Coś czego nie zabierze mi nikt.

5 października 2014

Jeszcze mieszkając z rodzicami, wydawało mi się, że różnica po wyprowadzce będzie jedynie taka, że nikt nie będzie mi się w nic wtrącał, a do WC będzie za mną podążała moja mała kopia (lub taty, jak kto woli). Jak bardzo się myliłam, pokazały mi ostatnie dni praktycznie tylko we dwójkę od rana do nocy. Ostatnia noc w domu rodzinnym wypełniła moją głowę tysiącem mieszanych uczuć. Była to niezrozumiała plątanina myśli. Coś pomiędzy strachem przed tym, czy na pewno damy radę finansowo,  a przed tym oficjalnym ucięciem między mną a moją mamą pępowiny, która mimo, że dość silna nigdy się nie wydawała – istniała.

Kiedy nadszedł dzień mojego nowego życia, po prostu spakowałam walizki, odpaliłam auto i opuściłam swoją maleńką wieś z uśmiechem na twarzy. Dystans? 7 kilometrów. Zmiana? Diametralna. Początkowe uczucie obijało się gdzieś o ekscytację. Jak super jest WSZYSTKO robić samemu przy małym szkrabie u nogi ! Dziś jest to już piękną codziennością wypełnioną samodzielnością i uczuciem odpowiedzialności. Poczucie, że jest się panią domu , a nie matką dziecka w domu rodziców.

Pisząc w tytule wpisu „Coś czego nie zabierze mi nikt”, nie chodzi mi o mieszkanie, faceta, pieniądze czy auto. Chodzi o coś więcej. Chodzi o więź z dzieckiem, której nie zaznałam wcześniej w takim stopniu jak teraz. Więź, którą wypracowałam sobie przez bycie z Nią praktycznie non stop, ale i nie o to chodzi w głównej mierze. Więź tak silna zrodziła się z mojego spokoju wewnętrznego, który poczuła i ona. Więź zrodziła się z przytulania kiedy się budzi, bo branie na ręce o 5 rano przestało być obowiązkiem, a przyjemnością.

Może gdzieś w środku miałam przeczucie i zaczynałam wierzyć w to, co tak zawzięcie wmawiali mi hejterzy. Że nie dam rady, bo gówno wiem o życiu i odpowiedzialności. Dziś chcę się im zaśmiać w twarz i powiedzieć „Sorry, byliście w błędzie”. Nie jest sztuką siedzieć z dzieckiem od rana do nocy,  sprzątać, gotować i robić sto innych rzeczy. To robi KAŻDA MATKA. To nie jest mistrzowski wyczyn, za który chcę zbierać oklaski. Wiecie co jest prawdziwą sztuką? Zasnąć z uśmiechem na twarzy mimo tego, że nie zrobiłyśmy wszystkiego co sobie zaplanowałyśmy. Sztuką jest podziękować Bogu za ten dzień mimo, że ledwo stoimy już na nogach. Sztuką jest tworzenie więzi z dzieckiem, mimo zmęczenia, mimo stu innych obowiązków, które czekają na nas tuż obok. Sztuką jest dostrzeżenie najmniejszych uśmiechów dziecka podczas mycia naczyń. Cudownych matek nie czyni z Nas udźwignięcie dziecka w wózku i toreb pełnych zakupów, by dotrzeć na wysoki parter, bo garaż podziemny jak na złość nie chce się otworzyć i do windy trzeba dotrzeć kilkoma sporymi schodami. Cudowne matki czyni nas zrobienie tego bez pretensji do całego świata jak to nam źle i ciężko.

Nie jest sztuką, to co robi co druga osoba na tym świecie – narzekać. To jest tak monotonne i denne, że w nadmiarze razi mnie gorzej niż lukier, którego za dużo. Decydujemy się na dzieci, na macierzyństwo, które jest piękne. Kupujemy domy, o które musimy dbać, mamy wspaniałych mężów, którym gotujemy obiady. Czemu traktujemy to jak pieprzony obowiązek, który uprzykrza nam życie? Czy nie jest fajnie gotować dla kogoś kogo się kocha? Czy nie jest fajnie być tak zmęczonym, że nie zdąży się spojrzeć na zegarek zanim pójdzie się spać? Przecież to zmęczenie wynika z tylu świetnych rzeczy, które robicie! Bycie matką i panią domu nie jest mało ambitne, nie jest denne i nie jest tragiczne, jeśli w każdej najmniejszej czynności nie widzicie obowiązku, który staje Wam na drodze do szczęścia.

Żeby nie było. Wiem – obowiązki czasem przytłaczają. Chce nam się ryczeć w poduszkę, pragniemy chwili odpoczynku od dziecka, mamy dość. To naturalne. Ale to uczucie mija prawda? Nie możemy w nim trwać non stop, bo stopniowo będzie nas wyniszczać. Kawałek po kawałku. Jedna zła myśl, przyciąga tysiąc kolejnych, aż nagle nie wiadomo jak, czemu jesteśmy w dole, z którego ciężko nam się wydostać.

Ale…pomyślcie. Że to te obowiązki tworzą Wam coś czego nikt Wam nie zabierze. Uśmiech męża, który je przygotowany przez Was obiad. Uśmiech dziecka, które zasypia w czystej piżamie. Uśmiech dziecka, które tak bardzo cieszy się, że pograłeś z nim godzinę w coś, czego zdrowo nie cierpisz. Twój uśmiech, który masz na twarzy zasypiając w czystym mieszkaniu, które takie jest właśnie dzięki Tobie. I ta więź…na którą składa się tysiąc różnych czynników, na które w tej codzienności przestaliście zwracać uwagę. Tej więzi nie zabierze Wam nikt. Ale wymaga ona czasu, poświęcenia i poczucia obowiązku, które chociaż czasem męczy…nie może stać się Waszym wrogiem.

 

DSC_0277

DSC_0278(1)

DSC_0278

DSC_0279

DSC_0281

DSC_0282

DSC_0283

DSC_0285

DSC_0286

DSC_0287

DSC_0288

DSC_0293

DSC_0294

DSC_0296

DSC_0297

DSC_0299

DSC_0300

DSC_0301

DSC_0302

DSC_0303

DSC_0306

DSC_0309

DSC_0310

DSC_0311

DSC_0314

DSC_0315

DSC_0316

DSC_0317

DSC_0318

DSC_0319

DSC_0320

DSC_0322

DSC_0323

DSC_0324

DSC_0325

DSC_0326

DSC_0327

DSC_0328

DSC_0330



DSC_0334

DSC_0336

DSC_0342

DSC_0344

DSC_0347

DSC_0348

DSC_0349

DSC_0350

DSC_0351

DSC_0352

DSC_0353

DSC_0357

DSC_0359

DSC_0360

  • Ja osobiście nie wyobrażam sobie mieszkania z rodzicami. Nigdy.
    Nie wyobrażam sobie tego, że nie mogłabym przejść z łazienki do pokoju po piżamę nago, bo jej zapomniałam. Nie wyobrażam sobie tego, że nie mogłabym w natłoku obowiązków zostawić sterty naczyń w zlewie, bo zaraz znalazłaby się osoba, która by mi to wypomniała.
    Zajęta łazienka do której nie mogę wejść, czy seks z zastanawianiem się, czy aby nikt nas nie słyszy …

    No nie potrafiłabym.
    Mieszkanie osobno to dla mnie jedyne rozwiązanie kiedy ma się dziecko. Podziwiam wszystkie pary, które mieszkają z rodzicami i czerpią z tego przyjemność. :)

    • Kropka

      Mieszkaliśmy 2 lata (większość jeszcze przed ślubem) z moją Teściową. Narzekać na nią nie mogę, wiadomo, spięcia jakieś były ale nie za dużo, ogólnie ok.

      Ale mieszkanie na swoim to najpiękniejsza rzecz. Wchodzę do SWOJEGO mieszkania i od progu cieszy mi się morda na sam jego widok i zapach ;) na to, że mi nie śmierdzi fajkami wreszcie ;)

      Urządzone po naszemu, choć jeszcze sporo brakuje, to jest nasze.
      Zupełnie inaczej się mieszka, żyje. Mogę latać po domu bez gaci, siedzieć w łazience ile chcę, gotować kiedy mi pasuje i nie martwić w czasie seksu też :)

      Wiadomo, też miewam takie momenty, że zastanawiam się czy coś się kiedyś nie posypie, czy damy radę z kredytem.. ale nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy dalej mieszkać z moimi rodzicami czy z Teściową.

  • asia

    ala czy twoja coreczka nie krztusi sie jedzeniem jak dajesz jej samej jesc?a czy przy tym pchaczu chodzi juz a gdzie go mozna kupic?

  • Wspólne zamieszkanie z partnerem usamodzielnia. Trzeba się dotrzeć we wielu sprawach. Jednak jest też mnóstwo pozytywów, które dodają energii. Swoboda,luz, życie po swojemu. Bez wtrącania się, dopytywania i co inne. Ja sobie nie wyobrażam ponownei zamieszkać z jednymi czy drugimi rodzicami. Oszalałabym :P
    Wierzę Ala, że odżyjesz tak samo jak ja i będzie Wam tylko lepiej i lepiej :)

  • klejmotek

    Nie ma lepszej szkoły samodzielności niż pierwsze miesiące bez rodziców :-) Pamiętam nasze usamodzielnianie się 4 lata temu i jestem dumna z tego, jak wypracowaliśmy sobie przez ten czas własne przyzwyczajenia, własny styl życia.

    Cudne, naturalne zdjęcia, urzekło mnie to z Polą na macie, od góry :-) W ogóle Pola jest meeega podobna do Tatusia :D

  • Agnes

    A ja.nie rozumiem zachwytów nad toba pod większością twoich postów. Nie jesteś wyjątkową matką. Jesteś jedną z wielu takich matek. I nie jest to żaden hejt bo daleko mi do tego.

    • Wyjątkowe w niej jest to, że choć są ludzie, którzy tak bardzo jej nie lubią, tak bardzo próbują jej dokopać i tak bardzo próbują jej podkładać kłody pod nogi to i tak zawsze tu wracają. :) To jest w niej wyjątkowe.

  • Sonia

    Bardzo dobry tekst. Miałam dziś okropny dzień a po przeczytaniu twojego bloga jakoś mi lepiej. Jesteś dobrą mamą, zdjęcia są świetne i widać w nich dużo miłości. Dziękuję za dzisiejszy tekst. Bardzo mi pomógł.

  • Olka

    Brawo Alicja! Jesteś mega pozytywną osobą i nigdy przenigdy nie dopuść do siebie negatywnych komentarzy od ludzi, którzy są słabi, glupi, zazdrośni. Idziesz przez życie z uśmiechem na ustach, z wysoko podniesioną głową i miłością w sercu za co cię podziwiam bo tak łatwo jest usiąść i biadolić na własny los zamiast odnaleźć radość w sobie i małych cudach, które nam się codziennie przydarzaja.
    Buziaki Ola

  • Twój tekst powinna przeczytać każda osoba w momencie zwątpienia…ja takie momenty miałam…masakra była…tekstu wtedy nikt nie napisał…brawo!

  • Marlena

    Hej Ala:) Na twojego bloga trafiłam przez przypadek, ale to była miłość od pierwszego wejrzenia;) Bardzo lubię tu zaglądać i przeczytać coś fajnego. 3maj tak dalej. Buziaki:*

    • Alicja Wegner

      Dziękuję!

  • Sylwia

    Czy możesz zdradzić skąd jest kotek-minky? Świetny jest :)

    • Alicja Wegner

      Oczywiście :) twórczynią jest Emiludek :)

  • encepence

    „Nie ma jak u siebie w domu” – ten spokój, radość z każdej wspólnej chwili :-) Ja już nie pamiętam, jak to jest mieszkac z rodzicami :-)