9 miesięcy bycia razem…

23 listopada 2014

9 miesięcy za nami. 9 miesięcy radości przeplatanej płaczem, nerwami, czasem bezsilnością. 9 miesięcy potężnej miłości. Chyba jedynej miłości na świecie tak silnej, że codziennie wydaje nam się, że mocniej kochać już nie można, a tymczasem budzimy się i jednak…kochamy jeszcze bardziej. Niesamowite jak wiele zmian zaobserwować może matka przez 9 miesięcy życia dziecka. Niesamowite, że zmiany te nie zachodzą tylko w naszych pociechach, ale i w nas – kobietach. Z dnia na dzień coraz bardziej dojrzewamy, jesteśmy co raz lepszymi matkami, radzimy sobie coraz lepiej… a ja…ja przestałam się też spieszyć. Przestałam na siłę być perfekcyjną panią domu, bo jedyne w czym chcę być perfekcyjną na daną chwilę to w byciu mamą. Bo kiedy jak nie teraz? Teraz kiedy  Ona potrzebuje mnie najbardziej…

Teraz kiedy znów muszę nosić ją przez większość dnia, tulić jakby miała znów tydzień, całować w czółko, bo ona nie chce się ostatnio bawić ani wygłupiać. Jest maleńką dzidzią co chce tylko moich ramion. I te dobre rady, że nie mam jej nosić, bo sobie nie poradzę, bo się przyzwyczai…i co? Niech się przyzwyczaja. Skoro tej bliskości potrzebuje to ją dostaje. A ja chcę ją dawać. I co z tego, że sterta prania aż krzyczy do mnie z łazienki, a zlew jest pełen naczyń. Czas pędzi tak szybko, dzieci rosną w mgnieniu oka, dziś niemowlęta, jutro młodzież wlatująca do domu na sekundę coś przegryźć. A teraz…teraz jest ten czas kiedy miejsce mojego dziecka jest w moich ramionach. Obowiązków całe mnóstwo, ale co z tego? Te naczynia w końcu umyję, pranie zrobię, ale w danej chwili to dziecko…to właśnie moje dziecko chce spać na mnie drugą godzinę z rzędu, a ja cała obolała stukam delikatnie lewą ręką w klawisze, by jej nie obudzić. I po co mam ją odkładać do łóżeczka jeśli wiem, że śpi w nim tylko w nocy, a teraz potrzebuje wyspać się na mnie. I po co mam w dzień kazać jej czekać aż się wypłacze, bo ja mam kolejny talerzyk do umycia, skoro mogę walnąć ten brudny talerz z powrotem i tulić ją tak mocno jak zawsze… bo jeszcze niedawno miała miesiąc, dwa, a dziś ma już 9…i za moment będzie miała rok, dwa, trzy i będzie mnie potrzebować coraz mniej. I choć będę chciała to jej nie ponoszę. I już nigdy nie będzie tak mała i tak bezbronna jak teraz. I nigdy tego czasu , który mam teraz nie będę tyle miała. I ten czas nigdy nie będzie taki sam jak ten tu i teraz.

I zauważyłam, że tak bardzo łagodnieję…że w byciu mamą dostrzegam ostatnio coś więcej niż zwykle. I lubiłam od tego noszenia wymigiwać się 10 minutowym wyjściem po chleb do Piotra i Pawła, a dziś robię mojemu F. listę zakupów , bo tak chcę nosić, chcę tulić, chcę non stop śpiewać sto zmyślonych zwrotek żabki małej. I lubiłam dać czasem Polę swojej teściowej na spacer, żeby móc bez wiszenia przy nodze zrobić coś w domu, a dziś odpowiadam tylko ” Dajemy sobie radę, jest dobrze, później sama z nią wyjdę”. I tak cholernie ją kocham  i kocham ten czas spędzany z nią. I chłonę każdą godzinę, minutę i sekundę. Bo każda jest wyjątkowa i jedyna…i żadna nie powtórzy się już nigdy więcej…będą jedynie nowe…kolejne po 9 miesiącach bycia razem.

 

DSC_0841

 

 

DSC_0843-2

 

 

 

 

 

 

DSC_0846

 

DSC_0847

 

DSC_0850

 

DSC_0864 c

 

DSC_0871

 

DSC_0872

 

DSC_0874

 

DSC_0875

 

 

 

DSC_0876

 

DSC_0878