bez planu

4 lipca 2016

Życie moje z dnia na dzień takie spontaniczne, choć z planami co do dalszej przyszłości, to bez żadnych planów co do tego co się dzieje tutaj i teraz i w tej godzinie. Za krótkie to życie, żeby myśleć o jakiś zasadach, zważać na każdy swój krok, dziecko kłaść punktualnie o 20, a obiad równo o 14 zrobić… 

i choć powinnam, bo przecież no…tak piszą, że tak trzeba, a na blogach to by cię zjedli, że chaos to niekorzystny dla dziecka, ale myślę, że ten chaos to mniej szkodliwy niż życie jak w zegarku, bez życia na luzie tu i teraz. Bo przecież bywa i tak, że partner mego życia, piąty dzień z rzędu przychodzi, a dziecko śpi i nie widzi go wcale. Więc jak sobota nadejdzie to bez problemu będziemy w trójkę spacerować do nocy późnej i nawet się zbytnio nie przejmiemy, że kelnerka o 22 na ogródku specjalnie nas nie obsłuży, bo z dzieckiem, bo stolik brudny wybraliśmy i ona czyścić musiała… i w drodze powrotnej kiedy dziecko zaśnie już w wózku, w którym nie jechało od miesięcy, to tajniakiem w żabce kupimy sobie zimny browar, który przecież dla rodziców taki niemoralny. Bo jak to tak… dziecko za ścianą, a my tu leszek z soczkiem na pół, o Wy najgorsi, bezwstydni tacy… i wchodząc do domu położymy ją w sukience do łóżka, nie przebierając w piżamę, a sami będziemy jeszcze godzin kilka oglądać ulubione seriale, choć wypadałoby by pójść spać, bo rano kto do dziecka niby wstanie… a rano tak będziemy się szturać, że … Ty wstań! Nie, no weź Ty wstań… a dziecię samo klockami na dywanie będzie się bawić, podszczypując nas raz po raz, żeby się kto ruszył w końcu. I wstaniemy dwie godziny po dziecku, jedząc śniadanie o 13, a obiad jedząc wracając z basenu, na kolanach, prosto na wynos z baru chińskiego. I nikt na zegarek patrzeć nie będzie, bo jak to kiedyś ktoś mądrze powiedział: szczęśliwi czasu nie liczą. I choć nadejdzie poniedziałek, gdzie już wybudzi nas z tej spontaniczności praca, obowiązki, spotkania to i tak z tym komfortem bycia sobie szefem, pozwolę sobie, by znów jeść śniadanie wtedy, gdy inni jedzą już obiad, a wieczorem może znów do 23 spacerować będę, bo kiedy jak nie teraz, kiedy mogę delektować się widokiem tych małych nóżek, które biegną szybciej niż ja idę. Kiedy jak nie teraz będę całować kolanko, które od tego chaotycznego biegu właśnie miało zderzenie z betonem. I kiedy jak nie teraz … no kiedy jeszcze raz będę tak młoda i będę mieć tak dużo czasu na życie, co? Tak bez planu większego, dnia każdego rozpoczynam wielką przygodę, czasem bardziej wariacką, czasem całkiem nudną, bez szaleństw i zapału do czytania książeczki. A czasem to będę chciała spakować się i na drugi koniec warszawy odbyć podróż metrem, żałując już po dwóch stacjach.

I tak będziemy sobie żyć z dnia na dzień, nie spinając się zbytnio, że trzeba tak czy siak, a robiąc tak jak danego dnia chcemy. Bez wyrzutów, że jesteśmy jacyś gorsi, albo bardziej leniwi od tych wszystkich ambitnych rodziców, co z dziećmi całe weekendy przy kreatywnych pracach spędzają, a my to wolimy basen, gdzie każdy ma frajdę, bo pierdołów z kartek to się nawycinaliśmy w szkole i teraz nam już się nie chce. Bo chyba wolimy kilka razy do roku robić takie rzeczy, kiedy naprawdę chcemy, niż robić, bo tak trzeba, a w środku się wściekać niepotrzebnie… tak jak niedzieli ostatniej, choć wcale nam się nie chciało, ale w sumie mieliśmy już wizję fajnej zabawy, a wyboru też już zbytnio nie mieliśmy, bo Pola biegała za nami z kwadratowym pudełkiem z nierozpakowanym czajnikiem, którego nabycie było błędem, bo motyw bajki przecież. A matka mądra powiedziała jeszcze, że tego stwora to można wyciąć i go w statek kosmiczny wsadzić… i już odwrotu nie było, a zabawa jak się okazało była przednia jak nigdy. I jak tak od czasu do czasu na spontanie, czegoś nowego spróbujemy to rzeczywiście fajniej to wychodzi, niż życie w schemacie, ustalonych godzinach i zajęciach…

PS: a tego stwora to i wy wyciąć możecie i przy okazji, jeśli przeciwnikami technologii nie jesteście, wygrać moglibyście wielki telewizor, o. Albo inne gadżety. Więc jeśli w markecie Wam się rzuci w oczy taki fajny dzbanek do filtrowania, a nie jesteście jednymi z tych, którzy na wieść o tym, że dziecko ktoś swe poi kranówą, choć filtrowaną – i wy na to wielkich oczu nie robicie – to możecie kupić dzbanek, albo dwa i stwora wyciąć, a przy okazji z dzieciakiem spędzić fajne popołudnie na wycinaniu, klejeniu i … konstruowaniu wypasionego statku kosmicznego. Więcej informacji o konkursie oraz prace konkurencji ( żebyście wiedzieli czy będzie ciężko ;) ) – możecie zobaczyć na stronie AQUAPHOR. My walczymy, ale będzie fajnie jak i ktoś z moich czytelników, by wygrał ;) Zasady są proste: kupujecie dzbanek filtrujący z motywem epoki lodowcowej – na pudełku macie całą instrukcję – wyciąć scrata i zrobić mu zdjęcie w zrobionym przez Was statku kosmicznym. Zdjęcie wstawiacie na stronę AQUAPHOR i… czekacie na wyniki! Powodzenia kochani i dajcie znać jeśli komuś z Was się poszczęści :) Ja jestem mega zadowolona, bo w końcu miałam powód, żeby spróbować takiej kreatywnej zabawy i muszę przyznać, że… było ekstra! Zobaczcie sami.

DSC_0978

 

DSC_0980

 

DSC_0987

 

DSC_0990

 

DSC_0991

 

DSC_0997

 

DSC_1000

 

DSC_1001

 

DSC_1003

 

DSC_1004

 

DSC_1005

 

 

DSC_1006

 

DSC_1009

 

DSC_1010

 

DSC_1011

 

DSC_1019

 

DSC_1020

 

DSC_1022

 

DSC_1026

 

DSC_1027

 

DSC_1029

 

DSC_1030

 

DSC_1032

 

DSC_1033

 

DSC_1034

 

DSC_1036

 

DSC_1057

 

kreatywne zabawy

 

DSC_1059

 

DSC_1060

 

kreatywne zabawy