Bierzmowanie – sakrament czy materialny cyrk?

29 października 2014

3 klasa gimnazjum. Po miesięcznej chorobie, a właściwie w jej trakcie wychodzę osłabiona z łóżka, zakładam ciemne spodnie, białą koszulę. „Chodź mamo, zawieź mnie, to już dziś”. „Dasz radę?” – pyta niespokojnie mama. Lekarze wciąż mieli wątpliwości co tak na prawdę mi jest. Miesiąc wycięty z życiorysu,  dwa pierwsze tygodnie były trwaniem w stanie z punktu widzenia osoby trzeciej niemalże agonalnym. Budzenie się tylko na siku i leżenie w bezruchu dalej. Po 2 tygodniach karmienie na siłę, aż w końcu powolne stawanie na nogach. W końcu dzień bierzmowania. Dzień jak każdy inny. Po 2 latach przygotowania w kościele, zbierania pieczątek itp. wstałam, by przyjąć jeden z siedmiu sakramentów. Moja parafia jest mała. Należy do niej wielu ludzi z okolicznych wsi. Bierzmowanie przebiegło bez żadnej szopki. Bo niby z jakiego powodu ją robić? Normalni ludzie, normalny przebieg całej sytuacji. Po całej ceremonii, wszyscy rozeszli się po swoich domach. Przed kościołem nie było tłumów z prezentami, a gdyby byli chyba zdrowo bym się zdziwiła. Przecież to nie komunia.

Wracam do domu, tata pyta czy już po wszystkim. Odpowiadam, że tak. „Gratuluję” – mówi. Zasiadamy do stołu, tata uśmiecha się pod nosem, że mamy małą ucztę. W końcu to dość ważny dzień. Ale nie na tyle, by o nim dyskutować i rzucać się sobie w ramiona z gratulacjami. Normalnie jak zawsze, jemy obiad i każdy wraca do swoich codziennych obowiązków. Nieświadoma tego co w tym czasie działo się w innych parafiach na osiedlach wieśniaków, którzy ze wszystkiego robią cyrk położyłam się spać.

Wracam do szkoły. Koleżanki opowiadają mi o bierzmowaniu. Mam wrażenie, że mówimy o czymś innym. Nie mogę uwierzyć i wydaje mi się, że jestem jakaś zacofana: „Co dostałaś” ; „Gdzie wyprawiałaś?” – o czym one mówią do cholery? O weselu? Osiedle Rąbin. Osiedle, na którym się urodziłam i żyłam przez 7 lat. Osiedle, na którym mieszkam znów. Osiedle, z którego jest większość moich znajomych, przyjaciół i cudownych ludzi. Ale też osiedle wieśniaków, którzy tłumnie na nie przybyli wiele lat temu ze wszystkich wsi i robią teraz z siebie wielkich miastowych, a ich język i zachowanie woła o pomstę do nieba. Ci oto ludzie zapewne nie tylko na tym osiedlu, zapewne nie tylko w naszym mieście zrobili z bierzmowania komercyjną szopkę. Sama moja koleżanka przyznała „U nas to było mega ważne! Kto jak ubrany, robiliśmy sobie pełno zdjęć, były prezenty”. Większość osób opowiadających o tym była dumna . Ja – zrozpaczona. Ze współczuciem słuchałam tych wszystkich opowieści. Tak bardzo wtedy zabolał mnie fakt, że nie liczy się człowiek, nie liczy się sakrament. Podejrzewam, że większość zarówno dzieci w nim uczestniczących jak i ich rodziców nie miało nawet pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Przykry, ale prawdziwy obraz polaków. Po raz kolejny obraz ten jest śmieszny.

Dziwimy się dzieciom. Że gdy idą święta nie pytają skąd, jak, po co, dlaczego tylko skupiają się na prezentach. Dziwimy się, że gdy przychodzi komunia zacierają ręce na koperty, laptopy, wycieczki. A to my – rodzice ich tego uczymy. Sami rezerwujemy sale na te komunie i bierzmowania robiąc z tego cyrk średniowiecza. Niektórzy do tej pory jedyne co z tego wynieśli to wspomnienie koperty z pieniędzmi i ludzi obżartych przy stole. Dziwimy się postawie naszych małych pociech, podczas gdy to my sami wywołujemy u nich takie podejście. Nie liczy się sakrament, a to kto był lepiej ubrany, kto dostał większe paczki, kto gdzie świętował. W domu przy cieście ? Nuda. Wynajmijmy najlepszy lokal na Komunię Świętą, zaprośmy pół rodziny, poróbmy sobie zdjęcia z prezentami i przy nowym quadzie, a o sakramencie nie wspomnijmy ani słowa. Takie smutne, takie prawdziwe, takie…polskie. Chwalimy się prezentami od innych gości, wydajemy pieniądze, których nie mamy. Odmawiamy sobie wielu rzeczy, żeby na ten jeden dzień wyglądać jak gwiazda TVN. Nie dla siebie – dla innych.

Materialny cyrk stworzony przez ludzi bez wartości. Cyrk stworzony przez ludzi, dla których sakramenty są okazją do podbudowania własnego ego i poczucia się na moment jak gwiazda. Nie wierzysz? Też nie wierzyłam. Ale to się dzieje. W coraz większej niestety skali.

I nie mam zamiaru wnikać. Prezenty? Chcecie to róbcie. Sale? Chcecie to wynajmujcie. Ale pamiętajcie po co to robicie i dla kogo. I jeśli już chcecie robić to z pompą – to nie zapomnijcie gdzieś tam napomknąć kilku słów o tym po co się tu zebraliście. Co ten dzień Wam dał. Bo jeśli sami nie wiecie po co bierzmowania, komunie itp. i nie wspominacie na uroczystości o tym ani słowa – to co Wy właściwie świętujecie?

 

nbierzmowanie

  • U mnie było tak, jak u Ciebie, chociaż powiem szczerze, że dostała skromne srebrne kolczyki od świadka… Masz rację, że teraz z wszystkiego się robi cyrk.

  • Mirka

    U mnie nie było pompy, prezentów… po bierzmowaniu poszłam z siostrą na lody…

  • u mnie też bez szału. Świadkowa przyszła na kawę i po wszystkim :D

  • tazinnejbajki

    To tak, jak dowiedziałam się, że jestem sknera bo zdecydowałam się zrobić „przyjęcie” z okazji chrzcin synka W DOMU dla najbliższych, a nie w lokalu..

  • martab.

    HAhahaha,ja miałam jakoś w tyg,może w poniedziałek lub wtorek…normalny dzień,chwila w kościele i ciasto w domu z rodzicami(akurat Mama była moim świadkiem ) – bez cyrku i małp :P

  • sama prawda … jak ja miałam bierzmowanie to byłam tylko z bratem i rodzicami, moja świadkowa prosto z Kościoła pojechała do domu (jako prezent dostałam małą torebeczkę, co mnie zaskoczyło bo się nie spodziewałam) …. a jak robiliśmy bierzmowanie u syna to świadkiem był mój maż i nikogo nie spraszaliśmy upiekłam ciacho i dzień spędziliśmy tylko we własnym gronie …. to było takie małe święto tylko dla nas ….

  • andźka

    u mnie bierzmowanie wyglądało podobnie mama była moim świadkiem po Kościele do domu rodzinny obiad i tyle nie spodziewałam się żadnych prezentów itp. bo nie o to kaman ! inny przykład moja córka ma 3 lata i ku zdziwieniu wszystkich nie wyprawiam jej urodzin ( z wyjątkiem pierwszych) dla wszystkich to jest nie zrozumiałe no bo jak można nie wyprawiać co roku urodzin czemu to tak? a temu,że to jest nasze święto i ten dzień spędzamy we 3 czy to zoo czy lody nie ważne najważniejsze ,że razem nie chcę żeby córka czekała na ten dzień z myślą kto przyjdzie ile i co da to samo tyczy się świąt nie to jest najważniejsze rodzina ,która ma dziecko w tym samym wieku mnie krytykuje ,ale ja mam to gdzieś mam inne wartości i czyjaś opinia tego nie zmieni!

  • Matylda

    Mieszkam na Rąbinie, mamy tych samych znajomych, chodziłyśmy do [prawie] tych samych szkół. Znam Cię z widzenia. Ciebie i innych, Twoich znajomych. Ja sama zawsze byłam dość skryta, pewnie gdybyśmy przed sobą stanęły, nie wiedziałabyś, kim jestem. Mniejsza o to. Przeczytałam wszystkie Twoje posty – z ciekawości. Nigdy nie wpadłam na blog osoby z mojego miasta, z moich „kręgów”. Wiele razy widziałam Ciebie w otoczeniu znajomych, na których ilość nie możesz narzekać. Na ilość nie, ale może na..jakość? To tylko moje przemyślenia. W każdym razie, jestem zaskoczona. Wyglądasz na okropną zołzę, wiesz? Taką, co to odbija chłopaków :) – nie odbierz tego źle. Ale miło się Ciebie czyta, cieszę się, że masz trochę oleju w głowie, nie jak te wszystkie Pauliny, Otylie, Sonie i Anki. Pozdrawiam i życzę samych sukcesów :) Będę tu wpadać.

    PS. Byłoby przyjemniej, gdybyś uważała na interpunkcję!

  • Na moje bierzmowanie zjechały się wszystkie moje siostry z rodzinami oraz chrzestna i chrzestny z małżonkami. Tak to już jest w mojej rodzinie. Chodzi o to, by w tym wyjątkowym dniu wspierać się nawzajem modlitwą. A w kupie siła, nie? :)
    Później pojechaliśmy do domu. Wszyscy zaproszeni, ja i moi rodzice. Mój tata odmówił modlitwę, ja przeczytałam fragment Pisma Świętego i w ciszy zjedliśmy zwyczajny obiad. Później to się trochę rozkręciło, bo mój chrzestny, mimo że mieszka niedaleko nas, nie widział mnie od kilku dobrych lat, więc wypytywaliśmy się nawzajem o te chwile, w których się nie widzieliśmy.
    Nie powiem, dostałam prezenty. Kwiaty i kosz słodyczy. Ale nie one się dla mnie liczyły w tym dniu. I wiesz, potem byłam zaskoczona – podobnie jak Ty, jak wielkimi materialistami są moi rówieśnicy. Ktoś dostał skuter, ktoś inny wyliczał pieniądze, ktoś jechał na wycieczkę za granicę, zafundowaną przez jednego z gości. U mnie może i było dużo ludzi, ale to nie była typowa „imprezka”. U nas chodziło bardziej o tą modlitwę…

  • Zgadzam się w 100%. Nie wiem skąd moda na jakieś wyprawianie bierzmowania? Jakiś czas temu właśnie pisałam o tym post, że chyba wynika to z jakiegoś osamotnienia, chęci spotkań i pewnie pośrednio pokazania co się ma, jak się ma i co się może. Teraz ze wszystkiego robi się huczne imprezy, za niedługo na roczek malucha ludzie będą wynajmować sale i zatrudniać dj’a…

  • Moje bierzmowanie polegało wyłącznie na uczestnictwie we Mszy św. bez żadnego blichtru. Dwa lata przygotowań, rok zbierania podpisów i uwieńczenie mszą. Tyle. Tak powinno być. Bez prezentów i gości. Ale kiedy to było… Dziwne jest dla mnie to, co ludzi robią dziś….