkami i gospodyniami domowymi. A jak Ci się nie podoba słonko to spierdalaj.

Depresja, baby blues, zmęczenie, frustracja – dla wielu facetów pojęcia obce i kompletnie nie zrozumiałe. I mimo, że mogliby do cholery choć delikatnie się wysilić i nie próbować zrozumieć, a po prostu być, pomóc i wspierać – to dobijają nas jeszcze bardziej. Kopią pod nami dołki, wmawiają, że sobie wymyślamy, że jesteśmy beznadzieje i generalnie powtarzają nam jak mantrę: weź się garść, bo nic nie robisz, a ciągle narzekasz. Kiedy zwierzyłam się pewnego dnia swojemu koledze, że zarzuca mi się, że nic nie robię całymi dniami podczas gdy druga strona ciężko pracuje, odpowiedział ” Taa…a z dzieckiem w domu kto siedzi? Też bym wolał pół dnia grzać dupę na siedzeniu jako kierowca i mieć wszystko w dupie” – i tym oto zdaniem pokazał mi, że wymigiwanie się przez facetów pracą jest często argumentem, który można rozbić o kant dupy. Bo praca facetów w momencie, w którym mają fajną posadkę i którą lubią nie jest niczym męczącym. Ale fajnie po powrocie z pracy jest się tym zasłonić –  kto by z tego przywileju nie skorzystał. Zwłaszcza jeśli można przy tym pokazać kobiecie jak bardzo jest beznadziejna, bo znów nie ugotowała dziś obiadu.

Wsparcie w związku, wzajemny szacunek i bycie przy sobie w najgorszych chwilach życia powinno być rzeczą oczywistą. Ale nie w dzisiejszych czasach. W dzisiejszych czasach częściej słyszy się, że w związkach na co dzień rzucamy do siebie soczystymi kurwami zamiast czule całować się w policzek. Rozmawiam z koleżanką – jedną, drugą, trzecią i myślę sobie – co się do cholery dzieje z tymi ludźmi? Ja wiem. My kobiety wcale nie jesteśmy idealne. Prowokujemy, wkurwiamy do granic możliwości. Tak już jest. Ale co facet musi mieć w głowie, żeby na nasze prowokacje reagować odpowiedzą wziętą rodem ze słownika gimbazy czy osiedlowych blokersów typu ” Zamknij ryj !” albo ” Wal się idiotko…”.

Z nutką rozczulenia, a zarazem smutku obserwuję swoich rodziców, którzy po ponad 30 latach bycia razem wciąż każdego wieczoru siadają przy świeczkach, czasem drinku i oglądają dobry film. Jedzą wspólnie kolację i zawsze rozmawiają. Kiedy ona się wścieka, on wychodzi do ogrodu. Zapewne po głowie krąży mu wiele negatywnych myśli, ale nigdy w życiu nie usłyszałam, by nazwał moją mamę chociażby głupią. A w dzisiejszych związkach byłoby fajnie, żeby partnerzy nazywali nas chociaż głupimi, podczas gdy posuwają się o wiele, wiele dalej.

Daleka jestem od oskarżania facetów o całe zło na świecie – wręcz przeciwnie. Zazwyczaj jestem po ich stronie i uważam, że baby są o wiele bardziej popieprzone o czym pisałam TUTAJ. Nie zamierzam też uogólniać – wpis ten jest tylko o tych, którzy świniami są niezaprzeczalnie i wierzę w to, że mimo pozorów stanowią oni mniejszość. Ostatkami sił, ale wierzę. Komentarze z wczorajszego wpisu zaburzają mi jednak tą wiarę. Bardzo zabolało mnie zdanie z dość długiego komentarza jednej czytelniczki: „Tak się czuję, nikomu niepotrzebna, nieważna. Pamiętam jak dziś, jak, kiedy córka się urodziła, podczas wymiany zdań z mężem, kiedy powiedziałam mu że wszyscy tylko o niej mówią, o nią pytają, ją odwiedzają. A ja chcę się liczyć, chcę być ważna. Chcę istnieć… Powiedział wtedy, że teraz już nie ma mnie, teraz jest dziecko. I właśnie tak to wygląda… Nie istnieję. I źle mi z tym, ale kogo to obchodzi…” – kurwa. To gorsze niż dostać w twarz. Serio. Dla faceta kilka niewinnych słów – dla kobiety cios. Cios prosto w serce i psychikę, która przez takie rzeczy najzwyczajniej w świecie siada.

Co robić ? – pyta mnie o to całe mnóstwo kobiet w takiej sytuacji. A ja przecież nie mogę im mówić co mają robić. Nie mogę brać odpowiedzialności za ich życia. Mogę doradzać, ale czy i to jest słuszne? Co jeśli moje rady nic nie dadzą, a wręcz pogorszą sytuację. Zawsze jestem w kropce, ale odpowiadając zazwyczaj kieruję się czymś co zawsze mam wtedy w głowie. To my same odpowiadamy za nasze życia. Podejmujemy decyzje, dokonujemy wyborów. Jestem zdania, że z życia należy usuwać bezwzględnie to co nas niszczy, to co ma na nas zły wpływ – nawet jeśli są to najbliższe nam osoby. Trzeba walczyć powiecie. Tak trzeba. Ale każda walka kiedyś musi się zakończyć, a koniec czegoś wcale nie oznacza końca świata  – wręcz przeciwnie – oznacza początek czegoś lepszego. Często na drodze stoi nam to, że jesteśmy od kogoś zależne, że ktoś nas utrzymuje. Ja jestem typem osoby, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Tu i teraz znalazłabym sposób, by poradzić sobie w pojedynkę z dzieckiem pod pachą. Bo dla komfortu psychicznego warto rzucić w cholerę cały syf (partnera) z wszystkimi jego dobrodziejstwami ( finanse, dom itp.) I wiem doskonale, że na początku brzmi to niedorzecznie, ale z czasem los zaczyna się do nas uśmiechać, a my zaczynamy układać sobie życie bez tyrana, który co dzień niszczył nam naszą psychikę.

We wrześniu zeszłego roku napisałam na blogu tekst, z którego jestem cholernie dumna. Przeczytałam go dzisiaj po długim czasie i śmiem stwierdzić, że poglądów nie zmieniłam. Odsyłam Was do niego tutaj, ale pozwolę mimo tego zacytować tutaj fragment: ” „Jestem z nim 10 lat, mamy wspólne mieszkanie, dwójkę dzieci, nie mogę tego tak po prostu skończyć” – to nic, że co noc płaczesz w poduszkę i nie myślisz o niczym innym niż podcięciu sobie żył. To nic, że się już nie kochacie, że on wykańcza Cię psychicznie. Macie ze sobą tyle wspólnego. Nie możesz tego zostawić. Gówno prawda. Możesz. Ograniczenia typu wspólny dom, dzieci stawia Ci tylko twoja głowa. Stawia Ci je dlatego, że jesteś zbyt dużym tchórzem, by to skończyć. Boisz się tego, że po tej decyzji Twoje życie już nigdy nie będzie takie samo. Racja. Nie będzie. Ale czy sądzisz, że po pozbyciu się ze swojego życia kogoś kto Cię niszczy będzie gorsze? Nie sądzę. Owszem będzie ciężko, będzie wręcz nie do zniesienia. Ale kiedy przez to przejdziesz, kiedy przestaniesz żyć tęsknotą i sentymentami zaczniesz nowe życie. Życie, w którym nie potykasz się o nieudaczników i debili, którzy codziennie podcinają Ci skrzydła. Zaczniesz po prostu żyć.” 

I tak właśnie to wygląda moje drogie. Męczymy się bo tak łatwiej, prościej… ludzie się nie zmieniają. A jeśli tak to robią to bardzo rzadko. Jeśli wielokrotne rozmowy z partnerem nie pomagają, a wręcz przeciwnie słyszysz po nich jak bardzo nie radzisz sobie sama ze sobą i wymyślasz bzdury – to sama sobie odpowiedz na pytanie – po co? Po co z nim jesteś? Odpowiedz, znajdź w sobie wewnętrzną siłę i zrób wszystko, by nie czuć się więcej jak śmieć, który można zdeptać i wyrzucić do śmietnika. Bo jesteś kobietą, która zasługuje na wszystko co najlepsze, a frajer który Ci tego nie daje nie jest jedynym facetem na tym świecie…

  • Ewelina Piekarska

    Właśnie dlatego zdecydowałam się złożyć pozew o rozwód. Zaznałam w życiu tyle upokorzeń, tyle przykrych słów usłyszałam, a na koniec podniósł na mnie rękę. Powiedziałam dość.
    Była to dla mnie bardzo ciężka decyzja ze względu na zależność finansową, mieszkalną, w zasadzie każdą, on ciągle twierdził, że bez niego sobie nie poradzę, że zginę marnie… tyle razy ile usłyszałam, że jestem beznadziejna, że nic nie znaczę… że na serio w to uwierzyłam…

    Teraz mieszkam z Oliwką u mamy. W jednopokojowym mieszkaniu. Z jednym kartonem zabawek, bo po zmianie zamków w byłym mieszkaniu nie mam dostępu do swoich rzeczy, ani rzeczy dziecka. A w końcu wszystko było kupione za pieniądze męża i według niego właśnie do niego należy.
    I choć pozornie nie wygląda to kolorowo, jestem tak szczęśliwa! Dostałam drugie życie, chce mi się dbać o siebie, wróciłam do pracy i mam pieniędzy na tyle żeby wyskoczyć z Oliwką do kina czy na pizzę. SWOICH pieniędzy. I nie muszę pokazywać każdego rachunku z piekarni. To moje. NASZE. Nikt nas nie rozlicza, jesteśmy wolne.
    Odcinając się od tego toksycznego związku poczułam się jak Nikt z książki ‚Zielony i Nikt’. Ten, który całe życie mieszkał w studni i w końcu pierwszy raz wyszedł na słońce, zobaczył zieleń traw, piękno świata.
    Wydawało mi się, że nie dam rady bez faceta, a teraz z całą pewnością stwierdzam, że lepiej żyć bez faceta niż żyć z kutasem.

    • Paula

      Musze i ja dorosnac do takiego kroku…

    • Malina

      Gratulacje :-) a czy sąd nie zasądził alimentów? Sądownie też można odzyskać wszystkie swoje i dziecka rzeczy, wystarczy dobra porada prawna, każdy sąd wyda takie orzeczenie, akurat w Polsce sądy w trakcie rozwodów zawsze są po stronie kobiety i dziecka.

    • trzy-m

      A co jeśli nie ma się mamy, która przyjmie i pomoże? Co ja mam zrobić? Jestem zrozpaczona! Dwoje dzieci, jedno niepełnosprawne. Nie mam rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. A jestem włąśnie w takiej sytuacji: „ciężka decyzja ze względu na zależność finansową, mieszkalną, w zasadzie
      każdą, on ciągle twierdził, że bez niego sobie nie poradzę, że zginę
      marnie… tyle razy ile usłyszałam, że jestem beznadziejna, że nic nie
      znaczę… że na serio w to uwierzyłam…”

  • Tego się obawiałam. Czasami jednak jest to trudniejsze niż się wydaje. Serio.
    Codziennie czytam na grupach FB jak kobiety cierpią, ale nie wiedzą co robić, bo nie mają dokąd pójść, nie mają pracy, pomocy do dziecka i tak żyją, bo są pozornie bezpieczne, choć cierpią jak cholera. Ja myślę, że chyba nikt nie znajdzie w sobie na raz tyle sił, by wszystko rzucić, pójść do pracy, robić na opiekunkę i wynająć gdzieś pokój, byle z dzieckiem być. To jest totalne szaleństwo. Jeśli się je wygra to wygra się swoje życie. O wiele łatwiej jest myśleć o powrocie do kraju, do rodziny, a to chciałoby się mieć jako ostateczną deskę ratunku. Piszę oczywiście o samotnych matkach na obczyźnie.
    Ale oczywiście się zgadzam- wszystko da się zrobić, trzeba tylko zebrać w sobie siły… i WARTO! :)

  • I pod tym wzgledem wiem ze jestem prawdziwa szczesciara…moj maz podczas 10 lat bycia razem nigdy mnie nie zawiodl. Pomaga jak moze i zawsze we wszystkich moich decyzjach mnie wspiera. Wiem ze to wykatkowy facet i musze doceniac to i dbac o ten zwiazek jak umiem. Choc czasem nie jest lekko jak to w zyciu bywa…raz dobrze raz zle…to wiem ze nie moglam „trafic” lepiej. Z przykroscia ibserwuje lub slucham o zwiazkach kolezanek , o kolejnych rozstaniach…to smutne :((

    • Edyta Przywara

      Mam tak jak ty cudownego męża choć czasem też i suebie mamy dość kiedy trzech synów wchodzi na głowę i dochodzi masa problemów. Czasem sama Sue dziwię że pomimo tyłu trudów jest nam tak ze sobą dobrze. Ale trzeba sobie jeszcze uświadomić że nie wystarczy być z odpowiednią osobą ale trzeba jeszcze pracować nad sobą, związkiem i podsycać to uczucie aby było lepsze i silniejsze a niestety większą osób wychodzi z założenia że zakochanie wystarczy a później wszystko zrobi się samo. Nic bardziej mylnego.

      • malina

        I to są dowody na to że nie wszyscy są źli, ja też mam wspaniałego męża i nie wyobrażam sobie życia bez niego, także po prostu trzeba trafić na odpowiednią osobę, ale zgadzam się z Alą w 100% że chwasty trzeba wyrywać i jak jest źle i nie widać rozwiązania problemu to nogi za pas i do widzenia, życie jest jedno, najgorzej usiąść na końcu i płakać że nie przeżyło się życia jak należy bo ktoś je nam zmarnował. My same decydujemy o swoim życiu, nie jesteśmy ubezwłasnowolnione, nie można patrzeć na dzieci, że są i zostaną bez ojca, trzeba im zapewnić szczęśliwy i bezpieczny dom, bo one obserwując nas, w dorosłym życiu wejdą w podobny układ i będą myślały że tak ma być, że w małżeństwie trzeba być nieszczęśliwym. Tak, teraz ludzie częściej się rozwodzą, więcej związków się rozpada, bo nie ma już tabu, nikt już nie siedzi w małżeństwie bo rozwód to wstyd, kobiety są coraz bardziej silne i gonią patafianów, mężczyźni też odchodzą, bo niepowiedziane że tylko jedna strona winna, po prostu teraz to normalne, że jak przestaje się układać to ludzie się rozstają, zakładają nowe związki, i najczęściej jest tak że te kolejne budują na doświadczeniach i bardziej dbają, żeby tym razem nie popełnić tych samych błędów… oczywiście nie wszyscy tak mają ;) pozdrawiam wszystkie szczęściary, dbajcie o to co macie każdego dnia bo nigdy nie wiadomo kiedy śmierć Was rozłączy. Zachęcam też wszystkie nieszczęściary do podjęcia ważnych decyzji, męczennictwo już nie jest modne… ;)

    • Agnieszka

      Boże jakbym czytała o swoim życiu

  • Kasia M-ska.

    Dziś czeka mnie wielkie przemyślenie swojego życia…Dziękuję za ten wpis na blogu bo tego było mi trzeba by zacząć zastanawiać się nad swoim małżeństwem.

  • Polać jej. Ja bym dodała, że potrzebny jest zapalnik, jakieś wydarzenie przelewające szalę. Jest pewna granica, ustalana indywidualnie, której przekroczenie daje siłę. Ta siła jest potrzebna zwłaszcza na początku. Urodziłam pół roku temu, od trzech miesięcy jestem sama, byliśmy razem 10 lat. Nie bił, nie zdradzał, nie robił awantur, nie upokarzał, za to podważał zaufanie, nie raz a wielokrotnie. Czy to wystarczający powód? Każdy ma swoją granicę.

  • Lilka

    Jakże życiowe i odpowiednie do dzisiejszego mojego dnia przemyśleń… Tak żyję. Bo może się zmieni, zacznie żyć rodziną i jej problemami… Będzie widział we mnie kobietę, przyjaciela… Jam matka trójki dzieci może coś znaczyć dla takiego przystojnego i przebojowego faceta, jak on…

    • Ladymami Paulina

      Jak możesz o sobie tak mówić? Kobieta, matka trójki dzieci to wspaniały skarb. Nigdy nie podważaj tego. Nigdy nie stawiaj partnera na piedestał przed Tobą :)

  • Paula

    Strasznie prawdziwe i tak bardzo pasuje do mojej obecnej sytuacji. Serce pęka i brak słów żeby to opisać. Potrzebuje wsparcia a otrzymuje..gówno? Cieżko.

  • Hanna

    zgadzam się w 100%, ale po co tyle tych kur…, choler i itd… można w inny sposób wyeeksponować swoje emocje. Czy jest to Ci potrzebne, aby Twój tekst był mocny w odbiorze?

    • Malina

      widocznie nie można

    • Lilka

      Może czytając to jakaś kobieta dosadnie zrozumie, że czas odejść…

  • Bardzo mądry wpis. Życie mnie trochę doświadczyło i trochę wiem o tym, co piszesz. Długo by pisać… Za sobą mam 1,5 roczną separacje z mężem. Trudno było mi podjąć tą decyzję, bo kilka miesięcy wcześniej dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Jednak nie mogłam już tak dłużej… Spytałam tylko czy wyprowadza się dziś, czy chce jeszcze niedziele spędzić z synkiem? Dziś jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, chociaż skutki moich nerwów są – córeczka urodziła się przedwcześnie z powodu stresu… Cały pierwszy rok jej życia byłam sama, mąż wspierał, ale to nie to samo. Przeżyłam piekło i z powodu naszego związku, ale przede wszystkim z powodu córeczki, która walczyła o życie.
    Czasem facetowi potrzebny jest taki porządny kop, musi dotknąć dna by zobaczyć co traci. Było mi ciężko, ale powiedziałam sobie, że dam radę i dałam. Postawiłam ultimatum, zmieniłam się, dziś nie pozwalam sobie na takie traktowanie, jestem silniejsza, dużo silniejsza i szczęśliwsza. Mąż wrócił do nas kilka tygodni przed roczkiem córki. Niedługo minie 2 lata. Zmienił się, bardzo…
    Nam się udało, ale gdybym wtedy nie podjęła tej decyzji pewnie było by za późno, sprawy zaszłyby za daleko i nie byłoby co ratować….

    • Edyta Przywara

      Masz świętą rację, czasem właśnie postawienie męża w podbramkowej sytuacji jest Konieczne, konieczne są złe chwilę żeby później docenić te dobre. Też mieliśmy poważny kryzys ale cieszę się że daliśmy sobie szanse i dziś jest cudownie, lepiej niż na początku. Jest miłość, czułość, chemia, pożądanie. Nie wyobrażam sobie nowego związku bo nam świadomość że związek z kimś innym na początku też był by super a pozna wraca codzienność. Udane małżeństwo to ciężka praca.

  • Marta Hyc

    Ja właśnie stoję przed podjęciem takiej decyzji. W zasadzie w głowie już ją podjęłam, że to już koniec i nawet to powiedziałam to na głos, ale on stwierdził, że z mojej strony to nie przemyślana decyzja, która pojawiła się stąd, że jestem zmęczona wychowywaniem dzieci i siedzeniem w domu. Ale on nie rozumie tego, że po 5-ciu latach czuję się wypalona, że się męczę, bo choć nie traktuje mnie źle, to nic nie robimy wspólnie, mijamy się i nie mamy ochoty ze sobą rozmawiać, nie mówiąc już o czymś więcej. I teraz stoję przed pytaniem, co dalej, bo on teraz chce się starać, a ja już nie mam na to ochoty.

    • Edyta Przywara

      Również jestem 5 lat pp ślubie, 5 lat w domu z trójką synów którzy tak bardzo dają w kość. Też był czas że było kiepsko, że nawet nie mieliśmy siły że sobą rozmawiać. Było trudno o też zastanawiałam się po co jesteśmy razem. Ale zaczęliśmy walczyć o obydwoje daliśmy sobie szanse. Dzisiaj jestem szczęśliwa o to byka najlepsza decyzja. Nigdy nie jest za późno żeby walczyć o siebie i miłość. Najpierw zadaj sobie pytanie czy kiedyś było wam razem dobrze bo jeśli tak to uważam że może być jeszcze lepiej jeśli oboje zaczniecie walczyć o miłość. Y nas jest lepiej niż przed ślubem choć sporo przeszliśmy. Najważniejsze w dojrzałym związku to nauczyć się dotykać, przytulać, być blisko, ta chemia jest nieraz ważniejsza niż rozmowa, jedno cudowne spojrzenie załatwi nieraz więcej niż długa rozmowa a mówię to z doświadczenia. Czasem wydaje nam się że poznamy kogoś nowego i będzie super. Owszem ale tylko na początku a później znowu będzie codzienność. Więc jeśli jest to kwestia wypalenia i zmęczenia a nie złego męża to powalczczcie i dla siebie i dla dzieci. Nue wyobrażam sobie żeby moje dzieci wychowywaly Sue bez ojca bo go uwielbiają o spędzają z nim mnóstwo czasu. Powiem co ze z upływem lat małżeństwo staje się lepsze o ludzie uczą się szanować suebie nawzajem.

  • Asia

    Co prawda nie jestem ani żoną ani matką, ale od 5 lat byłam w związku, w którym zaczynałam czuć się bardzo samotnie. Mój chłopak mimo, że spędzał ze mną czas, to tylko w domu, przed telewizorem lub czasami na zakupach w galerii. Na dobrą sprawę, gdy zdarzyło się nam już gdzieś wyjść, chociażby do kawiarni, trwało to może 30 minut, gdzie nie potrafiliśmy porozmawiać o niczym… Zaczęli się dla niego liczyć koledzy i co najgorsze – nowe koleżanki. Dotarło do mnie, że po prostu mu się znudziłam. Po pięciu latach oczekiwałam już jakiś poważniejszych zachowań wobec mnie. Dotarło do mnie, że zawsze musiałam być dla niego idealna. Nie mogłam płakać gdy miałam słabszy dzień, zawsze musiałam dobrze wyglądać, być wyrozumiała, poświęcać czas jego problemom, natomiast moje życie nie istniało..

  • Ladymami Paulina

    Ala, jesteś w stanie zakończyć dziś swój związek? Ja wiem, pewnie mimo złych sytuacji, nie jest najgorzej i nie widzisz powodu. Jednak co jeśli byś sobie nie mogła poradzić z partnera: obojętnością, wyzwiskami, niedocenieniem Ciebie, mówieniem, że się nie nadajesz do niczego albo, ze nic nie robisz ect? Co jeśli nic by się nie zmieniało przez jakiś czas? Tylko tak serio odpowiedz. To nie jest moja ciekawość. To po prostu pytanie do kobiety, która teoretycznie ma poukładane życie ale czuje, że ten ładny obrazek „to nie to”. Z góry przepraszam, jeśli naruszyłam ciężką strunę :). Wiesz ilu osobom pomagasz? Jesteś jak najlepsza terapia :*

  • Natalia Kaczmarek

    Miałam właśnie takie życie „Moja MIŁOŚĆ” zabijała mnie od środka . Ten człowiek zniszczył wszystko w co wierzyłam co miało dla mnie sens i wartość . Dzięki Bogu mój mąż to odbudował został moją osobistą terapią i lekiem na całe zło ;****

  • ola

    Mam znajomą, która zawsze powtarza taką fajną sentencję: „tego kwiatu jest pół światu”… Przykre jest to, że często nie ma kiedy, nie ma jak, nie ma odpowiednich sytuacji, żeby szukać tego odpowiedniego.

  • żałosna

    Mam 42 lata i 24 lata małżeństwa mam dość poniżania, obrażania i bicia nie potrafię z tego gówna wyjść prowadzę firmę mamy syna i nie mam już siły

  • Pi

    Mnie juz zniszczyli doszczetnie moi partnerzy. Byli, obecni. Potrafia tylko brac, korzystac, nic wiecej. Wieczne roszczenia, pretensje I smiech prosto w oczy. Mowia ze jestem zimna – jestem, bo po tego typu doswiadczeniach z taka iloscia frajerow ( bo inaczej nie mozna okreslic facetow, ktorzy sie lansuja na Twojej dupie albo umiejetnosciach) zrozumialam ze zaangazowanie, milosc, wsparcie I szacunek to pojecia, ktore w dzisiejszych czasach nie znacza nic.
    A najsmieszniejsze I najbardziej bolesne jest to ze robia to samo z innymi, niejednokrotnie moimi, jak mi sie wydawalo, dobrymi kolezankami I kolo sie zamyka.
    Wszyscy siebie warci. Tylko samotnie mozna w zyciu do czegos dojsc, bo jesli sie wierzy I ufa bezgranicznie swoim ” bliskim” to liczy sie pozniej juz tylko straty. I nie tylko materialne. A moze zwlaszcza te niematerialne.
    Kumpela powiedziala ze podoba sie jej ze walcze – BULLSHIT
    Najzwyczajniej w swiecie sprzatam balagan – po kims, nie po sobie. I wcale nie mam na to ochoty. I nie uwazam sie za ta, ktora cos wygrala albo dla ktorej ” bylo warto”.Pieprzycie o podcinaniu skrzydel, powstawaniu jak feniks z popiolow, zamiast zaczac NORMALNIE ZYC, FUNKCJONOWAC, W NORMALNYCH RELACJACH a nie konkursach na to kto wygra, komu lepiej wychodzi albo co dostanie w zamian. Smiac mi sie chce z tego Waszego podejscia do milosci. To juz chyba jak kontrakt a nie zwiazek. Umowa terminowa, opatrzona pieczatka I zakresem obowiazkow. Klauzula o przetwarzaniu danych, na wypadek gdybyscie za daleko zabrneli w obrzucaniu sie gownem.
    Mowia ze jestem dziwna, ”nienormalna”
    A sytuacje ktore opisuje powyzej sa dla Was zdrowe?? Kon by sie usmial, na serio.
    Autorka tekstu znalazla sie w trudnej sytuacji, zapewne na wlasne zyczenie bo klapki na oczach to zjawisko bardzo powszechne. Fajnie ze sie dzieli tym swoim doswiadczeniem I nieszczesciem ktore az wyziera z kazdej strony.Podoba mi sie ze rzucila wszystko z dzieckiem pod pacha. Zrobilabym dokladnie to samo.
    Niech sobie siedzi w tej swojej pieknej chalupie sam I mysli co stracil. I patrzy czesto w lustro zeby sobie uswiadomic jakim jest chamem.
    No chyba ze jest mu z tym dobrze..?
    Hm.. Sa I tacy. Ale nas – silne kobiety tacy ani ziebia ani grzeja. Skoncza tam gdzie ich miejsce – predzej czy pozniej.
    Pozdrawiam wszystkie twarde sztuki.

  • Młoda mężatka

    Ja mam tak z moim mężem.Nie wspiera mnie,nie rozumie,nie szanuje.Wgl nie można na niego liczyć,na żadną pomoc.Jestem od niego uzależniona finansowo.Na tym związku chyba bardziej zależy mi niż jemu.W tej chwili płaczę przez niego,bo mi naubliżał i nie tylko.Nie mam już siły ;(

  • trzy-m

    Jestem nieszczęśliwa trzy-m.blog.onet.pl

  • hhhh

    Maz mnie obraza, kopie pluje na mnie a za chwile jest dobry I tak jaby nigdy nic. Zostalam sama bez niczego z malym dzieckiem. Moje zycie nie ma sensu. W sumie boje sie wszystkiego.Mieszkam z daleka od rodziny . Nie moge nikogo prosic o pomoc. Do pracy mnie nie przyjma bo mam male dziecko I juz jestem na przegranej a zreszta nie stac mnie na opiekunke. Cale dnie jestem sama w domu z dzieckiem. Maz pracuje tylko 2 dni w tygodniu ale ciagle jest zmeczony I spi do poludnia a wieczorami gdy klade dziecko spac on wychodzi do kolegow bawic sie I tak dzien w dzien . A jak wstaje po poludniu kolo 1 kazdego dnia to krzyczy , wyzywa sie na mnie nie wiem za co aha ze np. jest jeden kubek brudny w zlewie . Nie sypiam juz z tym czlowiekiem od 2 lat . Smieje sie ze mnie ze bez niego sobie nie poradze I w sumie ma racje. No chyba ze bede klepla biede z dzieckiem bez widokow na przyszloc I jedyne moje zajecie przez piekne lata mojego zycia to zmieninie pieluchow I podcieranie nosa . Sama tak wybralam sama sie w to wpakowalam I wiem ze to moja wina dlatego cierpliwie znosze ta pokute . A le wiem ze kiedys przyjdzie taki dzien moze lepszy dzien od tego wczoraj I przedwczoraj ze wkoncu znike I juz nikt mnie nigdy nie znajdzie. Moze wtedy dopiero moja pseudo rodzina zrozumie co stracila a moze I bedzie im lepiej bezemnie. cheers

    • Mimi

      Masz male dziecko żyjesz dla niego. Poszukaj wyjścia, może dom samotnej matki? Staniesz na nogi, moze jakaś szkoła czy kurs, praca, wynajęte małe mieszkanie i życie się ułoży.mozesz wybrać każda inna miejscowość, poznać trochę świata. W większych miastach nie skreslaja kobiety bo ma male dziecko, wiem co mówię…

  • Ernest

    Feministyczne podejście.
    Najlepiej oddaje to ostatnie zdanie w którym pokazujesz „utarty kierunek pomocy” czyli od mężczyzny -> kobiety. Strasznie to próżne oczekiwać tylko od jednej strony. Nie wiem co się porobiło w głowach kobiet ale coraz bardziej wypływa na spód przekonanie że to właśnie kobietom się należy a facet „frajer” ma robić wszystko co zadowoli kobietę. „A co! Należy nam się!”, „To jest jego obowiązek!”, „On mam mnie wspierać a nie ja jego!” itd. itd. czyli w moim mniemaniu próżne podejście do życia. Bo to co najbardziej łączy to partnerstwo i równe dokładanie cegiełki i dbanie o siebie nawzajem, słuchanie siebie i swoich potrzeb. Takie samo powinno być partnerstwo w związku hetero co homo. Osobiście czekam od wielu lat na kogoś z takim podejściem do życia co ja które zaprezentowałem powyżej. W teorii wiele osób się ze mną zgodzi, w praktyce to jest coraz rzadziej spotykane. Przykre… ktoś kiedyś powiedział że kobety rządzą obecnie światem. Nie miał bym nic do tego gdyby nie fakt iż kierują się zbyt emocjonalnie

    • Klara

      Próżne to wymijać się takim myśleniem.Jak partnerstwo to czemu kobieta ma na barkach więcej nieść.To nie jest postawa typu „należy mi się”.Faceci właśnie mają takie myślenie ze należy im się odpoczynek ,wyjście, nic nie robienie.Jak ktoś zakłada rodzinę to łaski nie robi że razem z drugą osobą pcha ten wózek zwany życiem.

  • Annn

    Poruszył mnie ten wpis. Jestem mama od 15 miesięcy. Kocham moja córkę nad życie. Po 14miesiacach siedzenia w domu z dzieckiem wróciłam do pracy, a mąż zamiast mnie wspierać, śmieje się ze mało zarabiam,nie ma mnie w domu, a jak córka zachorowała to śmiał twierdzic, ,,jaka ze mnie matka, skoro praca jest ważniejsza?!”. Dzis słyszę tylko o jego habilitacji. Że to takie ważne, a moja praca nic nie jest warta, bo zarabiam 3 razy mniej;( czasami płacze w samotności, gdy Posprzatam, ugotuje i ogarnę to wszystko czym ON Z DOKTORATEM nie bedzie się zajmował. Kocham go, ale chwilami zastanawiam się czy ten człowiek mnie nie poniża?! Czuje sie bardzo samotna….

  • Natalia ep

    Chciałbym dać przykład choć na początek ten zły, bo weszłam w zły zwiazek i świadomie oszukiwalam siebie i przyjaciół że jest inaczej. Kiepsko mi szło.
    Dziś minęły ponad 3 miesiące od tego jak wyprowadziłam się z dzieckiem od męża. Skrajnego terrorysty. Mój mąż nie używał cytowanych tu przekleństw one były połączone z jeszcze gorszymi.
    Zabrałam pół mojego dobytku z mieszkania. Bałam się…ale balam sie też wcześniej tyyyle miesięcy…w zasadzie lat. Chciałam śmierci i uważałam że nic nie mogę…nosilam na rękach miesięcznego synka i wiedzialam ze nie moge sie zabic bo on mnie potrzebuje…ze łzami w oczach godzinami walczylam ze soba. Ci ja mówię miesiącami.
    Dziś jest bardzo trudno bardzo mi źle, mieszkam w domu z mama i siostra z którymi nigdy nie miałam za dobrego kontaku, moja praca jest bardzo stresująca, boje sie ze ja utrace, martwie sie o dziecko. ALE NIE ŻAŁUJĘ WYPROWADZENIA SIĘ NA DOBRE OD MĘŻA który defacto nim nigdy nie był. Jeśli ktoś by chciał dowiedzieć się jakie rzeczy mi mówił wrzeszczał i jak mi groził postaram sie odpowiedzieć.

    • Ali

      Jak chcesz to możemy popisać sobie maile.Bym mogła wesprzeć Ciebie psychicznie.Pomóc.Mam dwóch synów ale przy pierwszym płakałam dwa lata codziennie. Teraz jestem innym człowiekiem i mam heroiczną postawę.

  • Ali

    Ten zacytowany fragment to jest o mnie.10 lat, dwójka dzieci.Za duży bagaż złych rzeczy ,które mi zrobił i niech mi nikt nie mówi ,żeby zapomnieć i żyć dalej bo dalej nie będzie tak ,że on będzie inny tylko taki sam i to samo.Rozstaliśmy się i wielkie zdziwienie że jak to tak?!Właśnie tak.Mógł być chamem,nie pomagać (bo inni mają inne żony i dlatego im pomagają ),a ode mnie wymagać. Chciał rodzinę tylko po to żeby poprawić sobie humor.Żyć jak kawaler i przy piwku szczycić się tym że ma rodzinę.Swoje uczynki podnosić do rangi bohatera a moje ignorowac.Pomogła mamusia z tatusiem .Po 10 latach otworzyłam oczy.Zobaczyłam jak gardzi drugim człowiekiem, ma innych za nic,mnie.Wieczna krytyka ,głupie żarty i w moich oczach jest potworem rozpieszczonym.Dobrze przechodzę rozstanie i nawet gdy miewam dołki to wiem że coraz bliżej wylizania ran.

  • Zawiedziony sobą

    Niestety muszę przyznać, że jestem podobnym mężem, jak opisała Alicja. Nigdy żony nie uderzyłem i nie uderzę , ale konkretnie ciągnąłem ją w dół. O tyle perdół robiłem sprzeczki i awantury. Mało radości, dużo pesymizmu , moje życie, rodzina , tesciowie i praca jest naprawdę dobre. Moją kochaną żonę, delikatną i troszczącą się o mnie zmieniłem w skupioną na swoich celach i ich osiąganiu, a jest w tym fenomenalna , w przeciwieństwie do mnie , „maszynę „. Teraz panikuję , bo po tylu latach doszła do podobnych wniosków. I nie dziwię się jej. Ile można ze mną było wytrzymać. Jestem strasznym egoistą i wiele złego jej wyrządziłem. Boję się samotności i tego , że jednak odejdzie ode mnie. Ale wierzę też, jak nigdy , że mogę się zmienić i nie tylko dla Niej. Przeprosiny wszystkich dziewczyn , kobiet lub żon w imieniu facetów to za mało. Zmiana postępowania i konkretne bardziej pozytywne podejście i działanie to jest odpowiedź. I taki mam plan.

  • niewdzięczna

    Właśnie się zastanawiałam nad decyzją męża, który stwierdził u mnie schizofrenię ponieważ od paru lat nie możemy się dogadać. Ma pretensje że nie rozmawiam, że za dużo rozmawiam i go osaczam, albo na nie właściwy temat lub też wybrałam sobie zły moment. Koniecznie musi zaprowadzić mnie do psychiatry a co lepsze byłoby leczenie zamknięte. Tyle lat mówię, że boli mnie bardzo gdy tak ubliża i poniża ale kończy się to tylko śmiechem i skwitowanie „znowu ci się uroiło”. Teraz wpadł na pomysł i znalazł sobie przyjaciółkę na portalu randkowym, bo potrzebuję się komuś zwierzyć. Próbuję znaleźć siły w sobie tyle że chyba sama siebie oszukuję bo czuję jakby mi ktoś serce rozrywał. Chyba nie uda mi się tego posklejać bo ciągle słyszę- źle robisz, nie umiesz tego, nie chce ci się, nie nauczysz się, źle dzieci wychowujesz, nie szanujesz mnie, NIC NIE ROBISZ ! Po co ja w ogóle żyję?Właśnie się zastanawiałam nad decyzją męża, który stwierdził u mnie schizofrenię ponieważ od paru lat nie możemy się dogadać. Ma pretensje że nie rozmawiam, że za dużo rozmawiam i go osaczam, albo na nie właściwy temat lub też wybrałam sobie zły moment. Koniecznie musi zaprowadzić mnie do psychiatry a co lepsze byłoby leczenie zamknięte. Tyle lat mówię, że boli mnie bardzo gdy tak ubliża i poniża ale kończy się to tylko śmiechem i skwitowanie „znowu ci się uroiło”. Teraz wpadł na pomysł i znalazł sobie przyjaciółkę na portalu randkowym, bo potrzebuję się komuś zwierzyć. Próbuję znaleźć siły w sobie tyle że chyba sama siebie oszukuję bo czuję jakby mi ktoś serce rozrywał. Chyba nie uda mi się tego posklejać bo ciągle słyszę- źle robisz, nie umiesz tego, nie chce ci się, nie nauczysz się, źle dzieci wychowujesz, nie szanujesz mnie, NIC NIE ROBISZ ! Po co ja w ogóle żyję?

    • Magdalena Giergiel

      Odejdz czym prędzej. Miałam tak samo. 7 lat takiego traktowania. Nie warto. Jedyne co pozostaje to totalny brak poczucia własnej wartości. A najważniejsze jest TWOJE SZCZĘŚCIE. WALCZ O NIE. Trzymam kciuki.