Jak zbudować silną i piękną więź z dzieckiem?

2 grudnia 2019

Teoretycznie sprawa wydaje się prosta. Wystarczy kochać. Ciągle słyszę z lewej i z prawej: każdy rodzic kocha swoje dziecko i chce dla niego jak najlepiej. Chciałabym w to wierzyć, ale tak nie jest.

Gdyby tak było, nie byłoby tylu nieszczęśliwych dorosłych, którym w dzieciństwie zabrakło miłości, uwagi, zainteresowania. Gdyby tak było, rodzice nie mieliby aż takiego problemu z dotarciem do swoich dzieci. Na każdym kroku zderzam się z obserwacją braku szacunku w relacji rodzic-dziecko, z brakiem umiejętnej konwersacji. Nie jestem Bogiem, nie jestem matką idealną – ale mam oczy, widzę i obserwuję. I wiem, że niektórzy choć bardzo chcą i się starają – nie do końca umieją być dobrymi rodzicami. Najczęściej dlatego, że nikt ich nie nauczył. Że zwyczajnie nie wiedzą jak.

Moi rodzice dali mi miłość taką, jaką byli w stanie mi dać. Dali mi ją na tyle, na ile potrafili. Wiele lat zajęło mi zrozumienie tego. Lata żalu, który siedział we mnie, spowodowanego tym, że… nigdy nie czułam się kochana. Nikt mi nie mówił, że mnie kocha. Nikt nie przytulał mnie w chwilach smutku. Moi rodzice mimo tego, że nie byli nigdy super bogaci, zawsze mieli za priorytet moje potrzeby. Moje wykształcenie, zdrowie, ubiór, rozwijanie zainteresowań. Zawsze miałam wszystko czego mi potrzeba. Dach nad głową, jedzenie, prywatnych lekarzy, edukację i jakiekolwiek dodatkowe zajęcia, na które miałam ochotę. Nigdy nie czułam się zagrożona. Miałam przy nich niesamowite poczucie bezpieczeństwa i wsparcie, ale zawsze czegoś mi brakowało. Dziś jednak wiem, że kochali i kochają mnie nad życie. Dziś to czuję. Ale jednak nie stworzyliśmy na tamtym etapie między sobą silnej, emocjonalnej więzi. A ja byłam tego tak spragniona, że bardzo szybko podjęłam decyzję o stworzeniu rodziny. Bardzo pragnęłam dać komuś swoją miłość…

Kiedy zostałam mamą obiecałam sobie, że ja jednak postąpię inaczej. Od początku otulę Polcię płaszczem miłości. Stworzę z nią piękną i silną więź. Na razie się to udaje choć łatwo nie jest, bo Pola ma naprawdę trudny charakter :P Jakie są moje patenty na tak mocną więź? Sama nie wiem. To wszystko wychodzi tak naturalnie. Ale powiem Wam, co na pewno jest tego zasługą…

 

OTWARTE MÓWIENIE O UCZUCIACH – zarówno pozytywnych jak i negatywnych

Wierzę, że warto uczyć tego dziecka od samego początku. Dziecko czuje się bezpiecznie i mówi nam otwarcie o wszystkim tylko wtedy, gdy wierzy, że je zrozumiemy i gdy wie… że rozmowa jest ważna i potrzebna. Od maleńkości mojej córki nazywam emocje, mówię o nich. Nie zaprzeczam emocjom Poli mówiąc: no coś ty, na pewno się tak nie czujesz. Zawsze nazywam wspólnie z nią to co czuje i pokazuję jej, że rozumiem to uczucie i je akceptuję. A potem również tłumaczę jak sobie z daną emocją w danej sytuacji radzić. Niesamowicie rozczuliło mnie ostatnio, kiedy Pola w przedszkolu podbiegła ostatnio do mnie z płaczem i na moje pytanie, że widzę, że jest smutna i co się stało odpowiedziała: jest mi smutno, bo Ania sprawiła mi przykrość! – tak pięknie nazwała swoje emocje pokazując mi, że jest smutna i jest jej przykro. Dziecko musi znać emocje i je rozumieć, bo w przeciwnym razie jako dorosły nie będzie sam wiedział co czuje, będzie zagubiony i nie będzie umiał zidentyfikować swoich uczuć.

 

 

WSPÓLNE CZYTANIE KSIĄŻEK

Uwielbiam to. Pola wtula się we mnie, przykrywamy się kocykiem i czytamy… Zawsze bardzo się wczuwam. Zmieniam głosy, tonację. Podwyższam i ściszam ton. Wchodzę w opowieść na 100%. Jestem wtedy tylko ja, Pola i świat, który tworzą w naszych głowach litery. Pięknie jest wejść w jakąś czynność razem, a książki zdecydowanie otwierają przy tym umysł i pięknie rozwijają wyobraźnię. Cieszę się, że Pola kocha je tak samo jak ja. Wspólne czytanie książki niesamowicie wzmacnia więzi i nie wyobrażam sobie bez tego naszej codzienności.

KOCHAM CIĘ  – W CZYNACH I SŁOWACH

Mówię te słowa bardzo często, a Pola sama z siebie również potrafi mnie nimi zaskoczyć. Słowa mają jednak to do siebie, że mogą być tylko pustym frazesem. Dorosłe dziecko może czuć się skołowane jeśli przez całe życie słyszało, że jest kochane, ale wcale tego nie czuło. Kocham Cię, wyrażam w słowach ale również w czynach. Poza dbaniem o dziecko, które jest podstawą, miłość wyrażam na przypadkowej karteczce, na której rysuję serduszko i piszę: Dla Poli! Miłość wyrażam w tym, że głaszczę ją po rączce, kiedy zasypia lub kiedy po prostu siedzimy obok siebie. Miłość wyrażam tym, że jeśli mówi – to słucham. Jeśli mnie potrzebuje – to jestem. Jeśli ma marzenia – to pomagam jej w ich spełnianiu. Jeśli ma problem, nawet który powstał w wyniku jej błędu – pomagam jej. Staram się, żeby Pola miała poczucie, że cokolwiek się nie dzieje – ja naprawdę ją kocham i jestem przy niej. Kocham Cię, to jednak również umiejętność powiedzenia NIE i umiejętność stawiania granic. Tak, to też robię z miłości do niej, bo chcę żeby umiała sobie radzić, miała do mnie i innych szacunek, Jest wyjątkowa, jest inna, ale nie jest od nikogo lepsza czy gorsza.

 

SPĘDZANIE CZASU

Takie oczywiste, prawda? Ale nie chodzi tylko o spędzanie czasu wspólnie w domu, ale o coś, co razem zaplanujemy np. poza domem. Wspólny piknik, długi spacer, wypad do kina czy do teatru. Ale nie taki wypad, że idziemy z dzieckiem, a ono sobie tam coś ogląda, a my gadamy przez telefon… Tylko taki, w który wspólnie się angażujemy, pokazujemy dziecku, że jesteśmy w tym razem z nim. Czasem pozwalam wybrać aktywności Polci, a czasem robię jej niespodziankę i do końca nie wie, gdzie się wybieramy.

Jeśli chodzi natomiast o spędzanie czasu w domu – to również chodzi mi tutaj o taki czas, w którym 100% swojej uwagi dajemy dziecku, bawimy się w to, w co ono chce się bawić i nie zwracamy uwagi na nic innego. Pół godzinki dziennie takiej zabawy to minimum. I wiem wiem, mało który rodzic lubi się bawić z dzieckiem. Ciągle gdzieś czytam, że zamiast zabawy rodzice stale angażują dzieci w jakieś wspólne zajęcia, żeby po prostu robić coś razem. I ok, to jest fajne, sama to uwielbiam! Ale zabawa jest ogromnie potrzebna i ważna w rozwoju dzieci, a zaangażowanie się w nią rodzica, daje dziecku poczucie tego, że jego potrzeby są ważne i że rodzic chętnie spędza z nim czas – nie tylko na swoich warunkach…

 

 

ZAINTERESOWANIE

Baardzo ważne jest dla mnie, by dawać dziecku poczucie, że się nim interesuję. Że jej sprawy są dla mnie ważne. Pytam jak było dzisiaj w przedszkolu, czy dobrze się bawiła. Pytam o to z kim lubi się bawić, przy kim czuje się dobrze. Omawiam z nią rysunki, które przynosi, pokazuję, że każdy jest dla mnie ważny i wyjątkowy, że to nie są przypadkowe świstki papieru. Interesuję się czym się obecnie lubi bawić, które figurki są jej ulubionymi. Pokazuję jej, że to co robi jest dla mnie ważne. Pola opowiada mi o swoich przeżyciach i emocjach, ale ja również opowiadam jej o swoich. To wszystko działa w dwie strony. Ja opowiadam jej jak było w pracy, ona o tym jak w przedszkolu. I opowiadamy sobie nie tylko o tych dobrych rzeczach. Mówię jej o tym co mnie wkurzyło, zdenerwowało, żeby też Pola miała świadomość, że nie wszystko zawsze idzie idealnie i po naszej myśli.

 

DAJĘ PRZESTRZEŃ

Daję Polci przestrzeń beze mnie i bez moich decyzji. Na to, by nie wiedzieć i nie widzieć totalnie wszystkiego. I chcę by wiedziała, że ma do tej przestrzeni i swobody prawo. Chcę też by uczyła się samodzielności. Tego, że nie zawsze i wszędzie będę przy niej. Nie naciskam kiedy nie ma ochoty opowiedzieć mi o czymś. Nie decyduję za każdym razem o tym, jak ma się ubierać. Pytam o jej zdanie w sprawie nowych ubrań, w sprawie wyjazdów. Nie traktuję jej jako kogoś, kto musi dostosowywać się do dorosłego, tylko jako małego-dorosłego, którym już na tym etapie musi mieć pewnego rodzaju swobodę i wiedzieć, że ma prawo się na coś nie zgodzić, że ma prawo nie robić czegoś co mu się nie podoba.

 

NIE POWIEM CI JAK ŻYĆ, ALE POKAŻĘ CI JAK ŻYJĘ JA

To bardzo istotny element tej całej układanki. Polcia ma poczucie, że nie mówię jej na każdym kroku jak ma się zachowywać, co ma jeść i czym ma się interesować. Zamiast dawać jej rozkazy, pokazuję jej swoje życie, swoje wybory – i ona wybiera z tego to, co dobre dla niej. Dzięki temu właśnie tak jak ja kocha książki, prosi wieczorem o włączenie medytacji. Wie, że kiedy się denerwuje, musi się zatrzymać i uspokoić oddech. Wie, że praca może być pięknym przeżyciem, a nie przykrym obowiązkiem. Że można żyć szczęśliwie i zdrowo, ale trzeba o siebie dbać, trzeba być aktywnym, zdrowo jeść, rozwijać się, czytać, być dobrym człowiekiem. Niedługo skończy 6 lat i już wie, że życie to piękna przygoda, a wszystkie potknięcia nas czegoś uczą i nie należy traktować ich jako porażek. Uważam, że Pola ogromnie jest ze mną związana dzięki temu, że może być przy mnie sobą i że dzięki moim wyborom – ona również może być coraz lepsza i coraz lepiej radzić sobie w codzienności.

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Szacunek, akceptacja, motywowanie, wspieranie. Uważne słuchanie i tłumaczenie. Dużo czułości, miłości. Dotyk, wspólny czas. Przestrzeń i swoboda, ale też gdy trzeba stanowczość i konsekwencje. Zainteresowanie i poczucie bezpieczeństwa. Ale przede wszystkim chodzi w tej więzi o to, by to wszystko umiejętnie wypośrodkować.

 

CZY WIĘŹ MOŻE BYĆ ZBYT SILNA?

Mogłoby się wydawać, że więź albo jest słaba albo jest silna – czyli taka jak być powinna. Ale i w tej kwestii ważna jest równowaga. Obecnie czytam fajną książkę o rozwoju przedszkolaka i natknęłam się na taki cytat:

„W przypadku więzi zbyt silnych relacja uzależnia dziecko od innych, odbierając mu autonomię i poczucie pewności siebie (…) Jeśli dziecko nieustannie słyszy pozornie pozytywne komunikaty wsparcia takie jak: nie bój się, jestem tutaj ; pójdziemy razem ; brawo, jestem z ciebie dumna ; dobrze Ci poszło ; pomogę Ci ; wybierzemy teraz książeczkę ( charakterystycznie nadużywana liczba mnoga w wypowiedzi), wówczas uzależnia się od obecności, wsparcia i oceny rodzica. Małymi kroczkami buduje w sobie przekonanie, że mama jest elementem, bez którego dziecko nie wie, jaką decyzję podjąć, jak ocenić swoje działania ani czy da radę coś zrobić. (…) Zarówno słaba, jak i zbyt silna więź nie są korzystne dla dziecka. Zadbaj o to, by być emocjonalnie dostępnym, mieć dla dziecka czas i reagować na jego potrzeby, ale nie uzależniaj malca od swojego wsparcia, towarzystwa czy pozytywnej oceny”. Jak wspierać rozwój przedszkolaka? – Monika Sobkowiak

Podsumowując: tworzenie silnej więzi z dzieckiem również musi być zrównoważone. Przesada w żadną stronę, nigdy nie jest dobra.

Na sam koniec, jeszcze jedna refleksja. Znam mamy, które zawsze mają dla dzieci w domu ciepłe, dwudaniowe obiadki. Znam mamy, które zawsze robią piękne ozdoby na wszystkie okazje i wydaje im się, że tym samym okazują dziecku miłość. I to jest piękne i jest ok! Sama uwielbiam to robić. Ale  jeśli w tym wszystkim zabraknie uczucia, prawdziwego i szczerego zainteresowania, wsparcia i dotyku… jeśli to będą tylko mechanizmy „dbania o dziecko” to dziecko będzie szło przez życie z dziwną pustką w sercu, której niestety ale ciepłe obiady, adwentowy kalendarz DIY i udzielanie się we wszystkich zebraniach w przedszkolu nie zapełnią. Bo dla dziecka liczy się UCZUCIE. Prawdziwa i szczere pokazanie: kocham Cię, szanuję Cię, jesteś dla mnie ważna. Wspólny czas i poczucie, że mogą rodzicowi ufać i zawsze znajdą miejsce w ich ramionach… Moja mama zawsze woziła mnie do szkoły, odbierała. Woziła na wszystkie zajęcia dodatkowe, a w domu czekała z ciepłym obiadem, potem kolacją. Starała się jak mogła, ale była też przy tym trochę sfrustrowana. Myślicie, że jako dziecko odbierałam te wszystkie starania jako przejaw miłości… nie. Teraz to doceniam, ale wtedy… nie.

Czy jestem mamą idealną? Nie. Na pewno popełniam wiele błędów. Ale z dnia na dzień, staram się być lepszą wersję siebie, lepszą mamą. I myślę, że dobrze mi to wychodzi. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć: jestem dobrą mamą. I jestem z tego dumna :)