Drugie CC? Nie dziękuję…

18 sierpnia 2015

Może na 1 rzut oka zaleci tutaj kontrowersją, ale byłoby to śmieszne, zwłaszcza, że wpis pisze ktoś kto CC przeszedł. Tak. Wizja kolejnego pocięcia brzucha i uczucia jakby się było postrzelonym i niepełnosprawnym sprawia, że temat kolejnego dziecka zdaje się odkładać coraz to bardziej w czasie…

Mój poród to było coś…pięknego. Zawsze gdy myślę, że mogłabym to znów przeżyć, cieszę się jak głupia. Pamiętam jak dziś, kiedy rano po badaniu lekarz powiedział „Zaczęło się”, a ja z wielkim brzuchem pobiegłam na patologię pakować torbę, po czym pobiegłam na porodówkę i zadzwoniłam kolejno po F. siostrę i położną. Nigdy w życiu nie przypuszczałabym , że lewatywa może być czymś co na człowieku nie robi w ogóle wrażenia. Może nie będę tutaj oryginalna, ale wiem, że nie każdy tak miał, więc muszę to napisać. Wiele osób paraliżuje strach. Mnie rozpierała radość! Tak bardzo wyczekiwałam Poli, że próg bólu zdawał się nie istnieć wcale. Tzn. czułam ból, sprawiał mi on dyskomfort, ale ta myśl w głowie, że ZARAZ, już za moment ją zobaczę była dla mnie jakimś meksykiem. Do końca nie wierzyłam w to, że ja, właśnie ja, która dopiero niedawno ukończyła szkołę i je obiadki podawane przez mamusię, zostaję matką! Ciąża, poród było dla mnie czymś tak kosmicznym, że ciężko było mi uwierzyć, że ja to przeżywam. Czułam się dosłownie jak jakiś wybraniec! Wszyscy byli przekonani, że będzie ciężko. Przecież Ala ma niski próg bólu. Przeżywa jak boli ją głowa, niemalże jakby miała zaraz umrzeć. A tu proszę. 2,3,4,5,6…7 centymetr i …uśmiech! Tu fotka, tu przytulas. Żadnego jęknięcia, żadnego „ała”, nic! Tylko oddech i ta wizualizacja jej wyglądu w głowie!

8,9 centymetr…coraz ciężej, coraz bardziej boli, ale zaciśnięta dłoń F. i towarzystwo wspaniałej położnej i Patrycji sprawiały, że wszystko było wciąż piękne. I dalej byłoby pięknie, gdyby nie jedno słowo, które spowodowało, że oczy zalały mi się łzami – „cięcie”. To było jak wyrwanie z jakiegoś cudownego snu. To było jak przywołanie kogoś do porządku, pstryknięcie i powiedzenie „halo, tutaj rzeczywistość!”. Czemu tak zareagowałam? Bo po prostu chciałam doświadczyć porodu w całości, a nie położyć się na stole i dać się pociąć. W tym przypadku było to ratowanie życia mojej córki, wiem to. Ale w tamtym momencie było to dla mnie ciosem. Dodatkowo doszedł stres, że przecież jeśli nagle podejmuje się taką decyzję, to coś do cholery musi być nie tak. Fakt. Było. Tętno spadało co chwilę przez owiniętą wokół szyi pępowinę. Dziś dziękuję lekarzowi za tą decyzję, ale gdybym znów miała pewność, że tak zakończy się mój kolejny poród, w życiu świadomie nie zdecydowałam się na kolejne dziecko.

Jak już napisałam : głupotą jest poddawać dyskusji to jaką kto jest matką na podstawie tego jak kto dziecko urodził, ale mam też prawo wyrazić swoje zdanie na temat samej OPERACJI. Nigdy w życiu, ale to nigdy nie zapłaciłabym ani jednego grosza, za to, by ktoś mnie pociął, szarpał za brzuch, kładł rękę, wypychał mi dziecko a potem zszywał tych kilka warstw. NIGDY. Wbrew pozorom, drogie panie – znieczulenie nie sprawia, że nie czujecie kompletnie niczego. Owszem czujecie i dla mnie było to bardziej niekomfortowe niż skurcz przy 9 cm na stole operacyjnym, gdy czekałam na znieczulenie przed CC. Ale to, że ja nie zapłacę, nie oznacza, że kto inny nie może. Doskonale rozumiem jak strach przed rodzeniem dziecka SN może paraliżować. Wydawało mi się kiedyś, że cięcie pewnie załatwiłoby sprawę. Takie fajne, bezbolesne. A tu proszę. Wcale go jednak nie chciałam, a dostałam w gratisie. I wcale to takie fajne się nie okazało…

Zanim ktoś mi tutaj powie, że robię z siebie ofiarę – proszę przeczytać kilka zdań wyżej. Do 9 centymetra nawet nie jęknęłam. „Ale do partych nie doszłaś” – 100 % kobiet po SN doskonale potwierdzi fakt, że to skurcze są najgorsze, parte to już pikuś. Oczywiście nie mówię tu o porodach z komplikacjami, gdzie prze się 40 min, a i tak kończy się cc. Ale do rzeczy. Tak jak poród był dla mnie bólem, ale do zniesienia, tak pierwsze godziny po CC, kiedy znieczulenie zaczęło schodzić, były dla mnie koszmarem, który nie pozwalał mi wstawać do dziecka i totalnie się na nim skupić. Ten pieprzony ból nie pozwalał mi nawet swobodnie oddychać. Najgorsze było chyba 1 wstanie z łóżka… tego jak bolało, nie muszę nikomu tłumaczyć. Nie bez powodu sporo osób przy 1 wstaniu traci przytomność. NEVER AGAIN! Ale chyba jeszcze gorszym był ten obraz… ja idąca z cewnikiem między nogami… pozszywana i ledwo żywa…i mijająca kobietę, która urodziła siłami natury później ode mnie i chodzi sobie z dzieckiem na rękach po pokoju. Podczas gdy moje dziecko w nocy musi być podawane na moją klatę przez F, a każde moje wstanie na siku trwa pół godziny. 10 minut dosuwania się do boku, 10 min przygotowania psychicznego i 10 min w pozycji siedzącej i kolejnego przygotowania, że muszę wstać i się wyprostować, a co za tym idzie napiąć ranę. I tak 2 tygodnie chodzenia jak postrzelona sarna na polowaniu… Nie. Nie chcę znów tego przeżywać. Chcę znów leżeć na porodówce, czuć każdy skurcz, patrzeć na zegarek, popijać wodę, siedzieć na piłce. Chcę czuć to zmęczenie, które mówiło mi „Jesteś coraz bliżej, zaraz ją zobaczysz”. Chcę znów poczuć ten dreszczyk emocji i chcę przeć i zobaczyć jak to jest. Nie chcę znów wylądować na stole i dać się po prostu pociąć.

I dla głupców, których już świerzbi, żeby napisać na klawiaturze jakieś gówno, które wynika z braku czytania ze zrozumieniem. Nie poddaję tutaj dyskusji tematu, który poród uczyni z Ciebie lepszą matkę, bo to jaką jesteś matką, to akurat oceni Twoje dziecko i raczej będzie miało w dupie jakim otworem wyszło. Mówię tutaj jedynie o tym, co dla mnie jest lepsze/gorsze i co JA wspominam lepiej/gorzej.

Na koniec dodam jeszcze jedno… żyjemy w takich czasach, że jestem za swobodnym wyborem. By być dobrą matką, trzeba być szczęśliwą matką. A żeby być szczęśliwą trzeba dokonywać wyborów, które nam to ułatwią. Dlatego jeśli chcesz CC, bo uważasz, że to wygodne – rób! Jeśli chcesz rodzić SN, bo uważasz, że to Cię uszczęśliwi – zrób to. Wybór należy do Ciebie – pamiętaj jednak o tym, że niestety w przypadku SN Twój wybór może w pewnym momencie nie mieć żadnego znaczenia. Możesz czuć się rozgoryczona i wściekła, ale doskonale będziesz też rozumiała, że to wszystko dzieje się tylko po to, by ratować Ciebie i Twoje dziecko.

Dlatego drogie Panie – wolny wybór. Możecie świadomie decydować się na CC, tylko błagam..nie opisujcie tego jak masażu w SPA, bo operacja to nie masaż…

 

PS: Na koniec dodam, że wszystkie komentarze ludzi, którzy w głowie mają jakieś chore podziały, będę kasowane. Tekst jest jedynie moim własnym odczuciem, jak czułam się po cięciu… jeśli ktoś tego nie rozumie, tzn. że powinien kliknąć czerwony krzyżyk i przenieść się na inną stronę np.pudelek. Tam treści są łatwiejsze do zrozumienia.

 

po1

 

po2

 

po3

 

po4

 

po5