I co Ty wiesz o życiu gówniaro?

23 stycznia 2016

Przelało mi się. Zwyczajnie, po ludzku, przelało. Od kilku dni siedzą we mnie jakieś skrajne emocje. Od rozbawienia, po irytację. Od współczucia, po zdziwienie. Niesamowite jak bardzo wciąż wierzę w ludzi, mimo, że tylu z nich okazuje się być gorszymi od zwierzęcia.

Żeby blogować trzeba mieć kawał twardej dupy i jaja. Inaczej nie przetrwasz. Nie każdy się nadaje. Ja musiałam do tego dojrzeć. Na początku blogowania wylewano na mnie całą masę hejtu. Wyzywano moje dziecko od obleśnych bękartów, mnie od… ach – lepiej nie cytować. Irytowałam się za każdym razem. Pisałam o tym non stop, zrażając do siebie ludzi, bo ileż można czytać, że właśnie ktoś kogoś zjechał z gównem? Płakałam po nocach, przeżywałam. Ale do blogowania trzeba dojrzeć. Ogólnie w życiu trzeba dojrzeć. Mi się udało. Niestety wciąż są tacy, którzy zatrzymali się na etapie zbuntowanej szesnastolatki – i takie osobniki wychowują dzieci… na kolejne małe potworki. Po starych przecież. Przykre, ale do rzeczy.

O ile kiedyś mój blog był tylko bełkotem o miłości do dziecka i skupiskiem kontrowersyjnych poglądów, które nota bene już się zmieniły – tak teraz stał się on źródłem wartościowych tekstów. Przy niektórych się śmiejecie, przy niektórych zanosicie od płaczu, przy niektórych zatrzymujecie się co zdanie i myślicie. Żeby była równowaga w przyrodzie, czasem daję Wam odetchnąć i funduję lekki temat w stylu inspiracji prezentowych. Hejtu tu teraz nie ma. Zdarza się sporadycznie. Każdy tekst piszę w taki sposób, by nikogo nie urazić, bo doskonale rozumiem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ponoć jeśli gdzieś jest mało hejtu, tam jest nudno. Nie sądzę. Daję czytelnikom naprawdę mało powodów, by mnie bezpodstawnie krytykować. Nie mówię tutaj o krytyce konstruktywnej. Niemożliwe? A jednak. Co innego instagram czy facebook. Tam już jest powodów do krytyki całe mnóstwo. Wiecie… chujowe brwi, beznadziejna torebka, zbyt drogi gadżet. Normalnie sprawy wielkiej wagi. No i doszło w końcu do mnie, czemu tego hejtu na blogu tak mało, prawie wcale… bo ze świata wirtualnego przeniósł się on do…reala.

Normalnie nie komentuję takich spraw. Ludzie gadali i będą gadać. Śmiem też twierdzić, że o byle kim się nie gada. Ale jestem cholernie rozbawiona, choć nie ukrywam – jestem też lekko rozczarowana. Co jakiś czas różne blogerki z blogów bardziej i mniej poczytnych organizują spotkanie blogowe. Sama takie zorganizowałam jakieś 3 razy i sama byłam też na innych. Jednak na swoim spotkaniu nigdy nie pozwoliłam na bezpodstawne wyszydzanie i obgadywanie nieobecnych. W sieci co jakiś czas możecie podczytywać jakieś pełne żalu i bólu dupy relacje, że te bardziej poczytne blogery to takie fałszywe i szyderą od nich na kilometr zajeżdża. Cóż… na pewno są i tacy. Ale ostatnio na spotkaniach jak same się one nazywają „niszowych” blogerów, jednym z powodów do wyszydzania jestem…tadam! JA! I na jednym z takich spotkań padło ostatnio pytanie ” Przecież ile ona ma lat?! Co ona może wiedzieć o życiu” – rzekła DOJRZAŁA KOBIETA, które przecież o życiu wie tyle ile mój dziadek walczący podczas drugiej wojny światowej. Bankowo. Co ja wiem o życiu? Usiadłam wczoraj przy tekście o Paulince i pomyślałam… pewnie jeszcze dużo nie wiem, ale czasem mam wrażenie, że wiem zbyt dużo. Pewnych rzeczy po prostu wolałabym nie doświadczyć, nawet jeśli mnie czegoś nauczyły. Co wiem o życiu? Myślę, że póki co wystarczająco. A co Ty wiesz o życiu moja kochana? Co może wiedzieć o życiu rzekomo dojrzała kobieta, która kiedy tylko zerwie się ze smyczy, pójdzie i obsmaruje tyłek innej matce i za argument życia poda jej wiek? Co o życiu wiecie Wy? Matki wszechwiedzące, które w sieci pieprzą o miłości, szacunku, a na spotkaniach ze znajomymi czy blogerami, jedyne co umieją to wyśmiewać się z innych? Co o życiu wiecie Wy – hipokryci od siedmiu boleści, którzy śmią wytykać palcami każdego, komu w pewnych sprawach idzie trochę lepiej niż Wam i nazywać ich fałszywymi mendami? Gówno. Bo człowiek, który jest dojrzały i coś wie o życiu, już dawno powinien się nauczyć, że ludzi się nie ocenia. Nie będę tutaj zadzierać nosa, że to zazdrość, bo mi w tym pisaniu jakoś idzie. Mimo, że w blogowaniu osiągnęłam już wiele, nie zamierzam tego na każdym kroku podkreślać. Ale nie zamierzam też fałszywie udawać skromnej i zaprzeczać, że nic mi w tej sferze nie wyszło. Znam swoją wartość i nie zadzieram nosa. Służę pomocą, każdemu kto prosi o radę, bo chciałby osiągnąć to samo. I po co? Na jednym ze spotkań doradziłam jednej z koleżanek… siedziałam i rozmawiałam z nią pół godziny, by spróbować jej wytłumaczyć jak może zacząć zarabiać na pasji. I po co? Tylko po to, żeby na kolejnym, na którym mnie już nie było przeinaczyć moje słowa i wyzwać mnie razem z innymi, że niby moje rady były równoznaczne z wyśmiewaniem niszy. Ale nieważne. Szczerze mówiąc, lata mi to koło dupy. Mówta co chceta, ale najpierw pomyślcie… czy właśnie takiego świata chcecie dla siebie i swoich dzieci? Czy nie da się inaczej? Być może nie. Być może szacunek, dla niektórych to tylko pojęcie, o którym można pisać poematy w internecie. W rzeczywistości być może to pojęcie po prostu dla Was nie istnieje.

Co wiem o życiu? Na pewno tyle, że jest krótkie i kruche. Na pewno tyle, że nie warto go marnować na zazdrość, zawiść i nienawiść. Mam 23 lata, życie pełne rozczarowań, ale też pełne radości. Żyję w stolicy bez pomocy bliskich, często licząc czy starczy mi do dziesiątego. Pracuję – pisząc blog, sprzedając ubrania, a przy tym wszystkim jestem full time mamą 24h. I każdy kto czyta blog dobrze o tym wszystkim wie – dużo? Nie. To wciąż ułamek tego co wie o mnie osoba po drugiej stronie monitora. Pragniesz mnie oceniać? Śmiesz twierdzić, że gówno wiem o życiu? Zapraszam. Przejdź się w moich butach, przeżyj za mnie wszystko to co pozostawiło ciężkie ślady na mojej psychice. Spróbuj żyć ze świadomością wszystkich przykrych rzeczy, które w życiu mnie spotkały – a potem wprost w oczy powiedz mi, że o życiu wiem tyle co nic. Ostatnio na blogu jednej z moich czytelniczek, anonim określił mnie nowobogacką pustą lalą z Warszawy, który chodzi na drogie zabiegi, chwali się nimi i pokazuje drogie gadżety na FB. A tysiące pustych mam to łyka i to czyta. Szczerze? Mam to gdzieś. Takiego bełkotu i „faktów” z dupy wziętych dawno już nie słyszałam. To jedynie potwierdzenie tego, że oceniają nas ludzie, którzy pobieżnie śledzą nasze poczynania. Tak łatwiej i prościej. Pozory mylą wiesz? Pewnie wiesz… ale zapewne masz lat 30 i jesteś święcie przekonana o swojej zajebistej dojrzałości. Zmartwię Cię. Dojrzałość to nie wiek. Gdyby wiek miał zmieniać ludzką mentalność, robiłby to znacznie wcześniej niż przed 30.

Ach… i na koniec. Paulinka z poprzedniego wpisu nie miała nawet lat 15. A śmiem twierdzić, że o życiu wiedziała więcej niż my wszystkie razem wzięte. Jakim więc prawem oceniasz to ile kto przeżył przez pryzmat nic nie znaczącej metryczki…?

Powyższe słowa są kierowane do wielu ludzi, ale zwracam się na TY, żeby każda osoba, której dusza wypełniona jest nienawiścią, spaliła się ze wstydu. Nie szukaj usprawiedliwień na swoje chamskie zachowanie. Nie próbuj triumfować, że się obruszyłam i poświęciłam na Ciebie swój cenny czas. Nie obruszyłam się wcale. Ba! Mówcie o mnie więcej. Jeśli ludzie mają mózg, nie łykną gówno wartych słów. Efekt jest wręcz odwrotny. Normalni ludzie albo olewają temat, bo są po prostu mądrzy i myślą… albo postanawiają się przekonać jak jest naprawdę. Wymieniają ze mną wiadomości, a nawet wpadają z wizytą do domu. I muszę Cię też rozczarować, ale nieskromnie powiem, że robię dobre wrażenie. Bo w przeciwieństwie do Ciebie, znajomości nie opieram na zawiści i wytykaniu palcami słabszych. Mam rozum i mam dziecko, które uważnie patrzy i mnie obserwuje. Jedyne co mnie martwi to to, że to moje kochane dziecko, natknie się kiedyś na Twoje – dla którego normalką jest to co widziało od dzieciaka. Mama, która przy kawce śmieje się z innych. Mama, która pała nienawiścią. Mama, która po prostu kipi złem.

Nie wiem dokąd ten świat zmierza, nie wiem dokąd zmierzają ludzie, ale jednego jestem pewna – warto być dobrym człowiekiem. Jeśli nim nie jesteś – życzę Ci mimo wszystko jak najlepiej. Bo najgorszemu wrogowi nie życzę, by za 50 lat obudził się samotny i zgorzkniały, bo swoim chamstwem zrujnował wszystko wkoło…