Afirmacje – czym są i jak je stosować

21 listopada 2018

O afirmacjach na moim stories, mówię już od wielu, wielu miesięcy. Ta niesamowita sztuka, jest pewnie przez sporą część osób wyśmiewana i nierozumiana. Ale dla wielu osób okazuje się sposobem na lepsze i piękniejsze życie.

Trzeba jednak dużej wiedzy i zrozumienia tematu, by wiedzieć, że afirmacje to nie jest tylko kwestia czytania z kartek, a już na pewno nie jest to wmawianie sobie: jestem bogaty! – podczas gdy mamy złotówkę w portfelu i kilkadziesiąt tysięcy długu do spłaty. Tak się właśnie wielu osobom wydaje, ale wynika to tylko i wyłącznie z niewiedzy. Ja chciałabym Was dzisiaj w świat afirmacji choć trochę wprowadzić i pokazać Wam, że nie są to żadne czary, czy bzdury.

 

CZYM SĄ AFIRMACJE?

Afirmacje to nic innego jak formuły, stwierdzenia, że coś istnieje lub jest prawdą. To coś na zasadzie zasiewania ziaren w swoim umyśle – jeśli będziemy je pielęgnować i będziemy w tym systematyczni, przenikną do naszego umysłu. Życie jest takie jak nasze myśli. Znam osoby, które przyciągają do siebie wszystko co pechowe, bo non stop myślą o tym, co pechowego może ich spotkać, a kiedy już spotka, skupiają na tym całą swoją uwagę. Na pewno też doświadczyliście kiedyś w swoim życiu czegoś na zasadzie przyciągania – tak się na czymś skupialiście, że w końcu stało się to rzeczywistością. Wiele osób, kiedy czyta takie rzeczy, zaczyna mieć błędne przekonania, że skoro tak się dzieje, to znaczy, że jeśli będę codziennie myślała, że mam wór kasy, to w końcu będę go miała. No nie do końca.

W książce o afirmacjach, możemy spotkać się z takim zdaniem: zasadą umysłu jest zasada wiary.

 

„Pamiętaj, że nie to, w co wierzysz, a wiara w Twym własnym umyśle przynosi efekt” 

 

Na nic nam afirmacje i inne „sztuczki” jeśli nie mamy w sobie choć krzty wiary – wiary samej w sobie, nie chodzi mi tutaj o religię itp. Musimy choć trochę uwierzyć w to, co chcemy zasiać w swoim umyśle, by z dnia na dzień wierzyć coraz bardziej. Mogę Wam to pokazać na przykładzie związku. Nie wydarzy się w nim nic dobrego, jeśli jesteście przekonani w 100%, że nie da się tego uratować. Na nic będzie Wam powtarzanie w myślach „Moja miłość jest coraz silniejsza”, jeśli Wy tak naprawdę jesteście przekonani, że to już koniec i ratunku nie ma. Ale jeśli choć trochę… choć trochę uwierzycie, że jest jakaś szansa, to taka formuła ( odpowiednio rozwinięta) każdego dnia będzie zaszczepiać w Was coraz większą motywację i wiarę w to co mówicie. Żadna tam magia, nazwałabym to raczej świadomym sterowaniem swoim umysłem.

Nie chcę Wam tutaj zdradzać całej wiedzy na temat afirmacji, bo od tego jest odpowiednia książka, a ja nie dam rady Wam wyjaśnić wszystkiego w jednym wpisie na blogu.

Afirmacje nie mogą być powtarzane bez przekonania. Nie możemy ich mówić ot tak, myśląc w tym czasie o zakupach. Żeby afirmowanie naprawdę działało, musimy to robić całym sobą. Wielu ludzi, kiedy ułoży już sobie formułę i zapisze na kartce, to po prostu bezwiednie czyta ją kilka razy – i tyle. A tu trzeba spełnić kilka warunków.

JAK AFIRMOWAĆ?

  • przed afirmacją, należy się wyciszyć, odprężyć. Nie zabierajmy się za to byle jak. Naprawdę przygotujmy się na to, że za chwilę będziemy zasiewać w swojej głowie dobre myśli :) Oczywiście możecie afirmować sobie w autobusie, w myślach, ważne, byście się w to wczuli. Najbardziej sprzyja afirmowanie przed snem, przy przygaszonym świetle, na głos. Jeśli zapamiętacie formułę, super jest recytować ją z zamkniętymi oczami, a nawet przy niej zasypiać. Świadomość przy zasypianiu ma mniejszą zdolność odrzucania afirmacji – tak mówią :P
  • twórz obraz tego o czym mówisz – czyli podczas mówienia afirmacji staraj się przywoływać adekwatne obrazy a nawet staraj się czuć tak, jakby to już się działo, jakbyś czuł się tak, jak marzysz by się czuć. To jest na początku cholernie trudne, kiedy mamy dopiero w sobie minimum wiary, ale wierzcie mi, że później jest coraz lepiej – jeśli jesteście systematyczni i się do tego przykładacie :)
  • nie spiesz się – nie wymawiaj afirmacji szybko, żeby jak najszybciej skończyć. Rób to ze spokojem, powoli.
  • byłoby super gdybyś swoją afirmację stosował 3 razy dziennie po 15 minut, ale powiem Wam szczerze, że to się rzadko udaje nawet mi, a co dopiero osobom pracującym na etacie, czy będącym z dziećmi w domu całe dnie. Ale tych 10 minut z rana i 10 minut przed snem, myślę, że każdy znajdzie.
  • jeśli sam układasz afirmacje, nie stosuj w nich sformułowań typu: chciałbym, mam nadzieję. A na co dzień staraj się w ogóle unikać mówienia o czymś w sposób negatywny, typu – to nie na moją kieszeń. Nie stać mnie na to. Nie umiem. Nie potrafię. Nie dam rady. Jeśli jesteście chorzy, nie myślcie o tym na zasadzie skupiania się w temacie leczenia schorzenia, a bardziej na zasadzie przywracania zdrowia. Rozumiecie różnicę? Ja często łapię się na tym, że kiedy mam gorszą sytuację finansową, to zamiast myśleć o sposobach na zarobienie, to ja skupiam się na tym, że nie mam kasy, że mam wydatki, że nie mam na taki i sraki rachunek. A jak tak myślę to zawsze, ale to ZAWSZE na głowę spada mi jeszcze więcej wydatków.

Moja przygoda z afirmacjami zaczęła się po kupieniu książki dr Josepha Murphiego – „Sztuka afirmacji – uwolniona potęga podświadomości”. Obecnie książka jest już maksymalnie sfatygowana :D Zabieram ją ze sobą niemalże wszędzie :D Kartki można z niej swobodnie wyrywać, żeby np. leżeć z 1 afirmacją/1 kartką a nie całą książką.

Zawiera ona w sobie wiedzę na temat afirmowania jak i 52 afirmacje. Autor proponuje swoją metodę, w której każdej afirmacji poświęcamy tydzień i dopiero przechodzimy do kolejnej. Nie wszystkie jednak afirmacje się Wam przydadzą. Nie wszystkie przypadną Wam do gustu. Ja przy niektórych się męczyłam i zwyczajnie je pomijałam, bo w nie po prostu nie wierzyłam, więc nie miało to sensu.

 

 

CZY AFIRMACJE ZAWSZE DZIAŁAJĄ? 

Nie popadam też w skrajności. Afirmacje to dodatek w moich codziennych rytuałach. Nie uważam, że afirmowanie wyleczy świat ze wszystkich problemów. Przyznam też, że człowiek sam musi choć trochę wiedzieć czego chce, jeśli chce się za to wziąć. Często wydaje nam się, że chcemy np. naprawić związek a w głębi duszy wcale nie chcemy go naprawiać. No ja tak miałam. Afirmowałam, modliłam się o uzdrowienie pewnej relacji. Nic nie pomagało. Dlaczego? Bo w głębi duszy wiedziałam, że wcale nie chcę tej relacji z właśnie tym człowiekiem. . Wiedziałam, ale nie dopuszczałam tego do siebie, więc ciągle modliłam się i czytałam formuły mające zaszczepić we mnie wiarę, że będzie dobrze. Nie było dobrze. Bywało. Pytałam Boga: dlaczego nie możesz dać mi tego, o co proszę tyle lat? Dlaczego mi tego nie dawał? Bo nie taki miał dla mnie plan i ja dobrze o tym wiedziałam w głębi duszy. Ale nie chciałam tego do siebie dopuścić. Nie byłam wtedy gotowa.

Temat afirmacji jest dużo bardziej szeroki, ja jedynie troszeczkę pokazałam Wam na czym to polega. Jeśli Was to zainteresowało, to koniecznie zainwestujcie we wcześniej wspomnianą książkę. Ona wyjaśni Wam temat dużo bardziej szczegółowo.

Ja na koniec zamieszczam swoją ulubioną formułę, jest to afirmacja na 1 tydzień. Działa na mnie niesamowicie dobrze. Uspokaja mnie i zaszczepia we mnie taką dziecięca wiarę, że co się w życiu nie wydarzy, to będzie dobrze. Jestem wierząca i temat duchowości jest dla mnie bardzo ważny, więc tym bardziej formuła tej afirmacji jest dla mnie idealna:

 

„Boska miłość wypełnia moją duszę. Boskie prawo jest moim prawem. W moim życiu panuje boska harmonia. Boski pokój wypełnia moją duszę. Mogę podziwiać boskie piękno. Boska radość wypełnia moją duszę. Bóg prowadzi mnie na każdym kroku. Boskie światło oświetla moją drogę. Ufam, że w moim życiu będzie więcej miłości, prawdy i piękna niż w moich najśmielszych marzeniach. Wiem, że jestem napełniona wszelką miłością i hojnością.”

 

Do każdej afirmacji dołączony jest komentarz. Do powyższej jest taki: „Obecnie życie nacechowane jest pośpiechem, niepokojem, brakiem skupienia i niepotrzebną troską. Jeśli nie możesz sprostać wymaganiom dnia codziennego, postaraj się uspokoić swój umysł i pamiętaj o tym, że zostałeś stworzony, aby się radować.”

Wiem, że niektórych słowo „Boskie” powtarzane z taką częstotliwością może mdlić, przerażać. To nic. Zmieniajcie formuły tak, byście to wy w nie wierzyli. Zamiast – mogę podziwiać Boskie pięknego – mogę podziwiać piękno tego świata. Itp, itd.

Uff… na pewno nie napisałam o wielu kwestiach, ale wydaje mi się, że te najbardziej istotne poruszyłam. Jeśli macie jeszcze jakieś pytanie, będę tutaj do Waszej dyspozycji, ale jeśli naprawdę naprawdę chcecie się za to zabrać, to koniecznie przeczytajcie książkę :)

Uściski kochani!