Kiedy partner zamiast wspierać, ciągnie Cię w dół.

30 maja 2015

Ostatni wpis uświadomił mi wiele rzeczy. Jedną z nich jest to, że najgorzej wyjść z depresji czy po prostu głębokiego dołka jeśli nie wspiera nas… partner. Bo to okropne jeśli ktoś z kim żyjemy pod jednym dachem ma w dupie nas, nasze potrzeby i nasze smutki. Mamy być piękne, grzeczne, miłe. Mamy być idealnymi matkami, kucharkami i gospodyniami domowymi. A jak Ci się nie podoba słonko to spierdalaj.

Depresja, baby blues, zmęczenie, frustracja – dla wielu facetów pojęcia obce i kompletnie nie zrozumiałe. I mimo, że mogliby do cholery choć delikatnie się wysilić i nie próbować zrozumieć, a po prostu być, pomóc i wspierać – to dobijają nas jeszcze bardziej. Kopią pod nami dołki, wmawiają, że sobie wymyślamy, że jesteśmy beznadzieje i generalnie powtarzają nam jak mantrę: weź się garść, bo nic nie robisz, a ciągle narzekasz. Kiedy zwierzyłam się pewnego dnia swojemu koledze, że zarzuca mi się, że nic nie robię całymi dniami podczas gdy druga strona ciężko pracuje, odpowiedział ” Taa…a z dzieckiem w domu kto siedzi? Też bym wolał pół dnia grzać dupę na siedzeniu jako kierowca i mieć wszystko w dupie” – i tym oto zdaniem pokazał mi, że wymigiwanie się przez facetów pracą jest często argumentem, który można rozbić o kant dupy. Bo praca facetów w momencie, w którym mają fajną posadkę i którą lubią nie jest niczym męczącym. Ale fajnie po powrocie z pracy jest się tym zasłonić –  kto by z tego przywileju nie skorzystał. Zwłaszcza jeśli można przy tym pokazać kobiecie jak bardzo jest beznadziejna, bo znów nie ugotowała dziś obiadu.

Wsparcie w związku, wzajemny szacunek i bycie przy sobie w najgorszych chwilach życia powinno być rzeczą oczywistą. Ale nie w dzisiejszych czasach. W dzisiejszych czasach częściej słyszy się, że w związkach na co dzień rzucamy do siebie soczystymi kurwami zamiast czule całować się w policzek. Rozmawiam z koleżanką – jedną, drugą, trzecią i myślę sobie – co się do cholery dzieje z tymi ludźmi? Ja wiem. My kobiety wcale nie jesteśmy idealne. Prowokujemy, wkurwiamy do granic możliwości. Tak już jest. Ale co facet musi mieć w głowie, żeby na nasze prowokacje reagować odpowiedzą wziętą rodem ze słownika gimbazy czy osiedlowych blokersów typu ” Zamknij ryj !” albo ” Wal się idiotko…”.

Z nutką rozczulenia, a zarazem smutku obserwuję swoich rodziców, którzy po ponad 30 latach bycia razem wciąż każdego wieczoru siadają przy świeczkach, czasem drinku i oglądają dobry film. Jedzą wspólnie kolację i zawsze rozmawiają. Kiedy ona się wścieka, on wychodzi do ogrodu. Zapewne po głowie krąży mu wiele negatywnych myśli, ale nigdy w życiu nie usłyszałam, by nazwał moją mamę chociażby głupią. A w dzisiejszych związkach byłoby fajnie, żeby partnerzy nazywali nas chociaż głupimi, podczas gdy posuwają się o wiele, wiele dalej.

Daleka jestem od oskarżania facetów o całe zło na świecie – wręcz przeciwnie. Zazwyczaj jestem po ich stronie i uważam, że baby są o wiele bardziej popieprzone o czym pisałam TUTAJ. Nie zamierzam też uogólniać – wpis ten jest tylko o tych, którzy świniami są niezaprzeczalnie i wierzę w to, że mimo pozorów stanowią oni mniejszość. Ostatkami sił, ale wierzę. Komentarze z wczorajszego wpisu zaburzają mi jednak tą wiarę. Bardzo zabolało mnie zdanie z dość długiego komentarza jednej czytelniczki: „Tak się czuję, nikomu niepotrzebna, nieważna. Pamiętam jak dziś, jak, kiedy córka się urodziła, podczas wymiany zdań z mężem, kiedy powiedziałam mu że wszyscy tylko o niej mówią, o nią pytają, ją odwiedzają. A ja chcę się liczyć, chcę być ważna. Chcę istnieć… Powiedział wtedy, że teraz już nie ma mnie, teraz jest dziecko. I właśnie tak to wygląda… Nie istnieję. I źle mi z tym, ale kogo to obchodzi…” – kurwa. To gorsze niż dostać w twarz. Serio. Dla faceta kilka niewinnych słów – dla kobiety cios. Cios prosto w serce i psychikę, która przez takie rzeczy najzwyczajniej w świecie siada.

Co robić ? – pyta mnie o to całe mnóstwo kobiet w takiej sytuacji. A ja przecież nie mogę im mówić co mają robić. Nie mogę brać odpowiedzialności za ich życia. Mogę doradzać, ale czy i to jest słuszne? Co jeśli moje rady nic nie dadzą, a wręcz pogorszą sytuację. Zawsze jestem w kropce, ale odpowiadając zazwyczaj kieruję się czymś co zawsze mam wtedy w głowie. To my same odpowiadamy za nasze życia. Podejmujemy decyzje, dokonujemy wyborów. Jestem zdania, że z życia należy usuwać bezwzględnie to co nas niszczy, to co ma na nas zły wpływ – nawet jeśli są to najbliższe nam osoby. Trzeba walczyć powiecie. Tak trzeba. Ale każda walka kiedyś musi się zakończyć, a koniec czegoś wcale nie oznacza końca świata  – wręcz przeciwnie – oznacza początek czegoś lepszego. Często na drodze stoi nam to, że jesteśmy od kogoś zależne, że ktoś nas utrzymuje. Ja jestem typem osoby, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Tu i teraz znalazłabym sposób, by poradzić sobie w pojedynkę z dzieckiem pod pachą. Bo dla komfortu psychicznego warto rzucić w cholerę cały syf (partnera) z wszystkimi jego dobrodziejstwami ( finanse, dom itp.) I wiem doskonale, że na początku brzmi to niedorzecznie, ale z czasem los zaczyna się do nas uśmiechać, a my zaczynamy układać sobie życie bez tyrana, który co dzień niszczył nam naszą psychikę.

We wrześniu zeszłego roku napisałam na blogu tekst, z którego jestem cholernie dumna. Przeczytałam go dzisiaj po długim czasie i śmiem stwierdzić, że poglądów nie zmieniłam. Odsyłam Was do niego tutaj, ale pozwolę mimo tego zacytować tutaj fragment: ” „Jestem z nim 10 lat, mamy wspólne mieszkanie, dwójkę dzieci, nie mogę tego tak po prostu skończyć” – to nic, że co noc płaczesz w poduszkę i nie myślisz o niczym innym niż podcięciu sobie żył. To nic, że się już nie kochacie, że on wykańcza Cię psychicznie. Macie ze sobą tyle wspólnego. Nie możesz tego zostawić. Gówno prawda. Możesz. Ograniczenia typu wspólny dom, dzieci stawia Ci tylko twoja głowa. Stawia Ci je dlatego, że jesteś zbyt dużym tchórzem, by to skończyć. Boisz się tego, że po tej decyzji Twoje życie już nigdy nie będzie takie samo. Racja. Nie będzie. Ale czy sądzisz, że po pozbyciu się ze swojego życia kogoś kto Cię niszczy będzie gorsze? Nie sądzę. Owszem będzie ciężko, będzie wręcz nie do zniesienia. Ale kiedy przez to przejdziesz, kiedy przestaniesz żyć tęsknotą i sentymentami zaczniesz nowe życie. Życie, w którym nie potykasz się o nieudaczników i debili, którzy codziennie podcinają Ci skrzydła. Zaczniesz po prostu żyć.” 

I tak właśnie to wygląda moje drogie. Męczymy się bo tak łatwiej, prościej… ludzie się nie zmieniają. A jeśli tak to robią to bardzo rzadko. Jeśli wielokrotne rozmowy z partnerem nie pomagają, a wręcz przeciwnie słyszysz po nich jak bardzo nie radzisz sobie sama ze sobą i wymyślasz bzdury – to sama sobie odpowiedz na pytanie – po co? Po co z nim jesteś? Odpowiedz, znajdź w sobie wewnętrzną siłę i zrób wszystko, by nie czuć się więcej jak śmieć, który można zdeptać i wyrzucić do śmietnika. Bo jesteś kobietą, która zasługuje na wszystko co najlepsze, a frajer który Ci tego nie daje nie jest jedynym facetem na tym świecie…