Ciążowe dolegliwości, które działały mi na nerwy

6 września 2018

Stan błogosławiony – jak to pięknie brzmi, prawda? No nie powiem, bo moja ciąża była naprawdę spoko i wspominam ją miło. No bo wiecie jak to jest, te rzeczy mniej miłe się po prostu z czasem zapomina.

Nie miałam ciąży zagrożonej, właściwie wszystko przebiegało spoko, więc narzekać nie mogłam. Dziecko rozwijało się prawidłowo i to było dla mnie najważniejsze. Dwa razy wylądowałam w szpitalu – raz z odwodnienia, bo wymiotowałam 24 na dobę, a raz prawie na samym finiszu straciłam przytomność. Ale ogólnie … było spoko. Dobrze, że uciążliwe rzeczy mogę policzyć na palcach jednej ręki, ale wiecie… wtedy jakoś nie było mi do śmiechu i wkurzały mnie one niesamowicie.

MDŁOŚCI I…

no i co? No jak myślicie? Cztery bite miesiące wymiotowałam po prawie kaaaażdym posiłku. A że często jedliśmy wtedy z F. w restauracjach to wybieraliśmy miejsce najbliżej łazienki :P Plus był taki, że nie do 5 miesiąca prawie nic nie przytyłam, a właściwie przytyłam, ale nie było nic widać. W trzecim miesiącu zastanawiałam się, czy ja aby na pewno jestem w ciąży :D Umęczona byłam okrutnie, ale byłam tak zajarana faktem, że niebawem zostanę mamą, że jakoś wszystko byłam w stanie przejść. Właściwie mogłabym zamieszkać w toalecie na czas tych czterech miesięcy, ale tam z kolei nie mogłabym jeść, a jadłam dużo. Bardzo dużo. Przecież mogłam :D

 

STAWIANIE SIĘ BRZUCHA

MA-SA-KRA! O ile kopniaki i ruchy Poli były mega cudownym doświadczeniem, tak stawianie się brzucha doprowadzało mnie do szału !!! Nic w tym przyjemnego, nic fajnego, a w dodatku za każdym razem myślałam, że rodzę :D Dooo tej pory przechodzą mnie ciarki, a pisząc to aż musiałam na głos powiedzieć „a brrr” – hahaha! :D

 

ZGAGA

Dobra, no to jest hit :D Zgagi miałam takie, że wyłam po nocach. Nie mogłam spać, paliło mnie w tyle gardła. W dodatku mój F. omal mnie nie zabił… schabowym! :D Pewnego wieczora, panierował schabowe i jakoś tak zapomniał, że dosypał do panierki chilli, bo wcześniej robił sobie coś tam na ostro. Wzięłam gryza, zaczęło mnie palić no i pytam… co to jest kur3$4546a za schabowy?! Dopiero wtedy gościu złapał się za głowę i powiedział, że totalnie zapomniał i że ma nadzieję, że nic mi nie będzie. No wcale mi nie było. Wcale. To była najgorsza noc w moim życiu. Tak, jakby ktoś wlał mi do gardła lawę – masakra!

Opowiadałam Wam kiedyś o tym na stories i powiedziałyście, że przy drugiej ciąży mam się nie katować i sobie coś łykać. Niektórzy radzili picie mleka, ale to próbowałam i na mnie nie działało. Większość z Was napisała o łykaniu np. Rennie. Jak kiedyś zajdę w ciąże i znów mnie dopadnie to sama to sprawdzę, ale jak mam być szczera – wolałabym już tego nie przeżywać :D

 

DUSZNOŚCI

W dziewiątym miesiącu ciąży nie przespałam porządnie ani jednej nocy. Non stop stałam przy oknie i latałam na siku do łazienki. Nie mogłam wziąć pełnego oddechu, a to zdarza mi się nawet poza ciążą i mnie męczy, a co dopiero przy takim wielkim brzuchu. Jednej nocy moje duszności sięgnęły poziomu maksymalnego, a mianowicie ze snu wybudziło mnie autentyczne duszenie się O.o Machałam rękami w górze ze ściśniętym gardłem i myślałam, że autentycznie zaraz umrę. Nie mogłam wziąć nawet tyci tyci oddechu. Oczywiście z racji, że machałam kończynami, ale nie krzyczałam, F. obudził się dopiero kiedy niewidzialne coś puściło mi szyję i zaczęłam zanosić się płaczem – realnie ludzi, myślałam, że umrę. Kilka osób pisało mi wtedy na fanpage’u, żebym się pomodliła. Wtedy totalnie nie wierzyłam w takie rzeczy, dziś sądzę, że coś mogło w tym być ;)

 

BÓL … PLECÓW, NOGI? JUŻ NAWET NIE PAMIĘTAM!

W ostatnim miesiącu – o dziwo w tym, w którym wstawałam z łóżka co chwilę, dopadały mnie nocami mega bóle przy próbie wstawania. Totalnie nie mogłam się ruszyć. Przy każdej próbie wstania przechodził mnie od nogi, aż do pleców taki ból, że padałam z powrotem na plecy. Więc moje noce wyglądały tak, że 20 minut próbowałam wstać, szłam do łazienki, a potem pół godziny przy oknie próbowałam złapać oddech :D Nie dziwię się, że moje dziecko jest takim nerwusem, skoro matka w ostatnim miesiącu prawie wychodziła z siebie i stawała obok. Tiaaa, jasne! Ledwo stawała na nogach, a co dopiero mówić o wyjściu z siebie :D :D :D

 

Teraz jak to czytam, to wyobrażam sobie umęczoną ciężarną Alicję, ale serio nie wiem skąd wtedy było we mnie tyle energii i optymizmu ( za dnia haha! :D ). Od pierwszego momentu kiedy ujrzałam na teście dwie kreski, byłam pochłoniętą odliczaniem dni do momentu kiedy jej zobaczę. Ta dziewucha odebrała mi zdrowe zmysły! I myślę sobie teraz, że pozwoliła mi przejść wszystkie problemy, które wystąpiły po drodze i tych kilka dających w kość dolegliwości. Znam w końcu takie kobiety, którym nic nie jest, a tylko leżą i mówią, że im ciężko, więc chyba mam prawo powiedzieć, że mi troszkę było co? :P

A tak całkiem serio, najbardziej beznadziejnym uczuciem była chyba utrata przytomności – wtedy realnie przestraszyłam się, że coś się mogło stać. Dodatkowo kiedy znalazłam się z tego powodu w szpitalu, miałam jakieś przedwczesne skurcze i chyba dostałam wtedy jakieś leki rozkurczowe, bo było jeszcze za wcześnie na poród. Wtedy naprawdę się zmartwiłam i doszło do mnie, że mam wielkie szczęście, że mam tak bezproblemową ciążę. I wdzięczna jestem, że dziś mogę się jedynie śmiać z tych rzeczy jak zgaga po schabowym czy duszenie przez jakiegoś ducha… ;)

I tradycyjnie czekam na Wasze historie … Ściskam!