Dobra organizacja = lepsza jakość życia

17 października 2018

Wysprzątane mieszkanie, czas spędzany z rodziną, zdrowe posiłki, efektywna praca i aktywność fizyczna – nie wiem jak mi się to ostatnio udaje, ale jakoś to łączę i żyje mi się niezwykle dobrze będąc tak zorganizowaną.

Ja wiem, że mi łatwo jest mówić, bo pracę mam zdalną i mogę sobie trening odwalić za dnia, podobnie sprzątanie. Ale darujmy sobie porównania typu: tobie to łatwo, tobie to lepiej, ty to sobie możesz gadać – bo po to właśnie mam taką pracę, żeby sobie tak żyć. Nie umiałabym inaczej. Ale ja nie o tym.

Musicie mi uwierzyć na słowo, że po pół roku rozwalonym organizacyjnie totalnie, byłam tak wymęczona psychicznie i fizycznie, że dostałam niezwykłego powera, żeby poukładać sobie życie na nowo i je dobrze zorganizować. Jest kilka rzeczy, które bardzo mnie demotywują i zniechęcają do efektywnej pracy: bałagan, nieregularne posiłki, chaos. Doszłam do wniosku, że pracując w domu i będąc samemu sobie szefem, życie musi być naprawdę dobrze zorganizowane, żeby umieć znaleźć balans i po prostu nie zwariować.

Od jakiś dwóch miesięcy moja wydajność w pracy, ale także nastawienie i nastrój są w formie lepszej niż kiedykolwiek przedtem. Zaczęłam się ostatnio zastanawiać co się ze mną dzieje, bo serio takiej wersji siebie to ja nie poznaję. Postanowiłam przyjrzeć się swoim nawykom i zobaczyć co takiego się zmieniło, że moje organizacja jest na tak dobrym poziomie. No i jak to bywa, wyszło na to, że składa się na to kilka rzeczy, o których chcę Wam dzisiaj opowiedzieć :)

 

DZIAŁANIE Z LISTĄ TO DO

I na tym mogłabym skończyć :D Ale tak całkiem serio – działanie z listą to do, odmieniło jakość mojej pracy i mojego życia. Nie wiem, jak mogłam działać bez niej, totalnie sobie teraz tego nie wyobrażam. Otóż okazało się, że kiedy zaczęłam spisywać zadania, które muszę danego dnia zrobić – nagle to z czym zwlekałam po dwa tygodnie, a nawet miesiąc ( !!! ) robiłam od ręki, w pół godziny! To tylko mi pokazuje, że najwięcej czasu zabiera nam myślenie o tym jakie coś jest trudne i narzekanie na to, jak ciężko nam się za coś zabrać. Tymczasem w praktyce okazuje się, że zadania z którymi tak zwlekamy, możemy zrobić na cito. Trzeba tylko ruszyć z miejsca, a z doświadczenia wiem, że to jest właśnie najtrudniejsze.

Bez listy to do, moja psychika zaczynała siadać. Co chwilę odkładałam coś na później i moja głowa była coraz bardziej zaprzątnięta i zaniepokojona tym, ile mam zaległości. A było ich coraz więcej i więcej. W końcu powiedziałam dość i każdego wieczora, spisywałam zadania do zrobienia na następny dzień. Rano wstawałam i robiłam wszystko z listy, punkt po punkcie, ale niekoniecznie wg kolejności w jakie punkty zapisałam. Nagle okazało się, że to co odkładałam od miesiąca, zajęło mi w praktyce jakąś godzinę. Dzięki liście to do, przestałam marnować czas, a moje działania stały się dużo bardziej efektywne. Serio – przełożyło się to na jakość całego mojego życia. Zyskała na tym moja psychika, moje relacje z Polą i innymi ludźmi i moja wydajność w pracy. Piękną listę TO DO zrobioną przez Martę z TomiTobi , z kwiatowym wzorem, możecie pobrać za darmo na zamkniętej grupie na facebooku o nazwie Gang Mamali. 

 

 

AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

 

Ale ale… listy to do, nie realizowałoby mi się tak dobrze gdyby nie to, że … chce mi się ją realizować. A chce mi się ją realizować, bo mam power i energię. A power mam dlatego, że… biegam! A jak nie biegam, to pocę się na siłowni, a jak nie pocę się na siłowni, to w domu! I nie jakoś przesadnie często i do utraty sił, ale wystarczająco, by uwolnić endorfiny i pozwolić im działać. I wierzcie mi – za każdym razem nie chce mi się tak samo. Pół godziny się zbieram i walczę z samą sobą, ale ostatecznie ruszam i wiem, że bez tego będzie mi naprawdę ciężko. Ruch stał się moją terapią. Pozwala mi być szczęśliwą mimo problemów, z którymi na co dzień się borykam. Pomału zaczynam dojrzewać do decyzji o treningu z trenerem personalnym. Z racji, że jestem ułomna w kontaktach z innymi ludźmi face to face, zwłaszcza kiedy trzeba się przy nich pocić – miałam przed tym zawsze ogromne opory i sztywniałam na samą myśl o tym. Ale… teraz jestem w takim punkcie swojego życia gdzie bardzo doceniam indywidualne podejście do człowieka. Takie podejście wybrałam np. w zakresie wychodzenia z choroby Hashimoto razem z Magdą i o tym samym myślę w zakresie swojej aktywności fizycznej. Koniecznie zerknijcie na artykuł: Trening z trenerem personalnym – dlaczego warto?  – to taka moja odpowiedź w pigułce dlaczego takie treningi mogą się okazać dla mniej dużo bardziej skuteczne niż wolna amerykanka na siłowni i działanie na oślep.

I w temacie zmuszania się do ruchu – wiecie co? Jak już kończę bieg, albo trening… to jestem jak nowo narodzona. Chce mi się żyć, cieszyć, pracować, kochać ludzi i kochać siebie. To jest jak jakiś narkotyk, po którym nie ma żadnych skutków ubocznych, ale jakoś życia zmienia się zdecydowanie na lepsze. Serio – niesamowite.

 SZYBKIE POSIŁKI

Wręcz ekspresowe. I to nie jakiś shit, wszystko zdrowe. Wiecie np. ugotowany ryż i do tego warzywka usmażone na patelni. Jak nie mam czasu na drugą przekąskę to tradycyjnie białko w proszku. Do posiłków porannych nauczyłam się pić ciepłe herbatki. Zazwyczaj czystek, a od kilku dni nowa herbatka od Natural Mojo  – herbata Black Rose. Trochę dziwnie pachnie, ale smak ma bardzo fajny. W skład herbatki wchodzi: czarna herbata, rodzynki koryntki, mięta pieprzowa, płatki róży, aromat. Taka mieszanka pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie i wygląd dzięki odpowiedniej dawce minerałów, witamin czy przeciwutleniaczy. Na hasło MAMALA25 w dalszym ciągu macie zniżkę 25% na cały asortyment NM.

 

 

PRACA W CZASIE PRACY

Czyli tak zwany balans. Naprawdę uczyłam się tego bardzo długo. Potrafiłam zarywać nowe, odrywać się od zabawy z Polą, bo klient naciska i nie daje żyć. Teraz, kiedy o 16 zamykam laptop, moja praca się kończy. Owszem, odpisuję czasem w wolnych chwilach na wiadomości czytelników, bo one napływają non stop, ale ogólnie staram się to robić w godzinach pracy, bo jakby nie patrzeć, kontakt z Wami to jej część. I to taka naprawdę ważna część, bo to dzięki Wam to wszystko tutaj się dzieje i nie wyobrażam sobie olewać Waszych prób kontaktu ze mną.

Kiedyś publikowałam wpisy na blogu i zajawki w social mediach w godzinach wieczornych – bo więcej osób siedzi z nosem w telefonie, jak dzieci już śpią. I wiecie jak to wyglądało? Miałam wrzucić wpis, miało to zająć dziesięć minut, a zajmowało… godzinę. Bo czasem we wpisie trzeba było coś poprawić, bo coś się rozkraczało, rozjeżdżało. Napisanie zajawki na facebooku i dodatkowo wstawienie zdjęcia na instagram z informacją o nowym wpisie – gdzie te dwie zajawki najczęściej totalnie się od siebie różnią, to jakieś 40 minut roboty. Bo ja nie lubię pisać na odpieprz. Lubię jak treść ma ręce i nogi, więc się rozpisuję, sprawdzam literówki, czytam raz jeszcze, coś dopisuję – i nagle okazuje się, że straciłam na to pół wieczoru. Koniec. Od długiego już czasu, to wszystko co opisuję, robię w godzinach porannych. Najczęściej około 9, żeby później zająć się już pracą, która wymaga ode mnie większej uwagi, skupienia i kreatywności.

 

CZAS PRZED SNEM I PO PRZEBUDZENIU – Z DALA OD TELEFONU

To również bardzo wpływa na jakość mojego dnia, dzięki temu, że mam lepszą jakość snu. Już od dłuższego czasu, wynoszę telefon z sypialni z trzech powodów:

  • brak promieniowania w sypialni
  • detoks od telefonu w czasie przed snem i w czasie po przebudzeniu
  • budzik dzwoniący w salonie, motywuje mnie do wstania i do tego, by nie kłaść się z powrotem. Odkąd tak funkcjonuję, nie wyłączam automatycznie budzika i nie kładę się z powrotem spać. Wychodzę z założenia, że jak już przeszłam dystans z sypialni do salonu, to … lepiej już do sypialni nie wracać i cieszyć się chwilą spokoju, kiedy familia jeszcze śpi.

Jakość mojego snu poprawiła się od czasu tych zmian niesamowicie. Budzę się znacznie bardziej wypoczęta. Zarówno przed snem jak i po przebudzeniu sięgam po książki, ćwiczę jogę, modlę się. To niesamowicie oczyszcza umysł i odpręża ciało. Więcej o moich porannych rytuałach napiszę już niebawem w osobnym wpisie.

 

REGULARNE SPRZĄTANIE

Pracuje mi się o wiele lepiej, odkąd mam nienaganny porządek w mieszkaniu. Z samego rana odkurzam całe mieszkanie, ścielę łóżka itp. Nauczyłam się odkładać wszystko na miejsce OD RAZU, dzięki czemu w mieszkaniu nie uświadczycie bluzy na krześle, szklanki na biurku czy innych niepotrzebnych rzeczy. Gotując, od razu pakuję zmywarkę, trochę myję ręcznie i od razu wszystko wycieram i chowam. Obserwowanie mojej mamy, która właśnie tak dbała o nasz duży dom, przyniosło w końcu efekty. Już nie zalega mi w koszu niepotrzebne pranie, a ubrania z suszarki ściągane są od razu po wyschnięciu, a następnie od razu są prasowane i segregowane.

Wiem, brzmię jak jakaś nawiedzona laska, ale serio to wszystko zajmuje dużo mniej czasu, niż kiedy odkłada się to wszystko na później.

 

 

Ufff… To chyba takie najważniejsze punkty, dzięki którym naprawdę zajebiście mi się ostatnio żyje :D Mam ostatnio organizacyjnie tak uporządkowane życie, że znów oddalam się od decyzji o drugim dziecku :P Podoba mi się ten ład i porządek i nigdy bym nie pomyślała, że to wszystko tak bardzo przełoży się na jakość mojej pracy. Jestem na jakimś kreatywnym haju. Odkąd działam z listą to do, moje marzenia i cele nie są tylko gdybaniem i myśleniem o nich, ale są realnym działaniem. Wszystkie duże cele rozbijam na wiele mniejszych i realizuję je krok po kroku. I nagle okazują się być nawet łatwe i realne do ogarnięcia. Polecam każdemu :)

Mam nadzieję, że ten wpis Was fajnie zmotywuje i zainspiruje do jakiś zmian w swoim życiu i do lepszej organizacji. Jeśli na blogu inspiracji mimo wszystko macie za mało, to ponoć moje InstaStories nakręca do zmian na lepsze jak mało co :) Zachęcam gorąco do obserwowania mojego instagrama, w który również wkładam masę czasu i serducha i bardzo cieszy mnie Wasz feedback.

Pamiętajcie dziewczyny – GOOD VIBES ONLY! <3