Moja aktywność i odżywianie przy hashimoto

7 sierpnia 2019

Cześć i czołem :) Po wczorajszym maratonie biegowo-rowerowym, dostałam masę zapytań – czy ja tak często, czy chudnę, czy ciężko mi być „szczupłą”.  No lekko nie jest, ale nie patrzę na to czy jest ciężko czy nie. Po prostu dążę do efektu :) A to zazwyczaj nie jest proste i łatwe.

Oczywiście najwięcej wiadomości dotyczy mojego hashimoto – i tego jak to możliwe, że nie jestem gruba ;) No to jest w sumie proste – żrę mniej :D Od dawna moje stany chorobowe nie są już dla mnie wymówką. Znam swój organizm i wiem, że muszę jeść po prostu mniej i muszę się więcej ruszać. Przypominam, że nie biorę lekarstw. W lipcu udało mi się ćwiczyć dość regularnie, choć niestety w drugiej połowie olałam trochę temat jedzenia – wakacje rządzą się swoimi prawami :D

Jeśli chodzi o aktywność fizyczną przy hashimoto, to zdecydowanie nie mogą być to katorżnicze treningi – będzie nas to doprowadzało jedynie do ciągłych stanów zapalnych. Najbardziej wskazane jest tutaj bieganie, pływanie czy delikatne treningi – ja w lipcu namiętnie ćwiczyłam skalpel Ewki, bo jest dość wolny ale dokładny i ładnie rzeźbi ciało. We wrześniu zamierzam wrócić na siłownię a co by się zmotywować bardziej, to wybieram się razem z koleżanką. Za niestawienie się na treningu będą kary – 20 zł :D A za piękne regularne chodzenie – sushi uczta na koniec miesiąca :P

 

Podsumowując moją aktywność fizyczną:

  • bieganie – 2/3 razy w tygodniu po 5 km
  • skalpel – 2/3 razy w tygodniu ( trening trwa 45 minut)
  • dużo ruchu: marsz, spacery, rower
  • joga – najczęściej 15 minutowe treningi na różne partie : czasem brzuch, czasem pośladki, czasem po prostu kręgosłup albo joga na przywitanie dnia :) Ćwiczę wiernie z Gosią Mostowską na YT.

Czasem jeśli nie biegam to ćwiczę skalpel 4 razy w tygodniu. Czasem zdarza się tydzień, że poćwiczę tylko raz. Nie ma reguły. Staram się jednak to robić, bo znacznie wpływa to na moje samopoczucie, energię, a co za tym idzie – na wszystkie płaszczyzny życia :)

 

Jeśli chodzi o jedzonko, to mam swoje preferencje, które wydawać by się mogły już nudne, ale co zrobię :D Nic :P

ŚNIADANIA

 

 

PRZEKĄSKI

  • koktajl z jarmużu, banana i jabłka
  • kawałki owoców + jogurt naturalny
  • shake białkowy od Natural Mojo ( na hasło MAMALA25 możecie każdego dnia korzystać ze zniżki 25 % ) 

Szejki białkowe ratują mi tyłek zawsze, kiedy jestem głodna ale nie mam ochoty poświęcać na robienie jedzenia ani chwili. Pije je już trzeci rok – to nie tylko wygoda, ale też ( dla mnie) mega dobry smak. Dałam na spróbowanie szejki mojej mamie, siostrze, kilku znajomym – wszyscy się do nich przekonali. Trzeba tylko dobrać odpowiednią dla siebie konsystencję. Idealna dla mnie to 250 ml mleka roślinnego + dwie marki białka. Mało tego – wykorzystuję je też do innych rzeczy. Np. do owsianek na kefirze – mieszam kefir z odżywką waniliową i polewam owsiankę. Niebo w gębie! Albo mieszam kefir z odżywką i polewam naleśniki. Mówię Wam – obłęd!

 

 

OBIADY:

  • słynne spaghetti brokułowo-jogurtowe 
  • kaszy, makarony z warzywami np. z cukinią, brokułem, ciecierzycą, groszkiem
  • burgery roślinne ( albo z indykiem) z warzywami i pełnoziarnistą bułką
  • zupy krem ( brokułowe albo z zielonego groszku, z dyni)

 

KOLACJE:

  • pieczywo z pastą i zieleniną
  • warzywa na parze + pieczywo
  • sałatki
  • kiszonki + np. ryba

 

 

CO DO PICIA?

  • czystek
  • woda ( kranówa)

Bardzo rzadko mam smak na napoje gazowane czy ogólnie słodkie np. soki. Kiedyś piłam tylko gazowane i kolorowe, ale jak widać można zmienić nawyki i przyzwyczajenia i to diametralnie :)

Ogólnie staram się jeść bardzo dużo warzyw. Jarmuż w koktajlach, sporo warzyw do obiadu, kolacji. Sałatki, zupy krem. Spora ilość kiełków + do tego np. słonecznik.

A co z rzeczami niezdrowymi? Lody, czekolady, batoniki? Słabość moja jest ogromna. I pozwalam sobie – nawet na pizzę czy chińskie żarło. Wiem jednak, że nie mogę przesadzić :) Im bardziej wkręcam się w aktywność fizyczną tym mniejszą mam na to wszystko niezdrowe ochotę. Wczoraj np. smak na słodkie zaspokoiłam batonikiem z Dobrej Kalorii, które kosztuje ok. 2 ziko i ma mega dobry, prosty, zdrowy skład. Swoją drogą – może chcielibyście, żebym zrobiła taki ranking FIT batonów i powiedziała Wam, które są warte zainteresowania, a które są FIT tylko z nazwy? Chodzi mi to po głowie od dłuższego czasu :)

Ale wracając do mojego ruchu i odżywiania i ogólnie – bycia w formie. W skrócie: dużo ruchu, odpowiednia ilość JAKOŚCIOWEGO SNU, regeneracja, medytacja, joga. Zdrowe jedzenie choć z miejscem na grzeszki typu pizza czy baton. Jem właściwie wszystko, serio. Staram się by dieta była dobrze zbilansowana, przeciw zapalna. Jeśli chce chudnąć – wtedy patrzę na to,  żeby być na deficycie kalorycznym – możecie jeść co chcecie, ale jeśli będziecie spożywać zbyt dużo kalorii – będziecie tyć. Nie ma się więc co zasłaniać hashimoto, niedoczynnością czy innymi rzeczami. Jest przy tym ciężej ja to wiem – ale musicie po prostu zmienić styl życia na taki, by żyło Wam się lepiej. Nachodzi mnie taka prosta refleksja: chcesz coś zmienić w swoim życiu? Zmień coś w swoim życiu ;) Nie ma innej drogi. Nie ma zmian bez… zmian.

Próbujcie i eksperymentujcie – sprawdzajcie co działa na Was dobrze, a co wręcz przeciwnie. Poznajcie siebie, swoje ciało i swój organizm. Wyrzućcie ze swojego życia przyzwyczajenia, które dają Wam chwilę radości, ale na dłuższą metę są dla Was niezdrowe.

Weźcie swoje życie i zdrowie w swoje ręce! <3

Ja tak zrobiłam… :*