Kąt perfekcyjnej pani domu.

2 listopada 2015

Moja mama, ani nawet ja sama, nie uwierzyłabym jeszcze rok temu w to, że „moje” mieszkanie może być perfekcyjne w każdym calu. Czyste, estetyczne, gustownie urządzone… a tu proszę. Coś mnie trafiło pewnego szarego dnia, niczym piorun. Że przecież w czystym i schludnym jakoś tak lepiej się myśli, lepiej się funkcjonuje. Lepiej się żyje po prostu…

Wstaję ostatnio codziennie rano. Sprzątam, przestawiam. Tu coś przestawię, tu coś dodam, tu coś zmienię. A no bo, zmiany są dobre i dla oczu i dla naszej psychiki. Mówi się, że szczęśliwe mamy mają brudne piekarniki, lepkie podłogi…cóż. Chyba jestem kiepską mamą. A może po prostu funkcjonuję nieco inaczej. Dziwna moda nastała. Czyta się na forach komentarze „Wolę spędzać czas z dzieckiem, niż przejmować się brudną podłogą”. A ja wolę mieć czystą podłogę i czyścić ją śpiewając z dzieckiem i tańcząc. A wymówki? Są dla leni. I mówię z autopsji, bo takim leniem byłam jeszcze kilka miesięcy temu. Czystość czystością, ale jakoś tak nagle wyrobiło mi się poczucie estetyki. Najfajniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że zrozumiałam, że nie muszę mieć mieszkania jak z magazynu, żeby stworzyć w nim klimat dla mnie idealny. I tak tworzę go sobie każdego dnia. I cieszy mnie to jak za czasów gdy byłam dzieckiem i wszystko robiłam stopniowo. Uzbierałam na jedną rzecz – kupowałam. Długo potem zbierałam na kolejną – kupowałam. I wszystko tak bardziej jakoś cieszyło niż jakby ktoś mi rzucił gotówką i powiedział „kup co chcesz.” No dobra. To też byłoby fajne, ale rozumiecie o co chodzi? Głupi stolik za 100 zł. A ja czekałam jakieś dwa miesiące, by sobie na niego pozwolić. Kiedy wreszcie go kupiłam, w aucie powiedziałam „Kolejne marzenie spełnione”. A F. spojrzał na mnie jak na kosmitkę. No bo co ja za marzenia mam…i jeszcze ten stolik taki beznadziejny – wyjaśnię z góry: F. zachwyca się kiczowatymi rzeczami, na które ja reaguję „A fuuu!”. On tak reaguje na moje wybory… A potem sam z nich korzysta i głupio mu przyznać, że jednak były słuszne. No dobrze…ale dosyć tej pisaniny. Przejdźmy do konkretów. Do historii jak stworzyłam swój kąt. Kąt perfekcyjnej pani domu…

Zazwyczaj wychodzę z założenia, że mniej znaczy więcej. Ciężko jednak do salonu wybrać jeden dodatek. Tutaj musi być „więcej” co nie oznacza wcale, że musi to źle wyglądać i rzucać się w oczy. Więcej w tym przypadku oznacza jedynie „przytulniej” i „cieplej” – a nie ukrywajmy, że o tej porze roku, temu ciepłu trzeba trochę pomóc.

Początkowo wiedziałam jedynie, że na pewno podstawą będzie …stolik. Jest to absolutny must have, a jego brak dawał się we znaki bardzo często, kiedy wieczorami nie było na czym postawić przekąsek czy chociażby szklanki z napojem. Szukałam długo, a w głowie wciąż miałam jeden obrazek: biały blat i drewniane nogi.  Ideał znalazłam, ale cena…okrutna. Od 700 zł wzwyż to istne szaleństwo. Ok – gdybym miała kupiłabym nawet za 10 tysięcy. Nie mam, więc szukałam alternatywy. I nagle JEST! Za cenę naprawdę niezłą. JYSK nie zawiódł. Cena 120 zł za właściwie identyczny stolik jak w innych sklepach, po szybkim namyśle zapisanie się do newslettera i otrzymanie 20 zł zniżki co daje nam stówkę :P A jeszcze fajniejszy jest fakt, że newsletter wcale się nie przydał, bo akurat w dzień, w który pojechaliśmy po stolik, okazało się, że jest przeceniony na … 95 zł. No po prostu bomba. Wygląda idealnie, a wyobrażając go sobie w moim białym mieszkaniu, które kiedyś będę mieć – wygląda perfekcyjnie.

 

DSC_0494

 

Stolik stolikiem, ale coś na nim powinno być. Jakiś czas temu miałam przyjemność trafić na świetną, profesjonalną firmę DREWNIANE DODATKI, które tworzy jak sama nazwa mówi… drewniane dodatki do domu. Firma dopiero się rozwija, ale ja już wróżę sukces. Od razu wpadłam na pomysł, by zrealizowali dla mnie… podkładki pod kubki. Takie z fajnymi napisami, które umilą nam dzień od razu po wstaniu z łóżka. Moja wizja została zrealizowana, a teraz i Wy możecie kupić takie podkładki właśnie w tym sklepie. Oprócz podkładek na kawę, zaopatrzyłam się również w dwa spersonalizowane serca, które mają zawsze przypominać nam o tym co jest najważniejsze. O tym, że dom jest tam gdzie my. Tam gdzie nasza trójka. Właśnie dlatego na jednym sercu widnieje napis „home”, a na drugim są nasze inicjały. Jeśli chodzi o realizację zamówienia i jakość produktów – jest to zdecydowanie firma, którą z czystym sercem mogę Wam polecić. To właśnie takie drobiazgi jak te, które tworzą nadają naszym wnętrzom wyjątkowego ciepła. Moment odpakowania przesyłki był tutaj jednym z tych momentów, po którym bierze się telefon w dłoń, automatycznie robi zdjęcie i wysyła wszystkim koleżankom pisząc: ” Zobacz jakie świetne”. Nie muszę chyba mówić, że podkładka z moim logo wycisnęła z moich oczu łzy?

 

DSC_0456

 

DSC_0468

 

Kolejną kwestią był narożnik. Teoretycznie miał on swoje poduchy, ale jednak od zawsze byłam zakochana w tych kanapach z filmów, całych zawalonych różnego rodzaju poduchami. Z firmą DECOVENA miałam już do czynienia podczas organizowanego przeze mnie spotkania blogerskiego, gdzie po raz pierwszy mogłam na żywo zobaczyć ich produkty i już wtedy podbiły one moje serce. Wysoka jakość, świetne kolory, super wykonanie. Wydaje mi się, że kolory idealnie pasują do narożnika i świetnie się z nim komponują. Koniecznie zajrzyjcie na stronę, bo poza poduszkami znajdziecie tam wiele innych świetnych produktów jak pledy czy dywany. I ja taki dywan, wylosowałam na swoim spotkaniu blogerskim. Początkowo był on schowany w szafie. Dziś z ciekawości jednak go wyjęłam, by sprawdzić jak będzie się prezentował pod stolikiem – na okres tymczasowy – pasuje jak ulał!

 

DSC_0474

 

DSC_0486

 

Jeszcze jednym elementem, którego mi brakowało był jakiś dodatek na pustą ścianę za naszymi plecami. Zwróciłam na to uwagę już podczas ostatniej sesji. Tutaj do akcji wkroczyła bliska mi osoba. Przyjaciółka i blogerka, która oprócz tego, że robi świetne zdjęcia, to jeszcze tworzy zapierające dech w piersiach grafiki, które trafiają idealnie w mój gust. Z racji, że jest jesień, postanowiłam dobrać plakaty tematycznie i wybrałam te adekwatne do obecnej pory roku. Serdecznie zapraszam do działu GRAFIKA na blogu Marty – może i Wy znajdziecie coś dla siebie. Co do metody przywieszenia ich do ściany – wspominałam Wam już przy okazji kącika do spania dla Poli, że z racji, że jest to mieszkanie wynajmowane, nie chcę robić w ścianach żadnych dziur itp. I właśnie dlatego zainwestowałam w papierniczym sklepie w kolejną taśmę washi-tape. Koszt – 6,60 zł.

 

DSC_0476

 

Zapewne zauważyliście też wiklinowy stolik w rogu kąciku. Jest to stolik, który jest w kąciku zabaw Poli, ale w ramach eksperymentu, wzięłam go do zdjęć obok narożnika i stwierdziłam, że chyba tam zostanie, a jeśli nie to na pewno w najbliższym czasie w coś podobnego zainwestuję, bo jednak nie chcę w tym miejscu pustej przestrzeni. Dobrą opcją byłoby w tym miejscu postawienie oprócz stolika jakiejś gustownej lampki, ale jednak wolałabym mieć pod ręką np. książkę, której nie będę stawiać na stoliku, gdzie jest miejsce na napoje czy przekąski. Wiklinowy stolik to oczywiście niezawodna ekipa Lilushop. Więcej nowości od nich zobaczycie w jednym z kolejnych wpisów.

 

DSC_0464

 

Z pokoju Poli podkradłam też świecące kule od qule.pl. I tak to w salonie spędzamy teraz całe wieczory, a Pola razem z nami – więc zdecydowanie przydają się teraz bardziej tutaj niż przy jej łóżeczku. Lustro zyskało nowy look, a my fajny klimat podczas jesiennych wieczorów. Co do kul – z czasem mam nadzieję będą i w salonie i przy łóżeczku.

 

DSC_0487

 

Co do narożnika od Meble Jana – mam go miesiąc i póki co sprawuje się idealnie. Nie śpimy na nim, a w dzień kiedy Pola wariuje staram się bunkrować go jakimś kocykiem. Mimo to ostatnio kiedy pakowałam się do wyjazdu, Pola wykorzystując moją nieuwagę, porozlewała sobie na odsłoniętej części … mleko. Mocno potarłam ręcznikiem namoczonym zimną wodą – nie ma ani śladu.

Czego jeszcze brak? Zdecydowanie jakiegoś pięknego pledu, a z czasem innego dywanu, w jakiś delikatny, nie nachalny wzór. A póki co… to chyba wszystko! :)

Efekt? Kwestia gustu – dla mnie jest idealnie!

 

Pozostałe rzeczy widoczne na zdjęciach to:

czajnik, patera, koszyk druciany – smukke.pl

klamerki – home&you

lustro – ikea

wianek – dzieło wspaniałej i utalentowanej Ani

 

DSC_0433

 

DSC_0435

 

DSC_0437

 

DSC_0438

 

DSC_0441

 

DSC_0443

 

DSC_0447

 

DSC_0449

 

DSC_0451

 

DSC_0452

 

DSC_0453

 

DSC_0455

 

DSC_0456

 

DSC_0457

 

DSC_0458

 

DSC_0459

 

DSC_0460

 

DSC_0461

 

DSC_0464

 

DSC_0466

 

DSC_0467

 

DSC_0468

 

DSC_0469

 

DSC_0470

 

DSC_0471

 

DSC_0473

 

DSC_0474

 

DSC_0475

 

DSC_0476

 

DSC_0478

 

DSC_0479

 

DSC_0481

 

DSC_0483

 

DSC_0485

 

DSC_0486

 

DSC_0487

 

DSC_0489

 

DSC_0490

 

DSC_0491

 

DSC_0493

 

DSC_0494

 

DSC_0497

 

DSC_0499

 

DSC_0500

 

DSC_0502

 

DSC_0503

 

DSC_0504

 

DSC_0509

 

DSC_0511

 

DSC_0513

 

DSC_0514

 

DSC_0515

 

DSC_0516

 

oh! zapomniałam o bluzce! ma na łokciach taki słodki zarys kotka – fanką tych zwierząt nie jestem, ale wygląda to całkiem fajnie ;) możecie ją zamówić o tu