5 urodziny Poli

1 kwietnia 2019

Trochę od urodzin już minęło, ale czekałam na piękną fotorelację od Kasi. A kiedy w końcu ją dostałam, to nie mogłam opanować łez. Bo nie mogę uwierzyć, że to małe cudo, które 5 lat temu wierciło mi się w brzuchu, ma już takie długie nogi, długie włosy i wdaje się ze mną w pyskówki!

Wertowałam ostatnio stare wpisy na blogu i patrzyłam na to, jak rosła. A wraz z jej dorastaniem, dojrzewała we mnie zdolność kochania, zdolność rozumienia. Z każdym dniem, ta mała istotka uczyła mnie miłości, cierpliwości, bezinteresowności. Miłość moja miała różne etapy – przeplatane zmęczeniem, wykończeniem, bezradnością, radością, ekscytacją, szczęściem, czasem smutkiem. Ale z każdym dniem i tak była coraz silniejsza. Wybaczcie, że się tutaj tak rozckliwiam, ale siła matczynej małości, rozwala mnie na łopatki. Nie wyobrażałam sobie chyba nawet, że to uczucie tak maksymalnie wypełni moje serce. Serce, w którym zanim ona przyszła na świat, była jakaś pustka, brakujący element.

Szczerze i z całego serca kocham uśmiech tej małej buntowniczki. Kocham te jej pyskówki, coraz bardziej dorosłe teksty. Kocham kiedy się przytula, daje mi buziaczki. Ale najbardziej chyba rozczula mnie to co udało mi się stworzyć – więź, za którą warto byłoby oddać wszystko co się ma, byle ją mieć. Wiecie. Ja całe życie byłam spragniona miłości. Takiej szczerej, bezinteresownej. No i trzaśnijcie mnie w łeb, ale nie sądziłam, że zaznam tego właśnie przy niej. I tak szczerze, z całego serducha, nawet jak mnie doprowadza do obłędu, to myślę sobie, że cholera jasna – no jest moim całym światem, bez dwóch zdań. W takiej miłości, odda się komuś ostatni kawałek chleba, samemu przymierając z głodu. Wyrwie się nawet swoje serce. Widziałam kiedyś taki obrazek, w którym mama w podeszłym już wieku, stoi z dziurą w miejscu serca, a jej serce jest na talerzach dzieci siedzących przy stole. Piękne ukazanie matczynej miłości. Darem jest tego doświadczać a najgorszym okrucieństwem jest to tracić. Kiedy w zeszłym roku, pożegnałam swojego młodszego ode mnie kuzyna, którego zawsze pamiętałam jako małego Dawidka z kręconymi włosami, zrozumiałam, że dni każdego z nas są policzone i nie wiadomo ile ich jest. Nie chcę snuć czarnych wizji, ale mam świadomość kruchości życia, dlatego choć to trudne, staram się każdy dzień kończyć w zgodzie, z uśmiechem na twarzy, wtulona i zapatrzona w jej oczka.

Mówi się – że każda matka tak ma, każda matka tak czuje. A ja wiem, że tak nie jest. Są matki, które nie są zdolne, by kochać własne dzieci. Są matki, które nie okazują uczuć, nie otaczają czułością i należytą opieką. I to są fakty… i nigdy nie wiadomo dlaczego, jakie są przyczyny. Może i mogło paść na mnie. Ale nie padło. I cieszę się, naprawdę się cieszę, że jestem zdolna do kochania własnego dziecka i że mam w sobie energię i chęci, by dać jej dobre życie – bo niczego w świecie bardziej nie pragnę jak tego, by była zdrowym, szczęśliwym i dobrym człowiekiem. I by zawsze wiedziała o tym, że jest wyjątkowa i by znała swoją wartość. By znała ją na tyle, by żaden słaby, zakompleksiony człowiek, nie był w stanie jej tego zniszczyć i zabrać.

Polciu, wszystkiego najlepszego. Obyś miała dobre życie!

 

 

A już wracając wspomnieniami do dnia 23 lutego… Impreza urodzinowa – jak wiecie, ozdoby i cała otoczka nie jest żadnym wyznacznikiem dobrej zabawy ani też miłości rodzica. Równie dobrze bawiliśmy się z tortem za 14 zł z auchan, 3 balonami i z lalkami na kanapie, w wynajmowanym mieszkaniu. Ale w tym roku … w tym roku chciałam Pole mocno zaskoczyć no i… udało mi się. Pola jest największą fanką LOL na świecie ( każda fanka LOL jest największą, no przecież :P ), toteż chciałam ją zaskoczyć ozdobami w tym właśnie stylu.

Jestem kaleką jeśli chodzi o dekoracje itp. toteż całym tym szaleństwem zajęła się moja kochana Monika z partymika.pl , która przygotowała dla Poli full dekoracji – od laleczek LOL na patykach, po talerzyki, kubeczki, foremki na babeczki, napisy i… wielgachną, balonową girlandę! Wszystko w kolorach charakterystycznych dla laleczek LOL i z nadrukami owych laleczek. Powiadam Wam – obłęd !!!

 

 

Pola w sobotni poranek, poszła do salonu, gdzie miały być jedynie talerzyki, więc wyobraźcie sobie jej reakcję, kiedy zobaczyła cały salon w kolorowych dekoracjach :D I powiem Wam… że niby to tylko ozdoby, a Pola miała taką radochę, że stwierdziłam, że … warto było.

Torcik, babeczki i cake popsy, już drugi rok z rzędu przygotowała dla nas niezastąpiona Urszi – i naprawdę, wierzcie mi na słowo, że lepszych wypieków to ja w życiu nie jadłam. Polecam z ręką na sercu.

 

 

Wiecie co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Że mimo motywu LOL, nie było kiczowato. Ani dekoracje, ani tort, nie zalatywał kiczem jaki łatwo osiągnąć przy motywach bajkowych czy z zabawek. A tutaj jakoś tak… wszystko idealnie się ze sobą komponowało, było ze smakiem no i… pasowało mi do wnętrza bez dwóch zdań :P

Urodziny spędzaliśmy w kameralnym gronie razem z naszą kochaną Kasią z Happy Factory, która udokumentowała dla nas ten dzień. Kasiu – po raz kolejny dziękuję z całego serca. To najpiękniejsza pamiątka jaką mogliśmy sobie wymarzyć.

Po imprezie w domu, zabraliśmy Pole na kosmiczną salę zabaw, bo której dorośli mogą biegać razem z dzieckiem. Później kierunek galeria, co by stracić pieniądze od babci i dziadka – na lalkę oczywiście :D A finisz był w restauracji, gdzie Pola obowiązkowo chciała zjeść swoje ulubione danie- lasagne no i… deser lodowy :D Mieliśmy jeszcze zrobić seans bajkowy w domu, ale Pola z tych wrażeń padła w ubraniach zaraz po wejściu do domu. Ach… do tej pory wspomina ten dzień i mówi, że było cudownie. I to jest miód na moje serce…

A teraz zapraszam do obejrzenia reszty kadrów i raz jeszcze dziękuję za wszystkie życzenia na instagramie i nie tylko! <3