To naprawdę się dzieje… jesteśmy na swoim! Pierwsze kadry z naszego gniazdka

8 stycznia 2018

Sama nie wiem jak opisać w słowach to co czuję… od kilku dni jesteśmy już w naszym własnym, wymarzonym gniazdku, a ja czuję się co najmniej tak, jakbym przechadzała się w jakimś luksusowym 200 metrowym apartamencie i miała na koncie milion dolców.

Phi! Ja mam coś więcej niż wspomniane dolary i apartament. Mam satysfakcję, a przede wszystkim odczuwam wręcz dziiiiiką wdzięczność. Bo wiecie… każdy może pracować i każdy może sobie na różne rzeczy zapracować, żaden problem, wystarczą chęci. Ale wiecie z czego od dłuższego czasu zdaję sobie sprawę? Że nie każdy może urodzić się w wolnym kraju, nie każdemu zawsze dopisuje zdrowie i nie zawsze wszystko jest tak jakbyśmy tego chcieli. A ja jestem zdrowa… żyję w Polsce, w której jest jak jest, ale hello… jesteśmy wolni i mamy przed sobą ogrom możliwości, naprawdę! Nie startowałam z jakiegoś tragicznego punktu, nie musiałam żebrać o jedzenie, miałam zawsze dach na głową i nie musiałam się martwić czy dożyję następnego dnia. Miałam masę innych problemów, ale ogólnie życie układało mi się w miarę dobrze – i byłoby nie fair nie czuć wdzięczności, że los pozwolił mi na realizację swoich planów i marzeń. Że mogłam tego dokonać, bo miałam przed sobą wiele dróg i wystarczyły po prostu chęci.

Budzę się tutaj już kolejny dzień z rzędu i muszę Wam przyznać, że to co w życiu cieszy najbardziej to doświadczanie. Ja delektuję się właśnie kolejnym doświadczeniem i czuję się jakbym znów zaczynała jakiś nowy etap w życiu. Przez ostatnie dwa lata śniłam o pięknym mieszkaniu w stolicy, o białych ścianach i podłogach i… to wszystko dzieje się właśnie teraz !!! Niechże mnie ktoś uszczypnie, no! ;)  Dzień po przeprowadzce, odprowadziłam Polę do przedszkola i weszłam do kościoła. Chyba nigdy w mojej modlitwie nie było aż takiej radości, szczerości i wdzięczności. Rozmawiałam z Bogiem jak z najlepszym przyjacielem, który mocno przyczynił się do tego spełnionego marzenia.

Znów odżyłam. Sama ściągam siebie z obłoków, z powrotem na ziemię, bo zapobiegawczo wolę uniknąć roztrzaskania kiedy będę spadać z hukiem – a wierzcie mi prędzej czy później spadnę, takie jest życie. Wzloty i upadki. Choć jestem optymistką i lubię chodzić z głową w chmurach to jednak dla własnego bezpieczeństwa, zostaję ze swoim poziomem ekscytacji na bezpiecznej wysokości. Ale mimo wszystko w jakiś sensie odżyłam znów na nowo. Przeprowadzka, a już tym bardziej wykończenie mieszkania dało mi trochę w kość, przez co musiałam w grudniu odpuścić sobie pracę, ale opłacało się. Uwinęliśmy się w mgnieniu oka. Co prawda wciąż jesteśmy bez mebli, drzwi, listew i kuchni, ale nie sprawia mi to żadnego problemu. Wszystko w swoim czasie. Pomału i bez pośpiechu. Jak widać można żyć bez lodówki. Przecież jest zima. Moją lodówką jest balkon ;)

Ogólnie, muszę przyznać, że moja ekscytacja udziela się chyba i wam :P W całej historii bloga, to właśnie ona wzbudza Wasze największe zainteresowanie ( zaraz po narodzinach Polki, wiadomo, jej to już nic nie przebije). Mam nadzieję, że mimo tego, że latam ciągle z odkurzaczem i miotłą, uda mi się na bieżąco informować Was o postępach w mojej mamalowej rezydencji :D

Póki co uchylę Wam rąbek tajemnicy i powiem, jak to wszystko ma mniej wyglądać. Ogólnie, już od dawna dawna dawna, wiedziałam, że bazą w moim mieszkaniu musi być biel. Mam tutaj na myśli kolor ścian i podłóg. No musi być biało i koniec i kropka. Kiedyś byłam przekonana, że moje mieszkanko ma być w stylu scandi, ale coraz częściej czułam, że podoba mi się to jedynie u kogoś. Najbardziej przemawia do mnie glam, ale też nie mam zamiaru urządzać mieszkania w 100 % w stylu glamour, bo czerpię ze wszystkich stylów po trochu, a z niego po prostu najbardziej. Będzie więc taki mały misz-masz, z przewagą glamu. Będzie jasno, ale z dodatkiem kolorów. Na przykład u Poli mam w planach dodać kolor na jedną ze ścian ( nie całą) i ogólnie pokój wypełnić plakatami, półkami i elementami nawiązującymi do lasu. Jest to po części życzenie Polki, która do pokoju za dodatkowy kolor wybrała sobie kolor GLIN. Konkretnie green czyli zieleń. Salonowi chciałam nadać życie poprzez rośliny, ale dbanie o nie będzie obowiązkiem F, więc jeśli po miesiącu ich nie będzie, to znaczy, że to on coś spartolił, nie ja!

Póki co jednak, wstrzymuję się z jakimiś dalekosiężnymi planami, bo wypadałoby najpierw mieć w ogóle meble, zobaczyć, jak to wszystko wygląda, żeby zacząć dobierać dodatki. Na razie jadą do mnie:

  • narożnik do salonu
  • stół z czterema krzesłami do kącika jadalnianego
  • szafa na korytarz
  • łóżko + dwa stoliki nocne do sypialni
  • szafa i regał do pokoju Polki
  • biurko ( for meeee!) – koniec z robotą przy stole kuchennym ( a obecnie na materacu)

To wszystko co wyżej wymienione, wybrałam w salonie VOX. Drzwi i podłogi również. Drzwi z listwami będą montowane jakoś w lutym, więc dopiero wtedy będę mogła ruszyć z szykowaniem dla Was aranżacji na blog. Sporo pytań już po relacjach na InstaStories padło o podłogę. Przyznam, że to był jedyny element, który wybrałam do mieszkania dawno dawno temu i zdania nie zmieniłam ani razu. Patrząc na efekt finalny, to była dobra decyzja. Podłogę również zamówiłam w salonie VOX i jest to model Impressive White IM1859 – producent to Quick Step. To wodoodporne podłogi laminowane i są po prostu… przepiękne.

 

 

 

 

 

Aaaa, nie mogłam wymarzyć sobie lepszego efektu, nie ma takiej opcji! Co do tego jakże kontrowersyjnego koloru i wielu opinii, że sterylnie, że widać każdy brud – wychodzę z założenia, że sprzątać trzeba niezależnie od koloru powierzchni i nie mam z tym najmniejszego problemu :) Co do sterylności – o gustach się nie dyskutuje :P

Nasze mieszkanie obecnie jest baaardzo puściutkie, ale mimo to czuję tutaj nas. Sypialnia to na razie materac, walizki, stosy książek i jedna wielka przechowalnia tego co czeka na meble. O ile jedna strona sypialni wygląda na piękną i czyściutką, tak druga skrywa nasze mroczne tajemnice i jest jednym wielkim bajzlem, w którym tylko wskazuję domownikom, gdzie co się znajduje. Taki tam, szósty zmysł matki polki wszechogarniającej.

 

 

 

 

 

 

Salon to jedynie stolik kawowy, telewizor, xbox i koc, który służy nam jako kanapa. Tam gdzie kiedyś będzie kuchnia, zrobiłam sobie kuchnię kartonową i całkiem nieźle sobie w niej radzę. Na korytarzu jest słynne, mamalowe lustro i mamalowy wieszak a’la garderoba. W jego miejscu stanie piękna szafa podświetlana w środku. Stolik kawowy w salonie był moim małym, wielkim marzeniem odkąd zobaczyłam go na stoisku na targach wnętrzarskich Warsaw Home. Przywlokłam wtedy ze sobą do domu stos ulotek, ale na telefonie wybrałam jedynie numer z jednej z nich… były to właśnie stoliki Tavolini. Zdjęcia stolika ujrzycie w aranżacji salonu, mam nadzieję już niebawem.

 

 

 

 

 

 

 

W pokoju Polki są już wszystkie jej rzeczy, ale na razie ulokowane głównie na podłodze – u niej nawet taki układ wygląda uroczo i od biedy mogłoby tak zostać, a co tam :D Prawie skończona jest już łazienka – brak jeszcze lustra i szafki nad WC. Na lustro czekam, na stolarza muszę zarobić ( niestety nigdzie nie mogę znaleźć drzewka, na którym rosną pieniądze :( ) Całe wyposażenie łazienki pochodzi z BLU salony łazienek, ale dzisiaj wstawię Wam jedynie dwa zdjęcia, bo całość chciałabym pokazać szczegółowo w osobnym poście.

 

 

 

 

W kolejnych wpisach postaram się Wam podać konkrety na temat wyboru podłóg i drzwi, a później będziemy już lecieć z aranżacjami każdego pomieszczenia. Chciałam też przypomnieć Wam, że na bieżąco możecie być z nami na instagramie – to tam po kliknięciu w zdjęcie profilowe, macie dostęp do InstaStories – zdjęć i filmików z naszego życia, które znikają po 24 godzinach – choć teraz już niekoniecznie, bo wybrane relacje można zapisywać. Wszystkie zdjęcia z naszego domu, będą na instagramie pod hashtagiem #MamalowyDom z dodaną ikonką domku :) Na facebooku oczywiście również podrzucam Wam linki do wpisów, ale jestem na nim baaardzo rzadko – że tak powiem, nie przepadam za tym medium :P

Dobra, nie ciafroczę już tyle. Wrzucam Wam na koniec fotki z Polkowego pokoju i spadam pracować dalej. Zarabiać znaczy się. Na tego stolarza oczywiście.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PS: Jakbyście się zastanawiali, co Pola robi na zdjęciu powyżej – Pola wczoraj po raz pierwszy otworzyła walizkę ze swoimi pamiątkami z chrzcin, roczku, narodzin itp. – są tam nawet kartki i upominki od Was – naszych czytelników! Pola na zdjęciu przymierza śpiochy, które założono jej po porodzie – mają ucięte nogawki, bo Pola urodziła się taka długa, że nie mogła się w nie zmieścić :D :D :D