FIT CHALLENGE – podsumowanie września.

4 października 2016

To był niezwykle ciężki miesiąc. Niezwykle ciężki pod względem mocnego ograniczenia wielu rzeczy, ale też pod względem chorób i złośliwości rzeczy martwych. Mimo wszystko, nie poddałam się. Czy spełniłam postawione przez siebie miesiąc temu cele? To się zaraz okaże…

Ten miesiąc nie do końca wyglądał tak jakbym tego chciała. On wcale nie wyglądał tak jakbym chciała… czy można jednak powiedzieć tutaj coś o porażce? Raczej nie, bo tym razem nie zawaliłam z mojej winy. O ile pierwsze dwa tygodnie, były super aktywne i spędziłam sporo czasu na siłowni – tak dwa ostatnie tygodnie były tylko jazdą bez trzymanki – najpierw chore dziecko, potem chora ja. System jedzenia mocno mi się wtedy zaburzył, bo rano na jedzenie najzwyczajniej w świecie nie było czasu, a przez wirusa na ćwiczenia nie było siły, ale w ostatnim tygodniu jedzeniem zajął się już ktoś inny, więc chociaż z tym poszło mi łatwiej. Ale o tym napisze Wam zaraz.

Moja metamorfoza z założenia miała trwać trzy miesiące, choć jeśli mam być szczera – ma ona trwać cały czas. Trzy pierwsze miesiące mają być po prostu załapaniem dobrych nawyków, zrzuceniem kilogramów oraz wypracowaniem sobie takiego systemu, który stanie się moją codziennością, a nie przykrym obowiązkiem.

Jak zatem sprawa z jedzeniem i ćwiczenia wyglądała we wrześniu? Dwa pierwsze tygodnie spędziłam aktywnie na siłowni, robiąc trzy razy w tygodniu po 5 km na orbitreku – trening siłowy robiłam tylko raz w tygodniu – pół godziny, głównie na uda i pośladki. Auto i autobus zamieniłam na … nogi. Do Poli przedszkola mam ok. 2km. Wyjęłam więc zakurzony, dawno nie używany wózek i codziennie trasę 2 km pokonuję… cztery razy. Co daje nam piękne 8 kilometrów szybkiego marszu. A, że to nie jedyne trasy, które pokonuję, czasem wychodzi tych kilometrów ok. 10, a nawet 12 !!! Takie liczby robią wrażenie, to takie ukryte cardio, po którym mam zakwasy :)

Jeśli chodzi o jedzenie – oczywiście starałam się jeść zdrowo i regularnie – mocno ograniczyłam słodycze i nabiał, właściwie na coś słodkiego pozwalałam sobie tylko raz w tygodniu i nie dbałam wtedy o kaloryczność, czy skład produktu. Niebawem zobaczycie na blogu nawet moją relację z odwiedzin w Pijalni Czekolady Wedel – wyznaję zasadę, że jeśli robić sobie cheat day, to niech to będzie jeden posiłek, w którym absolutnie nie obchodzi nas co tam jest zawarte, niż cały dzień obżarstwa. Nie polecam tego zwłaszcza osobom początkującym, bo po takim dniu łatwo można się poddać. Dlatego – jeden posiłek, raj dla podniebienia i wracamy do zdrowych nawyków.

Trzeci tydzień września był dla mnie najbardziej okrutny, bo w nim było ciężko o regularność, a ruchu nie było wcale. Przez ten tydzień wyjęty z życia, właściwie to miałam wrażenie, że zrujnowałam efekty poprzednich dwóch tygodni. Ale w ostatnim tygodniu przyszedł czas na ogromne zmiany… Do mojego projektu, dołączył rewelacyjny partner…

CATERING DIETETYCZNY DIETBOX

 

img_0206

Przez ostatni tydzień września oraz przez kolejne dwa miesiące – październik i listopad – codziennie od poniedziałku do piątku, pod moimi drzwiami ląduje i będzie lądowało 5 posiłków na cały dzień. Zastanawiacie się jak to wszystko wygląda? No więc tak… razem z dietetykami z DietBox.pl wybraliśmy dla mnie posiłki o łącznej kaloryczności 1500 kcal na dzień. Uznaliśmy, że będzie to najlepszy sposób, na zrzucenie tylu kilogramów ile chcę jeszcze zrzucić. Zastanawiałam się jak to będzie… w końcu przede mną naprawdę dużo posiłków i nie ma opcji, żeby wszystko zawsze mi smakowało. Cóż – jestem obecnie po tygodniu diety pudełkowej i tylko raz trafiłam na kolację, której nie przełknęłam i o dziwo, były to kotleciki z kaszy gryczanej, którą kiedyś lubiłam – był to jednak czas, kiedy jadłam ją do obiadu prawie codziennie, więc bardzo prawdopodobne, że po prostu mi się znudziła. Raz trafiłam też na drugie śniadanie, którym była sałatka z oliwkami i kaparami i sosem miodowo – musztardowym – również dla mnie nie do przejścia. A poza tym – niebo w gębie. Fajna różnorodność, super smaki, w końcu coś innego, niż codzienny kurczak na obiad i jajecznica na śniadanie. Najfajniejsze posiłki na które trafiłam i który były dla mnie strzałem w dyszkę to:

frittata z papryką i szpinakiem podana z sosem warzywnym

jogurt naturalny z musem jagodowym oprószony otrębami

lasagne bolognese

sałatka z indykiem i sosem jogurtowym

indyjski chłodnik z ogórkiem

grillowany kurczak w sosie z zielonego pieprzu podany z brokułami i kuskusem pełnoziarnistym

pieczone gruszki z ricottą i orzechami włoskami

ciasto marchewkowe ( a ja nienawidzę marchewki i o dziwo wcale jej tu nie czułam! )

krem ziemniaczano-porowy z pestkami dyni

 

img_0217

 

To były takie dania, które po prostu rozwaliły mnie pozytywnie na łopatki. Dzisiaj z kolei na śniadanie zjadłam pastę z pieczonego kalafiora podaną z roszponką, papryką i pieczywem chrupkim. Naprawdę pyszne.

Posiłki tak jak DietBox.pl sugeruje, spożywam równo co trzy godziny. W między czasie piję wodę niegazowaną ( ok. 2 litrów dziennie) oraz raz dziennie zieloną herbatę – przy chorobie hashimoto, pozwala mi ona pozbywać się zalegający wody w organizmie.

Ale może jeszcze trochę więcej konkretów na temat DietBox.pl. Firma została założona przez małżeństwo dietetyków, którzy postanowili podzielić się swoją pasją, jaką jest zdrowe odżywianie i stworzyć miejsce, w którym zespół wykwalifikowanych ludzi, będzie przygotowywał smaczne i zdrowe posiłki dla swoich klientów. To co widać na pierwszy rzut oka, kiedy otrzymuje się pudełka, to fakt, że produkty rzeczywiście są świeże. DietBox.pl ma w swojej ofercie nie tylko cateringi, dla osób chcących zrzucić kilogramy, ale też dla sportowców, dla osób chorych, dla mam karmiących i tych w ciąży. Istnieje również opcja dobrania indywidualnej diety. Wszelkie informacje na ten temat znajdziecie na stronie cateringu. Ja póki co jestem naprawdę zadowolona i przede wszystkim – teraz mając pudełka w lodówce, łatwo pilnować mi tylko godzin – gotując samemu, bywało różnie –  a to stwierdzałam, że dojem coś z dnia poprzedniego, a to nie zdążyłam w biegu zjeść obiadu i automatycznie chodziłam „na głodzie”- takie coś nie sprzyjało mojej diecie i regularności. Teraz jedyne co muszę robić, to zerkać na zegarek – nie podjadam nic między tymi posiłkami, od poniedziałku do piątku pudełka to jedyne posiłki, które jem.

 

img_0226

 

img_0233

 

img_0235

 

No, ale pora przejść do konkretnego podsumowania, czyli… pomiary. Sprawdźmy jak różnią się one od tych z poprzedniego miesiąca… Czy coś w ogóle drgnęło? Przyznam, że im starsza jestem, tym coraz ciężej, zrzucić mi chociaż kilogram. Kiedyś potrafiłam w kilka dni wrócić do płaskiego brzucha, teraz przy nasileniu choroby, jest to niezwykle ciężkie, ale nie oznacza to, że jest to niemożliwe. Oto pomiary robione miesiąc temu i robione teraz.

WAGA: 69 KG // teraz: 67 KG

TŁUSZCZ: 30,1 % // teraz: 28,0 %

MASA TŁUSZCZU: 20,4 KG // teraz: 18,9 KG

MASA MIĘŚNI: 44,1 KG // teraz: 46,2 KG

BMI: 21,8 // teraz: 21,3

 

Jak widać nie udało mi się osiągnąć wagi 66 kg, a zatrzymałam się na 67, jednak jak pokazują pomiary urosły też mięśnie, mogę więc chyba się z tym pogodzić ;)  Waga mimo wszystko poszła w dół i patrząc na to, że aktywna byłam tylko przez dwa tygodnie – jestem zadowolona ze spadku chociaż tych dwóch kilogramów. Poza tym – szybkie spadki wagi, zawsze kończyły się tym, że tak samo szybko do wagi początkowej wracałam. Wolę więc chyba, by tym razem ten proces trwał dłużej, ale skuteczniej.

A jakie są moje cele na październik?

  • waga 65 kg
  • tłuszcz – 26 %
  • trening – 3 x w tygodniu
  • regularność w jedzeniu posiłków
  • 2 litry wody dziennie

 

img_0255

 

img_0280

 

img_0281

 

img_0291

 

 

Na koniec chciałabym też przypomnieć, że codzienne relacje dotyczącego tego co jem itp. znajdziecie na moim instagramie na INSTASTORY czyli takim instasnapie. Dodatkowo, sami możecie wstawiać na instagram zdjęcia pokazujące Wasz zdrowy styl życia – wystarczy, że otagujecie je hashtagiem akcji #fitchallengebymamala – a ja pod koniec miesiąca nagrodzę zawsze JEDNĄ osobę, która wg mnie zasługuje na docenienie swojej pracy. Zwyciężczynią września jest… @malgorzatastryjecka ! Brawo kochana! Jeśli mam być szczera, to nieraz to TY dawałaś mi kopa do ciężkiej pracy. Czułam się przy Tobie momentami jak leń :) To się nazywa DOBRA robota! :) Czekam na Twój kontakt priv, mam dla Ciebie niespodziankę!

A Wy trzymajcie kciuki za moje dalsze postępy i na kolejną relację z podsumowaniem października! We wrześniu nie dałam z siebie wszystkiego, ale ten miesiąc to będzie coś! :)

 

img_0301-2

 

img_0303-2

 

img_0342-3

 

img_0344-2

 

Już chyba się domyślacie, że zdjęciami zajęła się Maria z Whale Photography. Ogromnie się cieszę, że mogę współpracować z tak zdolną osobą!!! :)

Przepiękną bluzę, która ma motyw pomponików ( obecnie dość modny) znajdziecie tutaj.

  • Ewelina

    Świetnie, oby tak dalej! Catering super wygląda, a zdjęcia boskie :*

  • Maria Woloszek

    Brawwwwooo, brawoooo! <3 <3 <3 I ja się dołączyłam i wzięłam za siebie, yeaaaach!!! :) :) :)

  • meg

    bardzo fajny projekt, fajnie patrzec jak ktos walcz o sieibie, choc dla mnie twoja figura jest idealna, ale to ty masz czuc sie dobrze w swoim ciele dlatego obserwuje i kibicuje

    • Bardzo dziękuję, daleko mi do ideału, ale tak jak mówisz ja muszę czuć się dobrze w swoim ciele i do tego dążę :)

  • Ala, nie ważne, że plan nie został zrealizowany w pełni, liczy się to, że coś sobie zamierzyłaś i starasz się, by było jak najbardziej efektywnie. Tak trzymaj, fantastycznie wyglądasz Kochana! :*

  • Małgorzata Stryjecka

    dziekuje ci bardzo , dzieki tobie cos sie zmienia w moim mysleniu nastawieniu do zycia , ksiazke kiedys fajna polecilas , ona zmienia nastawienie , powoli zaczelam dostrzegac ze jestem tez kobieta nie tylko mama , od 4 mc jestem na diecie minus 10 kg i walcze dalej :)

    • Brawo kochana! Oby tak dalej – pamiętam o Tobie, musiałam zebrać siły :*

  • Powiem Ci, że z tym chodzeniem pieszo to mega prosty, a jak genialny patent :) Niby tylko idziesz odebrać dziecko, a przy okazji mały trening jest :) teraz zapowiada się deszczowy tydzień, ale chyba pójdę za Twoim przykładem :)

    • Dokładnie, dziennie robię takim szybkim marszem 8 kilometrów, to sporo! :)

  • Obiecujące efekty! Najadasz się tymi boxami? I powiedz – ile masz wzrostu?

    • Kochana przez pierwsze dwa dni, byłam lekko głodna, teraz nie wyobrażam sobie jeść więcej :) Mam 178 wzrostu :*

      • Wow, to przy takim wzroście masz idealną wagę! Ale zawsze chcemy więcej i lepiej, prawda? :) Trzymam kciuki :)

  • Ja sie dzis wybieram z corka na cheat meal do naszej ulubionej kawiarni ^^