Fajnie jest musieć.

30 października 2014

Na napisanie tego wpisu naszło mnie podczas…zamiatania po raz setny podłogi pełnej okruchów od chleba i chrupek z Polą na lewym biodrze. Złapałam się na tym, że mimo iż robię to nie wiem który dziś raz, robię to z uśmiechem na twarzy. Gdzieś tam w głowie przejawiał mi się obraz mojej mamy, która często wzdychała widząc okruch tu i tam, a każdy obowiązek zdawał się ją przytłaczać.

Pomyślałam ” Cholera…fajnie jest coś musieć”. Ja – jeszcze do niedawna leniwa do granic możliwości, która ze łzami w oczach zabierała się za sprzątanie pokoju raz na ruski rok, dziś latam ze zmiotką z uśmiechem od ucha do ucha. Fajnie jest musieć kiedy ma się dla kogo. Bo kiedy ma się dla kogo…to się chce. A jak już się chce…to się nie czuje, że się musi. Prawda?

Godzina 17:40. Wciąż z Polą na biodrze, robię jej mleko. Uśmiecham się do siebie jak taki głupek. Patrząc w puszkę z mlekiem jak na filmie czy w książce, myślami jestem zupełnie gdzie indziej. Robię mleko, a myślę „Cholera jak dobrze jest mieć dla kogo robić to mleko.” Od jednej myśli przechodzę do refleksji nad tym, że tak cholernie cieszę się z tego, że mam dziecko. Teraz. Że zdecydowałam się na nie w idealnym dla mnie momencie. ” Jak dobrze jest musieć robić jej teraz mleko. Nie za chwilę, nie za godzinę. MUSZĘ zrobić je teraz”. Łapię się na swoich dziwnych myślach, czym prędzej odkładam Polę do łóżeczka, całuję na dobranoc i zaczynam spisywać. To co dziś we mnie siedzi. To, że jeszcze do nie dawna miałam tok rozumowania zupełnie odwrotny…że dobrze jest nie musieć nic. I czasem tak jest dobrze. Ba. Jest wspaniale. Usiąść i nie musieć nic zrobić. Nie musieć wstać do dziecka, nie musieć robić obiadu, sprzątać itp. Ale jeśli się ma dla kogo? Czy prawdziwą tragedią nie jest kiedy nie musimy nic…dla nikogo? Kiedy nie musimy się starać, nie musimy zabiegać? Czy nie jest fajniej musieć zarobić na upragnioną rzecz niż nie musieć robić nic, bo wiemy, że i tak spadnie nam z nieba, od rodziców, dziadków, bogatego męża? Czy nie fajnie jest musieć chodzić do pracy, starać się, by zdobyć awans, niż nie musieć, bo możemy załatwić to sobie po znajomościach, albo z ładną buzią możemy to zrobić nawet przez łóżko? Czy nie fajnie jest musieć się uczyć, zdobywać dobre stopnie niż nie musieć robić nic, bo piątka wpadnie i tak, przecież mam takie dobre ściągi.

Fajnie jest coś musieć, ale tylko wtedy gdy się tego chce. Mus jest dobry, ale tylko wtedy gdy nie ciągnie nas w dół powodując stanów niemalże depresyjnych. Nikt nie lubi być zmuszany przez kogoś. Właściwie ktoś mógłby mi teraz napisać…ja nic nie muszę. Ewentualnie mogę. I jest w tym odrobina racji. Ale czy gdybyśmy tylko mogli…to czy zrobilibyśmy tyle ile robimy gdy mówimy sobie, że to musimy? Może u kogoś działa to odwrotnie. U mnie siłą napędową jest kiedy chcę i mogę przeobraża się w muszę. Bo kiedy muszę to to zrobię. Czy jest to głupie posprzątanie, czy osiągnięcie życiowego sukcesu. A gdybym tak nic nie musiała…to cóż by na tym świecie mnie jeszcze cieszyło?