Bartek z 6a

7 lutego 2018

Miał na imię Bartek. Piękny uśmiech, jasne włosy i ten łobuzerski błysk w oku, który sprawiał, że chciało się przez to oko być zauważonym. Lat miał dwanaście i sprawił, że po raz pierwszy moje poliki stały się tak mocno czerwone, jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie pamiętam czy chodził do 6 a, czy b czy c. Ale „a” brzmi całkiem zgrabnie. Więc zostańmy przy tym.

Pierwsze zakochanie. Nawet jeśli głupie, młodzieńcze, naiwne – to jednak wyjątkowe. Bo wtedy, dla dzieci takich jak ja czy Ty, mocniejsze bicie serca na widok zbliżającego się właśnie JEGO, równa się z dzisiejszymi emocjami, jakie przynosi nam najlepszy seks. Wtedy wystarczyło ulotne spojrzenie, albo ewentualnie zapytanie ” Mogę spisać od Ciebie zadanie domowe?”. Do dziś pamiętam to jak Bartka poznałam i do dziś pamiętam jak mocno piekły mnie poliki i jak prawie zemdlałam z ekscytacji, kiedy jego kolega Rudy powiedział mi, że Bartek chce ze mną chodzić. I spytał czy ja też tego chcę. Ach jak nogi miękły, kiedy wchodziło się na boisko i on szedł nie do kolegów, a do Ciebie. Jak nogi miękły, kiedy na starą motorolę C200 przychodziły smsy albo chociaż sygnał. ON puścił mi sygnał. To było coś na miarę dzisiejszego usłyszenia „Kocham Cię” od połówki, która mówi Ci to raz na pół roku, a Ty wtedy czujesz, że wygrałaś na loterii, bo normalnie to Ty musisz mówić pierwsza, a on tylko odpowiada ” Ja też… „. Wzięliśmy z Bartkiem ślub po jednym z dniu rekolekcji. Pod kościołem, pod krzyżem, przyjaciel Bartka zaplótł nam dłonie smyczą, którą od Bartka dostałam – w serca. Miałam ją w pudełku z pamiątkami przez kilka lat, później wyrzuciłam, bo w sumie to ważniejszy był i jest ten miś. Figurka obtoczona futerkiem i to nie byle jaka… Pierwszy prezent od pierwszego chłopaka. Od jakiegokolwiek chłopaka. Bartek był pierwszym, w którego się wtuliłam, a było to podczas balu kończącego podstawówkę. Czułam wtedy, że mam w swoich ramionach cały swój świat. W wieku dwunastu lat zapytanie: czy jesteśmy na to gotowi, ze wspólną decyzją: przemyślmy to – dotyczyło … chodzenia za rękę. Nie pamiętał kto zerwał, choć chyba on i to chyba przez sms’a. Nie wiem czy rzucił mnie dla innej, czy po prostu mu się znudziłam, a może jakaś Kryśka z bloku obok miała więcej okazji do spotkań niż Alicja ze wsi pod miastem. Tak czy siak. Bolało. Bolało tak cholernie, że świat się skończył i nic już nie miało nigdy być takie samo. Ale przeżyłam.

Dziś Bartek jest ulotnym wspomnieniem. Nie pamiętam jakie nosił ciuchy i nie pamiętam jaki miał telefon, ale pamiętam emocje jakie dał mi, jako małej jeszcze dziewczynce i pamiętam, że pierwszy raz pozwolił mi poczuć się tak ważną i kochaną. Wtedy wszystko było takie proste. Liczyło się po prostu uczucie, a nie milion innych czynników, listy za i przeciw i konfrontacje serca z rozumem. Wtedy wystarczyło, że spośród tłumu na boisku, po prostu to z tym jednym chciało się spędzać przerwy i z tym jednym chciało się kupować czipsy w sklepiku. Wspominając dziś Bartka, nie chodzi mi wcale o Bartka a o czystą, niewinną relację. O uczucie, o coś nowego i mało skomplikowanego, kiedy myśli się o tym z perspektywy czasu. Bo wtedy to było COŚ. Wtedy to był cały świat, to były najważniejsze decyzje i najpoważniejsze zmiany w życiu dwunastolatki. Może i dziś to co przeraża, za dziesięć lat będzie ulotnym wspomnieniem. Może po tych, których dziś kochamy, za dziesięć lat pozostanie jedynie figurka, zdjęcie. To co po każdym pozostanie na pewno to emocje, które się z tym człowiekiem tworzyło. Nie będziemy pamiętać czy buty były z Louis Vuitton czy może chłop miał jedynie laczki kuboty. Nie będziemy pamiętać, czy jedliśmy policzki wołowe w restauracji czy kebsa na dworcu. Ale zawsze będziemy pamiętać uczucia, które nam towarzyszyły. Zawsze będziemy nosić w sercu wszystkie uśmiechy, godzinne rozmowy i wygłupy. Nieważne czy z facetem, przyjaciółką, siostrą czy mamą. Nieważna jest otoczka, ważne jest to czym emanujemy, co od siebie dajemy i co dostajemy. Ważne jest to, co w sercu. Cała otoczka to tylko dodatki. Podbijają wygodę i komfort, ale nie dają ciepła i nie rozpalają naszych serc.

Świat pełen jest Bartków z 6a. Lub 6 b. Pojawiają się w naszym życiu na krótsze lub dłuższe momenty. Dają nam emocje, pozwalają czegoś doświadczyć, coś zobaczyć, coś poczuć. Zwyczajni ludzie, których może i nie ma już w naszych życiach, ale nie można ich zwyczajnie zapomnieć i nie należy zapomnieć, bo dzięki nim jakaś chwila w życiu była piękna. A właśnie z takich chwil złożone jest życie. Pojedynczych, pięknych, zapierających dech w piersiach. I każda osoba, dzięki której choć chwilę czuliśmy się szczęśliwi jest warta zapamiętania.

Jak Bartek z 6a. Bartek od pierwszego misia. Pierwszego splecenia rąk. Pierwszego tańca przytulańca.

Jak Marta z 6d. Ta od liścików. Od pierwszej przyjaźni, która miała być na zawsze. Od pierwszych wagarów. Od pierwszych przekleństw.

Jak Kamil. Od pierwszego pocałunku.

Jak koleżanka ze szpitala w Bydgoszczy, której nie pamiętam imienia, ale pamiętam jak radość z tego, że jest obok i nasze całonocne wygłupy pozwoliły mi przetrwać czas bez rodziców, w szpitalu, w obcym mieście…

I jak masa innych osób. Dzięki którym choć raz się uśmiechnęłam, choć raz poczułam dobrze. Wszyscy oni mają miejsce w moim sercu, nawet jeśli nasze drogi rozeszły się nie tak jak trzeba.

Przypomnij dziś sobie wszystkich Bartków, Tomków, Józków. Wszystkie Krysie, Zosie i Kaśki. Wszystkich, którzy choć na moment pozwolili Ci poczuć, że jesteś metr nad ziemią. Wszystkich, którzy rozpalili ogień w Twoim sercu. Wszystkich, którzy okazali Ci szacunek, którzy wsparli dobrym słowem. Wszystkich, którzy Cię rozbawili. Wszystkich, którzy sprawili, że czułaś, że Twoje życie wtedy, w tamtej jednej, prostej chwili było piękne. To mogła być zwyczajna chwila, jeden krótki moment. Przypomnij to sobie wyraźnie. I zrozum, że właśnie po to żyjemy. Dla tych, krótkich niepozornych chwil. I właśnie do tego będziemy wracać na starość i za tym będziemy tęsknić. Za tym czego dzisiaj nawet nie dostrzegamy…