Moja codzienna dieta – zasady, których się trzymam i propozycje zdrowych posiłków.

29 maja 2017

Jeszcze kilka lat temu świadomość żywieniowa wśród ludzi była bardzo niska. Jedliśmy wszystko co popadnie, nie czytaliśmy składów. Wszystko ładnie pięknie, ale nasz brak świadomości połączony z coraz bardziej sztucznym jedzeniem, zaczął jednak wychodzić na wszystkich badaniach, okropnie schorowanego społeczeństwa. Temu nie zaprzeczysz.

Idealnie się złożyło, że wraz z rozwojem internetu, zdrowy styl życia zaczął być promowany dużo bardziej niż jedzenie fast foodów. Nie ważne czy w imię mody, czy w imię zdrowia – ludzie ruszyli wreszcie swoje tyłki, zaczęli ćwiczyć i zdrowiej jeść. O ile kiedyś dieta kojarzyła się nam z sucharami, twarożkiem i sałatą, tak dzisiaj wszyscy wiemy, że zdrowe posiłki mogą być mega smaczne, pożywne i wcale nie muszą kosztować więcej niż te delikatniej mówiąc, mniej zdrowe.

Nie jestem jakiś totalnym fit-freakiem. Odżywiam się jakby to powiedzieć: racjonalnie. Wciąż mam chwile słabości, często jem słodycze, w weekendy zdarza mi się jeść pyry z sosem, a jak jadę do teściowej to wcinam siedem kawałków ciasta, jeden po drugim. Zdarza mi się jeść pizzę i inny syf, ale … na co dzień wyrobiłam w sobie nawyki, dzięki którym moje odżywianie jest naprawdę… fajne! Ale nie nastąpiło to od razu. To trwało kilka dobrych lat. Tak naprawdę dopiero po urodzeniu Polki, zaczęłam bardziej myśleć o zdrowiu i o swoim samopoczuciu. Metodą małych kroków, doszłam do punktu, w którym …

TRZYMAM SIĘ NASTĘPUJĄCYCH ZASAD:

 

  1. Piję tylko wodę ( ok. 2 L dziennie )

  2. Piekę lub grilluję, a jeśli już muszę smażyć to tylko na oleju kokosowym bądź oliwie.
  3. Ograniczyłam do minimum spożywanie pszenicy i wieprzowiny.
  4. Jem regularnie co 2,5 do 3 godzin.
  5. Jeśli chodzi o mięso – tylko i wyłącznie KURCZAK ZAGRODOWY. Teraz dostępny jest również w Lidlu. Jedyny taki sprawdzony, jeśli chodzi o produkty dostępne w marketach.
  6. Ograniczyłam nabiał do minimum.
  7. Do sosów (rzadko je robię) używam mleka kokosowego.
  8. Nawet jeśli nie ćwiczę na siłowni, staram się dużo chodzić, zamieniłam windę na schody, odprowadzam Polę na pieszo do przedszkola ( łącznie ok. 10 kilometrów) –  zawsze bardzo szybkim tempem.
  9. Raz dziennie piję koktajl owocowo-warzywny
  10. Ostatni posiłek jem na ok. 2 godziny przed snem.

 

Nie są to zasady, których się trzymam bo muszę. Weszły mi one w nawyk i uważam osobiście, że decyzja o metodzie małych kroków, czyli stopniowej zamianie tego co złe na to co dobre, była najlepszą decyzją jaką mogłam podjąć. Nie zaczęłam rewolucji z dnia na dzień, wypracowywałam to wszystko latami. Dlatego wciąż przede mną długa droga, ale cóż… młoda jestem :P Na któreś lato na pewno zdążę :D

A kiedy nie masz czasu na gotowanie…

 

 

Mój blog czyli moja praca przybrał tak bardzo na sile w ubiegłym roku, że ciągle jestem na najwyższych obrotach, pracując na prawdę… sporo. Ale kocham to, więc wszystko zdaje się być dla mnie prostsze do przejścia. Tylko, że nagle okazało się, że doba jest jakaś taka… za krótka. Nie ukrywam, że raz na jakiś czas w najbardziej intensywnych okresach, ratują mnie cateringi dietetyczne. Przetestowałam już kilka, a ostatnim z jakim miałam do czynienia był catering dietetyczny od POMELO. Początkowo, przez pierwsze dwa tygodnie stosowałam dietę low carb. Pisałam o niej we wpisie o moich początkach z tą dietą – o tutaj. Posiłki były smaczne, ale po konsultacjach, postanowiłam po dwóch tygodniach przejść na redukcję, gdzie posiłki były znacznie bardziej urozmaicone. I to było to. Dieta LOW CARB była dobra na dwa tygodnie, ale nie dłużej. Czułam już pod koniec, że mój organizm dostaje jednak zbyt małą dawkę węgli. Kiedy przeszłam na redukcję, czułam się 1000 x lepiej. Miałam energię, power, a i posiłki były wprost fantastyczne. Przez miesiąc stosowania diety, schudłam 3 kilogramy. Zaczynałam z pułapu 69 kg, co było dla mnie naprawdę wysokim skokiem – znów miałam zatrzymaną wodę w organizmie, a wiosenne przesilenie sprawiło, że moje hashimoto miało ogromne pole do popisu.

 

 

Pod koniec diety z POMELO, kiedy zbiłam już wagę do 66 kilogramów, widziałam jak zwykle znaczną różnicę w udach i brzuchu – uda są u mnie takim wyznacznikiem. Kiedy organizm zaczyna szaleć, nogi puchną w oczach. Nie trzeba moi drodzy wcale jest zbyt wiele. Przy hashimoto mogłabym przytyć 5 kilogramów w dwa dni. A za kilka dni, znów mieć 5 kg mniej. Choć teraz w tą drugą stronę już wcale nie idzie tak łatwo.

 

 

PRZYKŁADOWE JADŁOSPISY NA REDUKCJI OD POMELO:

 

  • ŚNIADANIE: pasta ze szczypiorkiem z jajkiem, szynką na sałacie
  • II ŚNIADANIE: zupa krem z pomidorów z ziołami
  • OBIAD: miruna w sosie cytrynowym z ryżem i surówką
  • PODWIECZOREK: sałatka owocowa
  • KOLACJA: pełnoziarniste naleśniki z mięsem

 

    • ŚNIADANIE: twarożek z ziołami, warzywami oraz pieczywem
    • II ŚNIADANIE: sałatka z tuńczyka
    • OBIAD: kurczak na fasolce szparagowej z sezamem i ryżem
    • PODWIECZOREK: ciasto
    • KOLACJA: sałatka z soczewicą, fetą, pomidorem, grzankami

 

 

Dania zawsze były świeże i rewelacyjne w smaku. Nigdy nie musiałam ich doprawiać i rzadko zdarzało mi się coś czego nie lubię. Muszę przyznać, że zwłaszcza obiady czy kolacje były bardzo zróżnicowane, więc nie było opcji, żeby znudzić się zbyt często powtarzanym smakiem czy potrawą. Wkrótce znów wrócę do cateringu, ale na razie nie zdradzę Wam jakiego … potrzymam Was trochę w tajemnicy. Więcej o diecie przeczytacie na stronie  POMELO.

 

 

 

 

 

 

 

A co jem, kiedy nikt nie gotuje za mnie, F. jest w pracy i nie może być moim osobistym kucharzem jak to zawsze bywa w weekendy? Przyznam się bez bicia – owszem, gotuję wtedy sama, ale ograniczam się do posiłków, które jestem w stanie zrobić w max. 15 min i za bardzo się przy nich nie zmęczę. Nie zrozumcie mnie źle – gdybym miała czas – spoko! Ale pracując w domu, trzeba naprawdę mieć w sobie duże pokłady samodyscypliny, żeby czasem nie zapatrzeć się w sufit, nie rozgadać przez telefon, tylko naprawdę siedzieć i pracować. Szkoda byłoby mi czasu na gotowanie czegoś półtorej godziny, gdzie normalnie w tym czasie zrobię już na prawdę bardzo dużo. Oczywiście – tu mam ten plus, że jestem w domu i gotuję sobie na bieżąco – ale wierzcie mi – posiłki, które przyrządzam zrobilibyście wszystkie w jakieś pół godziny – z rana lub wieczorem. Jeśli nie macie na to nawet chwili – większe miasta w swoich sklepach i knajpkach mają teraz również zdrowe posiłki, które będą dużo lepsze niż cheesburger z maca. Którego kocham…

Mój przykładowy dzienny jadłospis ma to do siebie, że nie zmienia się zawsze przez kilka miesięcy. Muszę jednak przyznać, że na przestrzeni tych kilku lat całkiem fajnie ewoluował. Zanim opowiem Wam o swoim obecnym, zerknijcie na poprzednie:

JADŁOSPIS NR 1

JADŁOSPIS NR 2

 

Mój obecny, dzienny jadłospis wygląda mniej więcej tak:

 

ŚNIADANIE:

fit omlet czekoladowy z owocami  – przepis na niego znajdziecie TUTAJ

II ŚNIADANIE:

koktajl warzywno-owocowy : garść jarmużu, 1 mały banan, pół dużego jabłka

OBIAD:

grillowane warzywa np. cukinia, z pieczoną lub grillowaną piersią z kurczaka; ryż dziki lub brązowy lub kasza np. bulgur albo pęczak.

PODWIECZOREK:

kromka chleba razowego np. z wędzoną rybką

KOLACJA:

małe kawałeczki kurczaka np. z rzodkiewką i dipem czosnkowym.

 

Przyznam, że zdarza mi się jeść śniadanie dość późno. Wtedy bardzo często wypada mi piąty posiłek, czyli jest ich cztery. Właściwie ilość posiłków nie gra u mnie kluczowej roli. Staram się pilnować jedynie regularności – jeść mniejsze porcje a częściej ( co ok. 2,5 h ) – czuję się wtedy lżej, a mój organizm ma swój rytm.

Wyznaję zasadę – wszystko jest dla ludzi. Nie robię sobie wyrzutów i nie zaczynam ciągle „od nowa”. Niezdrowe jedzenie wpisuję w scenariusz życia, pamiętając jednak o umiarze, żeby nie okazało się zaraz, że mój dzień „jem co popadnie” zamienił się w rok ;) Przy chorobach tarczycowych nie jest łatwo, ale nauczyłam się wsłuchiwać w swój organizm – rozumieć jego potrzeby, obserwować co mu szkodzi.

Niedługo wdrożę w swoją dietę kilka nowych fajnych rzeczy i mam nadzieję, że o nich również Wam niebawem opowiem. Jestem też podczas czytania fantastycznej książki, która sprawia, że moja świadomość wskakuje na kolejny level. Jesteście ciekawi? Jeszcze trochę i zdradzę Wam więcej szczegółów.

Tymczasem… żyjcie zdrowo, nie trujcie swojego organizmu, nawet kiedy Alicja kusi Was na instastory chińską zupką vifona :P I pamiętajcie, że… wszystko jest dla ludzi! Od zawsze powtarzam, że … jeśli kiedyś jadłam tylko fast foody i wcale się nie ruszałam –  a teraz jem zdrowo, ćwiczę ale raz na dwa dni jem batona i loda – to i tak jestem na wygranej pozycji i w lepszym położeniu niż kiedyś, prawda? :P I tego się trzymam!

  • Milena

    Alka dzięki, że się odniosłaś do pytań czytelniczek – bardzo, ale to bardzo doceniam. No i jednocześnie się cieszę, że tyle masz pracy, a z drugiej to niej, bo Cię wtedy mało na stories na insta :D Czekam niecierpliwie :*

    • Za to jak już jestem, to się mnie pozbyć nie można! :D

  • Olciak

    Ależ to wszystko smakowicie wyglada mmmmm 😍 Takich „atrakcji” zazdroszczę ludziom w dużych miastach, naprawdę 😥

    • Nie ma czego zazdrościć, to tylko takie ułatwienia, ale można się bez nich obyć :*

  • Wszystko wyglada wyśmienicie, muszę pomysleć nad taką dietą

  • Maria Woloszek

    taką figurę mieć i nie trzymać 100% diety – Alicjo no przyznam się bez bicia – zazdroszczę :P :* i czekam na więcej inspiracji w tym temacie :*

    • Eee tam, byś mnie zobaczyła w realu, mam sporo defektów :D

  • Ciekawe propozycje ma ten katering. Lubię tego typu diety.

  • Aleksandra T

    Świetna figura :)
    Ja jeszcze polecam od siebie ksiażkę „Zatrzymać dzień” – tam wiele wskazówek odnośnie zdrowego jedzenia po którym wyglądamy i czujemy się o wiele lepiej :)
    Pozdrawiam

  • Kinga Kmiecik

    Co rozumiesz przez ograniczenie nabiału do minimum? :) Mogłabyś to jakoś rozwinąć? :D