A zobaczysz jak…

31 października 2014

Odkąd zaszłam w ciąże, najczęstszym zdaniem, które słyszałam było „A zobaczysz jak…”. Nie wiem co w tym zdaniu jest takiego, ale najczęściej wypowiadają je osoby, którym strasznie źle z faktem, że dzieje się w ich życiu coś co niekoniecznie idzie po ich myśli i za wszelką cenę próbują udowodnić innym, że …będzie jeszcze gorzej. Ale wait. Gorzej od czego. Czy ja mówię, że mi źle? Nie. Więc czemu tak mówią? Bo jeśli stwierdzasz fakt „Moje dziecko wariuje od rana do nocy” to równa się to dla tych osób ze zdaniem „Mam dość, moje dziecko wariuje, nie mogę tego wytrzymać.”  Cóż. Muszę Was zmartwić. Moje pokłady cierpliwości są niezbadane, a furie dziecka rzadko kiedy robią na mnie większe wrażenie. Do rzeczy. Zdania przepowiadające kobiet wszechwiedzących zaczęły się chyba od mdłości. Nigdy nie narzekałam. Po prostu gdy ktoś pytał stwierdzałam fakty : „No wymiotuję już 4 miesiąc po każdym posiłku” – „Pff, to jest nic, ja wymiotowałam całą ciążę, to był hardcore..”.

Potem zaczęła się jazda właśnie z naszym ukochanym „A zobaczysz jak…”.

1) Kopnięcie dziecka. Reakcja moja: „Jejku! Poczułam ruchy maleństwa!” – reakcja społeczeństwa : ” Zobaczysz jak zacznie Cię kopać po żebrach, ja ryczałam z bólu, współczuję” – dzięki, ale nie było czego. Bolało, ale wierz mi, że są boleśniejsze rzeczy na świecie.

2) ” Nie przesypiam nocy od miesiąca. Dusi mnie w klatce i rozrywa mi uda” – ” Zobaczysz jak Ci dziecko będzie się budziło co pół godziny, to dopiero będzie horror” – serio? Dziecko budzi się w nocy? Nie wiedziałam…

3) „Karmię piersią, ale póki co to nie jest fajne uczucie. Bardzo boli…” – ” Zobaczysz jak Cię ugryzie zębami przy karmieniu, dopiero będziesz wyć z bólu” – nie skomentuję, karmiłam 4 miesiące, zęby wyszły w ósmym, przykro mi, nie zobaczyłam.

4) ” Cały dzień nosiłam dziś Pole, nie mogłam odebrać tel…” – „ojjj zobaczysz jak Ci zacznie chodzić, wtedy to dopiero nic nie zrobisz, ja nie mogę nawet do wc pójść spokojnie, masakra jakaś….”

5) ” Polcia wspięła się na schody! Jestem taka dumna!” – „Zobaczysz jak zacznie wchodzić Ci na stoły, teraz to masz jeszcze sielankę…”

6) „Polcia ma katar, biedna tak się męczy…” – ” Zobaczysz jak zacznie ząbkować, ja nie dawałam rady psychicznie” – biedna. To musiało utkwić Ci w pamięci na zawsze?

„A zobaczysz jak skończy 2 latka” ; „A zobaczysz jak skończy 4 ” ; „A zobaczysz jak pójdzie do przedszkola” oj nie nie, „zobaczycie podstawówka to jest dopiero koszmar!” i wyścig „Nie, nie, nie najgorzej to będzie jak…”

Przykre to takie…licytacja kiedy to najgorzej kiedy najlżej … narzekanie i straszenie, bo przecież gdzie tam uroki macierzyństwa! Z dnia na dzień jest przecież coraz gorzej i tak już będzie moje lejdis…po co się cieszyć, po co brać humory dzieci na klatę. Każdy wiek, KAŻDY ma swoje plusy i minusy. W każdym wieku jest u dzieci coś z czym idzie nam lżej, a czym idzie nam ciężej. Nigdy nie jest lepiej albo gorzej. Odchodzi jeden problem przychodzi drugi, kończy się jeden pozytyw również przychodzi kolejny.

Ciągle słyszę „A zobaczysz jak…” – no i widzę. Ale gorzej nie jest. Co z tego, że Pola chodzi mi przy nodze all the time, płacze, jęczy i marudzi? Co z tego skoro jest coraz fajniej! Mogę coraz lepiej się z nią porozumieć, mogę się z nią bawić w coraz to więcej rzeczy, mogę coraz więcej. Macierzyństwo jest piękne, więc po cholerę robić z niego tragedię wiecznie narzekając i wmawiając sobie i innym, że będzie jeszcze gorzej.

Oczywiście nie pisze tu o zwyczajnych zdaniach, gdzie autor mówi to pół żartem pół serio. Piszę tutaj o pełnych powagi stwierdzeniach i ubolewaniach. Narzekaniach jaka to rola matki jest ciężka i okrutna. No jest ciężka. Ktoś mówił, że będzie łatwo? Ale zastanówcie się czy nic Wam tego trudu nie wynagradza? Sądzę, że wiele rzeczy. Uśmiech dziecka, pierwsze słowa, pierwsze kroki. W moim życiu nastał czas, o którym napisałam Wam dziś na fp. Wieczne marudzenie, furie. Terrorysta w małym wydaniu. I powinnam Wam zrobić zdjęcie moje i F. podczas jej napadów złości, albo kiedy robi się sztywna i czerwona, bo właśnie zabrało się jej telefon, który sprytnie nam podkradła – uśmiechy na twarzy, bo cóż możemy zrobić? Wściekać się, bo dziecku coś się nie spodobało? Wyżywać się na sobie, bo dziecko już piątą godzinę łazi za nami krok w krok i żadne z nas nie może nic zrobić? I co to komu da? Czy dziecko to Twój wróg i powód do narzekań?

Mówisz, że będzie jeszcze gorzej…ale dlaczego? Ja Ci powiem. Bo Tobie jest tak cholernie źle, że musisz podbudować się tym, że i innym będzie tak jak Tobie…smutne to. Smutne, przykre i polskie. Bo narzekać to każdy potrafi…ale pomyślcie, że niektórzy na te bunty i skoki rozwojowe bardzo chcieliby często ponarzekać…a często po prostu nie mogą.