Czasem sami ściągamy na siebie nieszczęścia…

26 września 2016

Za każdym razem, kiedy jestem w Inowrocławiu, zazwyczaj jakąś wieczorową porą w pubie, zawsze ale to zawsze podejdzie do mnie obca mi osoba, która mi powie, że mnie czyta. Dzięki takim sytuacjom poznałam już całą masę wspaniałych kobiet, które w przeciwieństwie do moich „koleżanek” życzą mi naprawdę dobrze i potrafią nawet podziękować, bo zmieniłam coś w ich postrzeganiu świata…

Ostatnio jednak rozmowa z jedną z czytelniczek znacznie różniła się od pozostałych. Usłyszałam, że… ludzie mi zazdroszczą. Odpowiedziałam, że nie mam idealnego życia, że zdjęcia to tylko zdjęcia. Nie pamiętam czy powiedziałam coś jeszcze, ale wiem, że w mojej głowie były wtedy myśli, że owszem skupiam się na tym co dobre, ale to nie oznacza, że nie mam swoich problemów. Mam, ale inaczej do nich podchodzę. Usłyszałam jeszcze, że tworzę swoje wpisy w taki sposób, że ludzie i tak i tak mi zazdroszczą, czy mam problemy czy nie. Trochę nie po myśli była wtedy moja rozmowa, bo nigdy nie chciałam żeby ktoś mi czegoś zazdrościł. Mało tego… kiedy ta dziewczyna mi to mówiła, byłam akurat w … czarnej dupie. Dostałam po twarzy problemem, którego bałam się chyba najbardziej w życiu. Zraniona, rozgoryczona spotkałam się tamtego dnia z przyjaciółką, która zna moje wszystkie tajemnice. Tylko ona je zna… Słowa czytelniczki rozbrzmiewają w mojej głowie do teraz, bo uświadomiła mi, że rzeczywiście – nie o wszystkich problemach piszę, bo o niektórych po prostu nie mogę – a moje podejście do życia, które polega na skupianiu się na tym co dobre, może być często odbierane jako właśnie przedstawianie mojego życia jako bezproblemowego. Kto namiętnie czyta blog wie, że w moim życiu bywało różnie. Ale nie ważne jak bywało i jak bywa – chciałabym, żeby ten blog nie powodował w nikim zazdrości, a jedynie dawał power do działania, żeby i swoje życie zmienić na lepsze.

To co działo się w ostatnim miesiącu w moim życiu to pasmo rozczarowań. Utracone zaufanie, zagubienie samej siebie, stracenie sensu, działania „na automacie” i cholernie mnóstwo łez. Wiecie… siłę człowieka poznaje się nie po tym jak sobie radzi, kiedy wszystko idzie po naszej myśli, ale jak sobie radzi, kiedy wszystko się sypie. Ja w ostatnich tygodniach poddałam się smutkowi totalnie. Owszem, powinnam była się wypłakać, złościć, smucić, ale …  to trwało zdecydowanie za długo. Sama siebie katowałam smutnymi piosenkami, uciekałam w samotność, pisałam najgorsze z możliwych scenariuszy. I tak oto tkwiąc początkowo w smutku, a potem w jakimś marazmie, zaczęłam ściągać na siebie coraz to „lepsze” atrakcje. Było coraz gorzej, miałam wrażenie, że totalnie nic nie idzie po mojej myśli, więc nie miałam też zapału do pracy, nie miałam ochoty nawet na wyskrobanie kilku słów do Was. Czułam się beznadziejna i całe moje życie, którego ponoć tak wiele osób mi zazdrości – było dla mnie totalnie bezwartościowe. Przestało cieszyć mnie mieszkanie, praca, wszystko. Nie miałam głowy do tego, by… żyć. Gdyby nie fakt, że Polka zachorowała, zapewne skuliłabym się w kłębek i nie wynurzała nosa spod kołdry przez pół dnia. Tak zresztą było w pierwszych dniach. Jeszcze przed jej choróbskiem, po odprowadzaniu jej do przedszkola, szłam po prostu spać. Żeby nie myśleć, żeby się nie denerwować. Pamiętam, że pewnego ranka poczułam, że już tak nie mogę, że muszę odsapnąć, wyjść d z domu. Ten płacz i ciągłe spanie przypomniały mi mój najgorszy czas w szkole licealnej. Tamtego ranka szykując się na śniadanie z Marią ( moją fotograf  ) – zobaczyłam jak bardzo moje oczy spuchnięte są do płaczu. Stwierdziłam : koniec z tym. Po śniadaniu, odebrałam Polkę z p-kola, a następnie ruszyłam sama do miasta rodzinnego… Po powrocie jednak wcale nie było lepiej. Ciągle coś było nie tak, ciągle pewne rzeczy nie dawały mi spokoju. I wtedy Pola zachorowała, ja również, a kiedy myślałam, że gorzej już być nie może, dostała jeszcze jelitówkę. Całą noc czuwałam przy jej łóżku, podkładając jej miskę i piorąc wszystko co zostało wkoło zarzygane. Kiedy rano cała chata śmierdziała, a Pola przeszła na kolejny etap jelitówki – wysiadła mi pralka, a kiedy próbowałam odkręcić filtr – zalało mi całą łazienkę. Z wymiotującym ( i nie tylko ) dzieckiem pod pachą, prałam ręcznie wszystkie śmierdzące ręczniki, materac i próbowałam uporać się z zalaną łazienką. Kiedy wieczorem myślałam, że to już koniec i pędziłam po schodach z kartonem wypełnionym obrzyganymi szmatami, resztkami jedzenia , karton zmiękczył się od spodu i wszystko po prostu… pierdolnęło. I wtedy zrozumiałam, że od momentu kiedy Pola zaczęła wymiotować, ani razu nie rzuciłam przekleństwem, nie uroniłam ani jednej łzy. Ja nawet nie byłam smutna. Byłam wykończona, zmęczona, ale potrafiłam jeszcze ósmą ręką kręcić snapy, które Was zarówno śmieszyły  jak i wzbudzały współczucie. Dostałam milion wiadomości od kobiet, które stwierdziły, że już dawno by się w kącie popłakały… i wtedy uświadomiłam sobie, że nauki Sekretu nie poszły na marne. Przestałam w dużej mierze przejmować się i wściekać na rzeczy, na które nie mam wpływu. Nie mam wpływu na chorobę dziecka, a swoim spokojem mogłam jedynie pomóc przejść Poli przez ten wyczerpujący dla niej czas, nie stresując jej swoim płaczem czy krzykiem. Ona nie była temu winna, więc i na nią nie czułam złości. Na siebie też nie. Na nikogo. Na co miałam się wściec? Na pralkę? Na martwy sprzęt?? Na wodę w łazience? Nie miałam powodów do wściekłości. Byłam wściekła jedynie na to, że tym swoim marudzeniem i smutkiem, ściągnęłam na siebie jeszcze więcej.

I to nie działa tak, że będziemy sobie mówić „wszystko jest ok, nie wściekam się”, podczas gdy będziemy czuć zupełnie odwrotnie. Na początku owszem trzeba się wręcz trochę zmuszać, ale sukces jest wtedy, kiedy my naprawdę się złymi rzeczami nie martwimy, bo wiemy, że to i tak nic nie da, wręcz pogorszy sytuację. Nie zrozumcie mnie źle – smutek i negatywne emocje są potrzebne i jeśli są to nie powinniśmy ich dusić, bo to wpłynie na Was naprawdę fatalnie… to, że wybuchamy płaczem, kiedy okazuje się, że jesteśmy chorzy, albo ktoś nas oszukał – to świadczy tylko o tym, że jesteśmy ludźmi i mamy emocje – grunt to wiedzieć, kiedy powiedzieć stop. Przecierpieć swoje, ponarzekać, posmucić się – ale po chwili wziąć się w garść. Bo… życie ucieknie nam przez palce. Będziemy trwać w smutku, marazmie… i nawet się nie obejrzymy, a okaże się, że straciliśmy kawał cennego czasu na nic, zamiast spożytkować go na coś, co polepszy jakość naszego życia. W życiu jak w biznesie, trzeba czasem ostro kalkulować, co nam się opłaca, a co nie.

Czy pozytywne myślenie jest jak magiczne pstryknięcie palcami, po którym wszystkie smutki znikają? Nie. Nie oszukujmy się, to tak nie działa. Ale mimo wszystko warto się go nauczyć. Odmienia on całe życie. I choć wciąż powtarzam, że przede mną jeszcze daleka droga to wiem, że sporo jest już za mną. I wierzcie mi, że w tyle za mną, bardzo daleko, zostało bardzo wielu ludzi, którzy z tego mojego optymizmu się śmiali. Ileż to było na moim fanpage’u czytelniczek, które twierdziły, że wiem gówno o życiu, a one wiedzą najwięcej. Jak bardzo próbowano mi wmawiać, że jak dopadnie mnie życie, to już nie będę patrzeć na wszystko przez różowe okulary. Mówili mi tak, bo życie zrobiło z nimi cokolwiek chciało. Poddawali się wszystkim nieszczęściom, złym wypadkom – i nie mogą teraz znieść myśli, że ktoś kto optymistycznie patrzy na świat, mógł przejść przez to samo co oni. Jeszcze kawał życia przede mną, ale bagaż doświadczeń mam już spory. A im więcej złego się dzieje – tym bardziej motywuję się do tego, by coś jeszcze w życiu zmienić. Mogłabym usiąść, narzekać i wytykać palcami tymi, którym się udaje. Mogłabym się doszukiwać u nich oszustw, kłamstwa – ale zamiast tego inspiruję się tymi, którzy są dalej i … robię swoje. I naprawdę życie byłoby piękne, gdyby robił tak każdy…

 

img_0004

 

img_0005

 

img_0011

 

img_0012

 

img_0072

 

img_0084

 

img_0122

 

img_0126

 

img_0135

 

img_0185

 

img_0204

 

img_0210

 

img_0240

 

img_0251

 

img_0253

 

img_0259-3

 

img_0273

 

img_0281

 

img_0286

 

img_0314

 

img_0318

 

img_0349

 

img_0371

 

img_0391-2

 

img_0408

 

img_0427

 

img_0430

 

img_0451

 

img_0463

 

img_0481

 

img_0532

 

img_0561

 

img_0597

 

img_0598

 

img_0611

 

img_0685

 

Zdjęcia do tego wpisu, wybrałam takie, a nie inne, bo to co na nich widać – miłość matki do córki i miłość córki do matki – to jak to określiłam w DDTVN – mój motor napędowy, siła do działania. Może być w naszych życiach cholernie źle, ale dzieci… dzieci zawsze trzymają nas w ryzach, sprawiają, że mamy dla kogo żyć, mamy dla kogo się starać. Za uwiecznienie tych pięknych chwil dziękuję ukochanej Marii z Whale Photography – to cudowna osoba, która zatrzymuje na fotografiach najważniejsze chwile… Koniecznie odwiedźcie jej profil i go polubcie – ciągle pojawiają się tam sesje narzeczeńskie, ślubne, rodzinne – Maria to specyficzny fotograf, bo kojarzy się z ujęciami pełnymi miłości i dobrej aury. Cieszymy się, że towarzyszy naszej rodzinie już od dłuższego czasu :* Maria love u !

Szczególne podziękowania należą się też wspaniałej … hmmm…. ciężko mi powiedzieć, że firmie. Nie lubię tego określenia, zwłaszcza jeśli kiedy mam styczność nie z firmą, a z człowiekiem, za którym stoi bardzo często niezwykle inspirująca historia, która daje mi power do działania ( Karolina Ty wiesz… :* ) – jeśli mam więc wybór pomiędzy FIRMĄ, dla których klient to klient i statystyki – to wybieram biznesy tworzone z pasją, z sercem, gdzie nie ma klientów, tylko są ludzie. Biznesy takie jak Lovely Shop . Przez moje ręce przewinęło się wiele tiulowych spódniczek i tutaj z ręką na sercu mogę Wam polecić spódniczki widoczne na zdjęciu – będę odpowiedzialna za Wasz wybór, jeśli się za nie zdecydujecie i nie mam w sobie żadnych obaw, że te cudowności mogłyby Was zawieźć. Genialna jakość, cudowne wykonanie i kawał serca włożony w ich w wykonanie spódniczek, do których dołączono nam również… prześliczne bransoletki dla mamy i córki! Dziękujemy raz jeszcze!

butki Mamalowe – DeeZee.pl // butki Poli , body – h&m // pazurki – Beautiko

  • Joanna Abelska

    Zdjęcia takie cudowne ❤ Wy na nich takie szczęśliwe ❤
    Czytam Twojego bloga od bardzo dawna i wiesz co? Nie zazdroszczę. A dlaczego? Bo widzę, że ciężko pracujesz na to aby mieć takie życie, aby być szczęśliwa i spełniona. I tak naprawdę każdy kto zaczął by walczyć o swoje życie tak jak Ty to robisz ciężką pracą Ci którzy zazdroszczą zrozumieli by ile serca i wysiłku trzeba włożyć aby żyć tak jak się tego pragnie. Nie koloryzujesz, nie owijasz w bawełnę, jesteś szczera. Jeśli jest źle piszesz o tym, jeśli jest dobrze też o tym piszesz. Ludziom nie dogodzisz, ale Ci, którzy są wierni i rozumieją dzięki Twoim wpisom będą się motywować. Każdy w życiu ma dobre ale też i złe chwile, ale nie wszyscy potrafią się odbić od dna i wtedy będą zazdrościć, a zazdrościć bo nie chce im się walczyć. Sama obecnie przechodzę spadek formy i to tak totalnie okropny, że dawno tak nie miałam, ale zaczynam się podnosić z tego, zaczynam nabierać nowe siły i również dzięki książce i filmowi Sekret 😉
    Kochana najważniejsze abyś Ty była szczęśliwa, a jeśli Mama jest szczęśliwa wtedy i córka będzie szczęśliwa ❤

    • Bardzo dziękuje Joanna! <3 Mam nadzieję, że zaczniesz nabierać nowych sił – Sekret naprawdę potrafi odmienić życie całkowicie – zależy co z wiedzą w nim zawartą zrobimy! :) Powodzenia <3 :*

  • Małgorzata Stryjecka

    Piękny mądry wpis, zdjęcia cudowne a sukienki urocze. Szczerze zazdroszczę Ci jednego -siły! Tak często powtarzam moim córka ze :dziewczynki to księżniczki, piękne i mądre ale i silne i zaradne.
    Często brakuje mi motywacji, ochoty na co kolwiek, dobrze jest przypomnieć sobie sens życia. Buziaki

  • Paulina Świątek

    <3

  • Wierzę, że pozytywne nastawienie wiele zmienia. Pomaga nam wyjść na prostą i przyciąga dobre rzeczy. Taka trochę potęga podświadomości ;)

    P.S. Przepiękne te zdjęcia – bije od Was miłość i niewinność <3

  • Polka wygląda jak mała baletnica, przeuroczo. :-)

  • Bardzo podoba mi się Wasza sesja i jej klimat, jasne kolory, dużo światła i miłości :) Co do ostatnich wydarzeń, Twoje snapy rozwaliły mnie na łopatki, bo w tak absurdalnie beznadziejnej sytuacji można się już chyba tylko śmiać i to było genialne :) Najważniejsze, że dałyście radę i z tego co widziałam – pranie już zrobione, więc wszystko wraca do normalności :)

    • Już wszystko wróciło do normalności, ale najlepsze jest to, że kilka lat temu w takiej sytuacji chyba bym klęła jak szewc i płakała :D

  • Iwona

    Bosko wyglądacie dziewczyny. Z wpisem zgadzam się w 100 % ! To my kształtujmy swój los i jesteśmy odpowiedzialni za to co się dzieje w naszych życiach. Im szybciej się to zrozumie tym lepiej. Trzymam kciuki za to, by nastawienie trwało możliwie bez większych przerw na choroby i inne „rewelacje” ;)

  • Chciałabym tak do tego podejść. Póki co chodzę co tydzień na terapię bo dystymia która mnie dopadła juz dłuższy czas temu właśnie wpedza mnie w kule śnieżna nieszczęść. Odkąd ja się czuje źle z każdym dniem jest coraz gorzej. Co chwila się ” coś doklada”. A ja ? Nie radzę sobie. Juz z niczym :( i moje postanowienie ze od jutra będę silniejsza nic nie daje. Bo to poza moja kontrola. Ale liczę ze w końcu ja odzyskam i zacznę cieszyć się życiem.

    • Lena

      Madleine a jakie masz objawy dystymi?

      • ojjj hmmm to taki dlugotrwaly spadek nastroju. Ciągle chce mi się płakać . zero motywacji do spacerów zrobienia obiadu. przestałam robić wszystko co lubię czytać robić zdjęcia udzielać się w wolontariacie. przestałam spotykać się x przyjaciółmi. Ciągle się boje. o zdrowie swoje i dzieci. do tego stopnia ze jak komuś coś dolega to mam napady paniki i płaczu. ..:(

    • Madleine, doskonale Cię rozumiem. Mam za sobą głębokie depresje i kilka innych rzeczy, o których aż strach pisać publicznie ;) Powiem Ci jedno – terapia to jedno, nastawienie to drugie. Przede wszystkim – nie nakręcaj się. Jeśli będziesz ciągle mówić o swojej chorobie, myśleć o niej i tkwić w złym nastroju, bo przecież jesteś chora – to się nie wyleczysz. Kiedyś naprawdę odebrano mi radość z życia, okaleczałam się, próbowałam popełnić samobójstwo, upijałam się, a w domu tylko spałam. Do takiego stanu doprowadzili mnie nauczyciele. Nic nie sprawiało mi przyjemności, ja nie żyłam, to była wegetacja. A nadmiar czasu wtedy, wcale nie sprzyjał, bo nie od dziś wiadomo, że jak człowiek się czymś zajmie, to nie ma czasu myśleć… Wiesz ile mnie kosztowało, żeby ot tak z dnia na dzień wstać i żyć? I nie miałam wtedy dziecka, wcale nie miałam dla kogo. Zrobiłam to dla siebie. Początkowo się zmuszałam, potem poszukałam pasji – ty ją masz – masz wolontariat, robisz zdjęcia – wróć do tego, dlaczego przestałaś to robić? Metodą małych kroków, odnajduj radość w najprostszych rzeczach. Wierz mi, że to co kiedyś przeszłam, próbuje do mnie wrócić bardzo często. Gdybym tylko się poddała, w moment wróciłyby wszystkie objawy, bo one próbują wracać codziennie, próbują mi odbierać radość z życia, próbują odciągać mnie od pasji. Musisz być silniejsza, nie tylko dla dzieci, ale głównie dla siebie. Trzymam za Ciebie kciuki, naprawdę, bo wiem doskonale przez co przechodzisz…

      • dziękuję Ci! !! staram się jak mogę. choć bywają dni ze jestem wobec tego kompletnie bezsilna. nie chce żeby dzieci to widziały. nie chce by miały taka matkę. każdy dzień to wyzwanie a zarazem czuje jakby ko życie przeciekalo przez palce. marzę by poczuć ulgę i wierzę że w końcu tak będzie. dziękuję Ci za to co napisałaś. mam nadzieje ze znajdę tak jak i Ty w sobie siłę :*

  • Piękne zdjęcia.
    Pola tak spokojnie i fajnie pozowała jak prawdziwa modelka. :)
    Ja nigdy nikomu niczego nie zazdrościłam.Trzeba doceniać to co się ma i co się posiada bo Życie to życie,nie jest, nie było i nie będzie idealne. Każdy ma swoje problemy i zmartwienia o których nie mówi, a na co dzień, a zmaga się z nimi.
    Pozdrawiam

    • Hehe no właśnie wcale nie pozowała, bo ona nienawidzi pozować! :D Sesja miała wyglądać zupełnie inaczej, ale po trzech próbach namówienia Poli na pozę, stwierdziłyśmy z Marią, że po prostu będę się z nią bawić, jak zawsze – efekt jak widać nawet lepszy hehe :D

      Buziaki! :*

  • matka zolza

    moim zdaniem w zazdrości nie ma nic złego, póki jest to ta dobra zazdrość, która napędza nas do działania i cieszymy się z tą drugą osobą, że ma to co ma. ale ja nie o tym tu chciałam. cholerka jasna, znowu sytuacja się powtarza. czytam o sobie. tyle tylko, że moje dziecko nie ma jelitówki (jeszcze, ale może się to zmienić – lepiej nie! -, bo od poniedziałku pójdzie do żłobka) i pralka mi się nie popsuła. Ala, jak zwykle dziękuję. dajesz kopa!
    i.. cudny macie ten komplet! gdybym wiedziała wcześniej, to na roczek Melki bym kupiła właśnie zestaw mama-córka. ale co się odwlecze to nie uciecze, za rok też będzie okazja :D

    • Masz rację, jednak zauważyłam, że we mnie nie ma już nawet dobrej zazdrości – jeśli podoba mi się czyjeś życie, to po prostu mi się podoba, lub mnie inspiruje – a może to kwestia nazewnictwa? :)

      PS: Pamiętam o Tobie :*

  • Już nie raz przekonałam się jak wielką siłę ma podświadomość. Wiadomo, każdy z nas ma uczucia, każdy ma prawo się smucić, złościć jednak grunt to zachować równowagę i po prostu się nie poddać.
    Widziałam Twoje snapy i byłam pod wrażeniem, że na prawdę zachowałaś spokój w tej fali złych zdarzeń.
    Ja zazwyczaj w takich sytuacjach muszę przynajmniej poprzeklinać ;).
    Cudowne zdjęcia! <3

    • No właśnie mnie aż dziwi, że nie rzuciłam nawet przekleństwem, doprawdy, chyba wypłukałam się z emocji :D

  • Kinga Kmiecik

    Jak dobrze, że mam takie same podejście do życia jak Ty :* Nie raz było źle, ale zawsze sobie powtarzam: jak gorzej być nie może, na pewno będzie lepiej! :*

  • Anna

    Jak na tak młoda osobę to gratulacje😉 siła,wiara,nadzieja jest😊 15 lat temu też taka byłam mimo że od dziecka mialam ciężko zawsze pod górkę ale walczylam o lepsze jutro.A gdy urodziłam syna dostałam większych skrzydeł bo czulam się potrzebna i kochana😊ale gdy wiecznie ma się pod górkę i potem zawodzi dziecko i stajesz sie bezradnym nie łatwo jest udźwignąć ten ciężar i iść do przodu po tylu upadkach. Ale czytając twoje wpisy dajesz dziewczyno wiarę,nadzieje i siłę ze mimo że jest ciezko to warto walczyć o lepsze jutro. Dziękuję!

  • Natalia Kaczmarek

    Pięknie wyglądacie księżniczki 😘😘😘😘

  • sdsdsd

    Trwało to już od kilku lat. Czułam, że cierpię na depresję i
    muszę uzewnętrznić to, co dzieję się w mojej głowie. Przebieg nie był taki
    stereotypowy, jak u większości dotkniętych – nie miałam napadu smutku, nie płakałam,
    kiedy było mi źle. Chciałam jakoś wyzbyć się tego problemu. I wtedy natrafiłam
    na stronę http://energiaduchowa.co.pl/?p=21
    gdzie zamówiłam oczyszczenia aury, które było zalecane na takie problemy. Po 2 tygodniach od wykonania me problemy
    ustały…. znów stałam się bardziej empatyczna i zaczęło mi zależeć. Dzięki temu
    znalazłam pracę i poznałam nowych ludzi. Mam nadzieję że moje problemy już nie
    powrócą.

  • Basia Potocka

    Ja czasem się zastanawiam jak to robię, że nie popadłam w depresję, że przy tylu stresach od narodzin dziecka ja wciąż mam mleko i mogę karmić mojego ssaka..że mam siłę aby się uśmiechać i twierdzić, że jednak są osoby, które mają gorzej niż ja.. To determinacja! Ta siła bierze się z miłości do dziecka. Tylko ciągle brak mi tej najważniejszej determinacji aby zacząć życie od nowa.
    Te zdjęcia cudne! A jeszcze jak oglądam je w taką pogodę jak dziś..szaro, zimno i deszczowo brrr
    😘

  • Patryk Z

    Lubię czytać twoje teksty szczególnie teraz kiedy mamy straszny kryzys w małżeństwie. Jesteś moją ostoją duchową. Dziękuję Ci.