witaminy w ciąży

Cud Narodzin

3 marca 2014

Stało się. Po dziewięciu miesiącach oczekiwania na świat przyszła Ona – moja córka. Z nutką nieśmiałości i iskierkami w ledwo otwierających się oczkach powitała mnie wywołując falę łez. 12:46. O tej godzinie położono mi koło ramienia na stole operacyjnym mały, kruchy i niesamowicie piękny cud. Cud narodzin.

Nie zapomnę tego nigdy. Momentu, w którym nasze oczy spotkały się na chwilę. Momentu, w którym ucichłaś, bo poczułaś. Poczułaś moją skórę, ja poczułam Twoją. Nie docierało do mnie nic. Żadne głosy. To co ze mną robią. Nie przeszkadzał mi brak czucia w nogach. Świat się zatrzymał. Chwila ta była całą wiecznością, a jednocześnie trwała zbyt krótko. To była chwila, w której miłość nabrała nowego znaczenia. Nowego wymiaru. Nie da się tego opisać słowami. Trzeba to przeżyć. Jeśli jesteś w ciąży i zastanawiasz się jak ta chwila będzie wyglądać – muszę Cię rozczarować. Choćbyś miała w głowie tysiąc różnych wersji tego jak to będzie wyglądać co będziesz czuć. Żadna nie jest prawidłowa. Niezwykłość tej chwili polega na tym, że dopóki nie nastąpi, nie jesteś w stanie sobie wyobrazić tego jak będzie przebiegać. Tyle razy pisano mi, że chwila, w której położą obok mnie moją córkę wynagrodzi momentalnie każdy ból. Nie ma nic bardziej trafnego.

Co pomogło mi przejść przez ten poród z uśmiechem? Rodzina. Wsparcie. Mobilizacja. Mobilizacja, że lada moment zobaczę ją po raz pierwszy. Dotknę, poczuję. Obok mnie siostra i narzeczony oraz wspaniała położna. To dzięki tej trójce, miałam się po co uśmiechać pomiędzy skurczami. To ich słowa „jaka ona jest dzielna” mobilizowały mnie, by przejść przez ten ból. Dziś opisuję Wam to od strony emocjonalnej. Bez szczegółów, co kiedy, w której minucie się działo. Dziś opisuję Wam to, co czułam. Miłość pomieszaną ze strachem. Ból pomieszany z ulgą, że lada moment to wszystko się skończy. Momenty słabości przeplatane z nieziemską siłą i energią, która tkwiła we mnie. Moja dłoń ściskająca jego, kiedy nadchodził skurcz. Jego dłoń głaszcząca moje włosy i czoło. Ukojenie, które znajdowałam w Jego dotyku. Jego obecność, która sprawiła, że dzielnie przeszedł przez to razem ze mną. Nagość, ból, krępujące sytuacje. Nie czułam wstydu. Wstyd odszedł w nieznane. To wszystko działo się po coś. Z każdą godziną, minutą, sekundą byliśmy coraz bliżej owocu naszej miłości. Miłości, dzięki której, nie jesteśmy już sami. Nie jesteśmy dwojgiem ludzi. Jest nas troje. Od teraz tworzymy rodzinę. Tworzymy własną historię. Historię, która zaczęła się od naszego Cudu Narodzin.