#kierunekswiat – Holandia: Ogrody Keukenhof.

8 maja 2017

Od zawsze powtarzam, że jeśli już wydawać na coś pieniądze, to zdecydowanie lepiej wydawać je na podróże niż na odzież, gadżety czy inne materialne pierdy. Podróże to zdecydowanie coś, na co wydajemy pieniądze, ale zyskujemy nie tylko wspomnienia, a również wiedzę i nowe doświadczenia. Podróże rozwijają – i nie sądzę, by ktokolwiek śmiał temu zaprzeczyć.

Odkąd pamiętam uwielbiałam ten dreszczyk emocji i ekscytacji, kiedy razem z F. wsiadaliśmy spontanicznie w auto i obieraliśmy sobie jakiś kierunek w naszej pięknej Polsce. Byliśmy małolatami, nie mieliśmy większych zobowiązań, a pieniędzy jak to młodzi bez większych wydatków, mieliśmy zawsze tyle, by móc pozwolić sobie na spontaniczne wyjazdy i wiele innych atrakcji. Kiedy urodziła się Polka, a my przeprowadziliśmy się do Warszawy – zaczęło się prawdziwe życie, jazda bez trzymanki – nie było mowy o żadnych większych wyjazdach. Nie było na to ani czasu ani funduszy. Jesteśmy jednak już na ostatniej prostej i mam nadzieję, że niedługo wrócimy do tego, co tak niesamowicie dobrze na nas wpływa – do wojaży po Polsce i nie tylko. Ja jednak zrobiłam krok naprzód nieco wcześniej, bez F. Ale za to z kimś innym… z Izą i Patrycją ( to ona zrobiła te wszystkie cudowne zdjęcia!) – dwiema osobami, które tak samo jak i ja miały przeogromną ochotę zostawić swoje szarańcze w domu i po prostu – wyjechać! Ach ja wiem, że to takie wyrodne, że po co sobie dzieci robić, skoro się je ma potem zostawiać – ale my żyjemy po swojemu, nie patrząc na to: co inni powiedzą! I jak chcemy od dzieci odpocząć i jest możliwość – to korzystamy! Ba! I całkiem dobrze się przy tym bawimy!

Ale czym jest projekt #kierunekswiat ?!

 

 

Projekt #kierunekswiat, narodził się właśnie wtedy, kiedy rozmawiałyśmy we trójkę przez telefon i postanowiłyśmy, że musimy zrobić coś odjazdowego! Że chcemy więcej od tego życia! Chcemy więcej przeżyć, więcej zobaczyć – i wszystko to pokazać Wam! Na instastory, na zdjęciach na instagramie, na blogu… Chciałyśmy zacząć od czegoś małego, więc wybrałyśmy sobie szybki, spontaniczny, krótki wyjazd na Festiwal Kwiatów. Wciąż jednak nie wiedziałyśmy jak nazwać nasz tajemniczy projekt. #babskiewojaze? Nieee! Przecież będziemy wojażować też z dziećmi, z rodziną, nie zawsze tak po babsku! No i co chcemy zwiedzać? Polskę, a może ogólniej… Europę? Nie! My chcemy zwiedzać… świat! Wierzcie mi – dawno nie widziałam takiej burzy mózgów. Słowa leciały jak czytane ze słownika, synonimy, podobne wyrażenia, łączenie różnych opcji – ilekroć na coś wpadałyśmy i myślałyśmy, że to jest to – okazywało się, że nie… coś mi tutaj nie pasuje ( zwłaszcza mi ciągle coś nie pasowało) – i nagle OLŚNIENIE! #kierunekswiat – każda poczuła w serduchu na dźwięk tych słów, że to jest to. Po prostu.

Trzy różne spojrzenia na świat…

 

Wiedziałyśmy, że nasz projekt będzie czymś niesamowitym – głównie dlatego, że każda relacja z podróży będzie u każdej z nas inna – każda z nas ma inne spojrzenie na świat, zwraca uwagę na inne rzeczy. Patrycja to miłośniczka wnętrz, architektury, pięknych zdjęć. Iza zwraca uwagę na detale, kocha fotografować naturę, piękne budynki. Ja jestem marzycielką. Z podróży wynoszę doświadczenia duchowe, skupiam się na chłonięciu każdej chwili ( nie do końca mi się to jednak udało, ale o tym za chwilę) – o wiele baczniej obserwuję ludzi, ich szczęście ( lub jego brak) niż budynki, kwiaty itp. I właśnie dlatego, Wy moi drodzy czytelnicy, wyniesiecie w naszych podróży równie dużo jak my – czytając za każdym razem trzy totalnie różne spojrzenia na jedną i tą samą wyprawę…

Kierunek — > Ogrody Keukenhof

 

 

Na początek wybrałyśmy coś „małego”. Szybki, spontaniczny wyjazd – zwiedzanie ogrodów Keukenhof i Amsterdamu. Jarałam się jak małe dziecko. O biurze podróży itp. opowiem Wam za chwilę. Tutaj chciałabym Wam powiedzieć nie tyle co o całej wycieczce, a o samych ogrodach – relacja z Amsterdamu pojawi się w osobnym wpisie.

 

 

Ogrody Keukenhof to jedna z największych atrakcji w Holandii, do którego zjeżdżają turyści z całego świata. Powierzchnia ogrodów jest ogromna i naprawdę nie ma opcji, żeby przez kilka godzin dotrzeć wszędzie, wszystkiemu się przyjrzeć, wszędzie się zatrzymać. Ogród rozciąga się na 32 hektarach ziemi – kosmos! 32 hektary pokryte kwiatami, pięknymi alejkami, wodą. Gdyby jeszcze przyjrzeć się nieco liczbom, to internety „mówio”, że wiosną na tym obszarze rozkwita aż… no ile, no ile? SIEDEM MILIONÓW kwiatów cebulowych: tulipany, narcyzy, hiacynty, krokusy. Serio, nie jestem jakąś wielką fanką kwiatów, która czyta o nich książki itp. ale jestem kobietą – to wystarczy, by czuć się w takim ogrodzie jak w raju. Z kolei dla tych, dla których kwiaty są pasją – to będzie raj na ziemi i kwiatowy orgazm w bonusie :P Widziałam jakie szczęście malowało się na twarzach tych, dla których kwiaty są naprawdę ważną częścią w ich życiu.

Sam ogród robi wrażenie, że już na wejściu – nie chodzi tylko o kwiaty, ale o cały klimat. Wiedziałam od początku, że jeszcze kiedyś tutaj przyjadę – nieco bardziej wypoczęta, na własną rękę ze swoją rodziną – żeby wśród tych kwiatów posiedzieć, zjeść coś, i chłonąć każdą minutę. Wycieczki objazdowe mają ograniczony czas, a nasze zwiedzanie ogrodów było jak wpełznięcie paparazzi, którzy fotografują każdą najmniejszą pierdołę :D Momentami same z siebie nie mogłyśmy ze śmiechu. Iza co chwilę zatrzymywała się, robiąc pierdyliard zdjęć jednemu kwiatkowi, Patrycja była gdzieś zawsze 10 kroków przed nami, a ja ledwo widziałam na oczy ze zmęczenia i narzekałam, że nikt nie chce mi zrobić fajnego zdjęcia wśród tulipanów. Weźcie sobie jednak na nas poprawkę – my czasem tak marudzimy „dla jaj”, zwłaszcza ja robię zawsze za błazna, który niby strzela foszki, niby się obraża – ale to wszystko jest w formie żartu, żeby rozbawić innych :)

Spacerowałyśmy pośród tych kwiatów, śmiałyśmy się z masy rzeczy: z dziwnie pozujących ludzi, z ludzi kładących się w chodakach do fot. A śmiech ten przerywany był co chwilę jakąś ciszą, zachwytem, chłonięciem chwili, przyglądaniu się kwiatom, chodakom małym i większym, cudownym różowym drzewom.

Ogród może zwiedzić każdy, czynny jest każdego roku – od końca marca, do połowy maja, siedem dni w tygodniu :) Naprawdę warto i nie jest to też wypad za kwotę 4 cyfrową, także myślę, że na spokojnie wielu z Was może sobie na takie coś pozwolić, zwłaszcza, że nie mamy tam aż tak daleko. Aha! Można było w ogrodach zostać dłużej na pięknym wydarzeniu jakim jest Parada Kwiatów – my jednak wybraliśmy wycieczkę, w której miałyśmy też zwiedzanie Amsterdamu, dlatego zawinęłyśmy się przed Paradą. Nie widziałyśmy sensu, żeby być w Holandii, cały dzień w ogrodach i nie zobaczyć Amsterdamu. Więcej szczegółów na pewno dowiecie się z relacji Izy i Patrycji – ja nie widzę sensu, by pisać coś więcej w tym temacie, zdjęcia powiedzą wszystko. Chciałabym Wam jeszcze powiedzieć o centrum turystyki, z którym miałyśmy przyjemność „wojażować” ;)

 

 Biuro Podróży Oskar

 

Przyznam, że nigdy wcześniej o nich nie słyszałam. Ostatni raz podróżowałam autokarem chyba na wycieczce do Paryża, później nie szukałam już takich wrażeń. Przyzwyczaiłam się do jazdy autem, ewentualnie przemieszczenia się gdzieś dalej samolotem – ale autokar? No ale stało się. Przyznam, że byłam podekscytowania maksymalnie i wcale nie był mi straszny czas jaki spędzę w autokarze. Wertowałam na stronie jak szalona, jaki są autokary itp. i byłam pewna, że jazda będzie na 100 % komfortowa. Nieco się przeraziłam kiedy okazało się, że razem z Pati wyruszamy z Wawy w piątek o godzinie… 14! Iza ok. 20 wsiadała dopiero w Poznaniu – to właśnie tam miałyśmy jedną, jedyną przesiadkę. W Wawie czekał na nas piętrowy ( jupiii jejj!) autokar, a my dostałyśmy siedzenia na górze na samym przodzie. Jarałam się jak dziecko i całą drogę patrzyłam przed siebie, nie mogąc się nadziwić jak ciekawa może być podróż, kiedy ma się tak zajebistą perspektywę i widok. Modliłam się jedynie oto, żeby w autokarze następnym były gniazdka do ładowania telefonu – wyobrażacie sobie taką podróż całkowicie offline?! Co ja bym miała robić tyle godzin w drodze powrotnej?! Ale przesiadka w Poznaniu okazała się najlepszym co mogło nas spotkać – autokar wręcz luksusowym. Skórzane siedzenia, tablety w zagłówkach, gniazdka, wejścia usb i… dacie wiarę, że żadne inne autokary w Polsce nie mają takiej przestrzeni na nogi?! Serio, serio. Czułyśmy się jak w samolocie. Kierowcy – żyć nie umierać, zwłaszcza, że znów dostałyśmy miejsce na przodzie, czyli bezpośrednio za nimi – mili, przystojni, sympatyczni. Chciało się jechać i jechać…

Warto też wspomnieć o przewodniczce. Można się było od niej naprawdę mega dużo dowiedzieć, nie tylko podczas zwiedzenia Amsterdamu, ale ogólnie podczas jazdy autokarem, kiedy zaskakiwała nas wieloma nowinkami na temat Holandii.

Generalnie byłam na kilka dni przed wyjazdem mega negatywnie nastawiona – przerażał mnie czas podróży, pogoda, brak większej gotówki, którą mogłabym mieć w kieszeni na jakieś swoje „widzimisię”. Ale cała organizacja tej wycieczki, każda jedna najmniejsza rzecz – od wygody w autokarze, po miłych pracowników, po zwiedzanie – wszystko było zorganizowane REWELACYJNIE. Już w drodze powrotnej przeglądałyśmy we trójkę katalogi i zastanawiałyśmy się, gdzie jeszcze pojedziemy z Oskarem. Tym razem jednak szukałyśmy wycieczek z noclegami… bo… bo jedynym minusem w całej tej wycieczce, zwłaszcza dla mnie było…

…zmęczenie.

Tak jak jestem pozytywną i pełną energii dziewczyną, tak kiedy śpię mniej niż … no dobra mniej niż siedem godzin – jestem nie do życia. Nie wiem jak jeszcze dwa lata temu mogłam zarywać noce na naukę czy pracę, wstawać do dziecka, a potem w dzień normalnie funkcjonować i nie drzemać. Teraz kiedy położę się spać później niż chwilę po 23, jestem nie do życia i wręcz jestem w stanie zasnąć niemalże na stojąco. Nie mam wtedy ochoty na nic, wszystko mnie wkurza i chce mi się płakać. A niestety nie jestem w stanie zliczyć MINUT, które przespałam w autokarze snem TWARDYM, kiedy nie słyszałam nic z zewnątrz. Takiego snu nie miałam. Ani w jedną ani w drugą stronę. Zmęczenie próbowało mi odbierać radość z tej wycieczki wiele razy, ale mimo to dałam radę i jestem cholernie zadowolona i podekscytowana. Jednak nie sądzę, by mój organizm zdecydował się na coś takiego jeszcze raz – tym razem wybieram coś z noclegiem. A jeśli znów coś takiego szybkiego to coś co jest bliżej. Nie te lata no! :P ;)

 

Na koniec chciałabym Wam podrzucić linki do:

Centrum Turystyki Oskar

Oferty weekendowe takie jak Festiwal Tulipanów i Amsterdam

 

I jeszcze podsumowanie kosztów…

 

Wycieczka to koszt 207 zł + dopłata w zależności od tego, w jakim miejscu wsiadacie. Koszta dodatkowe to 25 €/os, które obejmują bilet wstępu do Keukenhof, opłaty lokalne oraz usługę przewodnicką po Amsterdamie. Wiadomo, że trzeba mieć jeszcze coś w kieszeni, np. na toalety na stacjach, jedzenie, picie itp. Toalety na stacjach polskich są darmowe, ale e za granicą to koszt między 50, a 70 eurocentów. My nie wydałyśmy wiele – ok 10. euro na pamiątki i 8 eurosów na kebsa w Amsterdamie :) Na koniec herbatka za 2,50 €.

Co do cen w miejscach takich jak Ogrody eukenhof – wiadomo, że zawsze są wyższe. Jeśli macie zamiar zwiedzać również Amsterdam, to te same pamiątki co w ogrodach kupicie w nim trzy razy taniej. Chyba, że mowa o jakimś rękodziele i czymś co jest tylko w ogrodach.

I jak? Podoba Wam się taka forma zwiedzania i babskiego wypadu? To wyczekujcie drugiej części wpisu, poświęconej Amsterdamowi. W kolejnej części podam Wam również szczegóły na temat czasu podróży itp. A póki co… zapraszam do foto-relacji!

 

 

 

 

 

ogrody keukenhof

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Natiś

    Ale cudne zdjęcia Aluś :* Boska relacja – uwielbiam Twój blog!

  • marlena

    pięknie to wszystko wygląda, aż chciałoby się tam przenieść choć na chwilę. kooooocham kwiaty, wiec dla mnie byłby to właśnie taki raj na ziemi – wpisuje na liste marzeń :)

  • To był niezapomniany wyjazd, Ala która zawsze potrafi rozbawić, kwiaty, ba morze kwiatów i atmosfera jaka nam towarzyszyła. Mam nadzieję, że niedługo to powtórzymy

  • Dariaaaa

    Super, ze są na świecie takie mamy które tak potrafią sie wyluzować. Oglądałam na bieżąco instastory i muszę przyznać Ze jesteście nie do podrobienia !!! 😂

  • Aga Ciok

    Wspaniały wpis. Relacja genialna i te piękne zdjęcia !!! Kocham kwiaty :) może uda mi się kiedyś to zobaczyć na żywo :) Pozdrawiam.

    • Na pewno się uda, trzeba wierzyć :) Pozdrawiam :*

  • Anitka mnich

    Cudowny wyjazd ❤️👏

  • hahaha, chodaczki na obcasach! I te tulipany! <3 coś pięknego. Kolejny raz zazdroszczę tego wyjazdu.

    Ale koszta faktycznie niedrogie. Chyba kiedyś namówię M. na taki wyjazd.

    • Noo koszta są naprawdę małe jak na takie przeżycia i doświadczenie :)

  • m :*

    jaka ty sie coraz ladniejsza robisz … :*