Tych kilka rzeczy muszę mieć… jeśli zostanę drugi raz mamą

28 września 2017

Macierzyństwo. Ach, piękna sprawa. Mam jednak wrażenie, że gdybym miała teraz zajść w ciąże, wszystko byłoby jakieś takie prostsze. Kiedy przypomnę sobie swoją nieudolność w pewnych kwestiach na początku ( której wtedy nie widziałam) łapię się za głowę i myślę: naprawdę tak było?

No dobra… nie podrzucałam noworodkiem i nie dawałam mu schabowego, ale kąpiąc pierwszy raz dziecko, czy karmiąc piersią – to wszystko było takie nowe, działo się po raz pierwszy i na pewno nie przebiegało zbyt sprawnie w pierwszych dniach. Wiadomo, później było już tylko łatwiej, ale i tak przy drugim dziecku trochę bym sobie te swoje zadania ułatwiła. Mam wrażenie, że przy Polce, byłam trochę pod presją… całego świata. Niby robiłam wszystko jak chcę, ale chciałam trochę za bardzo być samodzielna. Wiecie… jest taka fala hejtu na te wszystkie gadżety, które tak naprawdę są pomocne, że chyba i ja uwierzyłam w to, że nie powinnam z nich korzystać, bo co ze mnie będzie za matka. Dziś wiem, że rola matki i w ogóle kobiety w dzisiejszych czasach jest o tyle trudna, że na naszej głowie jest… wszystko. Robimy karierę, rodzimy i wychowujemy dzieci i zajmujemy się domem. Większość z nas, dokłada do tego jakieś hobby i… pozamiatane! Doba powinna trwać przy takim trybie jakieś 48 godzin. I nieważne, że mamy facetów, którzy udzielają się w tym tak jak i my. Wychowują dzieci, dbają o domy, gotują. Najczęściej to MY, matki, spędzamy pierwsze dwa lata życia w domu, więc naturalnie podział ten zostaje nieco zachwiany. Bo w moim przypadku, przy drugim dziecku, znów musiałabym pracować w przerwach i po nocach. Tak to jest, jak się pracuje na swoje. Nikt mnie nie zastąpi, nikt nie bęzie pracował za mnie. A dwuletnia przerwa od pracy jakoś nie wchodzi u mnie w grę. Tak więc, postanowiłam sobie wszem i wobec, że drugie dziecko to tylko, jak już nasza firma się tak rozwinie, że F. będzie mógł wychowywać dziecko ze mną i spędzać z nami dużą ilość czasu. Ale, że ja zmienna jestem, to może zdecyduję się szybciej, kto tam wie. No ale.. postanowiłam też sobie, że skoro mam być znów taką super mamą, która wiecie dziecko przewinie, nakarmi, położy spać, a potem myk do biura i do pracy… to ja sobie to wszystko ułatwię jak mogę. Takimi bajerami jak…

 

PODGRZEWACZ DO MLEKA

Do tej pory podgrzewam mleko w garnuszku. Czekam cierpliwie, aż płyta się rozgrzeje, wlewam mleczko do garnuszka i czekam. I czekam. I czekam. Serio?! Serio Alicja, nigdy nie wpadłaś na to, żeby kupić sobie podgrzewacz do mleka? Ten garnek wydawał mi się taki wiecie… normalny. Po co komuś niby jakieś podgrzewacze. Ale wierzcie mi… pomogłoby mi to niesamowicie! Nie orientuję się co prawda nawet w cenach, firmach i bajerach jakie owe podgrzewacze posiadają, ale na pewno coś bym znalazła. Nic wielkiego. Niech po prostu grzeje! W moment!

 

CHUSTA

To, że nie jestem powykrzywiana jak po wypadku samochodowym, to ja nie wiem. To jest cud jakiś. Bo to, ile ja się nachodziłam z biodrem nienaturalnie wysunięty do boku, na którym siedziało moje dziecko – to sobie możecie jedynie wyobrazić. Chusta? A po co mi to? Pff.. głupia moda! Jak ja teraz się cieszę, że ta „moda” jest tak naprawdę czymś przepięknym i czymś tak praktycznym i wygodnym. Wszystko bym teraz oddała, by kupić sobie jak najfajniejszą, najbardziej milusią i najpiękniejszą. Wszystko bym dała, by nauczyć się ją wiązać i nosić w niej moje małe dziecię, które póki co jest tylko wytworem mojej wyobraźni. Ale przy Poli, chciałam być taka samodzielna i wcale sobie niczym nie pomagać. A i tak kurka zmieszali mnie z błotem, jak dziecko wsadziłam na pięć minut do leżaczka. Psia kość!

 

SUBSKRYPCJA PAMPERSÓW

Odprowadzenie dziecka do przedszkola z małym brzdącem w wózku, pędzenie do domu, po drodze jakieś zakupy, wlot do domu… i co jeszcze? Może pięć paczek pampersów na głowie? Jeśli ułatwiać sobie życie to właśnie w taki sposób. Bo sorry kochani, ale nie ilość wykonywanych czynności świadczy o tym jakimi jesteśmy mamami, a nasza miłość do maluszków. I to, że zamówię sobie pampersy pod sam nos, nijak będzie miało się do tego, jaką jestem mamą i jak się w tej roli sprawdzam. Nowoczesność i dzisiejsze czasy trochę mnie czasem przerażają, ale … w większości staram się pozytywnie odbierać świat i wszystkie dobra, które posiadamy dzięki pędzącej do przodu technice i niesamowitej kreatywności ludzi, którzy wciąż tworzą pomysły, mające ułatwić nam życie. Wiecie… takie pomysły które pomogą pozwolić dostosować się do pędzącego świata i ułatwić nam utrzymanie tempa i nie wypadnięcie z tej pędzącej kolejki życia.

Pamiętam jak wracałam z Polką w wózku, z siatami pełnymi zakupów i jeszcze wielką paczką pampersów. Zziajana, cała czerwona, ale no hello! Jestem super bohaterką! Patrzcie i podziwiajcie! Nie potrzebuję żadnej pomocy! Trochę mnie to teraz śmieszy. Ta nasza matczyna duma, która nie pozwala nam sobie za bardzo pomóc… a później płacz z bezsilności, bo to macierzyństwo takie ciężkie. Dzisiaj mam zupełnie inne podejście i jeśli mam możliwość ułatwienia sobie życia na jakiejkolwiek płaszczyźnie – to z tego korzystam. Dlatego na pewno przy drugim dziecku ( o Wojtku mowa! ) zdecyduję się na subskrypcję pampersów. I to nie byle jaką.

Baby Box Club to box subskrypcyjny, w którym możemy zdecydować się na regularne dostawy pampersów przez 3, 6 czy 12 miesięcy. Wiadomo – im dłużej, tym taniej w skali miesiąca, a już na pewno roku. Rozmiar pampersów możecie wybrać sami, lub też podać wieka dziecka. Wtedy system sam dostosuje rozmiar pieluszek. Kiedy zdecydujesz się już na rozmiar i długość trwania subskrypcji, wystarczy, ze podasz adres i wybierzesz datę dostawy. Od tej pory system automatycznie, będzie generował dla Ciebie zlecenie co cztery tygodnie. Paczki pakowane są tak, by pieluszek starczyło Wam na cały miesiąc, czyli do czasu kolejnej dostawy. Oczywiście możecie sobie dowolnie zmieniać czy to daty dostaw, czy rozmiary pieluszek, jeśli będzie taka potrzeba. Nie ma z tym najmniejszego problemu. Co jest w tym wszystkim równie fajnego? To, że skoro już dostajemy pieluszki pod nos, to nie musimy też martwić się o uszykowane pieniądze, czekające na kuriera, czy o kwitki walające się po biurku. W systemie „podczepiacie” do konta swoją kartę kredytową, a on sam, co miesiąc pobiera ustaloną kwotę. Takie rozwiązanie sama stosuję przy wielu rzeczach, za które płacę co miesiąc. Kolejny obowiązek z głowy.

 

 

Cały cennik, regulamin i szczegóły znajdziecie na stronie Baby Box Club. Do swojej subskrypcji możecie dołożyć też chusteczki, a to chyba też ułatwienie prawda? Chyba lepiej dostawać wszystko za jednym zamachem.

Plusy subskrypcji?

  • zdecydowanie taniej
  • zdecydowanie prościej
  • zdecydowanie przyjemniej

Minusy? Na horyzoncie nie widać żadnych… bo powiedzmy sobie tak szczerze. Pampersy i chusteczki to i tak wydatek każdej z nas. A tutaj nie dosyć, że cena jest niższa, to jeszcze ktoś przynosi nam je do domu. W moim przypadku, gdzie żadne inne pieluszki nie wchodziły w grę, to jest zdecydowanie najbardziej rozsądna opcja, którą mogłabym wybrać. Jeśli Wojtek pojawi się w ogóle na tym świecie, of kors.

 

MONITOR ODDECHU

Mając 21 lat, małe dziecko i nic praktycznie jeszcze nie wiedząc – reagowałam na takie sprzęty słowami: po co to komu… matki są przewrażliwione. Dzisiaj… biję się w pierś. I widzę jak wielu kwestii wtedy nie rozumiałam. Chyba można mi wybaczyć, głupi wiek ;) To nie kwestia przewrażliwienia, a bycia świadomym. Świadomym tego, jak wiele rzeczy może zdarzyć się po cichu, podczas naszego snu. Słyszałam już wystarczająco wiele historii, by wiedzieć, że lepiej zapobiegać i być zawsze krok naprzód, niż potem płakać w poduszkę, bo tragedia. Wiecie, jestem daleka od przewidywania czarnych scenariuszy, wiecie, że to nie w moim stylu. Ale chodzi właśnie o świadomość. Monitor oddechu… może sobie stać, nikomu nie przeszkadzać. Ale na pewno spełni swoją rolę i da o sobie znać, kiedy coś zadzieje się nie tak jak powinno.

 

KOSZ MOJŻESZA

Must have! Nie daruję sobie, jeśli znów tego nie kupię. Przy Poli, co chwilę zwlekałam z tą decyzję, aż w sumie już nie było po co tego kupować… teraz nie wyobrażam sobie nie posiadać czegoś tak fajnego, lekkiego i mobilnego. Czegoś w czym moje dziecko będzie mogło sobie spać czy to w każdym kącie w domu, czy na plaży, czy u rodziny. Rewelacyjna sprawa. I jeszcze te wszystkie modele, kolory, fasony… Coś pięknego! Kiedy rodziłam Polkę, już było tego nawet dużo na polskim rynku, ale teraz… teraz jest tego cała masa! Praktyczne, funkcjonalne i myślę, że przydatne dla każdej z nas! Co prawda posłuży pewnie przez pół roku, nie więcej, ale to chyba nie jest aż tak mało, prawda?

 

 

Ach. Mogłabym pewnie jeszcze wymieniać i wymieniać, czego to ja bym nie kupiła. Ale te rzeczy powyżej to takie moje pewniaczki, których nie miałam, a teraz wiem, że mieć powinnam. Bo chcę, bo tak czuję, bo ułatwią mi one życie i sprawią, że macierzyństwo będzie dla mnie mniej męczące w tych pierwszych miesiącach. Bo tak jak mówię – korzystać z takich rzeczy, to żaden wstyd. Takie mamy czasy, że wszyscy jesteśmy zabiegani i zbyt wiele mamy na głowie. Jeśli można dzięki niektórym rzeczom choć trochę zwolnić i sprawić, że będzie nam ciut lżej… to czemu nie?

A jakie są Wasze pewniaki, które miałyście lub które będziecie mieć? Co takiego ułatwiało Wam życie? Pomińmy kwestię uczuć, miłości i spędzanego czasu, bo to chyba naturalne. Mówimy o przedmiotach, bądź też usługach. Może macie sprawdzone sposoby, na to, by żyło nam się lżej? Lub na to, by kupy znikały same, bez naszej ingerencji, hmm? ;) Albo chociaż niech pachną fiołkami i mają kolor tęczy, o!

 

  • Jezu tak! popieram większość wyborów! Chusta i szumiś <3

  • Joanna Kowalik

    U mnie nie tyle kosz Mojżesza, co dostawka Chicco – sprawdziła się rewelacyjnie. A z innymi rzeczami, to w sumie nie żałuję, że czegoś nie miałam, bo m.in. dzięki Twoim wpisom kompletowałam wyprawkę dla małego (który za chwilę kończy rok ?!) i nie kupiłam żadnego bubla. Także w sumie Ci mogę teraz podziękować za inspiracje :)

  • Ja pewnie postawiłabym na Szumisia, chustę, laktator elektryczny i… katarek (u syna mordowałam się z gruszką).

  • Gosia

    O tak, chusta jest bardzo pomocna i nie wyobrażam sobie bez niej funkcjowania 😜 Ale te pampersy z dostawa są rewelacyjne !

  • Mnie kusi tula o chuście też myślę ale nie wiem czy dam radę ją wiązać

  • Daria Kowalczyk

    Z pierwszą córką właśnie podgrzewacz ułatwił mi życie, a do tego bujaczek z wibracjami Fisher Price. Fajną stronę odkryłam pod koniec użytkowania pampersów gdzie zamawiałam na cały miesiąc w fajnej cenie, a do tego zawsze były gratisy (A to Lego, to zabawka Lamaze, to jakieś dodatkowe kaszki czy chusteczki). Mr. B to też strzał w 10 zwłaszcza, że córka ma bóle wzrostowe i używamy go do dziś. Teraz jestem w drugiej ciąży i napewno co kupię to właśnie monitor oddechu z kamerką i laktator elektryczny. Zastanawiam się też nad Szumisiem. Przy pierwszym to wszyscy mi mówili, a to za dużo ciuszków kupujemy, a to marnujemy pieniądze, a taki niemowlak to wiele nie potrzebuje, a teraz… teraz jestem mądrzejsza i będę korzystała z każdej technologii ułatwiającej opiekę nad dzieckiem. 😀😀😀

  • Ebi

    Hmm moja córka ma 9 miesięcy i byc może to śmieszne ale na pierwszym miejscu rzecz bez której nie wyobrażam sobie roli matki to druga suszarka na pranie 🤣🤣🤣 kolejna jest zmywarka a dopiero potem są takie rzeczy jak niezliczona ilość butelek Tommee tippee , smoczki uspakajające z Avent (silikonowe) są rewelacyjne , bujaczek czy tam jak sie to zwie ( zanim byłam matka – nie nie od bujaczkow kręgosłup sie krzywi , gdy zostałam matka- jejku mam chwile bez płaczu moge sie umyć , oczywiście razem z bujaczkiem i dzieckiem w łazience ) . A No i fotelik samochodowy Cybex Platinum dzięki któremu jadąc na zakupy mozna rozłożyć go na płasko i nie martwić sie ze dziecko przez dłuższy czas na zakupach jest w pozycji skulonej , Cybex Priam rownież polecam świetny wózek :)

  • Maja

    Monitor oddechu to must have nr 1, osobiście nie wyobrażam sobie życia bez babycooka ( kupionego dzięki tobie hihi) i … leżaczka! Jedyna opcja, żeby na legalu pójść do WC :P

  • Kassssiek

    Jaki słodziuśny Polduś na zdjęciu !!! <3