Brak hajsu mnie nie ogranicza!

7 września 2015

 

Ludzie powiadają, że pieniądze szczęścia nie dają. Ciężko się z tym zgodzić w momencie, gdy przez ich brak rozpadają się związki, a ludzie popadają w depresję lub skaczą z mostu. Być może za kasę nie kupisz miłości i szczęścia, ale zdecydowanie ułatwi Ci ona życie. Jeśli jednak nie masz jej póki co wystarczająco…wcale nie oznacza to, że nie możesz żyć „na 100 procent”.

Jak zwykle najlepsze scenariusze czyt.wpisy na blog tworzy…życie. Oh wait! To nie życie! To ludzie! Miałam przemilczeć ostatni czas w moim życiu, który był niesamowicie ciężki i…biedny. Bo nie było mnie w pewnym momencie stać nawet na pampersy dla dziecka. Ale…no ale muszę do tego nawiązać. Dlaczego? Posłuchajcie…

Wczoraj Ewka Chodakowska wstawiła na swój FP zdjęcie z autobusu, z jak zwykle motywującym opisem. Przekaz był między innymi taki, że zarzuca się jej, że ona jak ma kasę to łatwo jej mówić sratata. Ale Ewka przecież przyznaje, że nie zawsze tak było. Pracowała na stacji benzynowej, stała za barem, sprzątała. A mimo to nie pozwoliła sobie wmówić, że kasa jest jakimś ograniczeniem i małymi krokami dążyła do celu…aż jest w miejscu takim, a nie innym. Wszystko ładnie, pięknie, ale przecież to byłoby święto, gdyby nie pojawiły się komentarze głupców, którzy przekazu i tak nie zrozumieli. Głupców, którzy przez pusty portfel, zaczynają darzyć dziwną niechęcią wszystkich, którym się coś udaje i którzy nie daj Boże jeszcze na tym zarabiają. Komentarze, po których wstałam i zaczęłam pisać ten wpis, brzmiały następująco. Cytuję:

1) „Pracując na stacji benzynowej można zarobić na nowy biust? W takim razie poproszę o namiary na tę stację (patrząc na to, że człowiek musi opłacić rachunki itd i nie ma całej wypłaty na swoje wydatki). – doczepianie się do takich rzeczy jak nowy biust, który cholera wie kiedy był zrobiony, jest po prostu szczytem idiotyzmu. Jakiekolwiek zaglądanie w portfel jest dnem i osobiście banuję WSZYSTKIE tego typu komentarze. Czuć tutaj na kilometr bólem tyłka, bo tylko przy chorej zazdrości ludzie są zdolni do WYLICZANIA i tego typu komentarzy.

2) „Nie daj sobie wmówić… mnie nikt nie musi wmawiać, widzę zawartość portfela i to, że mnie nie stać na te wszystkie zdrowe produkty, kolejną płytę, stworzenie indywidualnej diety, czy pójście na trening który Ewa prowadzi. Nigdy nie będę miała markowych butów czy stroju do ćwiczeń, bo zwyczajnie niestety kasa mnie ogranicza.” – na ten komentarz zareagowałam miną, mówiącą „wtf?!” – serio. Ja również otwieram portfel i za przeproszeniem, gówno w nim widzę. Niestety. Ale potrafię odpalić skalpel na YT, a jeśli nie stać mnie na internet to po prostu ćwiczę „z głowy” – przysiady, brzuszki itp. Nigdy w życiu nie zakupiłam żadnej płyty, nie zapłaciłam za indywidualne programy treningowe. Nigdy nie poszłam na trening do Ewki, ba! Nawet na siłownię ( przynajmniej od kiedy jestem w Wwa) . Nie mam markowych butów, a najczęściej ćwiczę w legginsach z SH za 2 zł na…kocu. Nie mam też kasy, by gotować 5 super zajebistych posiłków dziennie, dlatego po prostu kiedy mnie nie było stać na nic, zamiast białej bułki kupiłam żytnią. Serio, to nie problem.

3) ” Kiedy się przychodzi w sukience za 10 tys na galę, nie ma się dzieci i dobrą pracę latwo jest powiedziec „to nie kasa Cie ogranicza”. Młodsza osoba w moim wieku ma lepszy start żeby mieć lepiej za pare lat dzieki ciężkiej pracy ale kobiety ktore maja po 3 dzieci i pracują za marne 8 zł netto nie mają czasu i pieniędzy. I to jest fakt.” – kiedy już widzę wyliczenie kosztu sukienki to od razu czuję ten popularny wśród Polaków ból tyłka. Powtórzę jeszcze raz – dno! Wspomnienie o kobietach, które mają po 3 dzieci i pracują za 8 zł. Po 1 jeśli klepałabym biedę nie miałabym trójki dzieci. Po 2 znam osoby z piątką dzieci, które nawet  w nocy potrafią znaleźć pół godziny na ćwiczenia. Jeśli nie lubisz zarywać nocy – nie narzekaj! Twój wybór. Po 3…jeśli już tak w każdym komentarzu musi paść słowo o tym niedoborze pieniędzy – zapewne znów podpadnę jeśli powiem niczym Komorowski „To zmień pracę”, ale serio…brak pieniędzy nie sprawia, że MUSISZ się niezdrowo odżywiać. To tylko Twoja wola, że za ostatnie 3 złote kupisz zupkę chińską, a nie kilka jabłek.

Ale do rzeczy. Jeśli jesteśmy już przy kwestii ćwiczeń i jedzenia. Ludzie planując dietę, planując treningi, zakładają, ze wszystko musi stać się od razu i musi przebiegać zgodnie z założeniami trenerów, czy założeniami w książkach. Po 2 dniach zdrowego gotowania 5 posiłków z książki, stwierdzamy, że wydałyśmy tyle kasy ile normalnie przez 2 tygodnie i…odpuszczamy. Żyjemy w jakimś chorym przekonaniu, że musimy robić pełnowartościowe, drogie dania, zamiast zamienić sobie to co robimy normalnie na coś zdrowszego. Mamy tak małe umysły, że nie potrafimy wpaść na to, że jeśli jemy codziennie ziemniaki z sosem, to wystarczy odstawić sos, a jeśli rano codziennie jemy biały chleb z serem, to wystarczy zacząć jeść ciemny chleb z jajecznicą i nie obciąży to naszego portfela. Ludzie są chorzy myśląc, że ćwiczyć można tylko pod okiem trenera, w butach nike. Tymczasem przysiady w domu na bosaka, nie kosztują nic. Ale nie o jedzeniu i ćwiczeniach chciałam się tutaj rozpisać, choć idealnie wpasowuje się to w przekaz tego tekstu.

Mianowicie, w opisie powyższych sytuacji aż za bardzo widać jak brak pieniędzy wpływa na ludzi. Zapewne wie o tym co drugi z nas. Wiem o tym też ja, bo brak kasy, a wręcz stan na minusie, wpędził mnie w ogromną depresję. Tylko kurcze między mną, a cytowanymi komentatorkami jest pewna różnica. Ja NIGDY nawet kiedy jest cholernie źle, nie darzę niechęcią osób, które mają więcej. NIGDY im niczego nie wyliczam, nigdy powstania ich sukcesu jeśli takowy istnieje, nie utożsamiam z nadmiarem kasy, bo sukces to głównie upór i determinacja. Kasa to skutek uboczny. Nigdy tego nie robię, a wręcz przeciwnie. Zdrowo zazdroszczę, cieszę się z ich szczęścia i sama dostaję kopa, by dążyć do tego, by…również mieć więcej. Bo kto nie chce?! Otwarcie przyznaję zawsze, że chcę mieć kupę kasy, ale jeśli nie jest mi dane mieć jej teraz to i tak jest spoko!

Mam w swoim otoczeniu pewną osobę. Nie mogę powiedzieć kto (niestety) i nie mogę też się od niej odciąć (niestety). I jest to typowy HEJTER wszystkich, którzy mają lepiej. Jest to hejter dzieci, które jedzą drogi kawałek ciasta w restauracji i jest to hejter gwiazd, które wstawiają sobie nowe zęby. Jest to hejter wszystkiego gdzie jest KASA. I wcale nie jest to hejter biedny – co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze. Jest to po prostu klasyczny przypadek wiecznie narzekającego polaka, któremu ciągle w dupie mało. I ten klasyczny przypadek ma na pierdyliard pierdoł, które ciągle kupuje. I ten przypadek mógłby wiele odłożyć gdyby nie wpychał w siebie gównianych ciastek i nie kupował gównianych gadżetów do domu. No ale… po co to zmieniać? Lepiej wyliczać innym i narzekać jak to ma się cholernie źle.

Pomału chciałabym przejść tak naprawdę do sedna tego wszystkiego co chcę przekazać. Zanim ktoś mi tutaj rzuci klasycznym tekścikiem ” Bo ty masz to co ty możesz gadać!” – no więc drodzy państwo. Nie mam. I otwarcie to przyznaję. Nie mam, nie wiem czy w najbliższym czasie będę mieć, ale… nie ogranicza mnie to! Żyję od wypłaty do wypłaty, często gdzieś po drodze stwierdzając, że już zabrakło i trzeba teraz…no właśnie co trzeba? No zarobić! BRAWO! Poprać ciuszki, wyprasować, zrobić zdjęcia, sprzedać, albo iść i umyć komuś okna, żeby mieć na bułki. Opcji jest wiele. W pewnym momencie mojego życia nie miałam nawet na masło do bułek, oczywiście tych najtańszych, a jedyne co piłam to wodę z kranu. Nie było mnie stać nawet na pampersy dla dziecka, ale…nie narzekałam i  nie zabijałam wzrokiem ludzi, którzy z marketów wychodzili z rachunkiem 500 zł. Płakałam po nocach, podliczałam i trzęsłam się na myśl kolejnego dnia, w którym znów będę musiała dziecku powiedzieć „NIE” kiedy pokaże mi na owoc na bazarze lub nie daj Boże loda czy gofra, czy inne gówno za 5 zeta. Ale przeżyłam, wyszłam na prostą i…żyję, robiąc wszystko, by znów mieć wszystko czego pragnę. Nie stanę się zołzą tylko dlatego, że nie stać mnie na nowe buty.

Jestem człowiekiem, cholernie zaradnym, który rozwija swój blog i może dzięki niemu mieć dla dziecka wszystko co najlepsze ZA DARMO – nie wstydzę się tego. Jestem człowiekiem, który nie uważa się za nikogo lepszego – jeśli los mnie zmusi – pójdę myć okna, sprzątać, zamiatać ulice – cokolwiek! Jestem człowiekiem, który nie ma fioła na punkcie kasy i wszędzie jej nie widzi. Jakiś czas temu ubolewałam, że nie mogę mieć pięknego drewnianego stołu, własnego mieszkania i zajebistych dodatków do domu, które pokazałabym na blogu. Dziś wiem, że dodatki mogę zrobić sama, co niedługo zresztą sami zobaczycie. Dziś wiem, że oldschoolowe talerzyki, które kosztują 30 zł w sklepie, można dostać za złotówkę w lumpeksie, tylko trzeba do niego się przejść kilka kilometrów.

Ktoś kiedyś napisał mi na blogu, że zawsze myślał, że mam worek kasy, bo zawsze z Polcią dobrze ubrana, zawsze fajne gadżety itp. Napisałam wtedy, że ubrać to się można fajnie za 5 zł od stóp do głów, a gadżety to tylko i wyłącznie zasługa bloga. Ktoś mi zaraz napisze „no własnie, masz blog to sobie możesz gadać” – ale zaraz, zaraz! Ty też możesz go mieć! I zobaczysz, że te darmowe gadżety to i tak często NIC w przeliczeniu na wszystkie godziny twojej PRACY, dzięki którym je masz.

Życie nauczyło mnie w ostatnim czasie 3 rzeczy: pokory, oszczędzania i jeszcze większej zaradności życiowej. Nie czuję się już jak królowa życia, kiedy wpadną mi na blogu płatne zlecenia. Zrozumiałam, że są rzeczy ważne i ważniejsze, więc w miarę możliwości, każda zarobiona przeze mnie złotówka, ląduje w kopercie z oszczędnościami. NIGDY nie dopuszczę do sytuacji, w której nie będę mieć żadnych pieniędzy na czarną godzinę. Odkładanie kasy to luksus, ale niestety jeśli podliczycie wszystkie bzdury, na które ją wydajecie, nawet maleńkie pierdoły – to całkiem możliwe, że w skali miesiąca wyjdzie wam 50 zł, a nawet i więcej, które mogłyby już służyć jako zabezpieczenie. Na leki czy na ten pieprzony chleb. Dlaczego życie nauczyło mnie jeszcze większej zaradności życiowej? Bo zrozumiałam, że nie sztuką jest urządzić dziecku pokój za 10 tysi, wrzucić na blog i zbierać owacje. Sztuką jest zrobić coś z niczego, a mimo to osiągnąć efekt WOW. Sztuką jest ubrać się jak najlepsza gwiazda zostawiając w lumpeksie 10 zł i sztuką jest urządzić sobie dom, odnawiając rzeczy, które ludzie oddają za darmo. Rzadko, ale jednak! ;)

Brak kasy frustruje, ale nie musi robić z nas bezdusznych hejterów i zgorzkniałych jędz. Osobiście będę dążyć do tego, by kasy w portfelu mieć jak najwięcej. Oczyma wyobraźni widzę siebie w luksusowym aucie. Widzę swoje własne mieszkanie i widzę gruby portfel, za który kupuję cały kosz zdrowego żarcia na cały tydzień. Nie uważam, że czyni to ze mnie osobę próżną. Jeśli to wszystko będę mieć – to będzie to tylko i wyłącznie efekt mojej ciężkiej pracy i samozaparcia. Moja teściowa, często mi powtarza, że wie, że ja to nie zginę. To prawda. Nie zginę, bo brak kasy mnie nigdy nie ograniczy, a jeśli jej zabraknie, to już moja w tym głowa, bo sobie z tym poradzić. Marzę o dużych pieniądzach, ale nie ubolewam też, że wizja ta może spełnić się dopiero za 10 lat. Zamiast siedzieć i narzekać i hejtować innych w internecie – czytam książki, kształcę się, pracuję nad stroną i rozpisuję. Krok po kroku. Co zrobić, by żyło mi się lepiej? Nie liczę na rząd, na rodziców, na zasiłki. To ja kształtuję swoje życie i to ode mnie zależy jak będzie ono wyglądało. Nie mam teraz szans na żadną, stałą pracę, ale przez najbliższy rok, przed pójściem Poli do przedszkola będę tyrała jak dziki osioł, by wypracować umiejętności i zdobyć dyplomy, które pozwolą mi zdobyć pracę marzeń. Nie oczekuję, nie wymagam czegoś tu i teraz. Nie mam zbyt wiele do zaoferowania pracodawcy na dany moment, więc czemu miałabym się dziwić, że i on nie ma mi również niczego do zaoferowania? Dlatego stawiam na ciężką pracę nad samą sobą, by za rok iść, rzucić papiery na pewne biurko i pokazać, że TAM mnie potrzebują.

Pozwolę sobie jeszcze dodać, że w Polsce jest źle. Cholernie źle. Jest na co narzekać, tylko jakoś ja nigdy jeszcze tego nie zrobiłam. I tak nic nie zmienię. Wpływ mam tylko i wyłącznie na swoje życie. Mogłabym krzyczeć, żalić się, że rząd mi nie ułatwia powrotu do pracy, że żłobki po 1000 zł, że mieszkania drogie, ale ciul z ceną, bo i tak zdolności nie mam. Mogłabym się żalić, że to wszystko wina Tuska, ale  od roszczeniowej postawy jeszcze nikt się nie wzbogacił…  Mam zdrowe dziecko, dach nad głową, za który co prawda płacę dwa klocki, no ale jest… Mam co jeść, choć nie są to rarytasy. I co z tego, że czasem brakuje? Wierzę, że tak nie będzie wiecznie. Po co miałabym więc nie lubić ludzi, którzy mają więcej? Podliczać ich, krytykować? I nie pieprz mi tu głupot, że widocznie nie zaznałam biedy, przy której człowiek nie myśli racjonalnie. Zaznałam, ale nie muszę się tym chwalić całemu światu. Blog – bo to przez jego pryzmat oceniacie, to tylko blog, na którym nie widzicie stanu portfela – widzicie drogie zabawki, firmowe ciuchy i ceramiczny czajnik za 300 zł – i zaczyna działać Wam wyobraźnia, że ktoś to wszystko kupił za własne pieniądze, że śpi na kasie. Nikt nie musi się przecież Wam tłumaczyć skąd to ma, że to dostał, a wiele blogerek choć bieda u nich piszczy, po prostu lubi robić z siebie bogate gwiazdy, choć rzeczywistość jest zgoła inna. Patrzycie na te piękne obrazki i zazdrościcie, ale…czego? Nie trzeba być bogatym, by otaczać się pięknymi rzeczami i wyglądać dobrze. Trzeba czasem jedynie odrobinę zaradności i umiejętności…

Pamiętaj. Można zrobić coś z niczego. Nie musisz mieć kasy by wyrzeźbić brzuch i nie musisz mieć kasy, by pomagać innym. Nie musisz mieć kasy, by zerwać narzeczonej kwiat rosnący dziko przy drodze i nie musisz mieć kasy, by wieczorem zapalić gówniany wkład do świeczki, by z narzeczonym się trochę potulić przy romantycznym filmie. Nie musisz też mieć kasy, by dać dziecku to czego potrzebuje najbardziej – miłości. Ale jeśli pragniesz od życia czegoś więcej, do czego kasa jest Ci potrzebna…to wiedz, że to jest do zrobienia. Nawet jeśli właśnie Ci się wydaje, że Twoje życie to pasmo rozczarowań. Zanim jednak to zrobisz, zainwestuj najpierw w 3 rzeczy:

1) determinację

2) cierpliwość

3) siłę…

 

potem starannie dokładaj motywację, pomysłowość i wszystko to…

co pozwoli Ci spełniać marzenia.

 

DSC_1866

 

DSC_1867

 

DSC_1869

 

DSC_1873

 

DSC_1874

 

DSC_1876

 

DSC_1878

 

DSC_1879

 

DSC_1880

 

DSC_1883

 

DSC_1884

 

DSC_1888

 

DSC_1891

 

DSC_1894

 

DSC_1900

 

 

kurtka – TUTAJ