Ciąża to nie choroba… ale poleżę jeszcze dwie godziny. Ewentualnie siedem…

29 września 2013

Ciąża to nie choroba. Wie to prawie każdy. Jednak wymiotując dziesięć razy dziennie przez pierwsze 2,3,4, a nawet więcej miesięcy idzie się nieźle zmęczyć. A ile to biegania.

Ile przebiegniętych metrów od salonu do łazienki z zaciśniętymi zębami. A jaki wysiłek kiedy musisz zwrócić bułeczkę, która po zjedzeniu napęczniała Ci do nieziemskich rozmiarów. O, a jeszcze oprócz tego bieganina z pełnym pęcherzem. Najpierw co godzinę. Później co pół. Później jeszcze częściej. Takie zestawienie podchodzi mi tu już pod maraton. „Czym ty jesteś znów zmęczona?” hmm” No jak to czym? Powieki dziś produkuję „… No to jeśli można wykorzystać ten czas na spanie, leżenie, spełnianie swoich zachcianek i wysługiwanie się swoim mężczyzną, to czemu nie skorzystać? Oczywiście w granicach zdrowego (ciążowego) rozsądku.

Także drogi mężczyzno, nie budź mnie o 8, chyba, że masz ważny powód, na przykład chcesz mi zaserwować śniadanie do łóżka. Jajka? Ogłupiałeś? ” Przecież zawsze lubiłaś” ; No to już nie lubię! Nie wyciągaj mnie na siłę z łóżka. Chyba, że na spacer. Do sklepu. Obok domu. Po lody. Zrozum, że rządzą mną hormony. „Kochanie rozumiem, że te nastroje to przez ciąże, ale” .. Tak pewnie, nie przez ciążę, przez Ciebie!
Można, by tak w nieskończoność. To wszystko oczywiście pół żartem pół serio.

Nie należę do osób, które od każdej czynności wymigują się tekstem „Jestem w ciąży” ; ale owe stwierdzenie pada czasem z moich ust. Z czystym sumieniem leżę czasem całymi dniami w łóżku, ale nie sprawia mi problemu załatwianie ważnych spraw na mieście cały dzień.  Na wszystkie obowiązki, nieprzespane noce i wychowanie dziecka przyjdzie czas niebawem.
Teraz mam czas dla siebie. Leżę, kompletuję wyprawkę, prowadzę stronę, jem, oglądam telewizję, czytam książki.  I nie mam z tego powodu drogie panie żadnych wyrzutów sumienia.