Moja droga do bycia szczęśliwym człowiekiem

21 czerwca 2017

Szczęście. W obecnych czasach, błędnie zakłada się, że szczęśliwy człowiek to ten co wiedzie bezproblemowe życie. HA HA HA – jakie życie? Bezproblemowe? To takie życia istnieją?! Szczęście to stan umysłu. Jestem przykładem człowieka, który wiedzie nie piękne życie bez problemów, a piękne życie pomimo problemów.

Bo tryskać energią i być szczęśliwym, kiedy wszystko idzie po naszej myśli – to każdy potrafi. Nieco trudniej odnaleźć szczęście wtedy, kiedy nie widać go na pierwszy rzut oka. Ale ono jest, zapewniam Was. Tylko czai się w tym, do czego przywykliśmy, co uznaliśmy za codzienność.

Nie zawsze byłam taka jak teraz. Ba. Chyba nigdy taka nie byłam. Dorastałam w domu, w którym dopiero teraz widzę, ile było zachowań, które wymagały poprawy. Takich niepozornych, ale jednak. Jak w każdym domu zresztą. Wszędzie ( nie chodzi tylko o rodzinę) dotykało i wsiąkało we mnie przeświadczenie, że wie się najlepiej, że inni nie mają racji. Krytykowanie innych, postrzeganie większości rzeczy w ciemnych kolorach. To całe miasto takie było. Smutne, zacofane i sprzyjające depresji. Tak naprawdę, by stać się szczęśliwym, wolnym i dobrym człowiekiem, musiało się zadziać wiele rzeczy…

MACIERZYŃSTWO

 

 

To od niego wszystko się zaczęło. Stanie się mamą, odpowiedzialną za los małej istoty – to zaczęło mnie zmieniać. Świat nagle nabrał kolorów i pokazał mi co to znaczy prawdziwe szczęście. Kiedy w życiu kobiety pojawia się dziecko, jej świat wypełnia się miłością. I mój się wypełnił. Byłam szczęśliwa, że ją mam, ale na innych płaszczyznach nie do końca było kolorowo… wciąż czegoś szukałam, błądziłam. Wciąż w moim sercu była jakaś pusta dziura, której nie mogłam niczym zapełnić. Ale macierzyństwo zawsze było i jest dla mnie najlepszym co mnie w życiu spotkało. Dowód bezinteresownej i bezgranicznej miłości. Macierzyństwo nadało memu życiu sens. Bo każdego dnia budzę się i mam dla kogo żyć, nawet jeśli wszystko inne się wali, to mam to co najważniejsze – miłość.

 

ZROZUMIENIE

Najważniejszym punktem w jakiejkolwiek zmianie na lepsze i w osiągnięciu pełni szczęścia jest zrozumienie. Zrozumienie tego, co się robi źle. U mnie było to zrozumienie, że mój tok myślenia, moje kontakty z ludźmi, moja cała osoba – ma w sobie zbyt wiele zła i negatywnej energii. Że zbyt dużo krytykuję, że źle myślę, że otaczam się toksycznymi ludźmi, że ciągle narzekam, że nie idę do przodu. Nie wiem, w którym momencie życia to zrozumiałam. To było chyba w najgorszym momencie mojego życia, jeśli chodzi o okres po narodzinach Poli. Właściwie to nic mi nie szło. Blog, związek, znajomości, relacje z rodziną. Wszystko było nie tak jak być powinno. Świat dał mi wtedy do zrozumienia, że miasto, w którym żyję – to nie jest miejsce dla mnie. Że mam tutaj zablokowany przepływ energii, że moje skrzydła nie mogą się tutaj rozwinąć… dlatego kolejnym punktem była…

 

PRZEPROWADZKA 

Zaraz po decyzji o dziecku i założeniu bloga (o którym za chwilę) – najlepsza decyzja w moim życiu. Mój świat zmienił się o 180 stopni. Odżyłam. Odżyłam i poczułam się wolna. Nikt mnie tutaj nie oceniał, nikt nie rzucał zawistnymi spojrzeniami, nikt nie patrzył się dziwnie na ubiór. Nikt nie gadał mi jakiś farmazonów rodem z średniowiecza. Znalazłam się w wielkim mieście, w którym ludzie pieprzą schematy, nie oceniają, robią swoje, rozwijają się. To tutaj odżyłam. Narodziłam się na nowo. Wielkie miasto, wielkich możliwości. Tak naprawdę to tutaj wszystko się zaczęło…

 

PASJA, KTÓRA STAŁA SIĘ PRACĄ

To właśnie spontaniczna decyzja o założeniu bloga ( w czasie ciąży) jest wg mnie decyzją, która przybrała najbardziej niespodziewany kierunek. Pisanie do kilku ludzi z potrzeby wywalenia: co mi w duszy gra, stało się pracą na pełen etat. „Biznesem”, w który każdego dnia wkładam całe swoje serce, czas i zaangażowanie. Pasją, która mnie napędza i uszczęśliwia. Nie zawsze tak było. Na co to mam teraz, pracowałam cztery lata. Kiedy skończyło się moje macierzyńskie, musiałam zadać sobie pytanie: iść na etat, czy rozwinąć to co zaczęłam? Było mi szkoda pójść do pracy. Widziałam w tym potencjał. Wiedziałam, że mogę wycisnąć z tego więcej tylko wtedy, jeśli poświęcę się temu w całości. Nie miałam wielu zleceń jak każdy na początku – ale zawsze cieszyłam się z każdej złotówki jak głupia, no bo… zarobiłam ją poprzez swoją pasję! Ktoś zapłacił mi za pracę, którą wykonałam z przyjemnością! Niektórzy myślą, że efekt mojej pracy, jest czymś co spadło mi z nieba. Mało kto rozumie, że w najbardziej kryzysowych sytuacjach – ja tego nie rzuciłam. Zarywając noce, będąc z dzieckiem 24 na dobę, codziennie pracowałam i wierzyłam, że osiągnę sukces. Osiągnęłam. I jestem z siebie cholernie dumna, choć czasem wciąż w to wszystko nie dowierzam. Blog przybrał na sile w momencie, w którym zmieniłam miejsce zamieszkania. To w Warszawie narodziłam się na nowo i zyskałam niesamowitą motywację do tego, by zacząć konkretnie zarabiać na tym co lubię, by kupić tutaj mieszkanie. Życie w wielkim mieście, co chwilę dawało mi tematy, które przyciągały coraz to więcej czytelniczek. Zaczęłam się zmieniać… na lepsze. A to jest wciąż tematem TOP, o którym chcecie godzinami słuchać na instastory, o którym chcecie żebym pisała. Jest to zresztą temat, który ja sama kocham.

PRZEDSZKOLE

 

 

W ubiegłym roku musiałam podjąć decyzję : posłać Polę do prywatnego przedszkola, co wiąże się z kasą – czy zostawić ją w domu, ale będzie to miało duży wpływ na jakość mojej pracy, której miałam coraz więcej. Wybrałam przedszkole… wierzyłam ogromnie, że będzie to inwestycja, która mi się wróci. We wrześniu mój blog stał się pracą na cały etat. Od tamtej pory, nieprzerwanie pracuję KAŻDEGO dnia, po ok. 8 godzin, a często i po godzinach. Pola uwielbia swoje przedszkole, ja uwielbiam swoją pracę. Obie jesteśmy szczęśliwe i obu nam wyszło to na dobre…

 PRZEMIANA

Nazywałam siebie niepoprawną optymistką. I taka byłam od kiedy urodziłam Polę. Ale nie do końca mogę o sobie powiedzieć, że byłam dobrym i w pełni szczęśliwym człowiekiem. Kto śledził fanpage czy bloga jeszcze 2,5 roku temu albo więcej –  na pewno widzi kolosalną różnicę – w moich tekstach było wiele jadu i złości. Wydawało mi się, że wiem wszystko najlepiej na świecie. Wdawałam się w dyskusje, czasem nawet chamsko odpowiadałam. Nie wiem czy wynikało to z braku dojrzałości czy z jakiegoś buntu. Nie wiem. Wiem, że z czasem zaczęłam dostrzegać, jak bardzo złymi zachowaniami jest krytyka, poczucie wyższości, ocenianie innych. Zrozumiałam jak wiele złego dzieje się w moim życiu przez skrywaną w głębi duszy zawiść, zazdrość, żal, nienawiść. Kierowałam się jak mogłam zasadami, które znałam z książki „Sekret”, ale dopiero po przeczytaniu książki A. Maciąg pt.: „Pełnia życia” – przewartościowałam totalnie wszystko i dostrzegłam w sobie wady, których postanowiłam się pozbyć. Więcej o tym momencie w moim życiu napisałam tutaj.

 

USUNIĘCIE PRYWATNEGO FACEBOOK’A

Wierzcie mi lub nie – wall na facebooku wypełniony zdjęciami i postami ludźmi, których nawet nie koniecznie lubimy ; sto tysięcy newsów o tragediach jakie dzieją się na świecie, a na dokładkę dyskusje zwłaszcza wśród mamusiek, nawet pod czymś co na pozór dyskusji nie powinno wywołać – karmienie się tym, to najgorsza rzecz jaką fundują sobie ludzie. To przyczyna wielu depresji, złego samopoczucia – a to już ciągnie za sobą cały szereg negatywnych zdarzeń. Nawet jeśli już nie śledziłam tablicy na FB tak często jak kiedyś – to i tak zawsze coś rzucało mi się w oczy. I jeszcze ten messenger i facebook w telefonie – człowiek z nudów w kolejce czy w pociągu, zawsze w końcu dał się skusić i sobie coś tam przewinął. I ZAWSZE tego potem żałowałam. W momencie, w którym usunęłam facebook – stałam się jakaś taka… wolna. Nagle świat stał się lepszy i piękniejszy. Przez wiele lat mówiłam, że nie mogę usunąć, bo kontakt z ludźmi, bo to, bo sramto. Okazało się, że jak się chce to można utrzymywać kontakt przez telefon. Usunięcie facebooka zweryfikowało z kim tak naprawdę chcę utrzymywać kontakt i na odwrót – kto chce go utrzymywać ze mną. Co prawda, by móc mieć fanpage, musiałam i tak założyć konto na FB, ale… funkcjonuję pod nieco innym nazwiskiem, nie ma tam dosłownie NICZEGO. Kiedy ostatnio koleżanka dała mi swój telefon i poprosiła o poszukanie czegoś na jej wallu na FB – byłam przerażona. Tak duża dawka bezwartościowych informacji – jedna za drugą. I ludzie tracą na to czas i energię…

 

ZAKOŃCZENIE TOKSYCZNYCH RELACJI

To punkt obowiązkowy, który każdy musi przejść jeśli chce być człowiekiem szczęśliwym i wolnym. Zerwałam kontakt z wszystkimi, którzy choć w małym stopniu powodowali chaos w mojej duszy. Zerwałam kontakt z każdym z kim nie chciałam go mieć i z każdym kto nie wiele w tej relacji dawał, ale bardzo dużo chciał brać. Dla mnie nie ma w tej kwestii sentymentów. Kieruję się w życiu zdrowym egoizmem i odcinam się od toksycznych ludzi, nawet jeśli jest to moja rodzina. Nie robiłam tego w sposób drastyczny, nie wylewałam żali – pozwoliłam relacji naturalnie „wymrzeć”. O tym właśnie procesie pisałam dość obszernie tutaj.

UMOCNIENIE WIARY

Zaczęło się od książki „Moc Pozytywnego Myślenia”. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez wiary i modlitw. Doświadczam obecności Boga każdego dnia. To co dzieje się w moim życiu to nic innego jak efekt mojej wiary, dzięki której spływa na mnie siła, energia, motywacja, niezliczona ilość pomysłów. Nie wiem jak mogłam żyć bez niej. I nie dziwię się, że żyjąc w taki sposób, moje życie było pasmem rozczarowań. Wiara okazała się być receptą na wszystko. Gdyby ktoś zapytał mnie teraz: jak mam zmienić swoje życie Alicja? Odpowiedziałabym: zacznij czytać Pismo Święte. Zacznij się modlić. Nie chodzi mi tutaj o odklepywanie modlitw ot tak, byle powiedzieć, a o prawdziwą modlitwę płynącą prosto z serca. Ten punkt, o którym teraz czytacie: umocnienie wiary – jest dla mnie obecnie najistotniejszym punktem w byciu szczęśliwą.

 

KONTROLA NAD PROBLEMAMI

 

 

Przestałam traktować problemy jak najgorsze zło. Z każdej złej sytuacji, staram się wyciągać wnioski i mieć nauczkę. Zamiast gniewać się na los, na świat – analizuję, co doprowadziło do takiej sytuacji, jak się z niej wydostać i jak zapobiec takim sytuacjom w przyszłości. Nie wszystko da się przewidzieć, ale można nauczyć się problemy pokonywać, nim one pokonają nas. Są dwa typy problemów:

  1. Takie, na które nie mamy wpływu
  2. Takie, z którymi możemy coś zrobić.

Problemy z grupy pierwszej należy nauczyć się akceptować. Emocje będą towarzyszyć nam zawsze, bo to świadczy o tym, że jesteśmy ludźmi. Ale jeśli nie mamy na coś wpływu – należy odchorować swoje, a potem nauczyć się żyć w miarę normalnie. Nie możemy dopuścić do tego, by coś na co nie mamy wpływu, przejęło kontrolę nad naszym życiem. To nie ma żadnego sensu i musimy to zrozumieć. I tak – doskonale wiem, jak prosto się to pisze, a jak ciężko o to w praktyce – ależ owszem, jest cholernie ciężko. Przyznaję Ci rację. Ale gdyby było to proste, nie byłoby tego tematu, prawda? Możesz mi mówić – nie wiesz nic o ciężkiej chorobie, wtedy to zupełnie inna bajka – owszem, nie wiem. Ale znam masę ludzi, którzy wiedzą – i wierz mi, że optymizmem i wolą walki zawstydziliby nie jednego, który jest zdrów jak ryba.

Problemy z grupy drugiej – jeśli na coś mamy wpływ, musimy również odchorować swoje, a potem… wziąć się w garść i zrobić wszystko, by problem rozwiązać. Wierzcie mi, przeżyłam już wiele wręcz skrajnych i patologicznych sytuacji. I żałuję, że tej mądrości, którą mam teraz, nikt mi nie przekazał, kiedy byłam w liceum. Tamta sytuacja była do rozwiązania, ale ja żyłam z zakorzenionym poglądem, że … musimy akceptować gówniane sytuacje i nic z nimi nie robić, bo zaczną śmierdzieć jeszcze bardziej. Cóż – niektóre rzeczy należy rozgrzebać, by się z nich… wygrzebać. Obecnie nie tracę czasu na użalanie się nad sobą i rozpaczanie. Jeśli napotyka mnie problem, który jest do rozwiązania – natychmiast działam.

To nie jest łatwe i nie umiałam tego od razu. Ale praca nad sobą popłaca. Dziś to co dla niektórych nierealne, mi wychodzi z … palcem w tyłku ;) Ale przede wszystkim trzeba CHCIEĆ. Nie zmieni swojego życia i podejścia ten, kto wiecznie ma jakieś ALE.

 

NIE ZAWSZE BĘDZIE PIĘKNIE…

 

Kolejny ważny punkt w mojej drodze do bycia szczęśliwym, wolnym człowiekiem. Zrozumienie, że… nie zawsze będzie idealnie, nie zawsze będzie pięknie i po naszej myśli. Problemy będą ZAWSZE. My oczywiście mamy na nie duży wpływ i możemy wielu z nim zapobiegać – ale prędzej czy później los wystawi nas na próbę – żeby nas sprawdzić, a przede wszystkim żeby uświadomić, że musimy doceniać wszystko to co nam się przydarza i nie możemy się w tym pięknym życiu za bardzo rozzuchwalić. Wszystko dzieje się po coś i ilekroć coś nie idzie teraz po mojej myśli – wiem, że ma to swój sens, który kiedyś zrozumiem. Jeśli za każdym razem będziecie się poddawać, bo nagle coś się spieprzyło – to będzie się Wam pieprzyć ciągle. Zapewniam Was.

 

CODZIENNE RYTUAŁY

 

Książki książkami, ale to od nas zależy co z wiedzą w nich zawartą zrobimy. Czytając „Moc Pozytywnego Myślenia”, nie wdrażałam wszystkiego od razu. Czytałam, przyswajałam i czekałam… aż poczuję, że chcę to zrobić. Każdego dnia mam swoje rytuały. Nie zmuszam się do nich, weszły mi one w krew. Pozwalają mi one trwać w moim szczęściu i optymizmie.

  • dzień rozpoczynam od podziękowania Bogu za wszystko co mam. Za oddech, za rodzinę, przy której się budzę. Za ciepłe, wygodne łóżko. Za pracę, która daje mi wynagrodzenie pozwalające nam godnie żyć. Za pracę F. Za nasze zdrowie. Za pomysły w mojej głowie, które spływają na mnie każdego dnia. Za siłę i chęci do ciągłego rozwoju. Za wszystko…
  • powtarzam głośno: wierzę, wierzę i wierzę… i czekam… aż po wypowiedzeniu tych słów, spłynie na mnie jakaś siła nie z tej ziemi.
  • przed każdym wyzwaniem: nieważne czy jest to spotkanie służbowe, czy ważny telefon, czy trening na siłowni czy napisanie artykułu – mówię: wszystko mogę w Chrystusie, który mnie umacnia – lub: jeśli Bóg ze mną, któż przeciw mnie. Początkowo mówiłam to ot tak sobie. Obecnie mówię to całą sobą i ZAWSZE czuję przypływ energii i obecność Boga.
  • zawsze kiedy mijam kościół, np. w drodze do przedszkola, lub z przedszkola – wchodzę i modlę się.
  • w ciągu dnia dość często wizualizuję swoją przyszłość: wyobrażam sobie swoje życie tak jak chciałabym, żeby wyglądało. Bo umówmy się – wciąż mam jakieś plany, wciąż chcę iść naprzód. Nie chcę stać w miejscu, a co za tym idzie, nie chcę by moje życie wyglądało zawsze tak jak teraz – chcę je doskonalić! I wcale nie chodzi mi tutaj o dobra materialne.
  • nie pozwalam sobie na chaos – nieważne jak wielka ciąży na mnie presja, jak wiele telefonów na raz, jak mnóstwo pracy – nie pozwalam wytrącić siebie samej z równowagi. Stosuję praktykę oddechową, znaną nam od lat: wdech, wydech. Kiedy coś mnie przerasta, muszę przystanąć, uspokoić się i zrozumieć, że nerwy i pośpiech nic nie dadzą, a tylko pogorszą sytuację. Zapanowanie nad sobą w mocno stresujących sytuacjach, jest cholernie ciężkie, ale idzie to wyćwiczyć, naprawdę!

 

Mogłabym o tym pisać i pisać. Nie da się przekazać recepty na szczęśliwe życie w kilku zdaniach i nie bez powodu w tym temacie powstaje tak wiele książek. Do prawdziwego szczęścia musimy przede wszystkim dojrzeć. Dopiero człowiek, który jest pewien, że chce żyć, przeżywać i chłonąć – dopiero człowiek, który jest świadom, że jego życie nie do końca wygląda tak jak powinno – dopiero taki człowiek jest gotowy do zmian. Nie zmienisz swojego życia w jeden dzień. Ale im dłużej zwlekasz, tym więcej tych dni tracisz. Po co zaczynać za miesiąc, za tydzień, jutro? Zacznij od teraz. Przeanalizuj swoje życie, dostrzeż w nim błędy, dostrzeż błędy w sobie. Eliminuj to co złe bez oglądania się w tył. Bądź egoistką, walcz o swoje szczęście. Bo dopiero wtedy kiedy TY będziesz szczęśliwa – dopiero będziesz w stanie tym szczęściem obdarować innych…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Ewelina Matusiak

    Dziękuję. Tym wpisem odpowiedziałaś mi na wiele moich pytań, które wysyłałam Ci na IG – dziękuję !!! Sama sobie chyba sprawy nie zdawałam, ile pracy trzeba włożyć w to lepsze życie i ile decyzji podjąć. Wciąż narzekałam, że staram się i marne efekty – a okazało się, że w małym stopniu nie poczyniłam tylu zmian co Ty… Jejku, jak ja Ci dziękuję. Otworzyłaś mi oczy… !!!

    • Czasem wolę zrobić jakiś bardziej obszerny wpis, niż odpisywać na IG na szybko :* Trzymam za Ciebie kciuki Ewelina!

  • Maria W.

    Jestem w szoku ! :) Podjęłaś wiele ryzykownych wręcz bym powiedziała decyzji, ale jednak jesteś idealnym przykładem na to, że wiara i determinacja są gwarancją sukcesu. Ja osobiście, dzięki Twoim tekstom głównie, pomału zaczynam myśleć „samodzielnie”, a nie tak poprzez schematy. Uczę się też wiary w siebie i mam nadzieję, że nareszcie uda mi się wyjść ze strefy komfortu, o której często mówisz i podjąć jakąś decyzję ku lepszemu życiu. Trzymaj za mnie mocno kciuki <3

    • Bardzo Ci dziękuję. Od zawsze szłam jakoś pod prąd i w sumie zawsze wychodziło mi to na dobre. Życzę powodzenia w wychodzeniu ze strefy komfortu ! :* 3mam kciuki!

  • Ewka

    Alka… brawo za świetny i inspirujacy tekst !!!!!

  • Ola

    Zawiało jakimś nawiedzeniem

  • Czytelniczka

    Wiara to lekarstwo na wszystko, coś o tym wiem. A dodam, że byłam niepraktykująca, nie chodziłam do kościoła i zapomniałam już nawet co to modlitwa. Również pomogła mi książka, o której tyle mówisz, czyli Moc Pozytywnego Myślenia. Teraz moje życie wygląda zupełnie inaczej…

    • Ojjj wierzę, wierzę, że wygląda inaczej! Sama tego doświadczyłam – cuda się dzieją prawda? :)

  • Aleksandra T

    Polecam jeszcze do tego wszystkiego lekturę książki „Zatrzymać dzień” :)
    Bardzo motywująca książka z wieloma cennymi wskazówkami.
    Warta uwagi ;)

    • Bardzo dziękuję, na pewno będę mieć to na uwadze i zerknę sobie w internecie co to za książka! :)

  • kamcix

    a czytalas ksiazke „potęga teraźniejszości” ? Ona rowniez nauczyla mnie wielu rzeczy, ktore pozwolily mi inaczej spojrzec na swiat. polecam ci goraco. widze po tobie ze odwalilas kawal dobrej roboty, super

    • Bliska mi kiedyś osoba dawała mi nauki właśnie na podstawie tej książki – nie przeczytałam jej jeszcze. Póki co kupiłam Potęgę ale podświadomości :) Dziękuję!

  • Małgorzata Mikołajczyk

    W całej tej Twojej opowieści widzę też siebie i cieszę, że właśnie teraz natknęłam się na nią, bo czuję, że przyszedł i czas na zmiany w moim życiu, do których powoli dorastam. Podobne zdarzenia, wnioski tak krzepiące duszę. Będę wracać do Twojej historii i szukać w nich kierunkowskazu.
    Serdecznie dziękuję i

    • Cieszę się, że moja historia może być dla kogoś pewnego rodzaju drogowskazem. Życzę powodzenia w zmianach!

  • Czytam Twojego bloga (jak jeszcze nie byłaś w ciąży, pamiętam Ciebie z blogspota i stylówek, które tam wrzucałaś) już taaak długo, a nie spodziewałam się, że jesteś wierząca. Myślałam sobie – kurde, ona miałaby niby wierzyć w Boga? Loool. Na pewno nie! Kto to teraz robi, w tym świece? A tu proszę :) No i przepraszam za bezpodstawną ocenę <3

    I jeszcze pozdrawiam z Ina! :)

    • Hej! No właśnie… bo wcale jakoś praktykująca nigdy nie byłam! Wierzyłam, ale… ta wiara nie była jakoś specjalnie mocna… dopiero w zeszłym roku doznałam ogromnej przemiany. Długa droga przede mną, ale już czuję, że zrobiłam ogromny krok naprzód :) Całuję!

  • Kasia Wilk

    Alicja, a jak sobie radzisz w sytuacjach stresowych, kiedy np. coś Ci się wali na ostatnią chwilę, albo cokolwiek innego – jak opanować stres, jak zapanować nad sobą? Czy również zastosować tutaj technikę oddechową, czy to wystarczy, czy może jeszcze masz jakieś rady? Może jakiś post typowo w tym temacie? Mam z tym duży problem..

    • Dobry pomysł na wpis, postaram się coś „wyskrobać” w tym temacie. Opanowanie stresu w mocno stresowych sytuacjach jest ciężkie i najczęściej to kwestia „wyćwiczenia”, której człowiek uczy się latami. Zmieniając swoje nastawienie na bardziej optymistyczne, jesteśmy coraz silniejsi i coraz mniej sytuacji może nas wyprowadzić z równowagi. Zmiany samego siebie doprowadzają do tego, że nasza głowa w takich sytuacjach automatycznie szuka rozwiązania i nie traci czasu na stres i nerwy. Ale wiadomo – zdarza się czasem słabszy dzień i nie jesteśmy zbyt silni, by podołać. Daję sobie wtedy trochę czasu na nerwy, na narzekanie nawet na płacz – ale mam pewną granicę, w której sama sobie mówię : STOP – głęboko oddycham, uspokajam organizm i przede wszystkim myśli w głowie i sama sobie robię wykład o tym, czy jest to problem do rozwiązania czy nie – to wszystko dzieje się szybko, ale nie możemy pozwolić sobie na trwanie w stresowej sytuacji, musimy mieć nad sobą kontrolę.

  • Ola

    Niesamowita jesteś! Chciałabym mieć w sobie tyle determinacji, ale wszystko przede mną. Będę wracać do tego wpisu raz na jakiś czas, po dawkę pozytywnej energii.

    • Zapraszam! Motywuj się i inspiruj! Życzę Ci powodzenia, determinacja na pewno do Ciebie przyjdzie!

  • Jadwiga Mazur

    Cudownie się patrzy na Waszą rodzinkę. Książka jeśli kiedyś ją wydasz, powinna być pełna takich kadrów! Obiecaj mi to :)

  • Piotr Kaleta

    nie było mnie tu ostatnio ale pamietam o tobie wchodze bach! odrazu czytam kilka tekstów jesli wydasz ksiazke pisana tak jak bloga o motywacji zyciu itd obiecuje zuce sie na nia pierwsza ! sciskam

  • Kinga Kmiecik

    Jakiś czas temu zaczął mi się psuć komputer stacjonarny, wydawał dziwne dźwięki aż pewnego dnia nie chciał się uruchomi pomimo 30 restartów, napraw i innych cudów, myślę sobie – no trudno zepsuł się, wrócę z urlopu, dam koledze do naprawy, poszłam spać, kolejny dzień jak zwykle – przedszkole, praca no i powrót, tak myślę a co mi tam, odłączyłam wszystkie kable, wzięłam śrubokręt, rozkręciłam i odkurzyłam całe wnętrze, o dziwo działa :P Stwierdziłam, że mimo to we wrześniu dam do sprawdzenia, a teraz muszę podjechać do mechanika, bo coś może być z autem, jak wszystko to na raz :) Ale nie przejmuję się tym, minie ten czas :P