Ach co to był za grudzień – nowa firma, sesja świąteczna, Teatr Małego Widza i nie tylko

7 stycznia 2019

Grudzień był magiczny. Niby to w Boże Narodzenie, zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, a tu się okazuje, że w grudniu ludzkim głosem mówią ludzie. Którzy nie byli dla nas ludzcy.

 

NICZEGO NIE OCZEKUJ

Weszłam w grudniowy miesiąc trzymając się mocno hasła: niczego nie oczekuj. Totalnie niczego. Ostatnie lata to było jedno wielkie oczekiwanie wobec innych ludzi i świata. A to niesie za sobą rozczarowania. Długo nie mogłam zrozumieć jak można nie oczekiwać totalnie niczego. Miłości, kiedy sami kochamy. Pomocy, kiedy sami pomagamy. Okazało się, że kiedy przestałam się skupiać na oczekiwaniach, los zaczął dawać mi to, czego bezskutecznie oczekiwałam przez ostatnie lata. Miłość, zainteresowanie, czas. Kiedy zaczynamy być totalnie bezinteresowni i nie obarczamy innych ludzi swoimi oczekiwaniami, oni chętniej dają nam siebie i coś od siebie. Nie zawsze, ale bardzo często tak się dzieje. Byłam zmęczona wiecznym analizowaniem, wiecznym oczekiwaniem, że stanie się to i to, a kiedy się nie działo byłam wściekła, zła i sfrustrowana i winiłam innych. Dziś niczego już nie oczekuję, nie analizuję zbyt bardzo i jestem jakaś spokojniejsza. Jakie to jest ciekawe, że czasem trzeba odpuścić coś całkowicie, by zmieniło się to na lepsze.

 

SESJA ŚWIĄTECZNA I BEZTROSKI SPACER PO ZIMNEJ WARSZAWIE

W grudzień weszłyśmy z Polą w iście świątecznym nastroju, bo odwiedziłyśmy jedną z warszawskich, pięknych kamienic, w której czekała na nas Kasia z Happy Factory. Uwieczniła w kilku kadrach mnie i Polcię, a ja zakochałam się zwłaszcza w tych ujęciach:

 

 

 

 

 

Po sesji, jakoś tak spontanicznie, zamiast wrócić do domu, zrobiliśmy sobie rodzinny spacer po Warszawie i choć było niemiłosiernie zimno, to jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Podziwialiśmy pierwsze świąteczne ozdoby, a potem przez godzinę szukaliśmy miejsca, w którym będziemy mogli coś zjeść. Wyobrażacie sobie, że NIGDZIE nie było wolnego miejsca? Na dodatek musieliśmy szukać miejsca, w którym dostaniemy też deser lodowy, bo to miało być nagrodą dla Poli za piękne poradzenie sobie na sesji – zrobił się z niej mały wstydzioch ostatnio. Ostatecznie weszliśmy do Browarmii na rogu Krakowskiego Przedmieścia, ale nie był to najlepszy wybór. O ile lody z bitą śmietaną były smaczne ( w końcu to zwykłe lody, one zawsze są smaczne) tak już nasze dania, czyli burger i sałatka cezar – no nie bardzo. Mocno przeciętne i raczej nie zawitam tam po raz kolejny jeśli chodzi o zjedzenie czegoś. Plusem jest to, że w niedzielę dzieci jedzą za darmo, ale… dziecięce menu to tylko dwie opcje: naleśniki i nuggetsy z frytkami. Pola wybrała nuggetsy i nawet jej smakowało, ale mi za darmochę też zawsze wszystko smakuje :P Po obiedzie dłuuugo szliśmy do naszego auta, bo tamtego dnia prawie nigdzie nie było miejsca do zaparkowania. Po drodze zatrzymywaliśmy się co chwilę i jedliśmy ciepłego kołacza z kokosową posypką! N a dłuższy czas zatrzymaliśmy się przy Pomniku Powstania Warszawskiego. Ten Pomnik wywołuje we mnie masę różnych emocji – od wdzięczności za nasz wolny, niepodległy kraj, po strach o przyszłość naszych dzieci. Ale wywołuje głównie smutek. Kiedy myślę o całej krwi jaką musieli przelać ludzie w walce o nasz kraj, o tym jak Polska została zniszczona, o tym ilu ludzi straciło życie… to wciąż łamie serce i wciąż jest dla ludzi mojego pokolenia, czymś w co trudno uwierzyć. A jednak wydarzyło się naprawdę. Poczucie niesprawiedliwości ciągnie się za naszym narodem do tej pory. Życie w ciągłym strachu, podejrzliwość, brak zaufania. Musimy zostawić w końcu przeszłość za nami. Pamiętać o niej, upamiętniać, ale zmienić swoją mentalność. Musimy wypełnić swoje serca wdzięcznością i radością, że to już za nami.

 

 

TEATR MAŁEGO WIDZA I WARSZAWA NOCĄ Z DZIECKIEM

Bilety do Teatru Małego Widza kupiłam już na dwa miesiące do przodu. Zawsze kupuję bilety na podobne wydarzenia na godziny poranne, bo wieczór = zmęczone dziecko, sami wiecie. Tym razem jedyne bilety były na godzinę 17, ale … po raz kolejny okazało się, że wszystko dzieje się po coś, ale o tym za chwilę. Teatr Małego Widza poruszył mnie maksymalnie. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Wybraliśmy się na spektakl Cztery Pory Roku. Weszliśmy do małej salki. Na środku parkietu były dwie panie i kilka rekwizytów. Podczas spektaklu jedna z Pań wydawała przeróżne dźwięki, za pomocą małych instrumentów, albo po prostu uderzając o coś, czy gwiżdżąc w coś – coś niesamowitego. Druga Pani opowiadała historię, nie używając słów. Tańczyła, gestykulowała. Cały spektakl pokazywał uroki każdej z pór roku, ale też „wady”, pomimo których owe pory roku kochamy. W pewnym momencie ciekły mi łzy. Z radości, ze wzruszenia. Pola śmiała się w głos, ale oczy również jej się szkliły. Bajki w telewizji to milion bodźców i dialogów. Tutaj nie trzeba było mówić nic. Połączenie muzyki na żywo, tańca i obrazu sprawia, że człowiek wpatruje się jak zaczarowany. Nieważne, czy ma pół roczku, roczek, 4 lata czy… 25 :P Bilety kosztują 45 zł. Wydałam 90 zł i wiem – nie jest to mało. Ale wiecie co? Z ręką na sercu powiem Wam, że była to najlepsza atrakcja, na jaką wydałam kasę przez tych 5 lat, kiedy Pola jest na świecie. Tego wydarzenia na prawdę nie da się opisać słowami. Trzeba to zobaczyć. Jeśli zatem zastanawiacie się gdzie się wybrać podczas zwiedzania Warszawy z Waszymi dziećmi, to ręczę wszystkimi kończynami, że tej atrakcji nie pożałujecie :) Aha! Spektakl trwa 45 minut, z czego 30 minut trwa spektakl na scenie, a widzowie oglądają, a 15 minut na samym końcu to czas kiedy dzieci mogą wejść na scenę, bawić się rekwizytami itp. Teatr to idealne miejsce, bo pokazać dziecku, jak należy się w takich miejscach zachowywać – nie pić, nie jeść, nie przeszkadzać, nie spóźniać się.

 

 

No i docieram w końcu do momentu, w którym mogę Wam powiedzieć, dlaczego znów stwierdzam, że wszystko dzieje się po coś i cieszę się, że bilety kupiliśmy na godzinę wieczorną. Otóż, kiedy wyszłyśmy z Teatru i podziwiałyśmy Wisłę i rozświetlony Stadion, stwierdziłyśmy z Polą, że jest tak cudownie ciepło i przyjemnie, że nie chcemy wracać do domu. Postanowiłyśmy przejść się po Starym Mieście i… okazało się, że własnie tego dnia, o czym totalnie nie wiedziałam, całe Stare Miasto i Krakowskie Przedmieście, było jedną wielką atrakcją. To tego dnia rozbłysła choinka na Krakowskim Przedmieściu i wszystkie iluminacje świetlne. Wyobraźcie sobie to… na każdym kroku magia świąt. Elfy grające świąteczne piosenki, chór, maszerujący mikołajowie z prezentami, rozświetlone choinki, lodowisko pełne elfów, turyści pijący grzańce, ludzie sprzedający świecące balony, mikołaj na rowerze – nie jestem w stanie nawet wszystkiego wymienić. Stories z tamtego dnia cieszyło się chyba największą popularnością ever i zapisałam je nawet w wyróżnionych relacjach na swoim instagramie, żeby móc często wracać do tego magicznego dnia. Tamten wieczór był piękny, ciepły i magiczny. Nie zwracałam uwagi na tłumy ludzi. Kiedy człowiek jest prawdziwie wolny i szczęśliwy, to nie zwraca uwagi na takie rzeczy. Pola wtulała się we mnie, słuchając chóru śpiewającego: jest taki dzień, maszerowała ze mną za rączkę. Robiłyśmy nawet relację na żywo, a na koniec oglądałyśmy zabawki w Smyku i poszłyśmy na jedzonko z KFC. Wróciłyśmy metrem i autobusem do domu, a gwiazda zasnęła w moich ramionach na narożniku w salonie. Do teraz ciekną mi łzy wzruszenia, kiedy pomyślę o tym dniu.

 

 

ŚWIĘTA NA NOWYM I SZALONY SYLWESTER W INOWROCŁAWIU

Święta spędziłam po raz pierwszy w naszym mieszkaniu w Warszawie. Było spokojnie i magicznie. Spełniło się marzenie Poli i dostała od gwiazdora swój wymarzony domek dla lalek. Większy od niej samej :D :P Cieszyłam się jak głupia, że to święta na moim – udekorowałam stół, ubrałam choinkę, zapakowałam prezenty. Było miło. Bez fochów, świątecznej spiny i harówki. Dużo jedzenia, dużo miłości i… spokój. Tego ostatniego potrzebowałam bardzo.

Na Sylwestra pojechaliśmy do Inowrocławia, bawić się na domówce u mojego kuzyna. Jak zwykle zabawa skończyła się nad ranem czyli o jakiejś 6 rano, mimo, że ZAWSZE ale to ZAWSZE zapieram się, że skończę ją o ludzkiej porze :P I to jak zwykle ja byłam tą, która dziwiła się gościom wychodzącym o 2, krzycząc: no co Wy, zostańcie jeszcze! Ale jak ja to zawsze mówię: albo grubo, albo wcale ;)

 

 

 

Tak. To był dobry miesiąc. Zrobiłam też kilka rzeczy dla swojego rozwoju, o których chciałabym jednak napisać w osobnych postach. Przede wszystkim założyłam firmę i ukończyłam kurs z Psychologii Pozytywnej. To drugie wciąż wywołuje we mnie tyle emocji, że aż ciężko mi to wszystko spisać i Wam podsumować, ale zrobię to – obiecuję! Zjadłam też w grudniu dużo sushi i nadal nie rozumiem, dlaczego nikt mi nie wysyła zestawów sushi w barterze :( :P

Nowy Rok, zaczął się już dla naszej rodziny smutnymi wieściami, mianowicie zmarł mój dziadek. Jestem jedną z tych osób, które w rodzinie są jakimiś alienami i poza kilkoma najbliższymi osobami, nie są z nikim zbytnio związani. I chyba tym bardziej po stracie, czuję dziwne uczucie pustki i żalu do samej siebie. Nie odwiedzałam babci i dziadka od długiego czasu. Ostatnie wspomnienie z dziadkiem mam z Komunii Kacpra. Strasznie przeżyłam widok dziadka mówiącego wtedy do samego w siebie w lustrze, bo myślał, że to inna osoba. Dziadek cierpiał na Alzheimera i widok tego był dla mnie nie do przejścia. Wybiegłam wtedy z uroczystości i pół godziny płakałam na górze nie mogąc się pozbierać. Nie umiem patrzeć na takie rzeczy, po prostu nie umiem, choć chciałabym się nauczyć. Chyba za bardzo boję się rozwalenia psychicznego. Mój poziom empatii jest niebezpiecznie wysoki. Jeśli mam już do czynienia z czyimś cierpieniem całkowicie bezpośrednio, to rozpadam się na milion kawałków, które potem ciężko posklejać i zebrać w całość. Do tego stopnia, że trudno mi potem wrócić do normalnego życia.

Kurcze. Miało być krótko, ale ja tak chyba jednak nie potrafię. Okrutnie brakowało mi pamiętniczkowego wpisu, w którym Wam o czymś opowiadam i wyrzucam z siebie emocje. Powiem Wam, że czuję się teraz jak nowo narodzona :) Wczoraj wróciłam do Warszawy i choć ciężko mówić o super energii, która przyszła wraz z Nowym Rokiem, to mam w głowie trochę planów blogowych, które chciałabym zrealizować i mam nadzieję, że wezmę się na dniach w garść.

Na koniec chciałam jeszcze zbiorowo wymienić osoby, którym chciałabym podarować prezenty w związku z aktywnością na instagramie :)

Dziewczyny mega Wam dziękuję za to, że jesteście! Cieszę się, że mogę dać Wam coś od siebie. Wyślijcie mi na priv na IG swoje adresy z numerem telefonu :)

Wszystkim Wam dziękuję za to, że jesteście, czytacie, obserwujecie, zostawiacie po sobie ślad. Życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku i mam nadzieję, że będziecie po prostu szczęśliwi. Chyba to jest w życiu najważniejsze, prawda?

Ściskam Was ciepło! :*