Czy można nie kochać własnego dziecka?

20 sierpnia 2015

„Nie kocham go Ala!” – powiedziała do mnie jakiś czas temu załamana koleżanka rocznego synka. Mimo, że zazwyczaj znajduję w sekundę błyskotliwą radę, odpowiedź, cokolwiek – nie znalazłam. Zamarłyśmy obie w ciszy. Ona – pogrążając się w wyrzutach sumienia ; ja – próbując zrozumieć.

Natknęłam się kiedyś na podobny temat gdzieś w sieci. Nie czułam złości, nie oceniałam – czułam smutek i współczułam. Zarówno niekochanym dzieciom jak i matkom. Bo nie ma chyba nic gorszego od tego gdy kochać się chce, ale się nie może…

Próbuję się wczuć w taką sytuację, ale strasznie mi ciężko. No bo jak wyobrazić sobie, że się nie kocha, gdy się kocha ponad życie? Czekałam na Polę tyle miesięcy. Cały poród bez nawet jęknięcia, bo miałam w sobie taką motywację i jedyne o czym myślałam to o tym, by ją zobaczyć. Na porodówkę biegłam z uśmiechem, a lewatywy i inne cuda zdawały się być niczym w obliczu tego, że zaraz, już za chwilę ją zobaczę! Jak mogłabym jej nie kochać? Czasem mnie wkurza, czasem jej nie lubię – każdy czasem przez chwilę nie lubi swoich dzieci. Ale te momenty złości przecież mijają, miłość jest jednak cały czas. Jak więc można nie kochać? Siedziałyśmy tak w milczeniu, po czym w końcu spytałam: ” Wyobrażałaś to sobie inaczej?” – „Sama nie wiem”- odpowiedziała. ” Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Zobacz – on jest naprawdę piękny. Jest cudowny gdy się śmieje, ale to tak jak wiele innych dzieci. Sama rozumiesz. Tak jak między kobietą i mężczyzną. Może Ci się podobać, możesz go lubić, ale nie możesz się zmusić, żeby go pokochać”. Tak. To miało sens. Ale…czemu? Czemu nie można tego poczuć? I wtedy przypomniałam sobie pierwsze dni po powrocie z Polą do domu, kiedy dopadł mnie kilkudniowy babyblues. Patrzyłam na Polę jak na obcego, a na pytanie F. „Nie kochasz jej?” odpowiedziałam „Nie wiem”. No i mi minęło. Ale nie każdemu mija.

Dziecko się rodzi, oczekujemy miłości od pierwszego wejrzenia, a tymczasem mijają dni, miesiące, a tu nadal nie iskrzy. Ktoś stojąc z boku mógłby pomyśleć ” To dziecko musi być strasznie skrzywdzone”. Tymczasem matki, które nie kochają, okazują się być równie dobrymi matkami jak my, które kochamy. No właśnie… różni je od nas TYLKO I AŻ to –  że nie umieją pokochać.

Postanowiłam porozmawiać z kilkoma kobietami i okazało się, że u niektórych był to klasyczny babyblues. U niektórych tak jak u mnie minął po kilku dniach, u innych po kilku miesiącach. Niestety dwie z kobiet, z którymi rozmawiałam mają 2 letnie pociechy i wciąż nie czują miłości. Jedna z nich, mama dwulatki na pytanie ” Jak wygląda Wasza codzienność? Czy brak miłości mocno daje się we znaki?” – odpowiedziała ” To nie jest tak, że patrzę na nią jak na obcego. Bawimy się, chodzimy na spacery, wygłupiamy. Robię jej pyszne obiady i buduję z nią zamki z klocków. Jestem do niej przywiązana, ale nie czuję miłości. No po prostu nie czuję. Jest mi ogromnie wstyd i nie wiem gdzie tkwi problem. Gdy mnie mocno przytula i całuję – odczuwam właśnie w takich momentach dyskomfort, tzn. to jest miłe, ale krępujące, tak jakby przytulał Cię facet, który wiesz, że Cię kocha, a ty Go nie. Ciężko to opisać… (…) zazwyczaj takie akcje kończą się moim płaczem i jej zdziwieniem. Nie wiem jak jej to wytłumaczę, gdy będzie bardziej świadoma. Nie chcę o tym myśleć, chcę ją pokochać! (…) po prostu mam nadzieję, że to minie, przecież jak będzie starsza to sama poczuje, że coś jest nie tak. Tak jak my czujemy, że facet nas nie kocha.”

Rzadko kiedy próbuję szukać w problemie podłoża psychologicznego, jednak tym razem, postanowiłam to zjawisko przebadać. Do wpisu gościnnie zaprosiłam osobę, którą być może znacie. Magdalena Chorzewska siedziała razem ze mną na kanapie w DDTVN przy okazji dyskusji na temat świadomego, wczesnego macierzyństwa. Tym razem postanowiłam podpytać ją o to, jakie mogą być podłoża tego, że matka nie może poczuć miłości do własnego dziecka. Skąd się biorą w człowieku takie blokady?

” Zdarzają się matki, które nie kochają swoich dzieci lub mają dużą trudność w zbudowaniu prawidłowej relacji z nimi. Przyczyn jest wiele, między innymi niechciana ciąża i brak pomocy ojca dziecka lub innych członków rodziny. Nierealistyczne oczekiwania…często dziecko ma być „owocem miłości” związku, ma być idealne, grzeczne, spełniające wszystkie oczekiwania. A rzeczywistość bywa różna. Dziecko rodzi się zupełnie inne niż kobieta sobie wyobrażała i często kieruje wobec niego negatywne emocje. Dodatkowo dziecko odbiera kobiecie jej czas wolny, zmienia życie i powoduje całą masę frustracji. Często kobiety są przytłoczone nadmiarem obowiązków a czują, że nie otrzymują nic w zamian i tu rodzi się niechęć. Często dzieci obwiniane są za problemy w związku, a tymczasem to normalne, że pojawienie się dziecka powoduje pewien kryzys rozwojowy, który mija z czasem.

Innym powodem braku miłości do dzieci jest motywacja do posiadania dziecka. Kobieta chce mieć kogoś kogo pokocha i kto ją bezgranicznie pokocha, ale cena za to jest duża, a dziecko też czasem nie okazuje tej miłości tak jak by sobie tego matka życzyła. To też może rodzić złość i żal co zaburza relacje matka-dziecko. Kolejnym powodem braku miłości do dziecka są często deficyty emocjonalne matki wynikające z jej doświadczeń z matką. Bardzo ważne jest wsparcie bliskich osób, pomoc mamie w pierwszych miesiącach tak, żeby kobieta mogła odpocząć, odreagować, zyskać akceptację dla swoich emocji, które niestety nie są akceptowane społecznie. Jeśli świeżo upieczona mama cierpi na depresję poporodową, często odrzuca dziecko i tym samym nie tworzy więzi. Zawsze jest jakaś przyczyna takiego stanu emocjonalnego. Warto jej poszukać i przepracować problem z pomocą profesjonalisty.”
Co więc powinna zrobić matka, która chce pokochać, ale nie może? Zastosować się do ostatniego zdania w wypowiedzi Magdy – należy znaleźć źródło problemu – samo jego poznanie, pozwala nam już rozpocząć walkę z samą sobą i z naszymi emocjami. Niestety same często nie jesteśmy w stanie tego zrobić, dlatego nie należy wstydzić się pójścia do profesjonalisty, który postara się nam pomóc. Zanim jednak wybierzemy się do kogokolwiek takiego z naszym problemem – postarajmy się wyżalić komuś, kto nie ocenia. Przyjaciółce, mamie czy facetowi. Często samo wypłakanie się czy po prostu powiedzenie o tym co się czuję ( lub nie czuje) jest już oczyszczeniem samym w sobie.
Do reszty społeczeństwa mam jednak prośbę. Nie oceniajmy. Żadna z nas tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego jak brak miłości potrafi wykończyć psychicznie kobietę. Do większości z nas przecież ta miłość przychodzi tak szybko, tak naturalnie, że nie zdajemy sobie sprawy, że u kogoś może być inaczej. Zamiast nazwać koleżankę, kobietą nie nadającą się na matkę – wesprzyjmy ją. Jeśli nie wiemy jak pomóc, jak doradzić – polećmy jej specjalistę.
Matek, które nie kochają jest całe mnóstwo. Zrozpaczone, rozżalone, nie umieją nic poczuć. Być może nawet znamy te kobiety. Być może widzimy jak wspaniale opiekują się dziećmi, nie zdając sobie sprawy z jakim problem się borykają. Bo przecież jak w czasach kultu matki idealnej przyznać się do takiego czegoś? Przecież w oczach bezproblemowych mam jest to na granicy z absurdem i można by to przyrównać do zbrodni. Nie oceniajmy nigdy i nikogo – bo nigdy nie wiadomo czy i my kiedyś nie będziemy musiały toczyć walki…z samą sobą.

DSC_1700

 

DSC_1701

 

DSC_1703

 

DSC_1719

 

DSC_1728

 

DSC_1732

 

DSC_1734

 

DSC_1736

 

DSC_1738

 

DSC_1740

 

DSC_1744

 

DSC_1749

 

DSC_1753

 

DSC_1755

 

DSC_1760

 

DSC_1763

 

DSC_1766

 

sukienka – tutaj
torebka – tutaj
  • Ewate EwaTe

    Podobają mi się Wasze dzisiejsze outfity! :)

    Mam to szczęście, że babyblues minal mi po kilku tygodniach (no dobra, może to już była depresja i powinnam liczyć w miesiącach?) i nie muszę się borykać z emocjonalną pustką.
    Dlatego tym bardziej współczuję tym mamom, bo wiem, co mogą czuć… To jest tragiczne!

  • kasia

    Mnie dopadla depresja poporodowa przy pierwszym dziecku. Balam sie przez to panicznie drugiej ciazy. Na szczescie udalo mi sie przejsc juz bez depresji. Kocham moich chlopcow nad zycie. Wiem co to baby blues I depresja poporodowa. Cos okropnego. Mnie pomogl psycholog.

  • B,

    Pamiętam jak dziś urodziłam córkę moja mama na drugi dzień weszła do sali i zapytała ”kochasz ją?” a ja spojrzałam na nią i … pomyślałam ” cholera , ten mały 56 centymetrowy człowieczek właśnie przewraca moje 22- letnie życie do góry nogami, ale warta jest każdego poświęcenia, łez, uśmiechu wtedy odpowiedziałam stanowczo ”najmocniej na świecie ( ufff wtedy jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka ;) ) mnie bardziej w Twoim wpisie interesuje dlaczego te kobiety- mamy porównują miłość dziecka do miłości faceta. aż mnie szlag trafia facet jest a za chwilę go może nie być a dziecko .. to nasza część patrze jej w oczy i widzę siebie , czy te kobiety nie kochają nawet części siebie? tylko skupiają się na miłości faceta która czasami złamanego grosza nie jest warta ;/

    • Anna

      A co jesli nie lubi sie siebie i widzac siebie w dziecku automatycznie nie lubi sie go. Ot o tym nie pomyslalas droga mamusiu….
      Takze nie kocham czesci siebie co wiecej nawet calosci siebie i mam za soba PS i niejedna probe aborcji naturalnej … teraz jestem zmuszona urodzic dziecko i na pewno nikt nie zmusi mnie do milosci. Najchetniej oddam od razu po porodzie i zapomne o tym koszmarze.

  • Sandra Liszka

    Nie moc pokochac wlasnego dziecka?
    W tej chwili jest to dla mnie nierealne.
    Owszem miala watpliwosci będąc w ciazy „a co jesli maly znudzi mi się po pół roku i juz go nie będę chciała? ” takie pytania zadawalam sobie co dzien.
    Idac na porodowke bylam nastawiona pozytywnie.
    Przeliczylam sie.
    Porod byl ciezki.
    Stwierdzilam,ze po takim bolu, nie chce „tego” dziecka.
    Ale w tej chwili, gdzie Kuba w październiku bedzie mial 2 lata nie wyobrazam sobie zycia bez niego.
    Nie wiem jak to jest mozliwe ale z dnia na dzien, ze slowa na slowo kocham go coraz bardziej.
    Bol podczas porodu jest niczym w porównaniu milosci do dziecka.
    Bron Boze nie ganie matki,ktora nie potrafi pokochac dziecka ale dla mnie jest to obce uczucie.
    Dziekuje Bogu,ze moje watpliwosci co do „tego” dziecka byly tylko podczas ciazy.
    Teraz Kuba jest tym czego potrzebuje do przezycia.
    On jest calym moim zyciem.
    Jak i jego tato a mon maz ;).
    Mam 23 lata ale jestem szczesliwa matka i zona.
    Buziaki ;*

  • Nie jestem dobrą matką, nie wyczekiwałam dziecka, nie planowałam go, ale kocham nad życie. Ale tak jak ja mam ciężki charakter, który utrudnia mi macierzyństwo, za co się bardzo wstydzę, tak jestem w stanie zrozumieć takie matki, chociaż to bardzo trudne, bo dla mnie niewyobrażalne, ale jednak. Szczerze współczuję, bo to musi być straszne uczucie :(

  • Ah

    Musiała miec słaby moment i gadać bzdury. Nie wierzę że można nic nie czuć do swego rocznego dziecka. Jak niedługo zacznie raz po raz mowic do niej „mama” juz nigdy tych słabych słów na pewno nie powtórzy. Wiele mam mówi ze ciężko jest kochać noworodka. To akurat jeszcze rozumiem. Noworodki nie sa w stanie wyrazac swych czuc i osobowosci. Moja miłość zaczęła się niewielka i rosła z każdym dniem i każdym uśmiechem , kazdym postępem. Byla co raz wieksza. A odkąd córka potrafi sama wyczuwac moje i wyrażać swoje uczucia jest nieziemsko! Slysze czesto nagle „kocham cie mamo” lub gdy zerkne na nia z miloscia odpowiada na to „tez cie kocham. Jesteś super dziewczynka”. Gdy widzi mnie zla lub smutna od razu mnie tuli 😂 Z każdym dniem bardziej poznaje i zdobywam przyjaciółkę na całe życie!

    • Alicja Wegner

      Nie, nie gadała bzdur. Takie coś występuje u wielu kobiet i nie należy się z tym kłócić tylko dlatego, że my tak nie miałyśmy. Też kocham nad życie, ale nie każdemu to przychodzi, nawet wtedy gdy dziecko mówi słodkie mama. Istnieją blokady psychiczne, które po prostu w drodze do miłości przeszkadzają. I wtedy należy iść do specjalisty.

  • Mam roczną córcię i też nie wyobrażam sobie, że takiego szkraba można jeszcze nie kochać. Ale wiem, że można nie kochać jeszcze noworodka czy małego niemowlaka. Mnie depresje i baby bluesy ominęły, a jednak prze pierwsze tygodnie po uroczeniu synka to co czułam do niego określiłabym jako obowiązek, odpowiedzialność, ale jeszcze nie miłość z mojej strony. U mnie gdzieś tak po pół roku, jak bardziej kontaktowy i komunikatywny się stał, mogłam z ręką na sercu powiedzieć, że kocham. Wcześniej musiałam przy innych kłamać, że kocham, bo jeszcze tego nie czułam…

  • Ladymami Paulina

    Chociaż dla mnie taka sytuacja wydaje się być niewyobrażalna to wiem, że jednak takie przypadki się zdarzają. Całkiem niedawno rozmawiałam z pewną dziewczyną, której szwagierka dopiero co urodziła córeczkę. Stwierdziła, że ona traktuje dziecko obojętnie, to znaczy dba o nie, karmi, ubiera ale nie okazuje swoich uczuć. Zawsze gdy taki stan się utrzymuje TRZEBA wybrać się do specjalisty ponieważ krzywdzi się dziecko, a najbardziej siebie. Jeśli któraś z Was miała lub ma taki problem to trzymam kciuki abyście odnalazły to, czego szukacie.

    • Alicja Wegner

      Myślę, że pierwsze dni zwłaszcza po powrocie do domu wyglądają u większości podobnie. U mnie to były z jakieś dwa dni, kiedy w domu mnie to wszystko przerosło. Nie sądziłam, że to aż takie wywrócenie życia do góry nogami.

  • Ja nie kochałam. Inaczej, kochałam bardzo. Jak byłam w ciąży. Potem się bałam. Miłość stała się czymś, czego nie mogłam odczuwać,bo odczuwałam tylko paraliżujący strach. Kiedy wreszcie mogłam zacząć mówić o miłości zamiast o strachu, nie kochałam. To dziwne uczucie. Miałam wrażenie, że zajmuje się obcym dzieckiem. Robiłam przy nim wszystko jak automat. Wiedziałam, że musi jeść, muszę go przebrać, przytulić. Ale nie robiłam tego z miłości, a z poczucia obowiązku. Patrzyłam i myślałam, że to chyba niemożliwe. Że powinna mnie zalać jakaś fala miłości o której piszą w poradnikach, książkach i o których mówią inne matki. A ja nie czułam nic. Zero.

    Przeszło mi po jakiś dwóch tygodniach.

  • Marta K

    Ja się w ciąży bardzo bałam, szczególnie pod koniec. Potem pierwsze minuty po przyjściu ze szpitala, mój mąż poszedł do garażu odstawić samochód, a ja usiadłam w salonie w maleńkim tobołkiem na rękach i zaczęłam płakać.. Kochałam bardzo, ale czułam się przytłoczona tą miłością i odpowiedzialnością, jaka zawisła na mnie od chwili, gdy na świecie pojawiła się moja Hania. Kocham od tych pierwszych sekund i mimo, że te pierwsze dni były niezwykle ciężkie, to chyba każdego dnia kocham bardziej..
    Nie oceniam takich Mam, które mówią, że nie kochają, albo że nie jest tak, jakby chciały, ale nie mogę tego zrozumieć i smutno mi, bo przecież te maleńkie szkraby niczego bardziej nie potrzebują niż miłości i bezpieczeństwa… Oby każdej Mamie, której ciężko, z tego powodu, minęły te niepewności i obawy ja najszybciej…

    • Alicja Wegner

      Też mi smutno z tego powodu, ale tak jak piszesz, oby im to jak najszybciej minęło…

  • Angelika

    Ciężko zrozumieć, ale przeżywała to moja przyjaciółka. Wyszła z tego po dwóch latach. Dobrze, że o tym piszesz.

    • Alicja Wegner

      Dobrze, że z tego wyszła! :)

  • natalie

    straszne to musi byc… :(

  • kamila

    swietne stylowki!

  • Pingback: Macierzyństwo - cena, jaką zapłacisz za to, że będą nazywać Cię mamą - Sebucja - blog lifestylowy, blog parentingowy()

  • ola

    Nie kocham mojego dziecka. Nawet go nie lubię. Nie potrafię nic na to poradzić. Udaję bo boję się ostracyzmu, wrzucam zdjęcia na FB, gdzie uśmiecham się od ucha do ucha będąc na specerze z moim synem. Wszystko to kłamstwo.

    Po porodzie nie czułam absolutnie niczego, karmiłam piersią ale i to nie okazało się gwarantem magicznego przypływu uczuć. Teraz, gdy młody zaczyna wykazywać cechy charakteru okazuje się, że mój syn posiada te cechy, których po prostu w ludziach nie lubię. Jest złośliwy, bojaźliwy i, choć cholernie niechętnie to przyznaję, głupi. Patrzę na rzeczywistość do bólu obiektywnie, i niestety nie potrafię wyzbyć się tego obiektywizmu również wobec mojego własnego dziecka.

    Domyślam się, że zaraz usłyszę to, co słyszałam już dziesiątki razy – to matka i ojciec wychowują i kształtują osobowość, to matka i ojciec powinni rozwijać intelekt swojego malucha, więc jeśli dziecko jest takie czy takie – to zawsze jest wina rodzica. Wychowuję go, tak dobrze, jak umiem. Czytam mu, słuchamy razem muzyki, chodzimy do kina, teatru, do galerii. Do zoo, jeździmy na wycieczki po świecie, zawsze razem. Dbam o to, żeby od maleńkiego rozwijał w sobie ciekawość świata. Nie krzyczę. Przytulam. Mówię, że kocham. Oczywiście kłamię. Bo nie czuję nic. Może niezupełnie nic – niechęć to przecież też uczucie.

    Czuję, że zabrał mi wolność, że zabrał mi cały świat, który przestał zauważać mnie jako osobę, a zaczął widzieć tylko jako „matkę”.

    Nie uważam urodzenia dziecka za wyczyn. To żaden wyczyn. Żadne osiągnięcie, a jednak jestem postrzegana tylko przez pryzmat tego. Jak to możliwe? Ja po prostu zaszłam w ciążę a potem urodziłam. Ludzie….

    Osiągnęłam sukces naukowy i finansowy, zrobiłam i nadal robię masę (w mojej ocenie) dobrego dla świata, a jednak jestem przede wszystkim matką. Nie godzę się z tym, nie chcę tego, nie chce być tak postrzegana. Boli mnie to cholernie.

    Nie kocham mojego dziecka, które wcale nie było wpadką. Nie śmieszą mnie jego, w ocenie otoczenia słodkie, potyczki. Nie czuję, bym chciała się dla niego jeszcze bardziej poświęcić. Nie czuję nic, poza coraz większą frustracją i zdenerwowaniem.. To koszmar. Największy koszmar, jaki mogłabym sobię na tę chwilę wyobrazić.

    Przy zmysłach trzyma mnie mój partner. Wie o wszystkim, o moich uczuciach i mojej walce ze samą sobą. Wspiera mnie i daje młodemu dużo szczerej miłości, za nas oboje.

    Ale ja nie kocham mojego syna. Zabrał mi młodość. Zabrał mi życie. Zalety z tytułu jego posiadania w moim przypadku nie zrównoważyły mi wad.

    Dwa razy byłam już w grupie wsparcia dla kobiet takich, jak ja – nie mam depresji poporodowej, mój syn ma już 8 lat a ja próbowałam się „leczyć” na wszystkie sposoby kiedy był mniejszy. Grupa pomaga. Jest nas więcej, świadomość ze nie jestem wynaturzeniem… robi mi lepiej.

    Często pyta się starsze, bezdzietne kobiety „Czy żałujesz, że nie urodziłaś dziecka?”

    Nikt nigdy nie pyta „Czy żałujesz, że urodziłaś dziecko?” – zdziwilibyście się, ile z nas odpowiedziałoby twierdząco…

    Dziewczyny, kobiety! Jeśli nie czujecie na 100% że chcecie mieć dziecko, jeśli nie czujecie tego „mitycznego” instynktu ZANIM urodzicie – nie decydujcie się na latorośl. Przekonywać samą siebie, że oto dokonałam czegoś niesamowitego i teraz będzie już tylko cudownie, można tylko do pewnego momentu…. społeczeństwo i rodzina może was przekonywać, że będzie lepiej, że każda matka poczuje miłość. Bzdura.

    Koniec końców zawsze zostajemy tylko my i nasze uczucia. Moje uczucia od ostatnich 8 lat to kupa złości, smutku i bólu. Przez to, że urodziłam.

    • Me

      Istnieją takie grupy wsparcia? Żałuję, że nie tu gdzie mieszkam…

    • Jeżyk

      olu, jakby o mnie ten post. Czy żałuję – tak!, bardzo!, że nie posłuchałam intuicji! Czuję się oszukana przez społeczeństwo, że wszystkie koleżanki nagle zaczęły rodzić, i że to niby takie miało być spełnienie, że dopełnienia męża i żony to dziecko, wszystkie reklamy, gazety, poradniki. Tfu! Zazdroszczę Ci, że mimo tego dajesz radę bawić się, przytulać, podróżować. Ja nie daję … Wiem że krzywdzę, i nie wiem co zrobić, jestem w katatonicznej rozpaczy: próbuję – zmuszam się, narasta we mnie agresją, krzywdzę i mam potem potężne wyrzuty sumienia. Również się „leczę” i również nie mam depresji, miałam kochających rodziców …. i nic z tego nie rozumiem. Trafiłam tu bo szukam grup wsparcia. Czy możesz coś polecić …

      • Eme

        Słuchajcie, bardzo polecam Wam książkę „Żałując macierzyństwa” Orny Donath. Tam właśnie słychać głosy tych wszystkich kobiet, które autorka zapytała czy żałują i czy zdecydowałyby się na to ponownie. Czytając, ciągle czułam, jak bardzo identyfikuję się z ich słowami. Wreszcie ktoś rozumiał i czuł tak jak ja!
        Jednak książka nie zastąpi rozmowy i kontaktu z konkretnymi osobami. Również chciałabym znaleźć grupę wsparcia. Czy istnieje coś takiego w sieci? A może któraś z Was umiałaby taką założyć?
        Tylko szkoda, że większość z Was nie zagląda tu pewnie ponownie i trudno by było się „zwołać”.
        Myślę, że potrzebujemy miejsca, żeby móc porozmawiać z czującymi podobnie kobietami. Ja mogę powiedzieć, że często czuję się wyobcowana, nierozumiana, oczywiście przez większość czasu muszę ukrywać swoje odczucia. Dookoła znajome z małymi dziećmi- jakby z kompletnie innej planety…

    • Syl

      Miałam to samo wobec pierwszej córki, nie chciałam już mieć dzieci czułam i żyłam w strachu ze coś jej przez przypadek zrobię bałam się jej zwyczajnie nosić,przebierac…później zaczęłam dużo myśleć starać sobie wyobrazic ta miłość do niej …wymazalam w sobie ze jej nie kocham .
      Myślałam kochasz ja to w końcu twoją.coreczka patrz Sylwia jaką ona jest bezbronna,niewinna ona tylko płacze bo.chce być blisko ….
      Dałam jej.życie, więc muszę.Ja kochać i tak zaczęłam z nią budować nitke porozumienia po czym nastąpiła nitka troski i kochania…bralam są ze sobą wszedzie zawsze rano wstawalam przed nią. Żeby się już nastawić ze to.będzie.dobry dzień…ogarnialam siebie, przygotowalam do kolejnego ciężkiego dla.mnie dnia.
      I całkiem nieoczekiwanie zaszlam w.druga ciążę…przez początek strasznie źle.się.czułam …bylam nie.do życia.odbilo się.To na niej bo przestalam gotować i zamwialismy szybkie jedzenie…przez to przestała jeść…zaczęły się problemy…udało się.przez to przejść po porodzie…był kryzys ale nie wielki wtedy zroZumiałam jak bardzo mi jest jej żal i ze tak naprawdę ta moja miłość.do niej istnieje ale ukryta gleboko…wtedy tęsknilam.za.tym nasze czasem jak byłyśmy tylko same w domu ….
      Kochałam drugie dziecko.dlatego ze już.umiałam go ogarnąć sama nie budowlam od początku strachu ze nie dam rady. Nikt nam nie pomoże przez to przejść i przewartosiowac musimy To Same przeanalizować przejść przez to same w naszym mózgu poukładać wszystko do szuflad przestać słychać innych kobiet które wkrecaja i się rozczasuja nie potrzebnie nas tym trzeba wziąść się w.garść i ogarnąć to samemu. Nikt w nas nie uwierzy żebysmy mogły osiągnąć nowy sukces w pracy same to tego dążymy i tak jest z dziecmi.