Górka wyjątkowo wysoka. Czyli o złośliwościach dnia codziennego.

19 listopada 2013

Dziś post o górce. Bo Mamali ostatnio ciągle pod górkę. Zaczęło się z pompą. Stłuczka na parkingu, multum spraw do załatwienia z naprawą auta, problemy finansowe, kryzys w narzeczeństwie. Życie. Spoko, okej.
Nie wiem kto siedzi tam na górze, ale psoci mi się wyjątkowo. Blokuje konto bankowe co chwilę, bo rzekomo wpisuję źle hasło. Kolejna wycieczka do banku – luzik. Wszyscy na studiach składają deklaracje co do praktyk, ale kiedy złoże ja, co się dzieje? Zawiesza się cały system, nikt nic nie wie, panie z dziekanatu muszą prosić o pomoc informatyka. Aż w końcu wymioty, ostra biegunka, szpital. Chyba już lekka przesada siło najwyższa co? Co to jakieś tajemne znaki? Mam zacząć chodzić do kościoła, modlić się or what? Psocą mi się nawet przedmioty martwe. Rogi szafek bezczelnie wchodzą w drogę moim piszczelom, prostownice do włosów okrutnie parzą ręce, zresztą podobnie jak kubki do herbaty…
To nie są wielkie problemy. To nie jest koniec świata. Jednak łatwo zwariować kiedy z najprostszymi rzeczami, człek ciężarowy poradzić sobie nie może. Bo jak się za coś bierze, to system przestaje działać.
Ale…jest jedno ale. O wszystkich złośliwościach, matka zapomina wieczorem. Bo właśnie wtedy odsłania sobie brzuch i patrzy. Patrzy z uśmiechem na twarzy jak brzuch przybiera kształty różne, różniaste. Od dziwnych uwypukleń, po sterczące górki. I tylko te górki matka jest w stanie zaakceptować, pokochać i patrzeć na nie z uśmiechem. Bo po całym dniu wchodzenia pod wysoką górę problemów i pecha, niewinna górka na brzuchu jest wynagrodzeniem wszystkiego. Dobrze czuć Cię tak intensywnie. Dobrze, że jesteś.