Jak oszczędzać i nie zwariować?

1 lutego 2016

Kojarzycie ten schemat odkładania każdej „złotówki” do koperty? Kojarzycie tę radość z pęczniejącej kupki pieniędzy? No pewnie, że tak! A kojarzycie zderzenie z ziemią i nagły wypadek, chorobę czy inne niespodziewane rachunki, które opróżniają kopertę do dna? No jasne!

Jak oszczędzać? To pytanie zadaje sobie każdy z nas. Schemat, o którym napisałam powyżej – znamy to dooooskonale. Choroba naszych czasów zwana „ciągle coś”. Odłożyliśmy stówkę – zachorowało nam dziecko, a inhalator się popsuł. Odłożyliśmy dwie stówki – poszła nam opona w aucie. Odłożyliśmy tysiaka – siadło nam całe auto i tysiak nawet nie starcza! Trzeba pożyczyć. I zamiast kupki pieniędzy…mamy dług. U babci, kolegi lub nie daj Boże zaciągamy chwilówkę. W najgorszym wypadku u wszystkich źródeł. Ja znam to wszystko doskonale. Zawsze, ale to ZAWSZE kiedy moją duszę ogarnia cudowna euforia związana z nagłym przypływem gotówki – los okrutnie ściąga mnie na ziemię. Np. naprawą auta za 3 tysiące. A po 2 tygodniach jeszcze za półtora. A co tam! Jak szaleć to szaleć.

Bogu jednak jestem wdzięczna, że prawie zawsze na te nagłe wypadki dzięki mojej umiejętności oszczędzania – jakaś gotówka jest. Co prawda nazwa koperty, w której owa gotówka się znajduje powinna zamiast „oszczędności” nazywać się „na czarną godzinę”. Bo oszczędności to powinny tam być i rosnąć. A one ciut rosną…i znikają. No ale nieważne.

Gdybyście zapytali moją rodzinę o jakąś moją cechę, którą wyróżniam się od najmłodszych lat, zapewne odpowiedzieliby zgodnie „oszczędna!”. Oj tak. Kiedy wszystkie dzieci traciły na wycieczkach pieniądze na pamiątki, ja wiedziałam jak oszczędzać – kupowałam jedną widokówkę, a resztę pieniędzy przywoziłam do domu i wrzucałam do skarbonki. Kiedy siostra traciła u babci pieniądze na lody, soczki i inne bzdety – ja zadowalałam się babcinym kompotem i ciastkiem, a wszystkie pieniądze, które rodzice mi dali – zabierałam z powrotem do domu. No i kiedy wszystkie dzieciaki traciły swoje kieszonkowe, od razu po jego dostaniu – ja odkładałam każdą złotówkę, aż do uzbierania pokaźnej sumy, za którą mogłam kupić komputer, rower czy inne „większe rzeczy”.

No i tak mi zostało… I mimo, że na pieniądzach nie śpię, to i tak staram się odkładać coś każdego miesiąca. Nieważne czy będzie to 10 zł czy 100 zł. Lepiej odmówić sobie czekolady, ale mieć świadomość, że odłożyło się nawet kilka złotych, których niebawem może nam przecież zabraknąć. Jak oszczędzać? Cóż…powiem Wam jak to jest u mnie.

1) Kupuj tylko to co niezbędne – wiem. Brzmi banalnie. Jednak skoro to takie banalne, to czemu wciąż większość społeczeństwa ma z tym problem, a potem płacze, że nie starcza na rachunek? Zróbcie prosty eksperyment. Zapisujcie każdą rzecz, którą kupujecie, a po miesiącu, podkreślcie wszystko, bez czego spokojnie mogliście się obejść i zsumujcie – i co? Wyszło 50 zł? 50 zł to dużo! Serio. No ale tu czekoladka, tam pierdołka dla dziecka, tu browar dla męża… Kto się czasem nie skusi, co?

2) Szukaj tańszych odpowiedników – niektórzy nadal nie zdają sobie sprawy, że w większości przypadków po prostu przepłacamy. Płacimy za markę, nie zdając sobie sprawy, że produkt obok o 2 zł tańszy, jest takiej samej jakości, a czasem nawet lepszy. Drogie nie oznacza lepsze. Wystarczy spojrzeć na drogie sieciówki odzieżowe, w których swetry nie nadają się do noszenia po jednym praniu!

3) Rozpisuj wydatki – dostajesz wypłatę i co robisz? Zostawiasz na karcie, opłacasz mieszkanie, robisz zakupy, znów płacisz za coś kartą, nie panujesz nad wydatkami. BŁĄD! Wypłać całą gotówkę, rozpisz wydatki, przemyśl ile jesteś w stanie odłożyć. Przykład. Zarabiasz 2500 zł. Rozpisujesz:

  • mieszkanie – 1300 zł
  • życie – 600 zł ( biorę na swoim przykładzie – 150 zł tygodniowo w auchanie to mega wypasione zakupy ;) )
  • paliwo – 200 zł
  • reszta – 400 zł

Załóż, że ta reszta ma być twoimi oszczędnościami. Jeśli wypadną Ci niespodziewane wydatki – trudno. Dobrze, że kasa była! Jeśli nie – super! Zaoszczędziłeś. Chodzi po prostu oto, byś rozpisując plan i widząc, że zostaje 400 zł, nie poddawał się emocjom i nie powiedział „Ooo to sobie coś kupię”. Jeśli za każdym razem, będziesz wydawać pozostałe pieniądze, tylko dlatego, że są, a nie dlatego, że musisz je wydać – nie zaoszczędzisz. Znam od groma osób, które jak tylko dostają wypłatę, czy prezent urodzinowy, czują się jak bogowie – przez jeden dzień. A potem znów biedują do końca miesiąca, plując sobie w brodę za te wszystkie niepotrzebne, zakupione pierdołki.

4) Ustal priorytety – zadaj sobie podstawowe pytanie – po co chcesz oszczędzać i na co? W moim przypadku jest to …mieszkanie. Pojechałam po bandzie co? Ale słuchajcie…zawsze kiedy stoję w markecie i myślę sobie „Och może kupię to czy tamto” – myślę sobie „Kurde, przecież nie jest mi to niezbędne. Przeżyję i bez tego.” Może to się wydawać przesadą, ale w przypadku, kiedy zbieramy na coś tak drogiego – to każde wydane bezmyślnie 10 zł  – oddala nas od upragnionego celu. Ustal priorytet i dąż do niego. Olej wszystko co może Ci przeszkodzić w jego osiągnięciu.

5) Szukaj sposobów – jakich? To proste. Banki w dzisiejszych czasach oferują na prawdę wiele fajnych opcji: lokaty, konta, dzięki którym możemy jeszcze więcej zaoszczędzić. Pamiętaj też, że w dzisiejszych czasach, kiedy nasze emerytury są sprawą wątpliwą – warto o oszczędności „na starość” ( o ile dorobiliście się już mieszkania :P ) zadbać już teraz.  Szukaj sposobów – kombinuj, gdzie warto ulokować pieniądze, co może przynieść Ci korzyści. Póki co dla mnie to czarna magia, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że pora zacząć o tym myśleć. Ciekawą sprawą, o której warto przy tym punkcie wspomnieć jest IKE i IKZE. Są to meeega rozsądne sposoby na emeryturę. Obydwa rodzaje tych kont mają nas zachęcić do odkładania pieniędzy na naszą emeryturę. No dobra. Ale jakie korzyści, zapytacie pewnie. Najlepszą jest chyba to, że posiadając pieniądze na koncie IKE nie musimy płacić podatku, wypłacając je w odpowiednim wieku. Z kolei w przypadku konta IKZE – korzyścią są ulgi podatkowe, występujące w roku podatkowym, w którym dokonujemy wpłaty. Środki na tych kontach, śmiało mogą być dziedziczone. Czy to bezpośrednio czy w trybie postępowania spadkowego. Mogłabym tak naprawdę rozpisywać się tutaj całą wieczność, ale udostępnię Wam fajny artykuł od NN Investment Partners, który w prosty sposób objaśni Wam różnice między IKE, a IKZE. W ogóle cała sekcja Finanse po godzinach na stronie NNtfi zapowiada się bardzo ciekawie. Trudne zagadnienia finansowe opisane są w sposób zrozumiały nawet dla całkowitych laików. Warto poczytać.

6) Unikaj rat – wiem, czasem jest to nieuniknione. Ale znam wiele osób, które pokuszą się na nowy telewizor, telefon, lepsze auto – i nagle okazuje się, że wypłata starcza ledwo na raty… Jeśli nie stać mnie na wakacje – nie jadę. Jeśli nie stać mnie na lepsze auto – jeżdżę starym. Czasem chcemy poczuć się lepiej, więc kupujemy sobie coś co poprawia nasz nastrój – oczywiście na raty. Należy pamiętać jednak, że z czasem raty zaczynają nam uprzykrzać życie, przez co z nienawiścią patrzymy na te wszystkie przedmioty, na które pokusiliśmy się w chwili zapomnienia.

Temat finansów jest zawsze drażliwy, ale jedno jest pewne. Na oszczędzanie mogą sobie pozwolić tylko Ci… którzy mają z czego oszczędzać. Niestety w dzisiejszych czasach wciąż jest wiele rodzin, którym ledwo starcza na podstawowe potrzeby, a gdzie tu mówić o oszczędnościach. Pamiętajmy jednak, że czasem brak możliwości oszczędzania jest tylko i wyłącznie wynikiem naszej … głupoty. Naszych ciągłych pokus, zadłużania się na niepotrzebne rzeczy, kupowania bez namysłu. Wiem, bo sama tak robiłam. Tutaj lody latem, tutaj chipsy, aż nagle pewnego dnia zobaczyłam 0 zł na koncie…a skończyły się pampersy, wypadła mi przeprowadzka i rachunek za telefon. Co jest nam potrzebne przy oszczędzaniu? Przede wszystkim…zdrowy rozsądek. No i solidna skarbonka oczywiście ;) A jak oszczędzać i nie zwariować? Przede wszystkim oszczędzać ze świadomością, że to wszystko robimy w imię marzeń. Nawet jeśli teraz musimy się czegoś wyrzec… zaprocentuje to w przyszłości. Jestem tego pewna!