Day 2 – Gdynia

19 czerwca 2014

Gdynia – miasto, którego uroki pokazała mi przed kilkoma laty moja ukochana kuzynka. Zawsze mnie zachwycało i będzie zachwycać. Tak jak kocham spokojne miejsca, w których lubię się wyciszyć, tak kocham ‚żyć’ w dużych miastach, w których życie tętni.

Dzień 3 rozpoczął się śniadaniem przy oknie z widokiem na stocznie. Wyjście z domu wspominam cudownie pomijając ten pot i roztargnienie, by nie zapomnieć niczego co będzie mi potrzebne na plaży z 3,5 miesięcznym dzieckiem. Na finiszu byłam już tak zmęczona, że szczerze mówiąc najchętniej zostałabym w tych 4 ścianach. Pola nie oszczędziła mi również w aucie,w którym wykrzykiwała coś po swojemu, a prawdziwy popis dała wchodząc ze mną na plażę. Jeśli ktoś tamtego dnia widział wyginające się i wrzeszczące w niebo głosy dziecko – była to z pewnością moja córka :) Finał płaczu – sen. Tak właśnie od jakiś dwóch tygodni Pola okazuje, że chce jej się spać, ale jest zbyt zmęczona by to zrobić. Dopiero po konkretnej drzemce nastąpiły te lepsze chwile. Jej pierwsze face to face z morzem, jej pierwszy morski wiatr we włosach i jej pierwsza przechadzka u mnie na rękach brzegiem plaży. Cieszę się, że mogłam jej to wszystko pokazać, że mogłam w to miejsce wybrać się właśnie z Nią.
Córka moja nauczyła mnie też sprawnie jeść obiad lewą ręką, w trakcie gdy prawa robi za kołyską, bujaczek bądź cokolwiek co się rusza. Nauczyła mnie też prowadzić wózek jedną ręką, gdy w drugiej znajduje się małe ciałko, które nie może się zdecydować jaką pozycję obrać.

Jak więc czytacie…było intensywnie. Były momenty kiedy najchętniej wróciłabym do domu. Były też momenty, kiedy wszystkie już z tego wszystkiego się śmiałyśmy. I cieszę się, że tych drugich…było więcej.

Godzina 23 była godziną zbawienia. Cała czwórka zasnęła. A my? Chillout na balkonie przyozdobiony kroplami deszczu kapiącymi na nasze zmęczone twarze. A w łożach drugie oblicza naszych dzieci. Anielskie twarze wymęczone po całym dniu. Słodko sapiące przez sen. Cholera. Jestem szczęśliwa. Nawet jeśli muszę jeść zimny obiad lewą ręką i nie mieć czasu na chill na plaży, to tak. Ewidentnie jestem prze szczęśliwa, a te chwile zwątpienia i wkurzenia sprawiają jedynie…że tym szczęściem nie rzygam.