A gdyby tak zacząć wszystko od nowa?

19 kwietnia 2015

A gdyby tak zacząć wszystko od nowa. No…prawie wszystko. Wyjechać do innego miasta, znaleźć inną pracę, wynająć małe mieszkanie. Usunąć konto na facebooku, zacząć żyć tylko nową rzeczywistością, którą krok po kroku będziemy sobie tworzyć. Poznać nowych znajomych i zapomnieć o starych, którzy w sumie już dawno pierwsi o nas zapomnieli. Nadać sobie nową, lepszą tożsamość we własnej głowie i zacząć żyć po swojemu – bez minimalnej ingerencji innych w nasze życia…

Zastanawiam się czy to możliwe. Gdybym była sama zapewne zrobiłabym to teraz, w tym momencie. Spakowałabym najpotrzebniejsze rzeczy, wzięła trochę odłożonej gotówki do portfela i kupiła bilet. Nie wiem dokąd. Znalazłabym pracę w kilka dni, bo to nie problem. Wynajęłabym nawet syfną kawalerkę i po prostu zaczęłabym żyć. Z nową czystą kartką. Ale nie jestem sama. I dzięki Bogu. Odpowiedzialność za to małe ciałko sprawia, że człowiek jednak każdy najmniejszy ruch w swoim życiu rozważa. Przecież naszą misją jest zapewnić naszym dzieciom to co najlepsze. Podarować im najwyższą jakość życia, na jaką jesteśmy w stanie sobie pozwolić. Kiedyś mówiłam, że można wszystko, a ograniczenia stawia nam tylko nasza głowa. Zaczynam wątpić, bo choć bardzo chcę nowego życia, to tak bardzo stoję w miejscu i boję się zrobić tego jednego, odważnego kroku naprzód. Może chcę naraz zbyt wiele. Czysta karta to nie jest wcale pójście na łatwiznę, a cholernie odważna decyzja. To zostawienie za sobą całej pieprzonej przeszłości i wymazanie jej z pamięci. Żałuję, że nie ma opcji, która wymazywałaby też negatywny wpływ sytuacji życiowych na nas samych. Wszystko co się dzieje w naszych życiach jakoś nas kształtuje. Czasem jesteśmy nieufni, bo zbyt wiele razy trafiliśmy na nieodpowiednich ludzi na swojej drodze. Choć „nieodpowiedni” w tym przypadku to określenie zbyt łagodne.

Nie jest łatwo zostawić za sobą wszystkiego. Przecież mamy rodzinę, jakiś tam znajomych i wiele wiele wspomnień. Czy warto jednak kierować się pieprzonym sentymentem, skoro zaczynamy czuć, że coś nas blokuje? Że miejsce, w którym jesteśmy nie jest miejscem, w którym chcemy spędzić całe swoje życie? Czy warto tkwić w toksycznych związkach, które nas nie uszczęśliwiają tylko po to, by nie zranić drugiej osoby? Gdzie w tym wszystkim my? Gdzie nasze szczęście, nasze potrzeby. Czasem po prostu same sobie nadajemy status Matki Teresy, która zawsze stawia potrzeby innych ponad swoje. Budzimy się w wieku 70 lat często nieszczęśliwe, plujące sobie w twarz za to, że kiedyś nie postawiłyśmy swojego szczęścia na 1 miejscu. Czasem jesteśmy przyblokowani przez dzieci. A przecież i one kiedyś nas opuszczą. A wtedy może być już za późno na jakiekolwiek zmiany w swoim życiu.

Sama dokładnie nie wiem jak to zrobię, ale wiem, że potrzebuję wielkich zmian. Takich naprawdę radykalnych. By zacząć żyć znów tak naprawdę z całych sił. Wiem, że muszę zacząć od zmiany miejsca. Czuję, że to miasto mnie blokuje. Czuję, że nie ma tu dla mnie miejsca, dlatego od jakiegoś czasu stoję w miejscu. Czuję, że muszę dać w swoim życiu jeden wielki krok, pojedyncze jakoś nie mają ostatnio sensu.

Wiecie mam takie wrażenie, że ja jeszcze mam dużo do pokazania temu światu, ale po prostu wiem, jestem wręcz przekonana, że nie zrobię tego będąc tu gdzie jestem, otoczona takimi, a nie innymi ludźmi. Czuję, że moje miejsce jest zupełnie gdzie indziej…tylko gdzie?