Jak dobrze wychować dziecko? Nie mam zielonego pojęcia…

15 października 2017

Tysiące poradników, książek, programów telewizyjnych, specjalistów, porad w internecie. Tysiące recept na bycie dobrą matką, na wychowanie szczęśliwego dziecka, na uniknięcie błędów. Jaką to wszystko daje gwarancję, że wychowasz swoje dziecko tak jak powinnaś? ŻADNĄ…

Wiecie… jeszcze jakiś czas temu byłam pewna, że wiem jak się gra w to całe macierzyństwo. Że mając na uwadze błędy moich rodziców, znajomych i ogólnie całego świata – wiem czego unikać jak ognia, żeby moje dziecko wyrosło na pewną siebie kobietę, która nie ma problemu z poczuciem własnej wartości, która jest dobrym człowiekiem ble, ble ble. Ale wiecie co? To, że nie popełnię dwudziestu błędów, nie oznacza, że nie popełnię dziesięciu innych. Nie mamy absolutnie żadnej pewności, że naszą robotę odwalamy dobrze, dopóki nasze dziecko nie dorośnie, a jego zachowanie nagle uświadomi nam, gdzie popełniliśmy błąd. Na początku przygody z macierzyństwem, jak większość matek, byłam w stanie dostrzegać, co inni robią źle, nie dostrzegając wad u siebie. Dzisiaj jest wręcz odwrotnie. Zrozumiałam, że każdy ma swój model wychowania i to, że jest inny od naszego, nie oznacza, że jest zły. Możemy krzywo patrzeć na matkę, która daje swojemu dziecku słodycze, ale ta sama matka, może krzywo patrzeć na nas, bo przekraczamy inną, ważną dla niej granicę. Nie ma jednak sensu patrzeć krzywo na cokolwiek, a po prostu przypatrywać się sobie. Wychodzić z siebie i patrzeć na wszystko od boku. Ocenić siebie oczyma osoby trzeciej. Jaką jestem matką? Jak zwracam się do swojego dziecka? Gdzie popełniam błąd? Co mogę zmienić? W momencie, w którym zaczęłam tak postępować, okazało się, że wizja tego jaką jestem matką, troszkę odbiega od tego jak to wygląda w rzeczywistości. Wiecie… to wbrew pozorom całkiem pospolite. Osoby, które w sieci piszą o tym jak pozytywnie żyć, a kiedy je widzę narzekają na wszystko i na wszystkich… ale w dalszym ciągu uważają, że tak nie robią. Tak samo z byciem matką – dużo rzeczy nam się wydaje. Samokrytyka w naszym przypadku to obowiązek.

W tym całym ocenianiu, w tym całym szale na bycie matką idealną, jest taka szara matka jak ja. Która niby wie co robi, ale kiedy tak naprawdę się nad tym zastanowi stwierdza, że… kompletnie nie wie co robi! Kompletnie nie wiem, czy moje zasady, których się trzymam są dobre. Kompletnie nie wiem, czy mój model wychowania będzie miał dobry wpływ na moje dziecko. Podążam za intuicją, a ona nie daje mi żadnej gwarancji na to, że mój „eksperyment” odniesie sukces. Wierzę w to głęboko, ale… pewności nie mam żadnej! Wiele osób pyta mnie o to, czy w naszym domu panują jakieś zasady, czy zwracam szczególnie uwagę na coś podczas spędzania czasu z Polą. Owszem. Mam kilka takich rzeczy, które uważam, że są dobre, mam w głowie pewne rzeczy, które wiem, że na pewno są złe. Ale nie tworzyłam i nie będę tworzyć gotowych recept na wychowanie szczęśliwego dziecka, bo uniwersalnej recepty nie mam. Każde dziecko jest inne. Moje cudowne sposoby nie zawsze działają nawet na moje dziecko, a co dopiero na inne. Ale tak. Mam sposoby, mam pewne zasady.

 

NIE KRZYCZ NA MNIE!

 

Na przykład takie, że w naszym domu mówimy stanowcze NIE dla krzyku. Tutaj od razu zaznaczę, że jest to NIE dla krzyku, nie dla unoszenia głosu. To dla mnie dwie różne sprawy. Mogłabym wrzeszczeć jak opętana, krzyczeć itp. i to nie tylko na dziecko. Ale niech mi ktoś wytłumaczy jaki jest sens krzyku? Poza tym, że dostarczymy sobie podczas naszego wydzierania się dawki stresu, a tego naprawdę wolę sobie oszczędzać. Czy krzyk przynosi jakiś efekt? Wg mnie… żaden. Działa on albo tak, że stresuje nasze dzieci, albo… nie działa wcale. A dzieci mają z tego wręcz bekę. Krzyk nie załatwia niczego i nie dam sobie wmówić, że załatwia. Jeśli pod jego wpływem dziecko nagle posprząta pokój… brawo Ty. Ale nie sądzę, że sprawi on, że dziecko zrozumie. A chyba o to nam chodzi prawda? Żeby dziecko zrozumiało. Tak. Unoszę głos. Ale nie drę się jak opętana.

 

 

ROZMAWIAJMY!

 

To, czego brakowało mi, na etapie gimnazjum, to szczerych, spokojnych rozmów z rodzicami. Rozmów o błędach, o tym co nas boli i smuci. Staram się namawiać do tego zarówno F. jak i Polę. Bo faceci to jednak mają z tym spory problem. Nie dusimy w sobie swoich problemów, nie zamykamy się na świat – rozmawiamy! Pola, jako 3,5 latka ma czasem problemy ze swoimi emocjami. Zamiast jej mówić, że wymyśla, po prostu pokazuję jej, że jej problem jest dla mnie ważny i że powinna mi o nim na spokojnie powiedzieć, a nie trzaskać drzwiami i krzyczeć. Nie zrozumcie mnie źle. Mam chwile słabości i moje dziecko też je ma – i czasem w natłoku wszystkiego, ciężko jest spokojnie rozmawiać i tłumaczyć, kiedy dziecko odprawia właśnie furię życia. Ale staram się. Na prawdę się staram. Bo z doświadczenia wiem, że nie ma nic gorszego, niż tłumienie wszystkiego w sobie + świadomość, że nie masz na kogo liczyć…

 

 

JEDZMY ZDROWO!

 

Kolejna zasada jest taka, że … owszem, słodycze nie są dla nas złem i sporadycznie można je jeść. Ale jeśli już pozwalamy na takie coś, to niech w całej reszcie, którą jemy na co dzień będzie jak najmniej syfu. Bo jeśli już pozwalam na małą, czekoladową rozkosz, to nie dokładam do tego słodkich chrupek, słodzonej wody smakowej, naładowanego chemią chleba i nuggetsów z paczki, które w środku są fioletowe. Nie wiem kompletnie czy robię dobrze czy nie, ale jeśli Pola prosi mnie o jakiś słodycz w drodze z przedszkola, to nie robię z tego żadnego problemu. Po drodze i tak zaliczamy pięć placów zabaw, 3 kilometrowy spacer, w domu czekają na nas same zdrowe pyszności. Nie ma już podjadania czekoladek, ale jest podjadanie chrupek. Kto nas obserwuje ten wie, że jesteśmy wierne Tygryskom, które w sumie wcina ochoczo nie tylko Polka ale i F. Ja staram się jednak między posiłkami nie podjadać nic, bo przy moich problemach z tarczycą, wolę trzymać się określonych pór. Ale niech familia sobie dogadza, nie mam nic przeciwko! Wy również będziecie mogli sobie pochrupać co nieco, wystarczy, ze dotrwacie do końca wpisu… tam czeka na Was niespodzianka! Ale jeszcze chwila…

 

 

Wracając do zasad i modelu wychowywania. Zasad jest u nas całkiem sporo, choć nie są to jakieś szczególnie wyjątkowe zasady, bo podejrzewam, że podobne panują w większości domów. Nie mam też szczególnych metod wychowania i tak jak pisałam wcześniej… ja nie do końca wiem co robię. Staram się wychowywać swoje dziecko w atmosferze spokoju, wsparcia, miłości, ale z pewnymi granicami, których nie pozwalam przekraczać. Czy coś jest dla mnie szczególnie ważne? Myślę, że zaszczepienie w dziecku dobra, empatii i wrażliwości. Zaszczepienie miłości do świata, ludzi i do natury, a w tym wszystkim zaszczepienie wiary i pewności siebie. Wierzę, że będąc dobrym, kochającym, ale też pewnym siebie i swoich możliwości człowiekiem – świat będzie stał przed nami otworem! Wszystko będzie możliwe! Przekonałam się o tym na własnej skórze, choć dopiero po 20 – i chcę by przekonała się o tym moja córka. Znacznie wcześniej niż ja… Czy mi się uda? Kiedyś się dowiem…

Tymczasem na koniec, mam konkurs dla wszystkich mam i tatusiów. Nieważne, w jakim duchu wychowujecie swoje dzieci, na pewno uwielbiacie sprawiać im radochę, prawda? Zatem, do dzieła!

 

KONKURS !!!

 

 

Do wygrania są:

  • 1 miejsce: bon do sklepu  SMYK z odzieżą/zabawkami dla dzieci o wartości 300zł + zestaw Tygrysków
  •  2-3 miejsce: bon do sklepu SMYK z odzieżą/zabawkami dla dzieci o wartości 100zł + zestaw Tygrysków

Zasady są proste:

  1. W komentarzu pod postem na blogu, odpowiedz na pytanie – w jaki sposób zachęcasz swoje dziecko do zdrowego odżywiania? Odpisz zupełnie swobodnie, bez poematów, wierszy, rymowanek i prac plastycznych :) Liczy się rzeczowy komentarz.
  2. Zostaw swój adres e-mail

Będzie mi miło jeśli skomentujesz post na FB i udostępnisz go publicznie :) Niech o zabawie dowie się więcej osób!

Bawimy się od 15.10 do 29.10. POWODZENIA! 

 

 

WYNIKI !!!

Kochani! Dziękuję wszystkim za udział w tej myślę, świetnej zabawie! Wszystkie komentarze były jak zwykle genialne, ale zasady to zasady. Choć muszę przyznać, że to fajnie, że dzisiaj nagrody lecą aż do trzech osób! Oto zwycięzcy:

1 miejsce – Justyna Basaj

2 miejsce – Magdalena Czuba

3 miejsce – Ania Kamińska

 

Serdecznie gratuluję i proszę o wysłanie swoich danych do wysyłki wraz z numerem telefony na e-mail: alicja.wegner.blog@gmail.com

Pozostałym dziękuję za zabawę i oświadczam, że przed nami kolejne niesamowite zabawy, w których do wygrania będą bardzo atrakcyjne nagrody. Nie poddawajcie się! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 



  • Katarzyna Sucajtys

    Świętujemy weekendowe śniadania i kolacje w ciągu tygodnia. Stół jest miejscem, gdzie zwalnia czas i przestrzenią na wspólną rozmowę. Tu rodzą się plany, marzenia, rozwiązujemy problemy, wymieniamy poglądy, okazujemy sobie miłość. W takiej atmosferze każde danie smakuje najlepiej. Do zdrowego posiłku zachęcamy atmosferą.

  • Andżelika Jarka

    Przede wszystkim daje jej na spokojnie, bez wmuszania, poznać jej różne smaki. Daje jej też możliwość wybrania sobie czegoś zdrowego do jedzenia… Chcę aby to zawsze były jej wybory w warzywach czy owocach. Poza tym obserwuje mnie i widzi, że ja też nie gardze kalafiorem, fasolka czy groszkiem 😃

  • Monika

    Ja córkę zachęcam do.zdrowego żywienia przede wszystkim dając jej wraz z mężem dobry przykład. W domku jemy zdrowo i kolorowo. Uważam z własnego doświadczenia że dobre nawyki żywieniowe (te źle oczywiście również) wynosi się z domu, bo czym skorupka nasiąkanie za młodu…. 😉 Dlatego od samego początku dbalam by Magda jadła z nami przy stole, by widziała co je mama i tata. Staram się też pokazywać jej że ma wybór i że warzywa i owoce są dobre, słodkie i smaczne. Najważniejsze jest by dać dziecku wzór.

  • Joanna Czar-Bor

    Poprostu my – rodzice dajemy naszym córeczkom dobry przykład. Staram się codziennie chodzić z dziewczynami do sklepu, pozwalam na dokonywanie wyboru np owoców lub warzyw, potem w domu razem je myjemy i pozeramy. Nie jadamy z mężem fast foodów dlatego też nasze dziewczyny wiedzą że to nie jest nic dobrego. W macu jemy tylko lody i ew raz na jakiś czas pozwalamy sobie na wakacjach na frytki 😊

  • nela

    Zachęcam synka w bardzo prosty i co najważniejsze skuteczny sposób, idziemy razem na zakupy- pozwalam mu samemu wybierać wskazane przeze mnie np owoce i warzywa i inne produkty, wkładać do koszyka , nawet płacić przy kasie, a w domu razem pichcimy , gotujemy- syn ma 7 lat i uwielbia ze mną w kuchni robić wszystko, kroić, mieszać, smakować , a najbardziej uwielbia piec ciasta <3 dosłownie mały kucharz rośnie:) Przy okazji wspólnego gotowania zachęcam go do zdrowego odżywiania- działa!!! Chętnie zjada wszystko co przygotuje sam lub z moją pomocą. Akurat pichcimy sałatkę owocową, syn kroi banana, pomarańcze , kiwi i jest mega dumny że robi to sam dla nas wszystkich.

  • Kinga Walczak

    No u mnie nie jest tak latwo bo mam Tadków niejadków. Mimo ze sami jemy owoce i warzywa to zachęcić dzieci do tego jest strasznie trudno dlatego po prostu cierpliwie czekam! Warzywa i owoce dalej królują u nas w domu,wszystko jest na wyciągnięcie ręki.Pewnego dnia wręcz zaniemowilam kiedy Antek podszedł i powiedział ze spróbuje borówki a jak bedzie mu niesmakowało to wypluje, powiedzialam ok ze nic się nie stanie i niech spróbuje (w koncu ja tez nie wszystko lubie a wiadomo ze jak czegos nie lubie toto tego nie jem wiec nie wymagam tego od dzieci) i stalo sie! Zjadł jedną,drugą. . .zjadł skubany wszystkie!!!:) alleluja! Milion sms do rodziny ze Antek zjadl borówki:) z Tymkiem i Kuba było podobnie tylko każdy upatrzyl sobi cos innego. Tymcio jabłka a Kuba pomidora. Trzeba pamiętać ze zdrowe odrzywianie to nie tylko warzywa i owoce a tez unikanie nie zdrowych rzeczy dlatego ogranczamy chipsy (oczywiscie jemy ale raz w tygodniu) gazowanego dzieci nie piją ale za to nie gardzą sokami. Slodycze tez sa od czasu do czasu…
    Byle do przodu!!!:)
    A matka dalej wychwala każdy kęs czegos nowego.

  • Okusia

    Ja przede wszystkim uważam że przykład idzie z góry. Nie wyobrażam sobie wymagać od syna jedzenia zdrowych posiłków, kiedy my z mężem jedlibyśmy jedzenie śmieciowe. Od samego początku stosujemy się do kilku prostych zasad: ograniczamy sól i cukier, nie smażymy a pieczemy lub parujemy, jemy mnóstwo słodkości w postaci owoców pod każdą postacią. Syn obserwuje rodziców i dzięki temu, jedzenie w sposób zdrowy jest dla niego naturalny. Ciężko jest wytłumaczyć rodzinie to w jaki sposób planujemy i przygotowujemy posiłki, na czym się skupiamy. Ale dajemy radę! BO ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE!

  • Moja odpowiedź będzie bardzo krótka, prosta i oczywista – w związku z czym nie będę zbyt oryginalna i pewnie nie wygram :P
    Sama staram się dobrze odżywiać dając tym samym przykład mojej córeczce, która chce we wszystkim naśladować swoją mamę, no i oczywiście posiłki jemy razem, wspólnie przy stole w salonie, to ważne żeby celebrować te chwile, kiedy jesteśmy wszyscy razem ;)
    smolarekmaria@gmail.com

  • Magdalena Czuba

    Przede wszystkim sama się zdrowo odżywiam. Dzieci najłatwiej przekonać do czegoś co już znają i widzą na codzień. Kolejnym sposobem jest nazywanie potraw w bardziej przyjazny dziecku sposób. Zamiast np. warzywnych muffinków są leśne babeczki albo babeczki księżniczki Zosi. Czasem też w trakcie jedzenia opowiadam córce ciekawe historie dotyczące tego co akurat je. Brokuły są tajemniczymi drzewami w których mieszkają małe wróżki, dające siłę i energię do zabawy, szparagi to pędzle malarza a z dodatkiem np.sosu mogą malować na talerzu wzory niczym prawdziwy malarz. Szpinak, tak znienawidzony przez dzieci staje się zjadliwy gdy w bajce ulubiony bohater również go zjada.
    A już najlepszy pomysł to wspólne zakupy i wspólne gotowanie :-) To sprawia nam najwięcej frajdy. Najpierw wyszukujemy na necie jakieś fajne, kolorowe, zdrowe danie, potem robimy listę zakupów i lecimy do sklepu. A po powrocie lecimy do kuchni i wspólnie je przygotowujemy. Córcia dostaje fartuszek, swoją deseczkę i mały bezpieczny nożyk i kroi te warzywa a ja obok robię dokładnie to samo. W międzyczasie dużo się przytulamy a potem razem to danie zjadamy.
    I tak naprawdę nigdy nie było problemu żeby córa zjadła czy marchewkę czy inne warzywo :-)
    Mój mail : magdalenazalewska@icloud.com

  • Monika Górny

    Gramy w kolory. To proste – poniedziałek to dzień zielony – przez cały dzień dodatkiem do posiłków są: sałata, groszek, avocado, ogórki, kapusta, brokuły. Kto nie zje koloru – nie wybiera koloru następnego dnia :) Potem, w zależności od tego jaki kolor wybierze zwycięzca – dzień fioletowy, pomarańczowy, żółty, czerwony, brązowy i biały :) Do każdego dnia całą rodziną dobieramy pasujące warzywa i owoce, żeby było zdrowo i kolorowo. Bawimy się, zamieniając jedzenie w przygodę, ksztaltujemy dobre nawyki, przy okazji ćwicząc mózg, bo czasem musimy się nieźle naglowkowac, żeby dobrać dodatki, kiedy zwycięzca wybierze np… różowy! :)

    Mój e-mail: monraz1@wp.pl

  • Marzena

    Zaczęliśmy od swoich nawyków, a dokładnie od czytania składu kupowanych produktów. Nagle okazało się, że tyle w tym chemii, że aż obrzydzenie bierze. I tak powoli od kilku lat wymieniliśmy złe produkty na dobre, np. chleb nie z marketu, a z lokalnej piekarni, suszone zioła zamiast kostek rosołowych, całkowicie odstawiliśmy dania gotowe z paczki. Szukamy jak najlepszego składu, a potem powoli się przyzwyczajamy do nowego smaku. W moich daniach jest minimum soli i cukru. Teraz mamy w domu małego alergika, więc interesuję się dodatkowo słodkościami wege, co przy okazji pozwala nam czuć się jeszcze lepiej. Sami robimy ketchup, wędliny i mrożonki. A jak synek pozwoli to zrealizujemy nasze kolejne marzenie, czyli własny warzywnik i sad.

  • Ewelina Murawska

    Staram sie żeby cała rodzina zdrowo sie odzywiala. Przyznam sie ciezko było zmiennic nawyki żywieniowe mojego męża ale od tego musialam zacząć , żeby dzieci tez zachęcić. Kiedy dzieci chca jakies przekąski miedzy posilkami, podaje im pokrojone z kostke owoce i warzywa. Powiem szczerze ze miseczki zawsze puste i nawet czasem proszą o dokladke☺
    ewelina-kurek4@wp.pl

  • Aga AG

    Przede wszystkim sami staramy się tak jeść, aby dzieci mogły brać z nas przykład. Wychodzi nam to zdecydowanie na zdrowie ;) Już teraz uczę Córkę, że trzeba patrzeć na skład… i nie raz informuję ją dlaczego nie bierzemy tego czy innego produktu, ale już kolejny będzie dobry… Staram się też, aby to zdrowe jedzenie nie było czymś dominującym, czymś czemu podporządkowane są inne rzeczy…Uczę, że to bardzo ważne… że trzeba o to dbać. Kiedy zdarza się nam zjeść czy wypić coś co zdecydowanie nie powinno znaleźć się na liście produktów polecanych ;) – ona o tym wie… ale …raz na jakiś czas ;)
    Mam nadzieję, że dzięki temu zdrowe odżywanie nie będzie kiedyś dla niej wysiłkiem, ale po prostu oczywistym nawykiem… :)

  • Marta Maciejewska

    W moim przypadku trzeba zacząć od tego, że byłam matką idealną… Byłam, zanim urodziłam:) obserwowałam z boku inne i często mówiłam sama do siebie ‚ja tak nigdy nie będę robić!’… Gdy urodziłam nie było naglego bum, jeszcze byłam przekonana że będzie łatwo, super… Urodziłam człowieka z charakterkiem, oj tak. Ile ja sie bawiłam w wycinanie kwiatków, oczek, buziek w serze czy pomidorze… Ile razy robiłam z siebie głupka zeby namówić do zjedzenia warzyw..:( momemtem przełomowym byl do nas czas kiedy Młody skończył rok i 3 miesiące… Zaczął wszystko obserwować i powtarzac wiec dla nas sprawa idealna:) my jemy zdrowo- je i on:) teraz poszedł do żłobka a tam wiadomo, dzieci muszą jeść zdrowo:) Mysle ze era naszych dziadków i rodziców powoli zaczyna uciekać… Tak, u mnie ciągle próbowali wciskać słodycze bo przeciez ”musi poznac smak”…:) ok, ale nie 5miesieczny niemowlak;) Walczylam o swoje racje- nie żałuję;) pozdrawiam!!

  • Michalina Hanko

    Nie muszę ich jakoś specjalnie zachęcać.Podaję im tylko takie do jedzenia, tak po prostu :) Nie ma że boli, że beeee, że fujj. Chcą jeść wiec jedzą to co maja przed nosami :) Wiem, lekko brutalne ale spokojnie czasami zamiast zdrowej zupy,zjemy zdrowe burgery lub pizze. Jemy też keczup i parówki ale tylko te z wysoką zawartością mięsa i nawet nie jest trudno takie znaleźć :) Moje dzieci w Macu były tylko raz i nie posmakowało im wiec chyba nie jest źle :)
    caila@o2.pl

  • Katarzyna

    Moja córeczka od małego uwielbia wszystkie owoce gorzej jest z warzywami- wiadomo im owoc słodszy tym smaczniejszy😊 żeby zachęcić ja do jedzenia potraw z warzywami przeglądamy książki kucharskie, strony internetowe i bajki gdzie są kolorowe zdjęcia i obrazki dzieci wcinających warzywa lub zdrowe potrawy. Wtedy moja 3-letnia córeczka sama prosi o zrobienie takiego dania i o pustą kartkę żeby wkleić tam zdjęcie jak przygotowujemy takie dania😉 polecam wszystkim- super jest przy tym zabawa!❤

    kasieczek1989@interia.pl

  • Anka

    Lubię jeść zdrowo a że jeszcze karmię piersią me 6miesięczne dziecię to i ona je zdrowo 😁 (choć zdarzyło się haspnąć „cziza” z maca, niepowiem)😊

  • Elżbieta Pacholska

    Moje dzieci ciężko oj bardzo ciężko było przekonać do zdrowego odżywiania, a na warzywa to nawet spojrzeć nie chciały, nie mówiąc już o ich spróbowaniu. Aż do momentu, gdy pojechaliśmy na wieś.
    -Mamuś zobacz jakie śliczne te króliczki? Piękne prawda?
    -Prawda. A zobaczcie co te króliczki jedzą?
    -Marchewki? Serio? To my też spróbujemy.
    -Mamo mamo a tu kury i małe kurki.
    -A co jedzą kurki?
    -Kukurydzę! To my też, też! Ale tak w całości, jak one! (czyt. kolba).
    Od tamtej pory chętnie przegryzają marchewkę między posiłkami, nie gardzą pomidorami czy kalafiorem.
    Warto też pozwolić dziecku wyhodować własne warzyw,o a podczas zakupów pozwolić na wybór warzyw. Moja córka np. wybiera małe marchewki i małe pomidorki, a syn z kolei duże marchewki i ogromne pomidory.

    rubia20@wp.pl

  • Paulina Świątek

    <3

  • Darek Jurkiewicz

    Współpraca, współpraca i jeszcze raz współpraca! Moja żona uczy, tłumaczy, wyszukuje kolorowanki z warzywami i owocami, czyta książeczki o zdrowym odżywianiu i skutkach jedzenia słodyczy. Tu zatrzymam się na chwilę, gdyż nie sposób nie wspomnieć o pewnej serii książeczek, która u nas zrobiła furorę- Marysia pokochała Tupcia za to, jaki jest, a my… za przesłanie. W jednej z historii Tupcio nie chce jeść zupki z marchewki i zjada ją dopiero wówczas gdy przekonuje się, że inne zwierzęta głodują i chętnie zjadłyby taką zupkę, więc nie ma co narzekać, tylko cieszyć się, że nie jesteśmy głodni. W innej historii przyjaciela Tupcia bolały ząbki, bo zjadł za dużo cukierków. Teraz, gdy Marysia chce zjeść o jednego cukierka więcej, przypominamy jej historię Tupcia, a czasem nawet sama sobie dedukuje w głowie: „nie można, bo ząbki będą Marysię bolały”. Podobnie gdy nie chce zjeść obiadku- w porę przypomina sobie, ze gdzieś tam na dworze żyją zwierzątka, które muszą zjadać korę i liście, więc ona jest szczęściarą mogąc zjeść pyszny zdrowy obiadek.Pora wspomnieć o mojej roli w całym tym jakże trudnym przedsięwzięciu: jestem specem od „czarnej” roboty.Gdy mam czas, tworzę kulinarne cudeńka z warzyw i owoców: kolorowe ciuchcie, wesołe buźki, wycinam gwiazdki, robię bukiety z warzyw przypominające wiązanki kwiatów. Mało tego, jedząc warzywa czy owoce, nazywamy kolory po polsku, potem po angielsku. Wymyśliłem grę” „Find me something…”- czyli znajdź mi coś… i tu podaję kolor, a Marysia szuka na talerzu tego koloru. Z początku i takie zabawy nie przynosiły efektu, więc wymyśliłem inny sposób: gdy córka domagała się frytek, usmażyłem je, położyłem na talerzu i z entuzjazmem zaproponowałem:”Wiem?Zagrajmy w naszą grę! Find me something… green!”- cisza. „…yellow!”- cisza. „…purple”- i znowu cisza. No tak, przecież tu wszystko jest w tym samym, nudnym kolorze! No cóż, zaproponowałem ułożenie bukietu kwiatów. I znowu nic! W końcu do tego potrzebne są banany, kostki pomarańczy, winogrono… Tym oto sprytnym sposobem nasza córka przekonała się, że kolorowe=zdrowe i fajne! Wiemy, że Marysia w końcu podrośnie i przestaną ją bawić te zabawy, ale póki co spisują się świetnie. Kto wie, może tak już zostanie i Marysia tak pokocha zdrowe jedzenie, że nie będzie chciała jeść niezdrowego?:)

  • Monika Pawlak

    Jak zachęcić dziecko do zdrowego odżywiania? Pozwolić mu na to by przygotowywał sobie samodzielnie lub z naszą pomocą zdrowe posiłki. Wojtek był anty na warzywa. Nawet soki mu nie smakowały – do czasu kiedy nie zaczął przygotowywać soczków razem ze mną. Wspólne gotowanie to dla dziecka świetna zabawa :) https://uploads.disquscdn.com/images/d19721ceba8c8a2d5618820597a299dbec9e79e7cf55a2a3f62e66fe6c3e50bb.jpg

  • Basia Potocka

    W jaki sposób zachęcam Bartka żeby zdrowo jadł..? Nie zachęcam, bo nie muszę :) i nie jest to wcale przesadzone stwierdzenie. Odkąd zaczęłam mu rozszerzać dietę to bazowaliśmy na tym co zdrowe. Wszelkie owoce i warzywa zjada z ogromną chęcią, jakbym mu pozwalała to by całymi dniami je zjadał. Podaje mi składniki do zrobienia koktajlu, a potem ze smakiem wypija lub zjada z jakimś dodatkiem. Pod tym względem mam kochane dziecko bo on naprawdę lubi zdrowo jeść (chociaż nie jest jeszcze do końca świadomy, że to takie zdrowe 😉 dla niego to „normalne, zwyczajne jedzenie” 😊)
    Mail: basia_potocka88@wp.pl

  • Paulina Czerwińska

    U nas zachęcanie jest różne. Robimy z warzyw i owoców razem soki, przyżądzamy razem posiłki. Na talerzu układamy różne minki, domki. Wtedy i posiłek lepiej smakuje. Dużo rozmawiamy, że owoce i warzywa mają dużo potrzebnych witamin, że dzięki nim rośnie, ma więcej energii, lepszą pamięć. Jakoś to u Nas idzie w parze, zdarzają się dni gdzie mówi stanowcze Nie, a prosi o coś słodkiego, wtedy ja jej też nie odmawiam. Bo skoro Mama może zjeść ciasteczko to dlaczego Jej nie wolno? Pozdrawiam:)
    pczerwinska455@wp.pl

  • Ararun

    Mam ten komfort, że wraz z mężem bardzo cenimy warzywna i owoce, uwielbiamy wszelkie hummusy, pasty warzywne, desery owocowe, kiełki, sałatki, koktajle czy smoothie – w związku z tym nie było problemem przekonać trójkę naszych smyków by jadły to co my. Nauczone od małego zajadają się jarmużem, jeżynami,
    szczawiem czy otrębami dodawanymi do deserów owocowych. Lubimy ciecierzycę a hitem jest cukinia pod każdą postacią, nawet surową. Gdy jesteśmy u dziadków wraz z dziećmi zrywamy truskawki i borówki prosto z krzaczka, podjadamy marchewkę i wcinamy świeże jabłka. Mimo, że mieszkamy w mieście staramy się
    naszym dzieciom „zafundować” dzieciństwo pełne zdrowego jedzenia. Oczywiście nasze dzieci znają też smak słodyczy, i też lubią się nimi zajadać, na szczęście proporcje między „słodkim” a „zdrowym” są na tyle wyważone, że nie martwię się o samopoczucie moich smyków.

  • kerocna

    Nie ma zdrowego odżywiania bez świadomości. O ile 6-cio miesięcznemu niemowlakowi trudno wytłumaczyć dlaczego częstujemy go puree z dyni, o tyle dwulatek a trzylatek to już na pewno, wiele zrozumie. O zdrowym odżywianiu mówi się w naszym domu codziennie. Jest to jeden z kluczowych elementów codzienności. :) Oczywiście nie zachowujemy się jak fanatycy, staramy się dzieciom przybliżyć ten temat jak najbardziej rzeczowo i zrozumiale. Jakiś czas temu moja starsza pociecha otrzymała od dawno nie widzianej cioci napój. Ot niewinny napój o nazwie takiej samej jak zdrobnienie pewnego męskiego imienia. :) Oczywiście napój wypiła cały, bardzo jej smakował. Goście pojechali i po tym napoju ta sama pociecha „modliła się” nad połową szklanki soku domowej roboty, bardzo niskosłodzonego, rozcieńczonego z wodą. I to był dobry moment na uświadomienie pewnych kwestii. Wzięłam butelkę po owym napoju i przeczytałam ile miał w sobie cukru – prawie zeszłam na zawał, bo okazało się, że zawierał bagatela 60 g !!!!!!! (o zgrozo!!!!!) cukru. Nie myśląc długo odmierzyłam taką ilość cukru, przesypałam do szklanki. Moje dziecko zaintrygowane moim działaniem, po zrozumieniu co chcę jej przekazać było w szoku. To była dobra lekcja. Pokus jest pełno wszędzie, nie jesteśmy w stanie ich wyeliminować z życia naszych dzieci. Ale ja zrobię wszystko aby moje dzieci świadomie nie sięgały po wysokosłodzone napoje, chipsy, kolorowe pączki, fast-foody, itp. Oprócz uświadamiana ważną rolę odgrywają u nas również kuchenne wariacje. Moje dzieci już wiedzą, że babeczki marchewkowo-buraczkowe są najlepsze na świecie a pierogi z dynią i serem feta to niebo w gębie! :) Zdrowe odżywianie to nie tylko to wariacje na temat warzyw, które nas otaczają. Do tej listy dodałabym jeszcze posiadanie własnego ogródka, który ułatwia sprawę tłumaczenia dziecku dlaczego to czy tamto jest zdrowe. A satysfakcja z upieczenia babeczek z marchewki własnoręcznie wyrwanej z ogródka – bezcenna! :)

    Pozdrawiam
    e-mail: kerocna@wp.pl

  • Beata

    Oto 5 naszych sprawdzonych PRZYKAZAŃ DOMOWYCH, ANTY – NIEJADKOWYCH :-)
    1. OSWAJANIA DZIECKA Z JEDZENIEM / produktami – Zabieram dziecko na zakupy do sklepu, na pobliski rynek, by pomogło mi w wyborze produktów.
    2. STAŁE PORY POSIŁÓW – Dzieci lubią uregulowany tryb życia, dlatego staram się podawać dziecku posiłki o stałej porze, najlepiej mało a często…
    3. UMOŻLIWIENIE DZIECKU WYBORU – Zanim zabieramy się do przygotowywania posiłku, pytam: „Chcesz kanapkę z szynką czy serkiem? Wolisz jogurt z jagodami czy malinami, koktajl truskawkowy czy pomarańczowy?”…
    4. UCZESTNICZENIE W PRZYGOTOWYWANIU POSIŁÓW – Wciągam niejadka do przygotowania posiłków. Własnoręcznie zrobione kanapki czy sałatka smakują o wiele lepiej. Dlatego moje dziecko samodzielnie wycina foremką ciasteczka, lepi pierogi, ozdabia kanapki…
    5. ZACHĘTA DO JEDZENIA – POPRZEZ ZABAWĘ – Chcąc wprowadzić dziecku różne smaki czasem zakrywam mu oczy chustą i bawimy się w zgadywanie – jaki zapach czuje, czym jest rzecz, którą trzyma w rękach…
    I tak – małymi kroczkami – budujemy rzeczywistość, bazującą na radości towarzyszącej jedzeniu…
    pukpuk5@op.pl

  • Martyna

    Ja jem zdrowo wiec i Moje dziecko tak je :) Ono samo sobie posiłku nie przygotuje, jak również samo do sklepu nie pójdzie. Moja w tym rzecz żeby pokazać córeczce ze warzywa, owoce i zdrowe jedzenie jest ekstra a jak się już do tego przyzwyczai to będzie sama sięgała po zdrowe kanapeczki, owoce, kasze, ryby No.. i pizzę czasem oczywiście ❤️

  • Edyta7

    Rety! Zdrowe odżywianie – ten temat do niedawna spędzał mi sen z powiek! Nie sypiałam nocami, zastanawiając się co robię źle, dlaczego moje dzieci nie chcą jeść owoców i warzyw, dlaczego nie są zainteresowane zdrowym żywieniem mimo iż od malutkiego uczyłam ich tego. Bezsenne noce, sres w ciągu dnia i ciągłe próbowanie podawania im jakiegokolwiek jedzenia typu owoce, warzywa, jogurty czy zupy paliło na panewce. Nie miałam siły, byłam bezradna. I nagle ! Oczom nie mogłam uwierzyć. Wstałam pewnego dnia a tam? Mąż wraz z dziećmi jedli zdrowo ! Przecierałam oczy ze zdumienia. Otóż szanowny małżonek z owoców i warzyw wymyślał na talerzu różne „kreacje, zwierzątka” a dzieci? Piszczały z zachwytu i jadły. Kolejnego dnia wspólnie przygotowaliśmy koktajle dzieci same dorzucały co chciały. Wyszło pyszne. Od tamtej pory odżywienie zdrowe stało się dla nas zabawą, pozwoliło odetchnąć i zrelaksować się. Dzieci nie zjedzą „zwykłego owoca czy warzywa” bo jest „bleee” , ale jak już z nich ułoży się jakąś postać bądź figurę to jedzą aż im się „uszy ” trzęsą. To samo jest z zupami. Do tej pory by zjadły choć dwie łyżki domowej zupy musiałam wylać z siebie siódme poty.Teraz? Bawimy się w bajkowe nazywanie zup.I dzieci jedzą , udając że to zupy z bajkowej krainy !
    Ponadto mąż wraz z dziećmi na małym kawalku w ogrodzie przygotował ich „warzywniak”, gdzie zasadzili marchewki, pomidory, ziemniaki, szczypiorek, koperek, cebulę i inne warzywa. Codziennie dzieci chętnie je podlewają, plewią i cieszą się z „plonów” które lądują im na talerzu. To takie oswajanie ich ze zdrowym żywieniem.
    Mówią , że dziecko zdrowo się odżywia gdy jest „świadome” zalet! A bzdura. Ileż ja się ogadałam, ileż ja w różny sposób pokazywałam zalety zdrowego jedzenia. A gdzie tam! Eeeee… one i tak nie chciały. Ale dzięki inicjatywnie męża wszystko się udało. Często wspólnie przygotowujemy posiłki. jest super ! Szkoda, że dzieciątka nie mają swojej „zabawkowej” kuchni bo łatwiej byłoby przekonać je, że zdrowe żywienie to coś, co wpływa na ich zdrowie i jednocześnie pysznie smakuje. Pozdrawiam, edka767@gmail.com

  • Magdalena Galbierz

    Nigdy zdrowo się nie odżywiałam. Uwielbiałam (i nadal uwielbiam) fast – foody. Powiedz sama- czy jest coś, co może równać się z cudownie ociekającym tłuszczem burgerem, uciapranym majonezem i roztopionym żółtym serem? Nie będę hipokrytką- nie ma. I tak jadałam. I jadałabym nadal, gdyby nie to, że w wieku 23 lat ważyłam niemal 90 kg przy wzroście 164 (w kapeluszu ;) ). Miałam wybór- albo tyć dalej i mieć smutne życie, nie móc kupować upatrzonych ciuchów tylko te które pasują, męczyć się wchodząc po schodach i spać jak jeż w trocinach przy najmniejszym wysiłku. Kiedy schudłam 26 kilogramów i wyglądałam tak jak chciałam, obiecałam sobie że nigdy więcej tak bardzo nie zaniedbam swojego zdrowia, ciała i duszy. Taki sam plan stosuję wobec swoich najbliższych- Męża, 4-latka i w najbliższych dniach mojego Półroczniaka. Jestem jedną z wielu, wielu matek (jak wnioskuję z poniższych komentarzy) która ma to szczęście, że Starszaku je wszystko. U nas na Śląsku na takie jednostki mawia się maszkietnik czyli smakosz ;). Nigdy nie musiałam namawiać Michała na próbowano nowych smaków- dzięki sposobowi karmienia metodą BLW nie mamy problemu z jarzynami, owocami czy nowymi smakami. Odpowiadając na Twoje pytanie- w jaki sposób zachęcam Rodzinę do zdrowego odżywiania, odpowiadam- nie zachęcam. Pozwalam. Pozwalam dobierać składniki posiłków- czy będą to ziemniaki (niesłusznie eliminowane z diety a bogate w potas jak mało które warzywo), czy kasza (Mąż nadal walczy ze sobą, choć nie przepada za kaszą dzielnie ją zjada) czy ryż. Pozwalam decydować, daję wybór i możliwości. Moi bliscy sami nakładają na swoje talerze to co daje im maksimum witamin, składników niezbędnych do budowania zdrowego ciała i ducha. Pozwala próbować sama testuję nowe połączenia smaków. Towarzyszę w wyprawach kulinarnych po kuchniach świata z których można zabrać dla siebie to, co najlepsze. I wracając do pierwszych zdań mojego wpisu- nadal uwielbiam fast foodowe jedzenie tyle, że przygotowuję je ze zdrowych składników 😊 bo da się!
    A dla złamania kanonu, chwil zapomnienia czy szaleństwa pozwalamy sobie na chwileczkę zapomnienia z czekoladą czy paczką ziemniaczanych plasterków smażonych na głębokim tłuszczu 😉. Bo żeby życie miało smaczek raz raz niezdrowo raz bio smaczek 😉

  • Przyznam się szczerze, że zbytnio nie muszę namawiać mych dzieci do tego, by zdrowo się odżywiały. Uważam, że przykład idzie z góry, i to my-rodzice i osoby z najbliższego otoczenia musimy zadbać o prawidłowe nawyki naszych Smyków. Jakieś kilka lat temu, po urodzeniu synusia ważyłam 83 kg, i wtedy też postanowiłam że muszę wziąć się za siebie. Schudłam 28 kilogramów, zrobiłam to dla własnego zdrowia, lepszego samopoczucia, by mieć energię i nadążyć za mym dzieckiem, poczuć się lepiej we własnej skórze, nabrać pewności siebie, stać się seksowną mamuśką, która jeszcze wiele w życiu może osiągnąć. 16 miesięcy temu po raz drugi zostałam mamą, parę kilogramów jeszcze mi zostało do zrzucenia, i co dzień walczę o siebie, o swój wygląd. Nie, nie katuję się. Zdrowe odżywianie, właściwe ćwiczenia, to dla mnie podstawa. Moje dzieci widzą, jak ja się odżywiam i mnie naśladują. Już teraz widzę, że wolą sięgnąć po owoc, aniżeli po czekoladę lub inne słodycze. Synuś ma swe ulubione warzywa i owoce, natomiast córeczka lubi wszystkie. Nazywa je po swojemu i aż trzęsie się na ich widok. Mamy to szczęście, że mieszkamy na wsi, gdzie mamy dom z ogródkiem. Hoduję warzywa, mamy swoje krzaki owocowe, jak i dostęp do ekologicznych upraw, od naszych znajomych. Latem, zabieram dzieci do ogrodu, by pomogły mi w zbiorach, widzę radość w ich oczach, kiedy mogą zjeść coś prosto z krzaczka. Widzą jak rośnie dany owoc, czy warzywo, obcują z nimi i widzą, że jest to zdrowe, smaczne, kolorowe. Do tego lubię eksperymentować w kuchni. Dla przykładu cukinia to dla mnie nie tylko leczo, ale i pyszne placuszki, faszerowana cukinia, czy szaszłyki z jej udziałem. Z bobu robimy pyszną zupę krem, natomiast z przeróżnych owoców koktajle, smoothie, dodaję je do galaretek, robimy sobie takie talerze obfitości, gdzie każdy bierze sobie to, na co ma ochotę. Ważne jest dla mnie to, ażeby dzieci mogły uczestniczyć w procesie tworzenia danego dania, widzę że sprawia im to radość, i czują dumę, kiedy mogą zjeść coś, co same stworzyły. U mojej córeczki, bardzo sprawdziła się metoda BLW, którą każdemu polecam. Owszem, wiąże się ona z brudem, jednakże dostrzegam więcej jej plusów, aniżeli wad. Od początku dawałam jej kawałki ugotowanych na parze warzyw, czy surowe cząstki owoców, nigdy się nie zadławiła. Miała frajdę z tego, że może dotknąć, wybrudzić się, wymemłać w buzi, posmakować na swój własny sposób. Ćwiczyłyśmy przy tym motorykę małą, wkradały się w to elementy sensoryki, słowem- łączyłyśmy przyjemne z pożytecznym. Moje dzieci zdecydowanie wolą pić naturalne soki, aniżeli napoje gazowane. Sama robię soczki malinowe, co dzień gotuję kompot z jabłek, do którego dodaję liście mięty. Zdrowe odżywianie nie jest nudne. To jakiś stereotyp, mit, który ja stale obalam. Zdrowo oznacza dla mnie smacznie, kolorowo, przyjemnie dla oczu, podniebienia i żołądka. Wiem, że wszystko to, będzie miało kiedyś swoje odzwierciedlenie. Dbając o zdrowe nawyki żywieniowe mych dzieci, wpajam im pewne wartości, by kiedyś same przekazywały je dalej i mogły cieszyć się dobrym zdrowiem. Nie jest zafiksowana na tym punkcie, bo słodycze także jemu, jednak owoce i warzywa, to u nas podstawa. Paulina Terlecka

  • Kawaler 123

    Od trzech lat jestem pełnoetatowym tatą, który zrezygnował ze służbowych szkoleń, pracy po godzinach, weekendowych spotkań z kumplami na rzecz słodkiej dziecięcej rutyny z dodatkiem bezustannie upaćkanych rączek, wysmarowanej czekoladą buźki i stópek wykąpanych w rosole. I wiecie co ? Jest wspaniale! To córka uczy mnie każdego dnia zjadać ryż ciesząc się każdym ziarenkiem z osobna, na stole obserwować jak powstają wieże z kanapek z miasteczkami z zielonej trawy (czyt. szczypiorku :)), jak namalować na zapiekance ładne wzorki używając ketchupu, jak zbudować lokomotywę z parówek…bez zwracania uwagi na to jak odbija się to na naszym poziomie czystości :)) Bowiem gdy córeczka grymasi, że nie będzie jadła wybawienie zawsze przynoszą potrawy przyrządzone na wzór jej ulubionych postaci z bajek i milusich zwierzątek, które wyglądają tak apetycznie, że nie można ich nie zjeść! Córka widząc talerz, na którym widzi Kubusia Puchatka wykonanego z kaszy jaglanej, przyodzianego w koszulkę z marchewki, otoczonego bujnym lasem z sałaty, parówek i ogórka, aż pożera go „oczami”, a ja mimo iż zadałem sobie trochę trudu to, wiem, że dzięki temu jestem w stanie zachęcić córkę do zjedzenia dosłownie wszystkiego, od warzyw po owoce, i nie tylko! Jedzenie z córką traktuję jako pewnego rodzaju zabawę, w której może pofantazjować na talerzu układając przeróżne kombinacje z zaserwowanych przeze mnie składników i potraw – i w taki sposób mój niejadek pochłania z talerza dosłownie wszystko, a czasem nawet prosi o dokładkę :) Bo tak niewiele potrzeba, by dziecku sprawić radość i zachęcić go do jedzenia!
    Pozdrawiam, kawa123ler@gmail.com

  • to wi

    Jak zachęcam dzieci do zdrowego odżywiania? Odpowiedź jest banalna, choć przez wielu niedoceniana. Do pewnego momentu „walczyliśmy” z dziećmi o każdy kęs, o choćby gryzek jedzenia, które da im siłę na większość dnia (bo bywało że wolały coś wysokoprzetworzonego, co zapychało je cukrem na chwile, a po godzinie już czuły się głodne a co za tym idzie mniej skoncentrowane). I tak właśnie powróciłem wspomnieniami do lat, kiedy to ja byłem dzieckiem, kiedy to we mnie próbowano wmusić zupę warzywną, płatki z mlekiem czy inne zdrowe jedzenie. I wiecie co ? Zastosowałem to co pamiętam. A więc zachęciliśmy dzieci do zdrowego odżywiania w banalny sposób. Posiłki stały się dla nas czasem w którym opowiadamy o całym dniu, dzielimy się emocjami a w między czasie sprytnie podsuwamy zdrową żywność, delektując się smakiem, aromatem i „atrakcyjną formą podania” . Tak! Ponadto stajemy się WZOREM do naśladowania dla dzieci (żadne z nas nie odchudza się, nie katuje i je wtedy co dzieci, pokazując im co jest dobre a co nie). Mimo wszystko i tak zdarzają się dni, kiedy dzieci są wybredne i nie chcą jeść… nie katujemy ich wtedy, nie zmuszamy. Same wiedzą kiedy zgłodnieją. Nie ukrywam, że bardzo nam pomogło włączenie dzieci do przygotowywania posiłków. Próbowały, koncentrowały się na składnikach i była to dla nich świetna zabawa dzięki której poznały nowe smaki i zakosztowały zdrowia :) Ot tyle, po co kombinować jak można po prostu porozmawiać, pośmiać się, pobawić i wspólnie , smaczniei i zdrowo zjeść :) Tata, Tomasz, wwiissnia@gmail.com

  • Justyna Dragon

    Moja córka ma 2latka i nie zmuszam jej do jedzenia jeśli czegoś nie chce. Ma teraz taki etap, że wszystko jest „ble”. Jeśli chce i ma ochotę zje ogórka, pomidorka i wiele wiele innych warzyw. Robi to przede wszystkim metodą małych kroczków. Dużo próbuje, zagniata i wiadomo połowa ląduje na podłodze, ale to nie jest ważne 😊 Nie zniechęcam jej. Cieszę się kiedy sama pokazuje, że chciałaby zjeść to czy tamto. Źle wspominam swoje czasy kiedy przymuszano mnie do jedzenia. Teraz smaki mi się zmieniły i chętniej sama sięgam po przeróżne warzywa.

  • aneta jabłońska

    Moja córka lada dzień skończy dopiero 2 latka i żaden argument o tym, że coś nie jest zdrowe do Niej po prostu nie przemawia. Najlepszym wyjściem jest unikanie niezdrowych rzeczy, nieposiadanie ich w domu, ale nie zabraniam kupna czegoś słodkiego będąc z Nią na wspólnych zakupach. Wiem, że Małej nie zaszkodzi 1 lizak raz na 2 dni, który kupi, byle był kupiony a w połowie lizania i tak z niego sama zrezygnuje.. A najlepszą zachętą do zdrowego odżywiania u nas jest wspólne przygotowywanie, wystarczy dać pomieszać warzywka na patelni a od razu lepiej smakują! piosenki o Witaminkach, czy książeczki też działają cuda :)

  • Justyna Basaj

    Na zachęcenie mojego synka do zdrowszego odżywiania mam kilka sprawdzonych sposobów. Po pierwsze wszystko smakuje lepiej kiedy zrobi się coś samemu, więc Mati pomaga w robieniu warzywnych koreczków, szaszłyków owocowych, obtacza ciecierzycę w oliwie i przyprawach (robimy z niej pyszne chrupki), miesza sałatki i surówki i przy okazji podjada.

    Kolejny mój sposób na przemycenie warzyw i owoców to przekąski, które udają słodycze sklepowe. Robiliśmy już domowe żelki jabłkowe z dodatkiem żelatyny i niczego więcej, piekliśmy domowe batoniki owsiane z suszonymi owocami i domowe chipsy z jarmużu. Najbardziej jednak obydwoje lubimy owocowe tasiemki, które wyglądają jak długie żelki a składają się wyłącznie z suszonego w niskiej temperaturze puree owocowego bez dodatki cukru. Suszyć można zmiksowane mango, truskawki, maliny, jeżyny, porzeczki (tu trzeba dodać trochę miodu, chyba, że ktoś lubi kwaśne) itp.

    Proste rozwiązania są zawsze najlepsze, więc często mój synek je owoce lub warzywa wycięte w różne kształty, zmiksowane w koktajlach, chłodnikach, kremowych zupach albo zwyczajnie apetycznie ułożone na jogurcie lub kruchym spodzie. W sezonie robię kotleciki z kalafiora, chłodniki na słodko lub pikantnie, wody smakowe ze świeżymi owocami z dodatkiem ziół, soki owocowe i warzywne z dodatkiem soku z młodych pokrzyw. Miksujemy owoce z mlekiem do uzyskania pysznej owocowej pianki, robimy własne lody (owoce zmiksowane ze śmietanką 30%) i sorbety (wyłącznie owoce), pesto z liści rzodkiewki, dipy z warzyw (np. z białej fasoli), pieczemy warzywne frytki, albo świeże warzywa pokrojone w słupki zjadamy z sosem jogurtowo czosnkowym, czasem pieczemy ciasta z marchwią, burakiem lub fasolą albo kandyzujemy warzywa i owoce.

    Myślę jednak, że najważniejszy sposób na zdrowsze odżywianie mojego dziecka to unikanie rutyny, ciągła zmiana na lepsze, szukanie nowych pomysłów, inspiracji. Dlatego ciągle poszukuję i na najbliższe miesiące mam już całą masę nowych przepisów do wypróbowania. Będziemy robić dżem z marchwi, dżem z pomidorów, smażone placki z cukinii, pasztet z ciecierzycy, torcik naleśnikowy przekładany owocami, humus, owoce maczane w czekoladzie, frużeliny owocowe i co tylko nam wpadnie do głowy.
    Na zdjęciu żelki jabłkowe, chrupki z ciecierzycy i tasiemki mango- wszystkie zdjęcia własne. Mój e-mail: pia25@op.pl
    https://uploads.disquscdn.com/images/560cd9430e2b0cd7df2a2b6c32e14fec26c14b6916d9536ec73bcc6313daaf74.jpg

  • Patrycjapa

    W naszym przypadku mamy ten plus ze mieszkamy na wsi mamy swój ogródek i sad także mamy ułatwione zadanie. Dziewczyny potrafią sama próbować różne warzywa czy owoce często prosto z krzaka choć wiadomo nie wszystko im smakuje. Najbardziej lubią zielony groszek i truskawki. Czasami robimy soki warzywno owocowe wtedy przemycam np marchewke ktorej starsza córka nie lubi. Warzywa czy owoce staram się miec pod ręką zwłaszcza w sezonie wtedy dziewczyny jak mają na coś ochotę to po prostu sobie biorą. patismigiel@wp.pl

  • Agnieszka Napiórkowska

    Jak zachęcam? Dobrym przykładem. Uwielbiam warzywa i dzięki temu mój synek tez je bardzo lubi👍. Nawet sam sie upomina, by na spacerek obrac mu marchewke. Co nie znaczy, ze nie je nic niezdrowego. Pozwalam mu w sumie spróbować wszystkiego, jak to mówią zakazany owoc smakuje lepiej. Na szczęście średnio mu podchodza soczki sklepowe, woli wode ze świeżymi owocami. A ze mamy duzy sad przed domem, świeżutkie owoce mam na wyciągnięcie reki. Staram sie tez w ciekawy sposób podawac posiłki. Wiadomo jemy głównie oczami.

    agnieszka.napiorkowska@onet.eu

  • Marta Zet

    Jako mama niejadka – mam swój własny sposób, by mój uparty kawaler skubnął czasem warzywa. Zacznę od tego, iż jest on małym automaniakiem i nie ma marki samochodu, której by nie znał ani modelu, którego by nie rozpoznał. Większość naszych dyskusji zawiera słowo „samochód”, a mój kawaler nawet śpi ze swoim resorakowym czerwonym Fordem oraz zielonym garbuskiem:) By więc zachęcić go do zjedzenia warzyw – zmieniam warzywa w autka! Podczas obiadu brokuł nie jest brokułem – on jest Fiatem, którego trzeba zaparkować (w buzi synka rzecz jasna:) Marchewka to pomarańczowe Lamborghini, które właśnie jedzie na wyścigi; a kalafior to Mitsubishi Colt, który jedzie na zakupy. Jest zabawnie, na luzie, a zamiast zniecierpliwionego: „No zjedzże te warzywa!” – z naszej kuchni dobiega głośne: „Bruum bruum!”. Tym sposobem większość warzyw znika z talerza – ja się cieszę, że synek zjadł witaminy, a on się cieszy, że wszystkie auta zostały zaparkowane. Win-win! :)
    Doceniam też wpływ motywacji na jedzeniowe decyzje Rysia i pomaga nam tablica motywacyjna wisząca na lodówce. W zadaniach mamy zjedzenie jednej porcji owoców i jednej porcji warzyw dziennie i jeśli zadania są wykonane – nagradzamy to uśmiechniętymi buźkami. Za 2 wykonane zadania jest NAGRODA DNIA (pół godziny bajek w TV lub gry na tablecie, takie czasy:), zaś za 8 buziek – NAGRODA TYGODNIA (synek wybiera: wyjście na kulki, rodzinna wycieczka, mała zabawka lub pójście do kina). Doszliśmy do wniosku, że tablica ma być motywacyjna, a nie dołująca – więc nie dajemy smutnych buziek, za brak wykonania zadania po prostu nie ma nic.
    Staramy się też włączać synka w przygotowywanie zdrowych posiłków – najbardziej lubi wyciskać sok z grejpfruta i powiem Ci, że jest całkiem niezły w tym!:)
    zytkamarta@gmail.com
    https://uploads.disquscdn.com/images/71cecd799efac616acbe83d296e6f6ac88c8fb0e8ee10ec3672d5a3517f0e50e.jpg

  • Marta Zet

    Jako mama niejadka – mam swój własny sposób, by mój uparty kawaler skubnął czasem warzywa. Zacznę od tego, iż jest on małym automaniakiem i nie ma marki samochodu, której by nie znał ani modelu, którego by nie rozpoznał. Większość naszych dyskusji zawiera słowo „samochód”, a mój kawaler nawet śpi ze swoim resorakowym czerwonym Fordem oraz zielonym garbuskiem:) By więc zachęcić go do zjedzenia warzyw – zmieniam warzywa w autka! Podczas obiadu brokuł nie jest brokułem – on jest Fiatem, którego trzeba zaparkować (w buzi synka rzecz jasna:) Marchewka to pomarańczowe Lamborghini, które właśnie jedzie na wyścigi; a kalafior to Mitsubishi Colt, który jedzie na zakupy. Jest zabawnie, na luzie, a zamiast zniecierpliwionego: „No zjedzże te warzywa!” – z naszej kuchni dobiega głośne: „Bruum bruum!”. Tym sposobem większość warzyw znika z talerza – ja się cieszę, że synek zjadł witaminy, a on się cieszy, że wszystkie auta zostały zaparkowane. Win-win! :)
    Doceniam też wpływ motywacji na jedzeniowe decyzje Rysia i pomaga nam tablica motywacyjna wisząca na lodówce. W zadaniach mamy zjedzenie jednej porcji owoców i jednej porcji warzyw dziennie i jeśli zadania są wykonane – nagradzamy to uśmiechniętymi buźkami. Za 2 wykonane zadania jest NAGRODA DNIA (pół godziny bajek w TV lub gry na tablecie, takie czasy:), zaś za 8 buziek – NAGRODA TYGODNIA (synek wybiera: wyjście na kulki lub rodzinna wycieczka). Doszliśmy do wniosku, że tablica ma być motywacyjna, a nie dołująca – więc nie dajemy smutnych buziek, za brak wykonania zadania po prostu nie ma nic.
    Staramy się też włączać synka w przygotowywanie zdrowych posiłków – najbardziej lubi wyciskać sok z grejpfruta i powiem Ci, że jest całkiem niezły w tym!:)
    zytkamarta@gmail.com
    https://uploads.disquscdn.com/images/71cecd799efac616acbe83d296e6f6ac88c8fb0e8ee10ec3672d5a3517f0e50e.jpg

  • Wiesława Tomaszewska

    Jestem mamą dwóch córeczek w wieku przedszkolnym. Już gdy byłam w pierwszej ciąży założyłam, że będę się starała zdrowo odżywiać swoje dzieci. Do pierwszych dwóch lat życia starszej córki nie miałam żadnych problemów w związku z odżywianiem jej. Mała jadła wszystko co jej przygotowałam i podałam. Byłam dumna i szczęśliwa. Jedynym problemem okazali się dorośli, którzy nie rozumieli dlaczego nie raczę córek cukierkami, żelkami, gumami rozpuszczalnymi itp. I nie mówię tu o ciociach i wujkach, którzy sporadycznie nas odwiedzali. Najbliższa rodzina po prostu uważała, że krzywdzę dzieci nie uszczęśliwiając ich słodkościami. I tak, odwiedzając nas co chwilę z czymś słodkim, albo podtykając dzieciom coś czego sama im nie daję, pod moją nieobecność, stało się. Moje córki pokochały słodkości i zostały niejadkami.
    Mimo to nie poddałam się. Postanowiłam obejść jakoś całą rodzinę i wprowadzić swoje zasady. Troszkę wyluzowałam, ale pozostałam czujna. Obecnie córki wiedzą, że słodkości i niezdrowe jedzenie jest dostępne na każdym kroku. Jednak wiedzą, że zajadanie się nimi nie wpływa dobrze na nasze zdrowie, zęby itp. Częstowane takim pożywieniem zerkają na mnie lub męża i gdy dostają przyzwolenie zjadają. Jeśli powiemy, że już dość, chowają resztę mówiąc, że będzie „na jutro”. Nawet pod naszą nieobecność potrafią same ustalić sobie jakąś racjonalną granicę.
    W naszym domowym menu pojawiają się ciągle jakieś nowości. Staramy się urozmaicać dania. Szukam inspiracji w internecie, gazetach, książkach kucharskich. Nie zawsze córki chcą coś nowego próbować. Wtedy nie zmuszamy do jedzenia. Mimo to danie to pojawia sie u nas coraz częściej aż same w końcu chcą spróbować. Zwykle kończy się to tak, że zajadają się nową potrawą jakby od początku wiedziały, że będzie dobra. A po jakimś czasie nawet proponują, żeby ją przygotować.
    Warzywa i owoce to podstawa. Nie wszystkie jednak naszym dziewczynkom smakują. I tu również nie zmuszamy do spożywania tych nie lubianych. Za to sprytnie włączamy je do innych potraw tak, że dzieci nawet tego nie dostrzegają. Koktajle wieloowocowe uwielbiają. A w takim napoju można przemycić wszystko, tylko w odpowiednich proporcjach i z odpowiednimi składnikami. Ukochane naleśniki często służą do przemycania szpinaku. Zapieczone w sosie pomidorowym smakują całkiem inaczej niż sam naleśnik ze szpinakowym farszem.
    Oczywiście gdy córeczki mają ochotę pomóc podczas przygotowywania posiłków, pozwalamy. Czasem sama proponuję pomoc w kuchni. Wiadomo, że przygotowane razem dania smakują lepiej. Pozwalam córeczkom kroić owoce i warzywa, pozwalam mieszać, dodawać składniki, formułować z ciasta itp. Bawią się świetnie i z niecierpliwością czekają na wynik pracy. (Mam tu zawsze dużo sprzątania w kuchni, ale cóż…:)) Wspólnie przygotowane posiłki zawsze znikają z talerza. Tu nawet zachęta nie jest potrzebna.
    Dodatkowo wspomnę, że pozwalam córkom wybierać w sklepie warzywa i owoce. Sprawia im to dużą frajdę. (Zakupy trwają dłużej, ale w końcu jak zabieram na nie dzieci to jestem na to przygotowana :)) I czasem okazuje się, że lubią więcej rodzajów zdrowej żywności niż myślałam :)
    wiesia-21@wp.pl

  • Adriana Szewczyk

    Nasza przygoda z warzywami zaczęła się szybko, od samego początku warzywa i owoce u nas są główna przekąska. Jednak jak sama karmiłam Palutke było to łatwiej, teraz gdy sama już jada zaczęło się „przebieranie” na talerzu. Wiec wpadłam na pomysł wspólnego przygotowywania posiłków, a nawet poszłam o krok dalej, Paulinka zaczęła samodzielnie przygotowywać dla naszej rodziny sałatkę owocowa!! Zainwestowaliśmy w przybory kuchenne odpowiednie dla 3 latki i wszystko stało się łatwiejsze. Razem siadamy sobie do tabletu i szukamy inspiracji do gotowania. Uwielbiamy frytki z marchewki czy chipsy z obierek. Omnomnomno :D …
    Jako pracująca mama w ten sposób łącze wspólne sprxanie czasu z zachęcaniem do jedzenia warzyw.
    Trzymamy mocno kciuki, teraz taki bon to jak gwiazdka z nieba… :):*
    ❤️❤️❤️
    adriana_pedzimaz@wp.pl

  • Paola

    U nas w domu nie ma jasnych zasad że słodycze jemy tylko w sobotę albo co drugi dzien. Tak jak Ty mam problemy tarczycowe stąd wraz z mężem bo taki on wspaniały żeby było mi łatwiej przeszedł na dietę że mną i tak się trzymamy a kilogramy leca.
    Dzieci z początku krzywo patrzyły na jogurty z orzechami i miodem. Przyzwyczajone do jedzenia Bakusiow szło im opornie.
    Teraz są na tym etapie że jedzą słodycze wtedy kiedy o nie zapytają a pytają rzadko bo na stole często leży przekąska w stylu cocoa czyli orzechy w raw czekoladzie. Są pyszne dzieci je jedzą nie mają więcej szegolnej ochoty na słodycze.
    Przemycam też często im koktajle. Co zmielone i niewidoczne jest mniej dla nich bolesne
    Zamiast masla dzieci smaruja… uwaga ! Same własnoręcznie pieczywo adwokado i wybierają co chcą jeszcze zjeść.
    Już ich nie zmuszamy co mają jeść. Sami wybierają czuja się tacy dorośli:)
    I to naprawdę dziala.
    Calujemy!!!

    paulina.modelska11@vp.pl

  • t0mas18

    Trzymamy się kilku prostych zasad które w naszym przypadku sprawdzają się doskonale.
    1. Nie trzymamy w domu tego czego nie chcemy żeby dzieci zjadły „czego oczy nie widzą tego sercu nie żal”
    2 odwiedzających nas przyjaciół i rodzinę prosimy o nie przynoszenie dzieciaka słodyczy, proponujemy plasteline lub banki jeśli bardzo chcą coś przynieśc ten sam koszt a zabawy kupa :-)
    3 sama przygotowuje, ciasto, galaretka lub jakiś deser na weekend każdemu w końcu należy się odrobina słodyczy a tym sposobem wiem co jemy 😀

  • Halina Segin-Gomółka

    Tak naprawdę w tym całym zdrowym odżywianiu mamy bardzo ułatwione zadanie ponieważ posiadamy własny eko ogródek. Od wczesnej wiosny razem z dziećmi gospodarujemy, kupujemy nasiona robimy grzadki cała frajda i zabawa, każdy wybiera to co lubi jest zielony groszek Maćka, marchewki Mai i pomidory mikołaja. Później plewimy ten nasz ogródek zbieramy zbiory i jemy! W moim domu oprócz tradycyjnych dań i zup królują nasze warzywa i owoce!!! Zaznaczę tylko że mieszkamy w bloku q ogródek mamy dość daleko ale jak wracamy do domu tacy brudne z ziemi z koszem pełnym warzyw, ziół i owoców to wszyscy patrzą z zachwytem i zazdrością!!!halgom77@wp.pl

  • teżMama

    A ja się napatrzeć na Polduna w kokardce z bujną piękną, piękną czupryną napatrzeć nie mogę :) Kiedy Ona tak urosła? Cudowna :) Wszystkim biorącym udział w konkursie życzę powodzenia!! :)

  • Malgorzata Owczarek

    Ja statam sie wykozystac kazda okazje na to aby moja corka „Tadek niejadek” zjadla jakis owoc, warzywo, kawalek pieczywa pelnoziarnistego. Na szczecie z uplywem czasu jest coraz lepiej. Zjada juz papryke na kanapkach, kalafior surowy bo surowy ale zjada😊. Staram sie Jej nie zmuszac tylki zachecac. Jest ogromna fanka masterchefa juniora wiec jest juz nam latwiej. Staram sie z Nia przygotowywac te potrawy a co za tym idzie samkowac, co uswiadamia jej ze to jest smaczne. Malymi kroczkami do przodu 😁

  • Magdalena Czuba

    Ile fajnych sposobów :-) Coś czuje ze kilka ukradnę hi hi hi bo przy mojej trójce to każdy sposób jest dobry :-)

  • Oliwia Wojciechowska

    Nie było łatwo….
    Nie było łatwo, bo i my uwielbialismy podjadać, bądźmy szczerzy, niezbyt zdrowo. Ciężko byłoby wymagać od dziecka jedzenia tylko zdrowych posiłków, jeżeli widzialby, ze rodzice jedzą jak jedzą… Więc ucząc Melkę uczymy się sami, wzajemnie. I myślę, ze to nam najlepiej wychodzi!
    Kroimy rozne warzywa na sniadanie i wybieramy, ktore najlepiej nam smakuja. Czy pomidor lepiej pasuje do bulki czy moze ukiszone przez babcie ogorki? Mam to niesamowite szczescie, ze moja mama ma dzialke, wiec mam pyszne pomidory malinowe, ogorki gruntowe, cukinie.
    Zamiast niezdrowych chipsów robimy pieczone obierki ziemniaka albo plastry cukini w różnych ziołach i sprawdzamy, które smakują nam najbardziej. Spędzamy razem ten czas w kuchni, dzięki czemu chętniej to zjadamy.
    Ale wiesz, wszystko z umiarem. My jako dzieci mogliśmy jeść czekoladę, batoniki czy żelki, więc nie odmawiam ich dziecku. Wie, ze jeśli ma na nie ochotę to nie ma problemu. Nie uchronie dziecka przed cukrem, więc po prostu pokazuje, ze ma wybór. Może zjeść batonika A możemy pobawić się w kuchni, zrobić kolorowe ciastka z różnymi owocami, posypkami. Jak myślisz, co wybiera? Nie mając nas cały czas, bo praca, zajęcia woli spędzić czas z nami. I bawić sie jedzeniem. Zdrowym ;)

  • Izabela Bor

    Jak zachęcam swoje dziecko do zdrowego odżywiania? To jest w sumie bardzo dobre pytanie. Pierwsza myśl jaka przychodzi mi na myśl to ‘sobą’. Dziecko zazwyczaj z domu wynosi nawyki żywieniowe. Nie chciałabym, żeby moje dziecko będąc starsze, gdzieś po kryjomu jadało Fast foody, albo za kilkanaście lat będąc na studiach jadał zupki chińskie. Temu mówię NIE. I to jest mój główny cel życiowy. Nauczyć synka zdrowego odżywiania, więc jeszcze będąc w ciąży zaczęłam od siebie. Nauczyłam się robić wiele potraw zdrowo. Synek widzi jak jego mamusia dba o zdrowe posiłki na talerzu dla całej rodziny. Przede wszystkim to opowiadam synkowi, dlaczego warto stawiać ma zdrową żywność i ekologiczne produkty. Oczywiście jak to synek i maluch wielu warzyw nie lubi. Dlatego staram się je przemycać pod różną postacią. A wtedy okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują;) Staram się, aby nasze posiłki były kolorowe. Kanapeczki zawsze mają jakąś fajną postać. Ostatnio hitem są łódeczki. Czasem to są biedronki, czy też myszki lub inne stworki. I zdecydowanie angażuję synka do robienia posiłków razem ze mną. On wtedy widzi, że nie zajmuje t dużo czasu i jest bardzo proste. Jeżeli ma ochotę na słodycze to staram się mu proponować coś alternatywnego;) Baa ostatnio nawet pokusiłam się o ciasto z czarnej fasoli. I bardzo wszystkim smakowało. Naszą ulubioną zabawą w tej dziedzinie jest ‘zgadywanka smakowanka’. Całą rodziną odgadujemy warzywa i owoce, które wcześniej przygotowaliśmy. Czasem nie jest to łatwe zachęcić dziecko do zdrowego odżywiania, ale wszystko jest możliwe;)
    mama.izabela@op.pl

  • Michał B.

    Zachęcanie malucha kuszonego milionem niezdrowych produktów na półkach sklepowych jest trudne! Ale jest bardzo możliwe. My trzymamy się kilku prostych zasad;)
    1. Dajemy z żoną przykład naszemu dziecku, że zdrowe odżywanie jest proste i możliwe.
    2. Razem przygotowujemy najpierw listę dań i posiłków na najbliższy tydzień. Synek może śmiało powiedzieć na co ma ochotę i co by chciał zjeść.
    3. Razem idziemy na zakupy i wspólnie wybieramy składniki i inne produkty.
    4. Oczywiście też je wspólnie przygotowujemy. A przy tym mamy wiele śmiechu i radości.
    5. Nasze talerze są bardzo kolorowe i bogate różnych smaków. Każdy znajdzie coś dla siebie. Nie zmuszamy synka do jedzenia, jeżeli czegoś nie chce.
    6. Zawsze staramy się jeść RAZEM.
    7. Zabieramy synka na różne dni eventy związane ze zdrowym jedzeniem
    8. Na półce synka jest wiele ciekawych książeczek o zdrowym i ekologicznym jedzeniu
    9. Słodkości można też zrobić zdrowo i z głową;) Nawet młody się nie poznał, że jadł ciasteczka marchewkowe;)
    10. A naszym tajnym sekretem jest wspólna uprawa na niewielkim kawałku ziemi warzyw i owoców, które synuś z dumą pielęgnuje i podlewa;) A potem wcina je uśmiechnięty. Chwaląc się ‘paczcie to ja dbałem o tiom malchwke i pomidoja’;)
    A przy okazji tego wszystkiego wspaniale spędzamy czas razem;)
    alienboro69@gmail.com

  • Monika Nowakowska

    Razem z mężem mamy dwie sprawdzone metody. Nasza córka dostaje posiłki w zabawnej formie, np. : statek z sera, żaba z oliwek albo potworki z suszonych owoców. Ta metoda nigdy nie zawodzi. Córka nawet nie pyta co je. Druga metoda również jest zabawa. Przygotowujemy na wielkim talerzu warzywa, owoce a także inne nowe smaki i z zakrytymi oczami zgadujemy co jemy. Na zmianę raz ja daje córce a następnie córka częstuje mnie. Świetna zabawa połączona z poznawaniem smaków gwarantowana. Ciekawa jestem innych propozycji zatem zabieram się za lekturę w postaci komentarzy. Życzę wszystkim powodzenia. :)

  • Justyna

    Nigdy nie musieliśmy jakoś specjalnie zachęcać córki do zdrowego jedzenia, ponieważ od początku rozszerzenia diety staraliśmy się wyrobić w niej odpowiednie nawyki żywieniowe. W naszym domu wszyscy jemy codziennie zdrowe posiłki i jest to dla nas zupełnie naturalne, że córcia je to co my.
    Staramy się aby posiłki były różnorodne, kolorowe i ładnie podane, bo to zawsze zachęca dziecko do ich zjedzenia, natomiast nigdy nie mieliśmy problemu, żeby córcia wybrzydzała, że czegoś nie lubi np. warzyw.
    Pozwalamy jej pomagać przy przygotowywaniu posiłków i opowiadamy o tym co jest zdrowe a co nie, od czego psują się ząbki, czy boli brzuszek itd. Ma niecałe 4 lata, więc póki co nie zamęczamy jej głębszymi wywodami, które byłyby dla niej i tak niezrozumiałe. Jeśli chodzi o słodycze, to jeśli już, to raczej sami
    przygotowujemy je w zdrowszej wersji i z możliwie jak najzdrowszych składników (przepisów w internecie jest całe mnóstwo). Nie robimy jednak tragedii, jeśli raz na jakiś czas babcia przyniesie córci Kinder jajko lub na urodzinach u koleżanki zje kilka żelków. Nie chcemy jej tego całkowicie zabronić, by potem przy pierwszej
    lepszej okazji nie rzuciła się na słodkości jak wygłodniałe zwierzę. Tłumaczymy jej jednak, że to nic dobrego i jeśli prosi w sklepie o ciasteczka, to proponuję jej abyśmy zrobiły w domu same, bo będą zdrowsze, smaczniejsze i będziemy się przy tym fajnie bawić. Ostatnio nawet koleżanka na placu zabaw chciała ją
    poczęstować cukierkiem, a córcia odpowiedziała, że „cukierki to som niezdrowe, bo po nich zemby lobią się takie nooo carne, a jabłuszka to są zdrowe” :)

  • moniaaa777

    Ja przekonałam swoje dwie córeczki do zdrowego odżywiania kupując im najróżniejsze kolorowe owoce i warzywa, które wspólnie przerabiamy na soki, musy, koktajle i dżemy. I od tej pory Hania i Zuzia uwielbiają jeść owoce i warzywa, a ja oszczędzam i nerwy i czas ;)
    Pozdrawiam, Monika moniaaa777@gmail.com

  • Marta

    Moja córka ma 14 miesięcy. Przez 8 miesięcy karmiłam ją piersią i tylko piersią, a potem rozpoczęłam przygodę z nowymi produktami. Moja córka jest na tyle mała, że to na mnie spoczywa obowiązek doboru odpowiednich, zdrowych produktów, dlatego zawsze czytam ich skład zanim trafią do naszego domu. Nie ufam produktom „dla dzieci”, które często w swoim składzie na pierwszym miejscu mają cukier. Jednak to ona decyduje ile i co zje. Tym bardziej muszę bardzo się starać, żeby jej wybór dotyczył rzeczy zdrowych. W związku z tym, że mam świadomość jak ważne jest zdrowe odżywianie, które ma wpływ na stan zdrowia mojej córki, jak również jej nawyki żywieniowe w przyszłości już od początku stosuję poniższe zasady (i pilnuję innych członków rodziny, żeby również stosowali się do tych zasad, co czasami okazuje się dość trudne):
    1. Przede wszystkim trzymam się konkretnego podziału na posiłki, nie podjadamy pomiędzy posiłkami. Dzięki tej zasadzie między innymi mam pewność, że córka zje posiłek, który dla niej wybrałam i będzie to pełnowartościowy posiłek.
    2. W zasięgu ręki zawsze mamy wodę do picia, nie kupuję soków dostępnych w sklepach, które nafaszerowane są m.in. cukrami.
    3. Unikam produktów przetworzonych i stanowcze NIE mówię syropowi glukozowo-fruktozowemu. Coś słodkiego? Czemu nie, ale niech to będzie pyszna drożdżówka mojej Babci.
    4. Do każdego posiłku staram się dodawać warzywa, które moja córka obecnie bardzo lubi i raz w tygodniu w naszym jadłospisie znajdują się ryby.
    5. Na podwieczorek podaję owoce w różnej formie. W postaci surowej, w postaci kompotu, sałatki owocowej lub blenduje je z jogurtem natralnym.
    6. Kiedy moja córka nie chce czegoś zjeść- nie zmuszam jej. Posiłki dzięki temu kojarzą się jej z przyjemnością i nie mam kłopotu z karmieniem.
    7. Pomimo młodego wieku, kiedy idziemy razem na zakupy, córka kuszona mnóstwem kolorowych opakowań chętnie wyciąga do nich swoje rączki. Nie ulegam. Dzięki temu szybko nauczyła się, że nie ma co się denerwować, bo i tak nie dostanie pięknie zapakowanych czekoladek.
    8. Idąc za punktem 7. nie trzymam w domu słodyczy, które kuszą nie tylko dzieci ale i nas, dorosłych. W związku z czym staram się dawać córce dobre wzorce do naśladowania.
    9. Uczę córkę, że jedzenie nie jest nagrodą.
    10. Córka zawsze je w krzesełku do karmienia. Dlaczego? Żeby nauczyć ją, że jedzenie to nie wyścigi. Żeby nauczyć ją, że posiłki spożywamy razem, w spokoju, bez bajek i innych czynników, które rozpraszają.
    Naukę zdrowego odżywiania powinniśmy rozpocząć najwcześniej jak się da. Czy każda Mama wie, że mleka modyfikowane różnią się składem i te najdroższe nie zawsze znaczą najlepsze? Wybierając takie mleko dla córki przeanalizowałam wszystkie dostępne na rynku i co mi wyszło? Że w produkcie, które na początku drogi jest często jedynym posiłkiem naszych pociech, często kryją się niemiłe niespodzianki w postaci syropu glukozowo-fruktozowego, maltodekstryny czy oleju palmowego. To, że jedna firma robi mleko nr 2 w super składzie, nie oznacza, że to samo mleko nr 3 będzie miało tak samo dobry skład. Niestety. Wybierając mleko nr 3 okazało się,że firma, która ma dość tanie produkty dla dzieci, swoim składem bije na głowę te drogie i super wypromowane mleka.
    Co jeszcze zrobiłam, aby córka jadła pełnowartościowe rzeczy? Mimo, że nie mam ogrodu, to latem zasiałam na balkonie pomidory. Wiedziałam, że są zdrowe i mogę na pewno podać je córce.
    W czasach, w których liczy się zysk i ilość a nie jakość, zdrowe odżywianie jest trudne i można je traktować w kategorii wyzwania. Jednak nie należy się poddawać i zawsze trzeba pamiętać o tym, że zdrowie to najcenniejsza (zaraz obok miłości) rzecz, jaką możemy dać naszemu dziecku. Czy warto? Oczywiście!
    marta.garbin@wp.pl

  • Wiesława Tomaszewska

    Oj, tyle się napisałam a nie widzę swojego komentarza. Na szczęście jeszcze konkurs się nie skończył więc próbuję jeszcze raz.
    Jestem mamą dwóch córeczek w wieku przedszkolnym. Już gdy byłam w pierwszej ciąży założyłam, że będę się starała zdrowo odżywiać swoje dzieci. Do pierwszych dwóch lat życia starszej córki nie miałam żadnych problemów w związku z odżywianiem jej. Mała jadła wszystko co jej przygotowałam i podałam. Byłam dumna i szczęśliwa. Jedynym problemem okazali się dorośli, którzy nie rozumieli dlaczego nie raczę córek cukierkami, żelkami, gumami rozpuszczalnymi itp. I nie mówię tu o ciociach i wujkach, którzy sporadycznie nas odwiedzali. Najbliższa rodzina po prostu uważała, że krzywdzę dzieci nie uszczęśliwiając ich słodkościami. I tak, odwiedzając nas co chwilę z czymś słodkim, albo podtykając dzieciom coś czego sama im nie daję, pod moją nieobecność, stało się. Moje córki pokochały słodkości i zostały niejadkami.
    Mimo to nie poddałam się. Postanowiłam obejść jakoś całą rodzinę i wprowadzić swoje zasady. Troszkę wyluzowałam, ale pozostałam czujna. Obecnie córki wiedzą, że słodkości i niezdrowe jedzenie jest dostępne na każdym kroku. Jednak wiedzą, że zajadanie się nimi nie wpływa dobrze na nasze zdrowie, zęby itp. Częstowane takim pożywieniem zerkają na mnie lub męża i gdy dostają przyzwolenie zjadają. Jeśli powiemy, że już dość, chowają resztę mówiąc, że będzie „na jutro”. Nawet pod naszą nieobecność potrafią same ustalić sobie jakąś racjonalną granicę.
    W naszym domowym menu pojawiają się ciągle jakieś nowości. Staramy się urozmaicać dania. Szukam inspiracji w internecie, gazetach, książkach kucharskich. Nie zawsze córki chcą coś nowego próbować. Wtedy nie zmuszamy do jedzenia. Mimo to danie to pojawia sie u nas coraz częściej aż same w końcu chcą spróbować. Zwykle kończy się to tak, że zajadają się nową potrawą jakby od początku wiedziały, że będzie dobra. A po jakimś czasie nawet proponują, żeby ją przygotować.
    Warzywa i owoce to podstawa. Nie wszystkie jednak naszym dziewczynkom smakują. I tu również nie zmuszamy do spożywania tych nie lubianych. Za to sprytnie włączamy je do innych potraw tak, że dzieci nawet tego nie dostrzegają. Koktajle wieloowocowe uwielbiają. A w takim napoju można przemycić wszystko, tylko w odpowiednich proporcjach i z odpowiednimi składnikami. Ukochane naleśniki często służą do przemycania szpinaku. Zapieczone w sosie pomidorowym smakują całkiem inaczej niż sam naleśnik ze szpinakowym farszem.
    Oczywiście gdy córeczki mają ochotę pomóc podczas przygotowywania posiłków, pozwalamy. Czasem sama proponuję pomoc w kuchni. Wiadomo, że przygotowane razem dania smakują lepiej. Pozwalam córeczkom kroić owoce i warzywa, pozwalam mieszać, dodawać składniki, formułować z ciasta itp. Bawią się świetnie i z niecierpliwością czekają na wynik pracy. (Mam tu zawsze dużo sprzątania w kuchni, ale cóż…:)) Wspólnie przygotowane posiłki zawsze znikają z talerza. Tu nawet zachęta nie jest potrzebna.
    Dodatkowo wspomnę, że pozwalam córkom wybierać w sklepie warzywa i owoce. Sprawia im to dużą frajdę. (Zakupy trwają dłużej, ale w końcu jak zabieram na nie dzieci to jestem na to przygotowana :)) I czasem okazuje się, że lubią więcej rodzajów zdrowej żywności niż myślałam :)
    wiesia-21@wp.pl

  • Sylwia

    Moje dziecko to prawdziwy niejadek. Już jako maluszek wyczułam, strasznie mi wybrzydzało co doprowadzało mnie do rozpaczy. Teraz gdy już ma 6 lat, niewiele się zmieniło. Pamiętam sytuację, gdy razem z mężem próbowaliśmy nakłonić Zuzię, aby zjadła troszkę kaszki czy zwykłej zupki, niestety nic nie pomagało. Gdy któregoś pięknego popołudnia usiedliśmy przy stole do obiadu, mała dalej nie chciała nic zjeść, więc postanowiłam podejść ją sposobem. „Och, mniam mniam, jakie pyszne ziemniaczki z kotlecikiem, chyba sama dzisiaj wszystko zjem. ” Nałożyłam na widelec troszkę ziemniaków i kawałem kotlecika i już miałam wkładać do buzi, kiedy nagle coś porwało mój smakołyk z widelca. Początkowo nie wiedziałam co się stało, lecz po chwili dotarło do mnie, że moja córcia nawet przy zabawie chcę się bawić. I tak właśnie od tego dnia, zawsze gdy córcia wydziwia i nie chce jeść, początkowo próbuję zjeść coś z jej talerza przymykając oczy i mówiąc ” Och, teraz już nikt mi nie zabierze” i robię wielkie „aaaaam” i znowu zjadam pusty widelec. No cóż, skoro nic innego mi nie działa, to pozostaje mi jedynie taka forma zachęcania do odżywiania. I dzieje się to tylko dlatego, że mama chce, aby jej ukochana córcia zdrowo się odżywiała. Kalafiorek, czy ryż już nie jest dla nas oporem, zjadamy go wspólnie z radością po chwilowej „zabawie”. Ja jestem dumna , że moja córcia przekonała się do zdrowego odżywiania. Czasami trzeba podjąć „grę” naszych pociech, aby wszystko dobrze się skończyło.
    P.S Na mojego męża to nie działa… On nie daje się nabrać na te moje sztuczki :(

  • Magdalena

    W naszym domu był duży dębowy stół (przynajmniej tak go zapamiętałam z dzieciństwa) przy którym zasiadała cała rodzina i zajadała wspólnie posiłek Bardzo miło wspominam te czasy ponieważ właśnie przy tym stole opowiadaliśmy o naszych radościach i troskach Rodzice mieli czas tylko dla nas Bardzo chciałabym w swoim domu również wprowadzić ten zwyczaj Myślę , że mi się to udaje :) Wspólne posiłki to również sposób na pokazanie dziecku jak zachowujemy się przy stole Dziecko czerpie wzorce z dorosłych wiele rzeczy naśladuje, więc jeśli damy dobry przykład to łatwiej będzie osiągnąć cel Zdrowe odżywianie jest ważne dla całej rodziny Wspólne przygotowywanie posiłków daje dużo radości dzieciom i nie tylko My z naszym maluszkiem dużo rozmawiamy Nazywamy warzywa, opowiadamy ciekawe historie , żeby go zachęcić do poznawania nowych smaków Ostatnio był u babci i z jej ekologicznego ogródka zbierał cudowną marchewkę Dzięki takiej lekcji posiłek jest dużo smaczniejszy Ważna jest też cierpliwość i kreatywność mamy Kiedy mój maluszek dostał na obiad brokuła nie był tym zachwycony Postanowiłam go przygotować w innej postaci z innymi warzywami i o dziwo brokuł został zjedzony :) Dzieci też jedzą oczami sposób podania dania ma ogromne znaczenie Na talerzu powinno być zdrowo i kolorowo to zachęci maluszka do jedzenia A to czy będzie to zdrowe zależy w dużej mierze od nas :)
    glapcio1@o2.pl

  • Wiesława Tomaszewska

    I znów nie widzę swojego komentarza :( Próbuję po raz trzeci.
    Jestem mamą dwóch córeczek w wieku przedszkolnym. Już gdy byłam w pierwszej ciąży założyłam, że będę się starała zdrowo odżywiać swoje dzieci. Do pierwszych dwóch lat życia starszej córki nie miałam żadnych problemów w związku z odżywianiem jej. Mała jadła wszystko co jej przygotowałam i podałam. Byłam dumna i szczęśliwa. Jedynym problemem okazali się dorośli, którzy nie rozumieli dlaczego nie raczę córek cukierkami, żelkami, gumami rozpuszczalnymi itp. I nie mówię tu o ciociach i wujkach, którzy sporadycznie nas odwiedzali. Najbliższa rodzina po prostu uważała, że krzywdzę dzieci nie uszczęśliwiając ich słodkościami. I tak, odwiedzając nas co chwilę z czymś słodkim, albo podtykając dzieciom coś czego sama im nie daję, pod moją nieobecność, stało się. Moje córki pokochały słodkości i zostały niejadkami.
    Mimo to nie poddałam się. Postanowiłam obejść jakoś całą rodzinę i wprowadzić swoje zasady. Troszkę wyluzowałam, ale pozostałam czujna. Obecnie córki wiedzą, że słodkości i niezdrowe jedzenie jest dostępne na każdym kroku. Jednak wiedzą, że zajadanie się nimi nie wpływa dobrze na nasze zdrowie, zęby itp. Częstowane takim pożywieniem zerkają na mnie lub męża i gdy dostają przyzwolenie zjadają. Jeśli powiemy, że już dość, chowają resztę mówiąc, że będzie „na jutro”. Nawet pod naszą nieobecność potrafią same ustalić sobie jakąś racjonalną granicę.
    W naszym domowym menu pojawiają się ciągle jakieś nowości. Staramy się urozmaicać dania. Szukam inspiracji w internecie, gazetach, książkach kucharskich. Nie zawsze córki chcą coś nowego próbować. Wtedy nie zmuszamy do jedzenia. Mimo to danie to pojawia sie u nas coraz częściej aż same w końcu chcą spróbować. Zwykle kończy się to tak, że zajadają się nową potrawą jakby od początku wiedziały, że będzie dobra. A po jakimś czasie nawet proponują, żeby ją przygotować.
    Warzywa i owoce to podstawa. Nie wszystkie jednak naszym dziewczynkom smakują. I tu również nie zmuszamy do spożywania tych nie lubianych. Za to sprytnie włączamy je do innych potraw tak, że dzieci nawet tego nie dostrzegają. Koktajle wieloowocowe uwielbiają. A w takim napoju można przemycić wszystko, tylko w odpowiednich proporcjach i z odpowiednimi składnikami. Ukochane naleśniki często służą do przemycania szpinaku. Zapieczone w sosie pomidorowym smakują całkiem inaczej niż sam naleśnik ze szpinakowym farszem.
    Oczywiście gdy córeczki mają ochotę pomóc podczas przygotowywania posiłków, pozwalamy. Czasem sama proponuję pomoc w kuchni. Wiadomo, że przygotowane razem dania smakują lepiej. Pozwalam córeczkom kroić owoce i warzywa, pozwalam mieszać, dodawać składniki, formułować z ciasta itp. Bawią się świetnie i z niecierpliwością czekają na wynik pracy. (Mam tu zawsze dużo sprzątania w kuchni, ale cóż…:)) Wspólnie przygotowane posiłki zawsze znikają z talerza. Tu nawet zachęta nie jest potrzebna.
    Dodatkowo wspomnę, że pozwalam córkom wybierać w sklepie warzywa i owoce. Sprawia im to dużą frajdę. (Zakupy trwają dłużej, ale w końcu jak zabieram na nie dzieci to jestem na to przygotowana :)) I czasem okazuje się, że lubią więcej rodzajów zdrowej żywności niż myślałam :)

  • Iwona Bogucka

    Zdrowe odżywianie jest bardzo ważne. Najlepiej jednak mieć swój ogródek. Wtedy wiem co daje wszystkim na talerzu. Jestem babcią trójki wspaniałych wnuków. Jak to młodzi rodzice są zabiegani i nie dbają zbytnio o to co ląduje na talerzu. Wnuki bardzo często po przedszkolu trafiają do mnie. A ja wtedy wcielam się w rolę ‚strażnika zdrowego odżywiania’. Moje wnuki nie muszę zachęcać do jedzenia tego co przygotuje. Zawsze zjadają to z uśmiechem na twarzy. A to zasługa naszej wspólnej grządki. W czasie wakacji dzielne przedszkolaki pomagają swojej babci od A do Z w ogródku. Zaczynając od kopania grządek, siania i podlewania. Wyrywania chwastów. Kosztuje ich to wiele wysiłku, ale są efekty. Poza tym, który wnuczek nie lubi jak gotuj jego babcia. Kocham moje wnuki i dbam o nie jak tylko mogę.

  • Ania Kamińska

    W jaki sposób namawiam mojego szkraba do zdrowego jedzenia? U nas jest podwójny problem, bo mam w domu niejadka, który najchętniej poza obiadem chidzilby „na powietrze”. Dwoilam się i troilam, by córka zrozumiała jak jedzenie jest ważne do prawidłowego rozwoju, żeby miała sile i energie do zabawy i nauki. Teoria teorią, a dzieci wiedza lepiej. :) Znalazł się jednak sposób. Z uwagi na fakt, iz córka rozpoczęła niedawno proces edukacji małoletnich, czyli poszła do przedszkola, podchodzi do wszystkiego naukowo i wedle wzorców przedszkolnych. Sama chce zostać nauczycielka, w która jest wpatrzona, stad motywacja jeszcze większą. W domu bawimy się zatem w przedszkole, czytamy książki, zwłaszcza te ze zdrowymi przepisami, z kolorowymi obrazkami zdrowych dan i tłumacze córce, a potem ona swoim dzieciom (pluszakom) jak zdrowe żywienie jest ważne i pomocne w osiagnieciu sukcesu. A do tego kupilam ABSOLUTNY HIT – Tablice motywacyjne. Przyczepiamy na niej ” usmieszki” za wykonane zadania, a należą do nich- zjedzenie zdrowego śniadania, obiadu, kolacji, punkty za pomoc w orzygotowaniu sałatki warzywnej lub z owoców, punkty za pomoc w zakupach i wyborze fajnych, pozywnych produktów w sklepie oraz punkty za zjedzenie posiłków przygotowanych w szkole. Pod koniec miesiąca liczymy punkty i w nagrodę kupujemy fajna zabawkę lub książkę. Na razie sprawdza się idealnie, zwłaszcza, ze grunt to motywacja- czasem samo zrozumienie tematu, czasem pochwala mamy lub nauczycielki, a czasem nagroda za wysiłek włożony w dbanie o zdrowie w formie zabawkiksiazki. U nas się to sprawdziło i polecam innym serdecznie, a zwłaszcza rodzicom niejadkow. Mój adres e-mail: antwarowska@wp.pl

  • kochacwszystko

    Bez owijania w bawełnę! Borykałem się z problemem przekonania do zdrowego jedzenia dzieci (ba! w ogóle był czas, że by zjadły musiałem stawać na „uszach”, bo żonie już ręce opadały z bezradności ). No ale do rzeczy ! Doszł do tego, że dzieci chetnie jedzą owoce i warzywa, uwielbiają domowe zupki . Jak tego dokonałem? Nie było łatwo !
    Ale ! Jabłka kroję w plasterki i udajemy, że są to „chipsy”. Ojj dzieci wcianają aż uśmiech rozpościera się od ucha do ucha! Marchewkę trzemy na tarce udając że zjadamy pyszny „makaron a’la marchewka”. Banany, gruszki, jabłka miksujemy i pijemy pyszne koktajle w kolorowych szklankach. Buraczki żona gotuje i podaje przyprawione do obiadu z papryką – dzieci udają, że to „gęste wino”. Każda zupa u nas ma inną nazwę nadaną przez dzieci jak np „mamucik” , ” kwasielina” czy inne. Mówiąc że to „zupa” dzieci poprawiają i śmieją się przy tym. Najtrudniej było przekonać dzieci do picia czystej wody zamiast soków. Latem jeszcze przeszły kompoty domowe. Ale było ciężko. Dziś? Tryskają witalnością i energią. Na śniadanie przygotowywujemy kanapki z pomidorami, ogórkami, serkami, szyneczkami ale w taki spośób by przestawiały one jakąś postać itp.
    Ot tyle! Nie było łatwo przekonać całą szóstkę dzieci do zdrowego jedzenia. Nie mówię, że udało mi się w 100% bo bym skłamał. Zdarzają się dni „buntu” i nagłego „widzimisie”, że „ja nie będę tego jadł/jadła” i tu pada foch. Ale wtedy nie zmuszamy, próbujemy przekonać w zabawny czy śmieszny sposób. Pozdrawiam, koza13944@gmail.com

  • Ola Tkacz

    Sądzę że proces zdrowego odżywiania naszych dzieci zależy od nas samych. Od tego jak sami się odżywiamy:)
    W naszym domu owoce i warzywa goszczą na co dzień. Na wsi już gdy córeczka była mała postaraliśmy się o małą uprawę malin, truskawek i borówek- tak by owoce były blisko pod ręka z pewnego źródła :) Zaś dziadek dba o nas pod kątem warzyw- sadzi dla nas fasolki, pomidory, marchewki a także sałatę:) Dlatego tez córka ma możliwość oglądania proces wzrostu warzyw i owoców z bliska. Podlewa i pielęgnuje je razem z nami, a także zrywa gdy tylko dojrzeją.
    W domu zaś staram się przygotowywać z córką różne potrawy- począwszy od zup, kremów warzywnych po różnego rodzaju sałatki.Amelka staje na swoim krzesełku i tak jak ja kroi różne warzywa czy tez owoce. Uwielbia je wszystkie mieszać w misce ;) Dzięki temu ma okazję wypróbować każde z warzyw czy tez owoców, a także poznaje ich kształt, kolor i zastosowanie. A ponadto gdy posiłek przygotowujemy o produktach sobie opowiadamy- skąd powstają, jakie zwierzątka je zjadają.
    Jest to świetny sposób moim zdaniem na zaprzyjaźnienie dziecka z kuchnią i racjonalnym odżywianiem.
    Mój adres : magdaz5@amorki.pl
    Pozdrawiamy
    Mama i 3 letnia Amelka ;)

  • Patrycja Głogowska

    W dzieciństwie byłam typem owocowo-warzywnego niejadka. Do dziś pamiętam dwa sposoby mej mamy: „Na kusiciela” (jak zjesz brukselkę będzie pyszna czekolada) i „Na dozorcę więziennego” (jak nie zjesz groszku nie będzie bajki). Gdy sama zostałam mamą opracowałam swój własny repertuar. Jednocześnie od początku starałam się, by jedzenie warzyw i owoców było dla mych dzieci czymś naturalnym, niewymuszonym i oczywistym. Dlatego zamiast sposobu „kija i marchewki” mojej mamy próbuję, by owoce i warzywa towarzyszyły nam nieustannie, nie tylko podczas posiłków jako coś co MUSZĄ zjeść, a jako coś co CHCĄ jeść. Niby dwa bezokoliczniki „MUSIEĆ” i „CHCIEĆ, a jakże różnią się wymową. Ten pierwszy wynika z odgórnego nakazu, a ten drugi z niewymuszonej, wewnętrznej chęci. I właśnie do tego dążę: by moje maluchy same chciały jeść warzywa i owoce, bo to zaowocuje w przyszłości zdrowymi nawykami żywnościowymi. I bardzo pomocny edukacyjnie stał się u nas ogródek. Mnie, blokowemu stworzeniu, nie przyszło na myśl, że będę kiedyś uprawiać swe warzywa i owoce. Pomogła w tym wyprowadzka pod miasta zaraz po ślubie, gdzie teściowie uprawiają spory obszar ziemi. I to od nich (tak, chwalę teściową swą, niech mąż mój to przeczyta :P) nauczyłam się wszystkiego, a teraz uczę swe dzieci. Pamiętam jak z ledwie dreptającą Olą chodziłam do ogródka siać, potem podlewać, wyrywać chwasty, zbierać plony i razem gotować. Teraz czekam wiosny, by już z dwójką pomocników (synkiem Jaśkiem)zacząć nowy sezon. Od początku do końca córeczka towarzyszy mi w pracach ogrodowych. To dla niej świetna zabawa, nauka, ćwiczenia ruchowe i zaszczepianie zamiłowania do warzyw i owoców. Bo jak wszystko o niebo lepiej smakuje, gdy są to NASZE truskaweczki czy NASZA marcheweczka, o którą małe rączki dbamy starannie. I do latanie codziennie i pytanie: „czy już urosło?”, aż wreszcie pójście z koszyczkiem, zbieranie i wspólne gotowanie. I wszystkie warzywa i owoce hodowane, podlewane i zbierane przez córeczkę są ze smakiem zjadane. Sposób ten nazwałam „NA OGRODNIKA. Wykorzystuję jeszcze kilka metod zachęcania do pałaszowania warzyw i owoców, które pokrótce wymienię:
    -NA IDOLA-my dorośli dajemy dobry przykład, zjadamy wszystkie warzywa i owoce bez wybrzydzania, nawet brukselkę moją nielubianą kiedyś, wszak jak od innych wymagasz, najpierw wymagaj od siebie, a dzieci naśladują rodziców.
    -NA MALARZA-tworzymy, komponujemy obrazy warzywno-owocowe na talerzach i tak np. uśmiechnięta buzia, wesoły króliczek czy motylek, najwięcej zabawy jest gdy robię to razem z córeczką
    -NA WARZYWO MOCY-są warzywa i owoce, których nie ma w naszym ogródku i nie są one chętnie zjadane przez Oleńkę, dlatego wymyśliłam, że dane warzywko daje jakąś moc (a nasza czterolatka wierzy jeszcze w magię np.: kalafior-mądrość, bakłażan-wyższe skakanie, kalarepa-szybsze bieganie.
    -NA OSZUKAŃCZY FAST FOOD- moje dziecko wzdycha czasem do chipsów, frytek, dlatego w naszym menu pojawił się marchewkowy chips, czy jabłkowa frytka z kechupem z malin. Wszystko wygląda jak fast food, a jest owocowo-warzyną bombą witaminową. Ostatnio eksperymentujemy z warzywnymi ciastami, które naprawę są smaczne. Wczoraj próbowaliśmy (i Oli bardzo smakowało) nutelli, ale takiej ze śliwek i daktyli:)

  • zuzunieczka pl

    Kochana Alicjo,
    „jestem z Tobą’ wirtualnie od samego początku Twojego bloga – razem z Polą w brzuchu w tym samym czasie rosło moje dziecię, a w raz z nim moja świadomość (lub intuicja) dotycząca zdrowego odżywiania.
    Mam to szczęście (lub nieszczęście), że mam dwójkę dzieci i (o zgrozo!) każde jest inne pod względem jedzenia!
    Myślałam, że wychowując dzieci tak samo, ucząc tak samo pewnych nawyków, przyzwyczajeń, efekt będzie ten sam. A tu masz babo placek – jedno nie chce prawie nic jeść, drugie jadłoby wszystko. I gdzie tu sens? Gdzie logika?
    Niby wychowanie żywieniowe zależy od nas, rodziców – tak, w pewnym stopniu na pewno, ale dużą rolę odgrywa tu też charakter naszych małych bohaterów…
    Co więc takiego robię, by zachęcić moje krasnale do zdrowego odżywiania, zapytasz? Ano pewne sposoby mam, zarówno na jedno jak i na drugie  I z mniejszym lub większym skutkiem się to udaje…
    Może zacznę od tego, że odkąd pracuję w firmie zajmującej się żywnością ekologiczną, zaczęłam wprowadzać jeszcze więcej zdrowych i ekologicznych produktów do diety dzieciaków. Nie jestem oczywiście jakąś eko-fanatyczką, spokojnie – we wszystkim trzeba znać umiar, ale warto mieć choć pewną świadomość na ten temat.
    Młodemu (7-letniemu niejadkowi) zaczęłam pakować do szkolnego plecaka zdrowe przekąski, które na co dzień widzi w mojej pracy, przygotowane specjalnie dla dzieciaków – np. chipsy jabłkowe, suszone gruszki czy mango – to było dla mnie zbawienie, kiedy odkryłam, że niejadek, który nie tknie owocu, (BO NIE i już) chętnie sięgnie bo inną jego formę, suszoną, która nierzadko jest jeszcze zdrowsza, a dodatkowo zapakowana ładnie, co jeszcze bardziej zachęca do jedzenia 
    Moja Młoda, która jest z tego samego rocznika co Pola, chętnie sięga po zdrowe rzeczy i nie trzeba jej do tego specjalnie namawiać – jest jak odkurzacz, co to wciągnie wszystko, a wygląda jak chuda tyczka ;) (serio, ja nie wiem gdzie ona to wszystko mieści ;) )
    Często mówię Młodemu, gdy ten nie chce jeść, że Młoda go przerośnie jak nie będzie jadł i często przynosi to pozytywny skutek. (no bo jak niby trzylatek ma przerosnąć takiego dużego faceta jak on? No skandal! ;) )
    Po za tym różnorodność – nie można dziecku wiecznie podtykać pod nos tej samej rzeczy do jedzenia, „bo innych nie zje” – miałam taki okres kiedy wyrywałam sobie włosy z głowy na myśl o tym, żeby przekonać Młodego do spróbowania nowych rzeczy – co robię teraz? Gotujemy razem! Przeglądamy przepisy, pytam się czego chciałby spróbować – w kuchni razem ze mną rozbija jajka, tłucze kotlety, miesza, dosypuje i dolewa różne składniki… Zawsze się chwali, że sam przygotował jedzenie i WSZYSCY muszą tego spróbować. Potem, po małym tsunami w kuchni przez godzinę sprzątamy, bo przecież jak wytłumaczyć trzyletniemu dziecku, że nie może rozbić jajka, skoro starszy brat mógł?  No jak?…
    Mam też to szczęście, że młody bardzo szybko nauczył się czytać (metodą Domana przez globalne czytanie – polecam  ), przez co szybko zaczął sięgać po książki i po… encyklopedie. Serio. Od przyrodniczych, przez naukowe, motoryzacyjne, do… żywieniowych. Dostał kiedyś książkę „co pomaga, a co szkodzi” – książkę, w której większość produktów jest dokładnie opisanych pod względem zawartości witamin i tego, co może się stać, gdy spożyjemy ich w nadmiarze – to również bardzo nam ułatwiło wprowadzanie dodatkowych zdrowych produktów, bo Młody sam wie, co je i z czego dany produkt się składa 
    Oczywiście, są dni, kiedy pozwolimy sobie na ciastko czy chrupki kukurydziane – to nie grzech ;) We wszystkim po prostu należy zachować umiar i zdrowy rozsądek i to należy przede wszystkim wpajać naszym dzieciom 
    Mam nadzieję, że przygody moich dwóch żarłoczko-niejadków nie zanudziły Cię na śmierć. Jest tego znacznie więcej, ale zabrakło by już miejsca na Twoim blogu na więcej przygód z nimi związanych…
    p.s. Polecam bardzo posiadanie dwójki dzieci – nie ma czasu na nudę :D
    Hej przygodo! ;)

    Mój mail: zuzunieczka@gmail.com

  • Bożena Siemińska

    Zdrowe odżywianie… hmmm…
    Niestety nie wyniosłam zdrowych nawyków żywieniowych z domu…wiesz, moja mama kocha polska kuchnie…pierogi, bigos, ziemniaki, schabowe…do dziś wszystkie je noszę na sobie!!! ;)
    Jakby tego było mało, codzienny obiad składa się z dwóch dań!
    Na początku gotowałam Frankowi osobno, bez soli, najlepsze mięsko, dużo warzyw, itd. Jednak z czasem mały zaczął wszystko jeść no i zrobiłam się wygodna…
    Babcia gotowała, a ja nie musiałam myśleć o obiedzie, bo Franek okazał się “wszystkożerny” ;) i mało uwagi przywiązywałam do tego co mu wpada do brzuszka…
    Jednak wizyta u drugiej babci – która preferuje zdrowszy tryb życia i odżywiania, dała mi do myślenia…
    Franek codziennie pomagał babci w kuchni, zaczął próbować surowe warzywa i wiesz co? Stał się bardziej uśmiechnięty, żywiołowy, z mnóstwem pomysłów na spędzenie wolnego czasu, zupełnie inaczej niż w domu, gdzie wiecznie wszystko było na nie i wiało nudą z każdego kąta…
    Za jej namową zaczęłam zdrowiej gotować!
    Przywiozłam warzywa z jej ogródka i co najważniejsze zaprosilam Franka do kuchni. Wiesz dwulatkowi noża nie dam do ręki, ale zawsze coś mieszał, przesypywał, bawił się jedzeniem. Od tego momentu je wszystko, podjada w czasie przygotowywania obiadu i widzę że polubił wiele produktów których mu wcześniej nie dawałam lub rzadko dawałam np. ogórka zielonego!
    Wspólny czas w kuchni, podpatrywanie co ja jem i gotowanie poprzez zabawę, zaowocowało tym, iż Franek je dużo więcej witamin i “dobrych” produktów. Nie muszę go namawiać, bierze to co lubi sam.
    Domowej babci też wyszło to na dobre :) przekonała się do zup kremów i teraz ona na mnie codziennie żeruje ;) A ja świetnie się odnalazłam w kuchni!!!
    bozenka868@op.pl

  • Joanna Szwant

    Sama nigdy nie miałam bzika na punkcie zdrowego jedzenia, chociaż zwracam uwagę na to co kupuję i jem. Staram się do wszystkiego podchodzić zdroworozsądkowo dlatego nie będę pisać, że mój syn nie zna smaku nutelli, żelków czy innych smakołyków tak pożądanych przez dzieciaki jak i dorosłych.
    A jednak, to że ktoś zna smak łakoci, nie znaczy że tylko nimi się objada.
    Przede wszystkim dziecku od maleńkości należy podawać zdrowe rzeczy, np. mój syn od zawsze dostawał szpinak – duża tu zasługa pediatry, który kazał go podawać, przez zbyt małą ilość żelaza. Ponieważ zna ten sam „od zawsze” to jedno z jego ulubionych warzyw. Przecież jeśli dzieciak będzie jadł przez kilka lat życia chipsy, i nagle będziemy mu je chcieli zamienić na szpinak i brokuły to wiadomo, że ogłosi bunt. My dorośli, postąpilibyśmy dokładnie tak samo.
    W naszym domu pije się wodę. Dużo wody. Ja nie piję praktycznie nic poza wodą, i sporadycznie herbatą. Dlatego nie powinno dziwić, że moje dziecko też pije wodę. Przecież podpatrujemy rodziców we wszystkim Rok temu (a ma prawie 10 lat), na urodzinach kolegi spróbował swojej pierwszej coca-coli, i podobno dzieciaki go wyśmiały, że wcześniej jej nie pił. No, ale coś za coś. Obydwoje mamy zdrowe i zadbane zęby, co często słyszę z ust obcych ludzi, więc może to zasługa braku w diecie napojów gazowanych? ;)
    Takich rzeczy mogłabym wymienić sporo, podkreślę jednak, że najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Nie chodzi o to by jeść „gluten free”, „laktoza free”, „friendly vege” itd., jeśli nie musimy. Ważne jest zachować umiar i czerpać radość ze wspólnych posiłków, nawet jeśli czasem jest to pizza na obiad, a lody na kolacje ;)
    gatta2@wp.pl