Czy tak ciężko żyć w wypośrodkowaniu?

11 stycznia 2016

Rzygam skrajnościami. Rzygam do tego stopnia, że nie mogę już czytać ani słuchać tych wszystkich skrajnych postanowień jak gdyby nie można było znaleźć złotego środka. Jedni silą się na perfekcję rodem z idealnego filmu czy magazynu. Inni próbując pokazać jacy Ci pierwsi są be – pokazują jacy są zajebiście prawdziwie nieperfekcyjni. 

A Ci drudzy najczęściej to jeszcze większy fałsz niż pierwsi. Bo kto o prawdziwości swojej non stop ma potrzebę trąbić na prawo i lewo? Kto ciągle na każdym kroku zaznacza, że nie potrzebuje fajnych ciuchów i ładnego domu, żeby być szczęśliwym? Tylko ten, kto w głębi duszy tego wszystkiego pragnie, a tym co to mają zazdrości. Z jednej strony widzimy ślicznie ubrane dzieci, zdjęcia sukienki idealnie pasującej do książki i bzu leżącego tak idealnie na stoliku… a z drugiej widzimy silące się na perfekcyjną nie perfekcyjność osoby, co znów Ci powiedzą, 30 raz z rzędu z bólem dupy ogromnym jak mój tyłek – że ten perfekcjonizm to taki słaby i w ogóle be. Jakby każdy żyć po swojemu nie mógł. Nie kumam tych kłamstw, tej zazdrości i zawiści. Nie kumam tej potrzeby udowadniania jaki ktoś jest „prawdziwy”. Komu chcemy to udowodnić? Innym? Raczej nie. Raczej samemu sobie. Żeby wybić sobie z głowy to, że JA WCALE NIE CHCĘ TYCH PIĘKNYCH rzeczy. Owszem nie jest to najważniejsze. Ważniejsze jest być niż mieć. Ale czy nie jest fajnie mieć? Czy myślicie, że gdybym miała możliwość zamienić swoją rozpieprzającą się co miesiąc astrę na ekskluzywnego merca nie zrobiłabym tego? Czy gdybym mogła kupić sobie piękny, drewniany dom zamiast wynajmować dłużej w cholerę drogie mieszkanie, nie zrobiłabym tego? I czy wtedy byłabym tak totalnie sztuczna, bo przecież tylko prawdziwi, żyją skromnie i jeżdżą gównianymi autami?

Wystarczy spojrzeć na blogi. Słabo mi się robi jak widzę te krzykaczki krytykujące perfekcjonistki, których właściwie to nie ma. Bo jeszcze nie trafiłam na blog, gdzie ktoś pisze, że ma piękne do zrzygania życie. Że dzieci zawsze grzeczne, a mąż posłuszny. Ludzie sami to sobie dopisują w swoich głowach widząc perfekcyjne zdjęcia. A zdjęcia, to tylko zdjęcia. Takie jak w magazynach wnętrzarskich. Sama nie mam parcia i potrzeby, by takie robić. Ba, nie mam nawet warunków. Lubię naturalność, ale sama wchodzę też na blogi, gdzie wszystko jest ułożone pod zdjęcia, a dziecko ubrane zapewne tylko na 10 minut na potrzeby bloga. Lubię nacieszyć oko takimi widokami, ale nie dopisuję sobie w głowie scenariusza o szczęśliwej rodzince, która na sto procent udaje.

Tak. Właśnie to Ci co najgłośniej krzyczą jacy są super, cool i prawdziwi najczęściej są największymi oszustami. Sama stawiam na prawdziwość, ale mam tego świadomość. Lubię to czasem w odpowiednim momencie podkreślić, ale nie jest to coś co muszę ludziom wmawiać, żeby to dostrzegli. Ludzie to wbrew pozorom mądre istoty i same potrafią wyczuć autentyczność w człowieku. Pominę te jednostki, którym wystarczy wcisnąć kit, napisać wielkimi literami „JESTEM PRAWDZIWA” , a oni łykną i zbuntują się przeciw perfekcjonistkom, bijąc brawo tej jedynej i autentycznej, jakby to do cholery było takie niewiarygodne, że niektórzy po prostu lubią być sobą. No ale takie mamy czasy. Skrajności, gonią skrajności, a wypośrodkowanie … zaczniemy o nim mówić, kiedy zacznie być modne…