Bycie matką to moja misja.

15 września 2014

Kilka lat temu zastanawiałam się jak to jest być matką i wychowywać nowego człowieka. Im bliżej byłam decyzji o zajściu w ciążę, tym bardziej przerażał mnie trud wychowania. To, że to od nas samych zależy na kogo wyrosną nasze dzieci i jakie wartości sobie przyswoją. Wiedziałam, że każdy najmniejszy błąd może mieć swoje konsekwencje w przyszłości. Wiedziałam też, jakich błędów moich rodziców nie powielić.

 

W momencie, w którym stałam się mamą, postawiłam głównie na intuicję. Nie czytałam i nie czytam żadnych poradników. Czasem najdzie mnie zainteresowanie na coś typu nauka czytania metodą Domana jednak po głębszym przemyśleniu stwierdzam, że nie chcę niczego przyspieszać i się spinać, niech wszystko idzie swoim tempem. Jednak z dnia na dzień coraz większą uwagę przywiązuję do tego w jaki sposób komunikować się z moim dzieckiem i w jaki sposób wytwarzać z nim więź. Staram się mimo braku sił bawić się z nią o poranku, pokazywać jej nowe rzeczy, nazywać je i opisywać. Mówię jej jak bardzo ją kocham i jaka jest piękna. I nawet jeśli podrośnie będę jej to mówić. Nie słucham rad typu : nie mów dziecku, że jest piękne ; nie chwal go. Dlaczego? Bo tak trzeba? Bo tak ktoś ustalił? Bo badania psychologów wykazują, że to źle wpływa? A wiecie jak wpływa to gdy dziecku się NIE MÓWI, że jest piękne? Nie? To Wam powiem. Moja mama od zawsze była kobietą, która miała problem z okazywaniem uczuć. Przyszła teściowa zawsze mi mówi” Wiesz, że mama Cię kocha prawda?” niestety, ale ostatnio odpowiedziałam jej „Nie wiem” .  Bo na prawdę nie wiem. Nie pamiętam kiedy ostatni raz mi to powiedziała i czy w ogóle kiedyś powiedziała. Może jak byłam mała. Może. Nigdy nie mówiła mi, że jestem piękna. Za to uświadomiła mi, że mam niezgrabne nogi. Nie chciała mnie urazić, ale zrujnowała mi poczucie, że moje nogi są zgrabne i piękne. Nigdy nie czułam się ładna w otoczeniu swojej rodziny. Przez to później nie czułam się piękna nigdzie. Niska samoocena i brak poczucia własnej wartości zabierały mi pewność siebie i powodowały problemy na każdym kroku. Dużo czasu mi zajęło, bym czuła się tak jak teraz. Śliczna, mądra i pewna siebie. I właśnie dlatego moi drodzy moje dziecko będzie słyszeć często jakie jest piękne. Broń Boże, nie będę jej wpajać, że wygląd jest NAJWAŻNIEJSZY, ale ma czuć się dobrze w swoim ciele i ze swoją urodą – jaka by nie była.

Kolejną rzeczą jaka jest dla mnie ważna, jest tworzenie zarówno w swojej głowie jak i w głowie Poli naszych wspólnych wspomnień. Czerpanie radości z jedzenia malin i stworzenie chwili, która chociaż dla Was jest niepozorna dla nas jest przesiąknięta wyjątkowością. Chcę, by ze łzami w oczach przypominała sobie nasze wspólne chwile, nasze uśmiechy i łzy szczęścia.

Wszystko co robię ze swoją córką i wszystko co robię dla niej jest moją misją. Moją misją jest wychować Polę na człowieka, którego nie będę musiała się wstydzić. Nie musi być piątkowym uczniem i nie musi mieć na koncie nie wiadomo jakich osiągnięć. Chcę po prostu, by była człowiekiem, który wie co to miłość i szacunek. Chcę, by traktowała ludzi tak jak sama chciałaby być traktowana. Wręcz pragnę, by zarażała miłością w oczach. Boję się jednak, że na tym zepsutym świecie przepełnionym ludźmi bez zasad… będzie ciągle kopana po tyłku za to jak bardzo kochającą osobą jest. Dlatego właśnie zaszczepię w niej poczucie własnej wartości i pewność siebie. Pragnę, by wierzyła w to, że jest najlepszą wersją siebie i jest wyjątkowa. Pragnę, by była osobą, która nigdy w życiu nie pozwoli sobie wmówić, że jest nikim. Pragnę, by nigdy nie pozwoliła podcinać sobie skrzydeł. Pragnę po prostu, by była szczęśliwa. I nie zmieniała się nigdy dla nikogo.

Tak. Bycie matką to moja misja. Robienie jej mleka rano, gotowanie warzyw i podawanie deserków. Misją jest tulenie w środku nocy i szeptanie do ucha jak bardzo ją kocham. Misją jest pokazywanie jej świata, przedmiotów i opowiadanie o tym jak bardzo zielone są te jabłka na drzewie w sadzie i jak milutkie są zajączki przebiegające raz po raz przez pole za domem. Misją jest każdy nowy dzień spędzany z nią i świadomość, że to co robię z nią każdego dnia… zaowocuje efektami w przyszłości. Głęboko w to wierzę i jestem przekonana, że mimo zapewne wielu niepowodzeń i potknięć – moja misja będzie zaliczona. A dowodem tego będzie moja córka, która za kilkanaście lat powie mi…powie mi, że jest dumna. Jest dumna z tego jakim człowiekiem jest. Dzięki mnie.

DSC_0945

DSC_0956

DSC_0957 DSC_0962

DSC_0964

DSC_0965

DSC_0967

DSC_0969

DSC_0970

DSC_0971

DSC_0972

DSC_0973

DSC_0974

DSC_0975

DSC_0977

DSC_0979

DSC_0980

DSC_0981

DSC_0984

DSC_0991

DSC_0992

DSC_0994

DSC_0998

 DSC_1000

DSC_1001

DSC_1002

DSC_1003

DSC_1004

DSC_1005

DSC_1007

DSC_1008

DSC_0951

DSC_0952

DSC_0953

DSC_0954

DSC_0955