jadłospis

Jadłospis na cały dzień – zdrowy, tani i smaczny! – #2

19 grudnia 2017

Wiecie, że z moją wagą bywało do tej pory różnie. Miałam swoje zrywy i jeszcze szybsze klęski. Jednak rok 2017 był pod względem kulinarnym i treningowym naprawdę spoko… wrzesień i październik może nie należały do najlepszych, ale w listopadzie wróciłam na dobrą drogę.

 

Kuuurcze… tyle się teraz wszędzie trąbi o tych fit posiłkach, o treningach… że nawet człowiek, który ten cały fit światek lubi, zaczyna nim pomału rzygać. Samo słowo „fit” obrzydło już nawet mi. Może dlatego, że ostatnie miesiące pokazały mi, że jak we wszystkim, i tutaj najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Ile to ja się kiedyś nakombinowałam, żeby zdrowo, żeby nie tłusto… a tak naprawdę nie trzeba się trudzić, żeby dobrze się czuć i dobrze wyglądać. No – pomijając kwestię treningów. Kto śledzi moje blogowe posty czy InstaStories, ten doskonale wie, że czasu mam mało i nie lubię go tracić na coś takiego jak np. gotowanie. Dlatego zawsze wybieram najprostsze na świecie rzeczy, które można zrobić w kilka minut. I takimi banałami dzielę się też z Wami. Dlaczego? Dlatego, że widzę jak wiele osób, wciąż tkwi w błędnym przekonaniu, że zdrowo tzn. dłuuuugo i … drogo. A guuuzik prawda kochani! Nie musicie robić omletów z 30 rodzajów mąk i nie musicie dla jednej przekąski piec całego ciasta. Jeśli naprawdę zależy Wam na szybkich, zdrowych posiłkach, nie zrażajcie się do tego, przez godziny spędzone w kuchni. Im więcej się kombinuje, tym gorzej to wychodzi, coś o tym wiem! Najlepsze rozwiązania są… najprostsze!

Zanim pokażę Wam swój jadłospis, który królował w ostatnim miesiącu, napiszę jeszcze o kwestii treningów i posiłków. W listopadzie wróciłam do treningów. Ćwiczę skalpel Ewki Chodakowskiej, czasem pięć razy w tygodniu, czasem dwa razy w tygodniu – zależy. Z żywieniem jest różnie, ale nie zaprzątam sobie tym za bardzo głowy. Mam ustaloną granicę wagową, której nie chcę przekroczyć i mam lustro, które każe mi się zastanowić, kiedy nie widzę żadnego progresu. Obserwuję swój organizm i staram się reagować, kiedy zaczynam się źle czuć. Przede wszystkim stawiam na umiar. Jem nie za duże porcje, ale za to piję mnóstwo wody. Moją siłą napędową jest obraz mojej sylwetki o jakiej marzę i efekty… które zaczęłam dostrzegać już po dwóch tygodniach! Szczególnym momentem był dla mnie weekend w hotelu, gdzie F. na 43 piętrze z basenem, zrobił mi kilka zdjęć w stroju kąpielowym… Byłam w szoku, jak przez 3 tygodnie zarysowały mi się plecy, brzuch i jak ładne zrobiły się moje nogi. Obszar tyłka to wciąż zbyt duży obszar, by wypracować go w miesiąc. Zawsze będę mieć tyłek ala J.Lo i z racji jego wielkości, trochę mi zejdzie, żeby go delikatnie podnieść i ujędrnić. Ale i tak go kocham i uważam, że można się z takim tyłem czuć naprawdę wyjątkowo. Co więc takiego Mamalka jadła, że tak sobie ciałko ulepszyła? A no nic takiego… ale najważniejsze, że smakuje… i działa!

 

ŚNIADANIE

 

Naleśniki z mąki ryżowej ( przepis na 5 naleśników)

 

 

–  100 gramów mąki ryżowej

– 2 jajka

– 250 ml mleka ( ryżowe lub krowie, ja używam krowie)

– twarożek naturalny grani

– mały banan

 

Mąkę przesiewamy i dodajemy szczyptę soli. Obecnie używam mąki ryżowej beglutenowej z firmy Balviten – dorwałam w auchan. Wcześniej używałam nieco innej, również ryżowej i naleśniki były zupełnie inne, nie były tak miękkie jak teraz. Teraz są zdecydowanie lepsze i zbliżone smakiem oraz konsystencją do naleśników z mąki pszennej. Do przesianej mąki dodajemy jajka i mleko i mieszamy ( ja miksuję). Patelnię rozgrzewamy, możecie smażyć na kapce normalnego oleju, lub dodać kroplę do masy na naleśniki. Z podanych proporcji wychodzi pięć naleśników. Ja na śniadanie zawsze robię sobie dwa, ale z wkładem z twarożku i banana, szczerze mówiąc, jeden zapycha mnie totalnie i zazwyczaj drugi wcina Pola. Masa do naleśników to nic innego jak zwykły, naturalny twarożek grani, zmieszany z pociętym w kawałeczki bananem. Banan robi tutaj całą robotę jeśli chodzi o cukier, nie potrzeba ani dosładzać cukrem twarożku, ani naleśników. Można delikatnie posypać wiórkami kokosowymi. Niebo w gębie !!!

 

II ŚNIADANIE

 

Shake białkowy FIT COCO lub FIT VANILA 

– 250 ml mleka

– 4 miarki białka

 

 

Takim koktajlem, zastępują sobie jeden, czasem dwa posiłki dziennie. Shake tego typu zastępuje nam pełnowartościowy posiłek. Nie jestem po tym głodna przez jakieś 2 do 2,5 godzin. Smak i zapach są obłędne. Osobiście nie traktuję tego napoju jako jakiegoś przymusu, a wręcz przeciwnie – nie mogę się zawsze doczekać momentu, w którym mogę go wypić. Uważam jednak, że jak ze wszystkim jest to kwestia smaku. Nie gwarantuję, że posmakuje to każdemu, ale póki co wszystkie moje czytelniczki i znajomi, którzy skusili się na zakup któregoś ze smaków fit shake – wszyscy są jednego zdania: SZTOS. Zarówno pod względem smaku jak i efektów.

 

OBIAD

 

Kasza orkiszowa z brokułem, kurczakiem i fetą

– ok. 120 gramów piersi z kurczaka

– pół woreczka kaszy orkiszowej

– pół małego brokuła

– opcjonalnie dodatki: feta lub sezam lub słonecznik ( lub jeszcze coś innego ;) )

 

 

Kaszę ( taką jaką lubicie najbardziej) gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Brokuł parzymy w lekko osolonej, gorącej wodzie. Kurczaka kroimy na małe kawałki bądź podłużne paski, przyprawiamy wedle uznania i wrzucamy na rozgrzaną patelnię grillową. Wszystko razem mieszamy ze sobą, dodajemy przeciśnięte przez praskę dwa małe ząbki czosnku. Można posypać fetą, można posypać sezamem, nasionami słonecznika – wybierzcie to co lubicie !

 

PODWIECZOREK

 

Koktajl warzywno-owocowy

– pół banana

– 1 małe jabłko

– garść jarmużu

– 1 łyżeczka siemienia lnianego

 

 

Jabłko i banana kroimy na nie za duże kawałki. Jarmuż opłukujemy. Wszystko razem wrzucamy do blendera, dodajemy łyżeczkę siemienia, wlewamy odrobinkę wody i… miksujemy! GOTOWE! Jak ja kocham takie smaczne, zdrowe banały! Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że kiedykolwiek w życiu wypiję jakiś zielony koktajl – nie uwierzyłabym. Sporo osób, kiedy pokazuję na InstaStories swoje koktajle, pisze do mnie – i to naprawdę smakuje?! Ależ no naprawdę! Co prawda na smak wpływa wiele czynników – kiedy dodamy zbyt dużo jarmuży, koktajl może już nie być tak słodziutki. Trzeba dopasować proporcje pod siebie, ale dla mnie te podane powyżej, są IDEALNE.

 

KOLACJA

 

Warzywny mix

– ok. 6 pomidorków koktajlowych

– 1 pasek fety

– 1/4 ogórka zielonego

– garść roszponki

– odrobina nasion słonecznika

– łyżeczka jogurtu naturalnego

 

 

Pomidorki kroimy na połówki, fetę i ogórka na drobne kwadraciki. Roszponkę opłukujemy. Całość mieszamy ze sobą i posypujemy ( lub nie) nasionami słonecznika. Można je delikatnie podprażyć na patelni. Całość możemy wymieszać z łyżeczką jogurtu naturalnego  – ja zazwyczaj tak robię, choć na zdjęciu jest wersja bez jogurtu ( ładniej wygląda).

I JAK?!

 

Banał prawda? Banał, który naprawdę genialnie mi służy i się sprawdza. Widzę to w lustrze i czuję to na co dzień. Naleśniki są dla mnie obłędne i idealnie sycą na początek dnia. Sałatka to zakończenie, które pozwala czuć się lekko i pozwala uniknąć przejedzenia przed snem. Czy jest coś jeszcze co uwzględniam w swoim jadłospisie? Tak. Moje wspomagacze, głównie fit caps i diet caps od Natural Mojo. Fit Capsy w ilości sztuk 1 biorę po każdym z trzech posiłków ( rano, południe, wieczór)  – w dzień bez treningu. W dzień kiedy trenuję, biorę jednorazowo trzy kapsułki po posiłku, na godzinę przed treningiem. Kapsułki te zawierają składniki takie jak chilli czy zielona herbata. Dzięki takiemu składowi, przyspieszamy spalanie naszej tkanki tłuszczowej. Diet Capsy to kapsułki, które spożywa się w ilości sztuk 2, na ok. pół godziny przed posiłkiem. Zmniejszają one łaknienie, dzięki czemu najprawdopodobniej zjemy mniej. Na cały asortyment od Natural Mojo, wciąż

macie zniżkę 25 % na hasło MAMALA25.

 

 

Prócz tego… nie stosuję raczej nic specjalnego. Stawiam na zdrowy rozsądek i postępuję wg kilku prostych wytycznych:

  • jedz z umiarem
  • dużo się ruszaj
  • jeszcze więcej się śmiej

Postanowiłam nigdy więcej nie robić ze zdrowego stylu życia jakiegoś nieziemskiego wyzwania, a stworzyć z tego coś naturalnego, coś co nie kojarzy się z wyrzeczeniami, z bólem, ze smutkiem. Jest mi teraz lżej i jakoś tak… fajniej. Co do moich prostych przepisów i łatwo dostępnych produktów – jest mi to na rękę, ale kusi mnie czasem, by poszaleć, zrobić jakieś brownie z fasoli, jakąś zdrową pizzę. Ale… myślę, że pokuszę się i o takie jadłospisy, jak wreszcie będę już na swoim! Kto wie ;)

Na koniec chciałam Wam jeszcze uświadomić, że robiąc na przykład naleśniki, możecie śmiało wrzucić ich zdjęcie na instagram i mnie na nim oznaczyć – w Nowym Roku opowiem Wam o moim autorskim projekcie, w którym takie Wasze działania, będą miały szansę zostać zauważone i docenione :* Jeśli kiedykolwiek kupicie coś z mojego polecenia, ugotujecie coś, skorzystacie z czegoś, właśnie dzięki mnie i podzielicie się tym w social mediach – oznaczcie mnie! Będzie mi niezmiernie miło :* Tymczasem… smacznego!