Bądź wdzięczny…

22 stycznia 2016

Człowiek uczy się całe życie… Są rzeczy, które przychodzą nam łatwiej, inne trudniej. Są też w życiu takie lekcje, które pamiętamy do końca życia. I stosujemy się do nich każdego dnia…

Spotkałam kiedyś Ankę. Anka jak zawsze była ponura i smęciła pod nosem na swój marny los. Oj biedna ona taka… a czego by jej się pozytywnego nie powiedziało, to ona zaraz mówiła „A co Ty gadasz…”. I tak przy każdym spotkaniu… Wtedy to mi jeszcze tak pesymiści na nerwy nie działali. Klepałam ją po ramieniu i w sumie to stwierdziłam, że Anki zmienić się już nie da. Taki charakter. Trudno. Ale z Anki z dnia na dzień uchodziło życie. Wszyscy machali ręką i olewali sprawę – przecież ona taka już jest. Ale ja czułam i widziałam, że coś jest nie tak. Właściwie to ona za dużo myślała… Nadmiar czasu sprawiał, że wymyślała sobie tysiące problemów, których nie ma. Kiedy zadawałam jej pytanie ” Naprawdę nie masz żadnych powodów do radości?” – odpowiadała, że nie ma. Była zdrowa, piękna, miała pieniądze. Ale to już chyba nikogo nie dziwi, że tacy ludzie najczęściej płaczą wieczorami w poduszkę. Miała prawo nie cieszyć się z życia, depresji nikt sobie nie wybiera – bo pod depresję to już podchodziło. Ale im bardziej waliło mi się moje życie, im więcej miałam problemów, tym bardziej irytowała mnie jej życiowa postawa. Byłam wściekła, bo jak to tak. Ja tutaj problemy okrutne i staram się cieszyć, uśmiechać, a tu mi jakaś rozpieszczona panna ciągle marudzi koło ucha. I ja tak zaczęłam marudzić razem z nią. I sama nie wiem, w którym momencie to ja stałam się jeszcze gorsza od niej. Każdy wiek ma swoje prawa, wiecie? To co było problemem dla mnie i dla Anki w wieku lat 18, dziś zdaje się być śmieszne. Ale wtedy… wtedy to było coś. I zawsze należy o tym pamiętać i nie szydzić z czyichś problemów. Z Anki szydził prawie każdy. Co drugi znajomy, a nawet jej własna matka mówiła jej „Wstyd Ci powinno być, że tak marudzisz, a ludzie takie problemy mają!”. A ja marudząc coraz więcej, rozumiałam jej uczucia coraz bardziej. Próbowałam wspierać, pomagać…

… ale pewnego, zimnego dnia Anka podcięła sobie żyły. A przynajmniej próbowała. Dziś kwituje to zdaniem, że nawet to jej w życiu nie wyszło. Byłam na izbie w moment po tym, jak tam trafiła. Była chyba po dwóch piwach, więc byli tam też policjanci. Policjantów nie lubię, zazwyczaj trafiam na palantów, ale z tych dwóch, jeden zapytał mnie, czy wiem czemu ona to zrobiła. „Nie wiem” – odparłam. ” Nastolatkom czasem nie chce się żyć. Bez większego powodu… Wystarczy niespełniona miłość czy jedynka na semestr” – ” I to jest powód, żeby się zabić? Przecież to nie są problemy”. Zapytałam go: ” A jakie pan miał problemy w wieku 18 lat? Każdy wiek ma swoje prawa. To co dla Pana jest śmieszne, dla nastolatki może być końcem świata”. Odparł, że w sumie racja, a po chwili namysłu odpowiedział ” Po prostu gówno wiecie o życiu. Żeby z życia się cieszyć, trzeba rozumieć ile się ma. Być wdzięcznym nawet jeśli ma się niewiele”. Gówno wtedy rozumiałam, choć jego słowa w jakiś sposób mnie poruszyły. ” Ani psychiatra, ani psycholog Wam nie pomoże. Wami to trzeba wstrząsnąć w inny sposób”. Kiedy Anka czuła się lepiej, pokazała mi kartkę z adresem, który zostawił jej policjant. ” Powiedział, że mamy tam jechać, wiesz co to za adres?”. Nie wiedziałam. Wstukałyśmy adres w google : hospicjum dziecięce. I co? Mamy tam jechać? Zobaczyć, że inni mają gorzej? Co za bullshit. Wiem, że mają, ale to nie znaczy, że poczuję się lepiej… Czułam jednak, że takie rzeczy jak te – ta pieprzona kartka od policjanta, są raczej czymś co rzadko się zdarza. Musi być w tym jakiś cel. Pojechałyśmy. Nie wiedziałam zbytnio co powiedzieć na wejściu, więc czując, że wyjdę na idiotkę powiedziałam „Jakiś policjant kazał nam tu przyjechać”. No i po 5 minutach przyszła ona… łysa, blada, a mimo to uśmiechnięta. Widziałam wiele razy ludzi chorych w telewizji, ale stanięcie twarzą w twarz było dla mnie strzałem w policzek. Nie spodziewałam się, że pierwszym z wielu tego dnia. Paulinka. Bo tak miała na imię. Paulinka była jego córką. Córką policjanta. Już po 5 minutach jej opowieści o chorobie, zanosiłam się z Anką od płaczu. To nie my przytulałyśmy Paulinę, tylko ona nas. Paulina wzięła Ankę za rękę, odszukała jej bliznę i powiedziała „Życie to cenny dar. Nawet nie wiesz ile bym dała, by je wygrać”. Wyszłam. Nie mogłam się uspokoić. Czułam się tak marnie, tak… beznadziejnie. To nie było oświecenie w stylu ” Jeju, jakie mam piękne życie”. Pierdolę takie życie. Właśnie przemawia do mnie dziewczyna, która pewnie niedługo umrze, zanim pozna smak życia, co to kurwa ma być? Kiedy się trochę uspokoiłam, wróciłam do dziewczyn. Paulina powiedziała „Niedługo będę musiała pożegnać się z tatą. Tak bardzo mi go szkoda. Ale wiecie co? I tak jestem wdzięczna Bogu… „. Wtf… wdzięczna? Za co? Może trochę nietaktownie, ale jednak spytałam… za co? ” A Ty co za jesteś?” – ” Chyba za nic. Nie lubię swojego życia…” – odrzekła Anka… Paulina powiedziała wtedy, że często mylnie sądzimy, że wdzięcznym trzeba być za duże rzeczy. Te małe, uznajemy za normalne. Za coś naturalnego. „Wiesz… może i ja umieram, ale moja mama… ona jest zdrowa. Mój tata i braciszek też. Wdzięcznym nie jest się tylko za rzeczy, które dotyczą bezpośrednio nas, ale też osób, które kochamy”. Szmatą po pysku, raz, drugi i trzeci. Czwarty, piąty i szósty. Całą drogę z Anką milczałyśmy, patrząc się beznadziejnie w szybę. Łzy spływały nam po policzkach. Nie odzywałyśmy się do siebie dobrych kilka dni. Ja siedziałam w swoich 4 ścianach, próbując się jakoś pozbierać. „Bądź wdzięczna, masz za co. Masz więcej niż Ci się wydaje”. Kuurwa, ja mam, ale co z innymi? Jakoś wyjątkowo nie mogłam cieszyć się z tego co mam, wiedząc, jaki los mają inni. Ale ratowało mnie jeszcze jedno zdanie, ” Czasem ktoś musi cierpieć, by ktoś inny mógł docenić to co ma”. No zajebiście sprawiedliwe, naprawdę. Ale prawdziwe…

Zbiegło się to w czasie z moją depresją i problemami w liceum. Po raz kolejny podjęłam próbę przeczytania książki od mamy i wyjrzałam przez swoje wielkie okno. Wiecie co? Po prawej stronie mojego domu są zabudowania, ulica, szczekające psy. Patrząc przez przednie okna, widzi się tylko ulicę. Patrząc przez tylne okno z przedpokoju – kawałek dachu. Ale okno w moim pokoju… jest oknem na świat. Na wielkie puste pola i rzędy porzeczek. I tylko z tego okna można zobaczyć przebiegające przez polną drogę sarenki. Tylko z tego okna można zobaczyć uciekającego zajączka, czy błądzącego bażanta. I tylko z tego okna widać w oddali rozkwitający na wiosnę sad. A wiecie co widać z tych przednich okien…oprócz tej głównej ulicy, co tiry na niej całą dobę i noc jeżdżą… to widać co tydzień duży, biały dostawczak mojego taty, który wraca z podróży… 3 lata później z tego okna, moja mama nagrywała filmik, jak z F. z podjeżdżamy autem pod dom i wyjmujemy małe zawiniątko. Zawiniątko to miało imię Pola. I 2 lata później, a konkretnie dzisiaj siedzę tutaj, a obok leży moja mniejsza wersja mnie. Zdrowa, piękna, cudowna. Siedzimy w pięknym, choć nie naszym mieszkaniu, przy rozkręconych kaloryferach. Żyjemy w naszej wymarzonej Warszawie. Jeździmy raz na miesiąc do domu rodzinnego, gdzie zawsze jest głośno i radośnie. Z przedniego okna widać nie jedno auto, a trzy, w tym jedno takie mega rodzinne, bo siostra ma dwójkę dzieci, psa i dwa zaadoptowane koty. Z okna w salonie widać tatę, trzymającego w dłoni jednego ze swoich kilkudziesięciu gołąbków. A w moim pokoju…w moim dawnym pokoju powstało najpiękniejsze studio fotograficzne na świecie … studio mojej siostry. I każdy z nas się martwi co chwilę, bo życie kopie w dupę zawsze, gdy już myślimy, że wychodzimy na prostą. I co chwilę komuś braknie do pierwszego, co chwilę ktoś martwi się o zdrowie. Ale koniec końców… i tak mamy dużo, dużo więcej niż inni. Bo podczas gdy jeden liczy, czy starczy mu do dziesiątego…ktoś inny liczy, czy do dziesiątego dożyje. Podczas, gdy my wkurzamy się, że musimy zrobić remont…ktoś inny modli się o dach nad głową. I to takie okrutne… takie okrutne, że wdzięczności za życie, najlepiej nauczą nas Ci, którzy je tracą…

… bo czasem trzeba spojrzeć na świat nieco inaczej. Czasem wystarczy spojrzeć po prostu w inne okno. W to, w którym widać te piękne sarenki…

 

DSC_0369

 

DSC_0371

 

DSC_0372

 

DSC_0379

 

DSC_0380

 

DSC_0383

 

DSC_0384

 

DSC_0392

 

DSC_0393

 

DSC_0395

 

DSC_0399

 

DSC_0401

 

DSC_0402

 

DSC_0407

 

DSC_0408

 

DSC_0409

 

DSC_0410

 

DSC_0411

 

DSC_0412

 

DSC_0414

 

DSC_0415

 

DSC_0417

 

DSC_0418

 

DSC_0419

 

DSC_0421

 

DSC_0422

 

DSC_0423

 

DSC_0425

 

DSC_0426

 

DSC_0427

 

DSC_0429

 

  • Monika

    Wyję jak głupia! Smutno mi, a zarazem jakoś tak… inaczej! Cholernie to dobre, co napisałaś, smutne takie sytuacje, ale jakież wnioski można z nich wyciągnąć…! Dziękuję, bardzo dziękuję…!

  • roksana m.

    hospicjum dziecięce…wiem co przeżyłaś jako obserwator. byłam, nigdy więcej, lekcja na całe życie… :( piękny wpis…

  • Paula

    Ja po prostu podziękuję. Więcej nie jestem w stanie napisać. :(

  • aga

    Pewnie to egoistyczne, ale ja kiedy mam na prawde ogromnego dola i czuje, ze tak latwo sie nie wygrzebe, wchodze np. na siepomaga.pl, i przypaminam sobie, ze mam na prawde wiele szczęście- zdrowie, rodzine a przede wszystkim zdrowe dziecko.. w dzisiejszych czasach bardzo latwo zapomniec co jest tak na prawde wazne i co w zyciu sie liczy…

    • Na mnie niestety takie strony działają odwrotnie, trzęsę się potem kilka dni pod rząd, rozmyślam, jakby to mi krzywda się działa… :(

      • aga

        Ja tez swoje odcierpie.. najczesciej konczy sie przelewem i ttm, ze placze pozniej Tomkowi w rekaw, ale zyskuje tez swiadomosc, ze mam za co dziękować

  • kasia

    Pięknie napisane! Mam taki sam pogląd na świat, trzeba doceniać co się ma. Staram się uczyć takiego spojrzenia moich dzieci, ale to trudna robota, bo mój starszy syn to taka męska wersja Anki…

  • sylwia

    czytajac mialam lzy w oczach bardzo paruszajace i pouczajace …

  • Basia Potocka

    Dżizas Kobieto! Cała się przez Ciebie posmarkałam!
    Poplątało mi się trochę w życiu ale i tak jestem cholernie wdzięczna..za zdrowego syna, codziennie mam tą świadomość, że nie jedna matka wolałaby być na moim miejscu i mieć zdrowe dziecko.. Więc nie narzekam :-)

  • Angelika

    Piękny wpis, wzruszenie ścisnęło za gardło, oczy musiałam zaciskać. Nawiązując do poprzedniego musimy doceniać każdą małą rzecz.
    Piękne zdjęcia, cudowne. Pola przesłodka, druga dziewczynka także. Wielkie buziaki Wam przesyłam :**

  • Piękny i prawdziwy wpis. W pogoni za życiem, szczęściem i bogactwem – tracimy je…
    Też ostatnio mam refleksyjny czas… Warto pomyśleć w jakim miejscu będę za 20 lat i czego może być mi żal.

    • zapomniałam napisać, że cudne zdjęcia – ale Ty to przecież wiesz ;)

  • Magda Sajewicz

    No to napisałaś…..Jestem na takim etapie swojego życia że nauczyłam się tego o czym piszesz i dopiero teraz jest mi naprawdę dobrze. Do tego trzeba dojrzeć, przeżyć swoje, umieć docenić co się ma, nie użalać się nad sobą, nie porównywać do innych, z pewnymi sprawami pogodzić i wtedy życie staje się łatwiejsze i przyjemniejsze.

    • Ninusia

      Dokładnie! Super to ujęłaś… <3

    • Dokładnie…w punkt !

  • Wzruszasz bejb! Jak zawsze takimi wpisami.

    Pięknie pokazałaś przyjaźń pomiędzy Poldunkiem a Millą <3

  • Madzia

    Mądre słowa! Trzeba cieszyć się życiem i uważać o czym się marzy… Ostatni marudzialam- Boże jak mi się nie chce chodzić do pracy, posiedziałabym w domu, ale w domu znowu sprzątanie, gotowanie…i wiecie co? Bóg spełnił moje słowa. Nie poszłam do pracy, ale również nie siedziałam w domu. Trafiłam z dzieckiem do szpitala…Taka o to lekcja…

    • Dokładnie, zawsze powtarzam „Uważaj o czym marzysz…”

  • Agata Sawicka

    Dokładnie, nic dodać nic ująć. Trzeba sobie zapamiętać ten wpis gdy najdzie nas chęć na biadolenie. A dziewczyny są Extra.

  • malwina

    łezka za łezką… cudna historia, choć smutna…

    • No właśnie…pouczające historie mają to do siebie, że nie koniecznie są szczęśliwe…

  • O mamo ale się popłakałam! Miałaś mi umilić piąteczek a nie łzy wyciskać :) A tak zupełnie serio, czytałam z innej perspektywy. Moi obaj synowie to wcześniacy, stoczyli ogromne boje o życie, i ciągle walczą o sprawność, możesz o tym u mnie poczytać, zapraszam. I to mnie nauczyło doceniać WSZYSTKO! I od tamtego czasu, w każde święta myślami jestem nie tylko w domu, ale i w szpitalu. Przepiękny wpis, głęboki, mocy i prawdziwy.

    • I na łzy musi w życiu być mkiejsce! :) Wszystkiego dobrego :*

  • Ninusia

    Alu jak Ty to robisz, że tak świetnie opisujesz życie i wszystko to co na prawdę jest ważne…?! Poruszasz tak ciężkie,wzruszające tematy..trafiasz w serca czytelników!!! Każdy Twój post jest bardzo ważNy i jakże mi potrzebny… UWIELBIAM!!!

    • Jeju dziękuję…staram się pisać od serca i może dlatego tak to wychodzi… :*

  • Bożena Jędral

    Mając blisko chorobę lub kiedy w nas trafi coś niespodziewanego, co zupełnie zmienia życie, dopiero umiemy docenić radość dnia codziennego i tego, co mamy wokoło.

  • Masakra! Tekst czytałam na dwa razy, bo nie byłam w stanie doczytać do końca. Historia… jak na swoje okrucieństwo- piękna, bo otworzyła oczy na świat.

    • Takie coś otwiera oczy i sprowadza gwałtownie na ziemię.. :(

  • Katarzyna Borowczak

    Pięknie napisane…popłakałam się. Prawda rzucona nam prosto w twarz…akurat dziś potrzebowałam takiego strzału w pysk. Jesteś cudownie dojrzała. Faktem jest, że nie doceniamy tego co mamy…i potrafimy przez swoje głupie błędy spieprzyć sobie te piękne rzeczy…

    • Oj i to czasem cholernie spieprzyć! Niby się o tym wie, ale jednak trzeba sobie to czasem przypominać…

  • Natalia Kaczmarek

    ❤❤❤❤❤❤❤Umieram wewnętrznie

  • Paulina

    Czytając to wszystko mega się wzruszyłam… bardzo prawdziwe słowa i myślę, że wielu z nas niestety często podobnie myśli i postępuje. Ciężko widzieć pozytywy i doceniać to co mamy kiedy ciągle chcemy więcej, lepiej, ciągle do przodu i nie patrzymy na to co już mamy…szukamy tylko tego, czego nam brakuje. A tak można w nieskończoność biec bez zatrzymania, a na koniec uświadomić sobie ile przegapiliśmy.. to prawda, że każdy wiek rządzi się swoimi prawami i najlepiej uczymy się na własnych błędach, ale warto czerpać z nich jak najwięcej lekcji, a takie teksty jak Twój pozwalają mi też pomyśleć nad tym chwilę dłużej.. i nie zapędzać się za bardzo w swoich planach i marzeniach bez końca, a zobaczyć co mam tu i teraz, cieszyć się tym tak po prostu, bezwarunkowo. Dzięki, oby więcej takich przemyśleń! :)

    • Właśnie…każdy biegnie biegnie i zatraca się w tym biegu, nie wiadomo po co…wszystko to co najważniejsze wg ludzi może poczekać…no niestety nie może…

  • Ladymami Paulina

    Jestem wdzięczna… za ten post. Co z tego, że widzimy nieszczęście świata w tv, co z tego, że na ulicy mijamy ludzi, którzy o swoich problemach nigdy nam nie powiedzą, a po ich twarzach nie raz stwierdzamy, że są gburami? Patrzymy często wyłącznie na czubek własnego nosa… i jesteśmy tacy zawiedzeni.
    Tak ważnym jest by doceniać to, że w domu jest ciepło, że jesteśmy wszyscy zdrowi… Życie to dar, cud, cieszmy się nim :)

  • Małgorzata Stryjecka

    ….@[* 💗💔coraz częściej brakuje mi słów po twoich postach

  • kejtuch

    Bosz, a się zryczałam… Uwielbiam Twoje teksty, naprawdę trafiają prosto w serducho [a niektóre w mózg ;)] Śledzę Twojego bloga od dłuższego czasu, ale nie mam w zwyczaju komentować, chyba się wstydzę. Ten tekst kazał mi się przełamać. Dziękuję :) Pisz, pisz, pisz… <3 Katie.

  • Klaudia Wojnarowicz

    Zanim przejdę do swojego monologu (ja Cię bardzo przepraszam, odkryłam Cię wczoraj i piszesz takie posty że nic, tylko się komentować chce godzinami :)) – czy coś jest nie tak z oznaczeniami czasowymi na Twoim blogu? Jest napisane, że powyższy post jest z wczoraj (23.02.2016), a komentarze pod postami oznaczone są na miesiąc temu, 22 dni temu. Enigma.

    ***

    Te zdjęcia przypominają mi mnie i córkę koleżanki mojej mamy, z którą mając jakoś z 8 lat, oglądałyśmy ekranizację ‚Diuny’ (w ogóle jak 8 letnie dziecko może się zachwycać Diuną i oglądać ten film w kółko ? :D) na kasecie VHS (uff, aż poczułam warstwę kurzu na sobie hehe).

    Ale sarenki ! ♥ Ja bym się z sarenek cieszyła codziennie :)

    Tak się niestety składa, że ja w hospicjum bywałam regularnie przez pół roku, tylko że właśnie z powodu mojej Mamy. Niestety w przypadku palcówek dla dorosłych, tam już mało kto powie Ci cokolwiek pokrzepiającego, jak to, co usłyszałaś od córki policjanta. Niemniej jednak miała ona ogromną rację.
    Nie potrafimy się cieszyć z tego, co mamy. Wiecznie jest coś nie tak. I nawet kiedy już jesteśmy świadomi swojej postawy…dalej jest coś nie tak ! Wiem, bo jestem okropną marudą, na razie usprawiedliwiam to kiepskimi wydarzeniami w ciągu ostatnich 2-3 lat (nie wspominając o ostatnim roku życia mojej mamy – nikomu tego nie życzę) i czekam, aż mi przejdzie, ale wiem też, że warto pogadać ze specjalistą, tylko grunt to trafić na kogoś dobrego.

    Po wielu latach śmiać mi się chcę, jak ktoś przeżywa klasówkę. Ale ja też przeżywałam. Na maturze pisemnej z geografii rozpłakałam się z powodu beznadziejnego miejsca, bo miałam za daleko do kolegi ze ściągami ;) Ale w tamtych latach to był dramat. Gorzej, jak złamany paznokieć potrafi przyćmić Twoje życie, bez względu na wiek (a w przypadku wielu dorosłych, bo nie do końca jestem pewna, czy dojrzałych ;> kobiet tak niestety się właśnie dzieje – ‚o jeju, źle się wypełniacz w ustach rozłożył, o masakra, odprysnął mi lakier’).

  • Tusia

    ten tekst już był na blogu czy mam de ja vu :) ale nie ma co fajny.