O mojej chorobie hashimoto i książce, która zmotywowała mnie do tego, by coś ze sobą zrobić.

5 czerwca 2017

Hashimoto, nawracające depresje, puchnięcie i tycie po 5 kilogramów w dwa dni. Ospałość, brak sił i chęci do życia. Wypadające włosy, poszarzała cera. Puchnące, bolące nogi i … wiele innych objawów towarzyszyły mi od lat. Dzięki mojej pracy, którą kocham oraz niesamowitej determinacji i motywacji, wiele objawów ucichło, bo zmieniło się moje nastawienie. Ale niektóre wciąż pozostały i były wręcz nie do zniesienia.

W wieku 16 lat, z nieznanych przyczyn straciłam siły nawet na to, by chodzić. Leżałam na wpół przytomna w łóżku, budziłam się jedynie wtedy, gdy miałam pełny pęcherz. Do ubikacji szłam DOSŁOWNIE po ścianach,walcząc z opadającymi powiekami i uginającymi się nogami. Przestałam jeść, bardzo mało piłam. Właściwie momentami myślałam, że umieram. Lekarze zmieniali antybiotyki i nie potrafili postawić diagnozy. Mój stan skłonił ich do tego, by zrobili mi wszystkie możliwe badania. I wtedy się okazało: niedoczynność tarczycy i hashimoto. Przy czym przeciwciał było tyle, że nawet lekarze przecierali oczy ze zdumienia. Na początku byłam przerażona. Potem stwierdziłam, że … da się przy tym normalnie funkcjonować i olałam temat na wiele lat. Endokrynolodzy kazali jedynie jeść tabletki, nie mówiąc mi nic więcej. Ani o diecie, ani o tym jak radzić sobie objawami choroby. Zresztą wtedy jeszcze nie łączyłam mojej senności, braku sił, wypadania włosów i wielu innych rzeczy, z chorobą hashimoto. Myślałam, że… tak po prostu ma każdy człowiek. Raz lepiej, raz gorzej. Choć ja przywykłam do tego, że ciągle coś jest nie tak. Ciągle byłam chora. A hashimoto się do tego bardzo często przyczyniało. Swoją drogą ta choroba to jakaś plaga. Ilekroć z kimś piszę, rozmawiam o chorobach, zewsząd słyszę: choruję na hashimoto, mam hashimoto, wykryli u mnie hashimoto!

Po urodzeniu Poli stałam się człowiekiem odpowiedzialnym. Wiedziałam, że muszę być w pełni sił, by móc wychować tego małego człowieka. Zaczęłam zgłębiać tajniki zdrowego żywienia, zwiększyłam swoją aktywność fizyczną. Ale bywało różnie. Jednak tak jak ostatnio Wam pisałam, dzięki metodzie małych kroków udało mi się pójść trochę naprzód i zmienić wiele nawyków żywieniowych, zastąpić złe rzeczy zdrowymi alternatywami. Krokiem do tych zmian było przede wszystkich dostrzeżenie, że to wszystko co się ze mną dzieje, jest wynikiem nieleczonej choroby i złego trybu życia. Myślałam, że wiem wystarczająco, by poczuć się lepiej, choć wiedziałam, że nie mam silnej woli i zbyt często grzeszę. Nie lubię też skrajności, więc kieruję się zdrowym rozsądkiem. Zaprowadzam zmiany wtedy, kiedy czuję, że nastał ten czas.

No i nastał. Po raz kolejny, wkroczyłam na wyższy level świadomości i mądrości, którą posiadłam dzięki niesamowitej książce. Agnieszka Maciąg, bo to ona jest autorką książki, wciągnęła mnie w 2016 roku na wyższy level szczęścia, dzięki fantastycznej książce „Pełnia Życia”, o której dość mocno rozpisałam się tutaj. Od tamtej pory zmieniło się całe moje życie, a ja stałam się innym, lepszym człowiekiem. Jakiś czas temu w ręce wpadła mi kolejna książka Pani Agnieszki – Smak Zdrowia. Nie wiedziałam czego się spodziewać, ale na pewno nie tego co zobaczyłam. Myślałam, że znajdę tam głównie zdrowe przepisy, ale znalazłam przepis na… wszystko. Zdrowe, szczęśliwe życie, czystość umysłu, spokój ducha, witalność.

Książka Smak Zdrowia, uświadomiła mi wiele, naprawdę wiele rzeczy. Czytając rady w niej zawarte, czułam, że chcę się temu poddać, że chcę spróbować. Bo chcę o siebie zawalczyć i chcę bliżej zgłębić chorobę hashimoto i metody walki z nim. Chcę zawalczyć o swoje zdrowie, o dobre samopoczucie. Nie chcę już każdego miesiąca przeżywać migren, skoków wagi – to jest do przeżycia, owszem, ale… ale ogranicza nas w normalnym, codziennym funkcjonowaniu, czasem odbiera siły tak jakby odcięto nam baterie.

Na początku książki, autorka opisuje swoje uzdrowienie. Pisała o nim już we wcześniejszej książce, więc wiedziałam od razu, że to co czytam teraz, nie będzie tylko tekstem o zdrowiu stricte fizycznym, ale również psychicznym. I wiedziałam, że to wszystko jest ze sobą mocno powiązane. Autorka sama przyznaje, że zdrowe ciało jest podstawą, ale ma przy tym świadomość, że na kondycję fizyczną wpływają też czynniki takie jak: zrównoważone, pozytywne emocje; spokojny, klarowny umysł i dobry kontakt z własną duszą. To trafia do mnie w 100%. Mam tego świadomość i dlatego tak bardzo dbam o to, by te czynniki były przeze mnie pielęgnowane – i dlatego tak często mówię o tym i Wam.

 

 

Agnieszka Maciąg, prowadząca kiedyś intensywny tryb życia jako modelka, wciąż borykała się z nawracającymi chorobami oraz… cierpiącą duszą. Dziś jest kobietą szczęśliwą, spełnioną, nie zażywająca antybiotyków – kocha całą sobą naturę i czerpie z niej wszystko to co najlepsze. Od czego rozpoczęła swoje uzdrowienie i przemianę? Od odpowiedniego nastawienia.

Książka uświadomiła mi jak wiele osób zmaga się z chorobami, ale tak naprawdę wcale nie chce z nich wyjść. chcemy budzić współczucie, chcemy, by ktoś się nami opiekował. A jednocześnie jesteśmy bardzo nieszczęśliwi, bo nie umiemy wyjść z własnej strefy komfortu. Bo czym będziemy tłumaczyć nasze porażki i niepowodzenia kiedy będziemy w pełni zdrowi?

Autorka zwraca też uwagę na to, że często pozbywając się bólu, myślimy, że problem czy choroba odeszły. Łagodzimy skutki, ale nie docieramy do przyczyn. Dlatego np. od wielu lat zmagam się z nawracającymi anginami, spuchniętą szyją, zapaleniem gardła itp. Wiecznie powiększone węzły chłonne, a od pewnego czasu również zatoki. W takich przypadkach należy się zastanowić, gdzie tkwi przyczyna i czy być może mój tryb życia nie ma na to istotnego wpływu. W książce nasz organizm opisywany jest z niezwykłym szacunkiem i uznaniem. Choć obecnie ludzie traktują go instrumentalnie, łykają tabsy i znów gnają na pełnych obrotach, to jednak coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że nasz organizm jest naszym sprzymierzeńcem, o którego trzeba dbać, trzeba się w niego wsłuchać i z nim zintegrować.

Ból, który często odczuwamy, to nic innego jak sygnały, które wysyła nam ciało. Ciało chce nam coś przekazać. Ale my nie słuchamy tego co chce nam przekazać, nie zastanawiamy się nad tym – tylko robimy szybką akcję reakcję – jest ból, bierzemy jakiś specyfik i bólu nie ma. Ale on powraca. Bo wciąż chce nam coś uświadomić. Czasem wynika to z nietolerancji pokarmów. W wielu przypadkach po poddaniu się takim testom na nietolerancję pokarmów i wyeliminowaniu z diety tego, czego nie tolerujemy – ludzie odzyskują swoje życie, energię, radość. Osobiście nie poddałam się jeszcze takim testom, ale jeśli tylko mój portfel na to pozwoli – będzie to mój obowiązek.

 

 

Wiele objawów czy chorób, rozwiązuje się także po przepracowaniu swojej przeszłości, np. relacji z niektórymi osobami. Mówiłam Wam już trochę o tym na pogadance na InstaStory, ale nie odnosiłam się wtedy bezpośrednio do zdrowia. Jak relacje czy przeszłość wpływają na naszą teraźniejszość i na nasze zdrowie? Organizm, w którym zablokowany jest przepływ zdrowej energii, w którym jest nadmiar stresu i leków – jest organizmem, w którym są zakłócenia. Nie może on normalnie funkcjonować jeśli energia nie może w nim swobodnie przepływać. Przepracowując swoją przeszłość, a przede wszystkim pozbywając się z siebie negatywnych uczuć: nienawiści, złości, żalu – poddajemy się procesowi oczyszczania i uzdrowienia. Autorka książki, zwraca uwagę na istotną kwestię przebaczenia. Wiem sama po sobie, że ma to naprawdę ogromny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. I warto się z tym prędzej czy później rozprawić.  Emocjonalne powody fizycznych chorób nie są wymysłem dzisiejszych czasów, a znajdują swoje potwierdzenie nawet w teoriach sprzed tysięcy lat.

Nie chciałabym Wam zdradzać całej treści książki, chciałabym pozostawić trochę w tajemnicy, dlatego teraz przybliżę Wam bardziej kwestie, które coś mi uświadomiły i dzięki którym postanowiłam zmienić coś w swoim trybie życia.

RUCH

W książce poruszony jest temat skrajności. Od całkowicie biernej postawy i braku aktywności, po zbyt przesadne ćwiczenia i obciążanie organizmu. Ruch jest dobry, ale najlepszy jest wtedy, gdy jest on wykonywany dla naszego własnego dobra, bez wyścigu szczurów, kto szybciej zbuduje mięśnie. Dzięki książce, postanowiłam nareszcie spróbować jogi i chciałabym praktykować ją każdego ranka.

 

STYL ŻYCIA WG…. JOGINÓW

 

 

Agnieszka Maciąg dość często odnosi się do trybu życia Joginów. Jogini są pasjonatami zdrowego stylu życia, a o ich zasadach żywienia, mówił mi dość często mój tata, który miał dość dużą wiedzę w takim temacie. Patrzyłam wtedy na niego z niedowierzaniem i sama nie wierzyłam w to, że on czymś takim może się interesować. Przecież jeszcze kilka lat temu do obiadu dodawał trzy łyżki majonezu! W książce możemy przeczytać szerzej o Joginach i ich upodobaniach jeśli chodzi o żywienie. Wielbią oni m.in: żywność roślinną, produkty bogate w krzemionkę, zdrowe słodycze, sól himalajską, czystą wodę, zioła, dobre tłuszcze np. olej sezamowy, kokosowy i z pestek dyni. 

 

SEN

Kolejną ważną kwestią mającą wpływ na nasze zdrowie jest… sen. Wierzcie mi, że przy nasilającym się hashimoto, nawiedza mnie on nawet na stojąco :P Już w poprzedniej książce Agnieszki dowiedziałam się, że zgodnie z ajurwedą, najlepiej jest zasypiać między 21, a 22, przy czym o 23 powinniśmy już spać, dlatego, że najbardziej wartościowy sen jest właśnie między godziną 23, a 1. Wiem, że to trochę nierealne, ale muszę Wam powiedzieć, że kiedy kładę się spać po 23 – nieważne ile śpię, będę na drugi dzień nie do życia! Jeśli położę się przed 23 – bo przed 22 to moje dziecko nawet czasem nie śpi – na drugi dzień tryskam energią. Ale nie zawsze. Ważna jest też pora wstawania. Najkorzystniej jest wstawać między 4:30, a 6:00. Jeśli prześpimy ten moment, będzie nam ciężko się dobudzić, rozbudzić i normalnie funkcjonować. I to jest prawda. Czasem budzę się o 6 i myślę – ach, jestem chyba wyspana, może już zacznę coś robić? Zazwyczaj jednak ląduję w łóżku, skuszona jeszcze godzinką… a po godzinie 7 jestem nieżywa! Przypatrzcie się temu, może zobaczycie, że i u Was jest całkiem podobnie! Ważna jest też jakość spędzonego czasu przed pójściem spać – receptą na tragiczną jakość snu, jest nawkładanie sobie do głowy przed zaśnięciem nadmiaru negatywnych bodźców. Negatywne wiadomości, nieprzyjemna rozmowa z mamą, głupia dyskusja na wallu na FB. Wieczór powinien być czasem wyciszenia, relaksu, przyjemności. Jeśli nasz umysł nie wypocznie odpowiednio przed zaśnięciem, nie będzie w stanie w nocy się zregenerować!

 

 

TECHNIKI ODDECHOWE – PRANAJAMY

Na pewno każdy z Was miał w życiu sytuację, kiedy podczas stresowej sytuacji, usłyszał: wdech, wydech… zapewne nie raz tak zrobiliście i… czy kogoś z Was to uspokoiło? Mnie zawsze! Zawsze po kilku wdechach i wydechach, miałam wrażenie, że sytuacja nieco się uspokoiła – ta sytuacja wciąż wyglądała tak samo, ale mój umysł chwilę wcześniej, pobudzony i rozgniewany nakazywał mi widzieć tą sytuację 10 x intensywniej. Jak to zawsze powtarzam: obraz sytuacyjny jest takim jakim my stwierdzimy, że go widzimy. Do jednej i tej samej sytuacji, możemy podejść zarówno pozytywnie jak i negatywnie.

Ćwiczenie oddechowe 4-7-8 jest jednym ze sposób na bezsenność. Ćwiczenie to jest niezwykle proste – opiszę Wam je niedługo na InstaStory, ale już teraz możecie przecież poczytać o tym w sieci.

Oddech ma niesamowity wpływ na nasze emocje i psychikę, a co za tym idzie – na nasze zdrowie.

UBIÓR I KOSMETYKI

Za ten wątek kocham Agnieszkę Maciąg jeszcze mocniej. W tym temacie byłam chyba totalnie nieświadoma, a może.. nie chciałam niczego zmieniać i zamknęłam się na rozwój w tym temacie? Od lat patrzę na to w czym mi wygodnie, ale nie zwracam uwagi na to, z czego zrobione są tkaniny, czy jaki skład mają kosmetyki. Uświadomiłam sobie jak wielką krzywdę wyrządzam swoim nogom, nieodpowiednimi skarpetkami – i nareszcie zainwestowałam w skarpetki bezuciskowe. W temacie kosmetyków, obiecałam sobie natomiast, że jak tylko znajdę wkrótce czas, postaram się sama stworzyć dla siebie takie rzeczy jak: dezodorant własnej roboty, peelingi czy maseczki.

 

 

OCZYSZCZANIE ORGANIZMU

Postanowiłam, że w jeden wakacyjny miesiąc, nieco zwolnię, wezmę trochę wolnego i po prostu się sobą zaopiekuję. Autorka zdradza w książce jak oczyścić swój organizm i jak ważne jest oczyszczanie jelit – zdziwicie się, ale wpłynie to także na Waszą psychikę. Jak dowiedziałam się bowiem z książki, wszystko to co kumuluje się w dolnej części brzucha, zakłóca równowagę dolnych czakr, które są odpowiedzialne np. za funkcje seksualne. W kolejnych postach bliżej napiszę Wam o sposobach oczyszczania.

 

 

WODA

Szczerze mówiąc spotkałam się już z wieloma opiniami na jej temat. Dyskusje czy pić wodę źródlaną czy mineralną, czy pić podczas posiłków czy nie pić. Sama nie wiedziałam, kogo słuchać i kto ma rację. Jedno jest pewne – woda jest dla naszego organizmu niezwykle ważna, tak jak ważny jest układ moczowy, poprzez który możemy oczyścić swój organizm poprzez picie np. pokrzywy. Wg ajurwedy, wodę powinniśmy spożywać przegotowaną i lekko ciepłą. Ciepła woda ma niesamowite działanie – przyczynia się do utraty wagi, oczyszcza organizm, łagodzi zgagę – oczywiście należy pić taką wodę cały dzień. Picie zimnej wody jest wręcz niewskazane – mój wielki błąd… Nie należy tego robić zwłaszcza podczas jedzenia, bowiem organizm, który powinien skupić się na trawieniu pokarmów, będzie tracić energię na ogrzanie naszego ciała.

DIETA  NIEŁĄCZENIA

Ojj na to nie jestem jeszcze gotowa, choć książka niesamowicie mnie do tego zachęciła. W diecie nie łączymy ze sobą białek i węglowodanów. Łączymy je natomiast z grupą neutralną, w której znajdują się np. warzywa, owoce, surowe ryby, zioła, orzechy itp. W skrócie, dozwolone połączenia to: białka + grupa neutralna lub węglowodany + grupa neutralna. Nigdy trzy grupy w jednym posiłku, i nigdy białka + węglowodany. Cóż – nie próbowałam, więc ciężko mi ocenić, ale patrząc na efekty takiego stylu odżywiania, wiem, że wszystko przede mną.

W dalszej części książki możemy poczytać również o polecanych tłuszczach np. olej lniany, kokosowy, olej z pestek dyni, olej z czarnuszki, olej konopny czy z orzechów włoskich. O dziwo jogini i lekarze ajurwedy sami doceniają np. olej kokosowy, ale nie rozumieją zbytnio aż takiego szału na niego jaki panuje u nas w Polsce. Sięgają oni tak samo chętnie po na przykład… ekologiczny olej rzepakowy czy słonecznikowy !!! Podczas gdy u nas o oleju rzepakowym wymyśla się coraz więcej bzdurnych teorii, jakoby był on niesamowicie szkodliwy. 

W dalszej części książki możemy już korzystać z niesamowitych zdrowych przepisów na:

  • śniadania
  • napoje
  • sałatki, przystawki, dodatki
  • kiszonki
  • dania gotowane na parze
  • zupy
  • dania główne
  • zdrowe słodkości
  • mleka roślinne domowej roboty
  • mikstury i naturalne lekarstwa

 

 

 

Książka „Smak Zdrowia” autorstwa Agnieszki Maciąg – po raz kolejny stała się dla mnie moją biblią. Tym razem pozwoli mi ona nie tyle co być szczęśliwym człowiekiem, ale być człowiekiem zdrowym, silnym, pełnym energii. Książka w jakiś niesamowity sposób, z niezwykłą lekkością, sprawia, że człowiek przestaje traktować organizm jako coś co po prostu jest, a zaczyna go traktować jak swojego przyjaciela, o którego musi dbać.

Przede mną ogromna próba, wiele zmian, ale tak jak zawsze – w zgodzie z własnym sumieniem, swoim własnym tempem, nic na gorąco. Zmiany muszą być na zawsze, nie mają być czymś na chwilę. Dlatego wg mnie muszą następować powoli. Jedno jest pewne – rozpoczyna się dla mnie totalnie nowy etap, ale wierzę, że w nic nie warto inwestować tak bardzo jak we własne zdrowie. Także… moje „drogie” hashimoto. Wierzę, że jesteś sygnałem. Nie jesteś przeszkodą, a ostrzeżeniem. I być może potrzebowałam czasu, by to zrozumieć i w końcu coś z tym zrobić. Dziś wierzę, że ta niepozorna choroba była i jest mi potrzebna. Być może bez niej, wcale nie szukałabym wiedzy w książkach, nie próbowałabym zrozumieć jak poczuć się lepiej – a bez tej świadomości, nadal traktowałabym swój organizm jak śmietnik. Hashimoto i objawy, które miałam i mam, były bodźcem do tego, by coś zmienić, edukować się, szukać dalej i dalej i dochodzić do właśnie takich ludzi jak Agnieszka Maciąg, która swoimi tekstami przyczyniła się do ogromnych zmian w swoim życiu. Wkraczam teraz na kolejny etap – wdrażanie kolejnych zmian. I wierzę, że mi się uda. Tobie także może się udać – nieważne czy chorujesz na hashimoto czy nawiedzają Cię wieczne migreny -Twój organizm najwidoczniej daje Ci znak – a Twoim zadaniem jest go rozszyfrować.

 

 

 

  • Tez od niedawna zmagam sie z ta choroba ale organizm juz od dawna wysyłał mi sygnały ktore ignorowałem. Niestety teraz juz nie moge pomijać bo zdrowiema sie jedno i jak napisałaś o siebie trzeba zadbać odpowiednio. Prawda jest taka ze jako matki dbamy o dietę i zdrowie dzieci o sobie zapominając a tak być nie może. Chętnie kupie te książkę bo juz wiem ze potrzebuje pomocy w niektórych kwestiach.

  • Olga

    Sama prawda. Nie spodziewałam sie takiego czegoś jeśli chodzi o wodę – koniecznie muszę spróbować pic ja w takiej formie. Czekam na dalsze posty w tym temacie.

  • Paulina Świątek

    <3

  • Maja.

    Alicja świetny wpis i powiem Ci szczerze, że ja jestem naprawdę trudnym człowiekiem. Mogę mieć świadomość wielu rzeczy, mieć wiedzę – a i tak nic to nie zmienia. Moje lenistwo i brak chęci do zmian zawsze wygrywa. I wiesz co? Trafiłam jakiś czas temu na Twój blog. Przeczytałam kilka tekstów z początku, kilka z końca. Potem przeczytałam cały blog. NIGDY w życiu nie widziałam osoby tak upartej ja Ty. Osoby, która mając świadomość błędów, które popełnia, świadomie zdecydowała się na zmiany. Bo ja już nie mówię o tej determinacji w Twojej pracy, związku itp. – to już w ogóle jest kosmos, którego nie ogarniam. Alicja – dziękuję. Bo dzięki Tobie, pierwszy raz w życiu mam taką małą, maleńką chęć, by to swoje nędzne życie w jakimś stopniu zmienić. I nie sądziłabym nigdy, że będzie za to odpowiedzialna blogerka 10 lat młodsza ode mnie. Dziękuję.

  • ewelciak

    ty już wiele zmieniłaś w swoich nawykach – widziałam instastories i Twoje uda – jedno wielkie wow. jak wygładzone w photoshopie :)

    PS: skąd komplet ze zdjęcia? :)