A dajcie Wy tym matkom święty spokój…

27 września 2015

Duszę w sobie emocje. Gryzę się w język, tłumię wszystko w sobie, by po jakimś czasie czuć, że to wszystko co się w środku skumulowało, wybuchnie zaraz 1000 razy mocniej, niż gdyby wybuchało raz na jakiś czas. Ale chcę chłonąć to co pozytywne, chcę otaczać się pozytywnymi ludźmi i sytuacjami, więc odpuszczam, wymazuję z pamięci pojedyncze, niesmaczne sytuacje…tylko po to, by po jakimś czasie wyrzucić je wszystkie i poczuć jak ten cały syf ze mnie uchodzi. 

Czasem przypominam sobie swoje życie, kiedy usunęłam facebooka, nie czytałam gazet i nie oglądałam wiadomości. Och jaka ja byłam szczęśliwa. Och jaka ja byłam spokojna, a me myśli niezmącone były wszechogarniającą nienawiścią i idiotyzmem. Ale przecież social media to uzależnienie i choćbym nie wiadomo jak długo dawała radę bez przewijania walla, to w końcu mnie dopadnie. W wannie, w łóżku przed snem, czy w mega długiej kolejce w markecie. I ku*** zawsze, ale to zawsze mi ciśnienie coś podniesie. Chowam wtedy szybko telefon i mówię sobie „Ależ przestań, policz do 10, na idiotów nie ma rady,1 ,2 ,3…” i przechodzi. A potem znów coś widzę i znów i katuję się tym jak masochistka. Bo ja już sama nie wiem czy idiotów lepiej ignorować czy tępić. Więc w sumie przez większość czasu ignoruję… no to dziś sobie ulżę. Bo mi się przelało.

Zapewne już to zauważyliście, że na tym blogu nie podziałów. Nie ma i nie będzie. Czemu? Z prostej przyczyny! Nie obchodzi mnie jaką matką jesteś i w jaki sposób wychowujesz swoje dziecko. Nie obchodzi mnie czy karmisz kp czy mm, czy śpisz z dzieckiem czy osobno, czy ubierasz czapkę we wrześniu czy pozwalasz dziecku chodzić z odsłoniętymi uszami. Póki nie robisz dziecku realnej krzywdy tj.przemoc – nie mam prawa Cię oceniać i ingerować w Twoje metody wychowawcze. Nie pouczam matek kupujących słodkości swoim dzieciom i nie opisuję ich na facebooku. Nie tworzę prześmiewczych wpisów o matkach przegrzewających dzieci i o dzieciach w grubych rajtach na spacerze, gdy świeci słońce, bo doskonale wiem jak mylne potrafimy wysnuć wnioski na gówno wartej podstawie. Oceniamy widząc kogoś kilka sekund czy minut i nie znając całego kontekstu. Kiedyś wyszłam z Polą na spacer, ubrana w futrzane kamizelki i grubsze rajtki, bo pizgało akurat na dworze niemiłosiernie. Kiedy wracałyśmy momentalnie zrobiło się ciepło, wiatr ustał. Dochodziłam już do domu, więc nie zdejmowałam żadnej warstwy, ale pomyślałam wtedy sobie ” No gdyby teraz mnie ktoś zobaczył, to by pomyślał, że na łeb mi ewidentnie padło.” Poza tym drodzy państwo…dziecko moje od urodzenia najzwyczajniej w świecie lubi … ciepło. Nie przegrzewam zatem, ale gdy lekko wieje zaopatruję Polę jak i siebie w apaszkę czy dłuższy rękaw. No ale przecież matki wszechwiedzące, blogerki głównie napiszą Ci jaka jesteś stupid i śmieszna, bo przecież hartowanie w modzie i dla każdego. A spróbuj się nie stosować to zaraz wymyśli jedna z drugą śmieszną historyjkę o Tobie, a rzesza fanów przyklaśnie i nawyzywa mamuśkę od głupich, bo czapka w takie ciepło? A, że nastolatki wełniane czapki noszą latem nad morze, to już jakoś nikogo nie dziwi…

Kolejna sprawa – matki na placu zabaw – no tu już trzeba się totalnie pilnować. Bo powstają nawet ponoć zasady jak matki powinny się na nich zachowywać. Broń Boże nie patrz w telefon – przecież to oznaka, że jesteś;

a) nieodpowiedzialna; b) nie kochasz swojego dziecka ; c) masz w dupie swoje dziecko. To nic, że gdy Twoje dziecko słodko bawi się w piaskownicy, ty przewijasz wall na fp i zerkasz jak maniaczka na to czy dziecko wciąż tam jest co 5 sekund. To nic, że po tygodniowym maratonie ząbkowania to Twój jedyny czas spokoju i odpoczynku. Za rogiem siedzi przecież matka, a nie daj Boże blogerka! Która jedyne co widzi to nie nadającą się na kobietę matkę, która jedyne co przyszła porobić na placu to popatrzeć się w ten głupi telefon! Przy odrobinie szczęścia może jeszcze opisze, że przyszłaś na obcasie. Och te współczesne GUPIE mamuśki. Tylko strojenie się w głowie. Przecież nie dziecko. Noł łej.

I tak czytam czasem te wojny, wojenki, aferki. „Nie urodziłaś, wyjęto Ci dziecko”. ” Nie dasz dziecku wszystkiego co najlepsze nie karmiąc piersią. To najlepszy sposób na nawiązanie więzi”. Nie powinnaś robić tak, srak i owak. No może i nie powinnam, ale kur** chcę. Chcę ubierać dziecku apaszkę we wrześniu, chcę spać w jednym łóżku i chcę nosić pół dnia nawet jeśli nie powinnam. Chcę na placu zabaw lampić się w telefon, bo mam takie święte prawo i chciałabym też wiedzieć, że te matki wkoło nie patrzą się na mnie z nienawiścią czy politowaniem.

Marzę sobie czasem po cichu o takim świecie, gdzie matka na drugą matkę, której dziecko robi furię w markecie nie patrzyła jak na najgorszą, a wsparła dobrym słowem, uśmiechem czy rzuciła „Znam to! :) „. Marzę o braku prześmiewczych wspisów, w których szykanuje się inne matki nie mając do tego najmniejszych podstaw. Marzę o takiej życzliwości, która w dzisiejszych czasach jest na wagę złota, a jeśli już występuję to jest jak dar od Boga. Całe szczęście wychodząc z social mediów, wylogowując się do życia mam przyjemność właśnie takie kobiety spotykać. Uśmiechnięte, nie skażone jadem i nienawiścią. I zastanawiam się do diabła, kogo Wy macie w dzisiejszych czasach za autorytety? Bo widząc pod tymi prześmiewczymi wpisami komentarze ” Jesteś świetna! Rób to dalej” to robi mi się … przykro. Komu my kibicujemy? Ludziom szerzącym nienawiść, ludziom, którzy zamiast wspierać kopią pod sobą dołki? Wstyd się czasem przyznać, że jest się mamą, wiedząc jak w oczach niektórych one wyglądają.

I może nie warto było się spuszczać nad tym temat, rozpisywać…ale może ktoś następnym razem ugryzie się w język i skomentuje inną matkę tylko w swojej głowie, zanim napisze na jej temat cały esej zgarniając poklask innych matek wszechwiedzących – zatruwających ten tak naprawdę piękny świat. Bo świat jest piękny…tylko ludzie to…