5 rzeczy, które uległy zmianie odkąd urodziłam – dziwnych rzeczy ! – cz.2.

18 lutego 2016

Pisałam Wam już kiedyś o tym. Wieczny strach przed wszystkim, wypalona miłość do horrorów, nawrót choroby lokomocyjnej. Ale z biegiem czasu, mam wrażenie, że tych rzeczy jest coraz więcej! Życie matki zdaje się być momentami przerażające… 

Dziecko tyle zmienia! Nie mówimy tu wcale o zwisających cyckach i rozstępach, czy oczywistym braku snu. Normalka! Ale czasem zmieniają się rzeczy, o których bym nawet nie pomyślała. Przecież ja się w ciąży zarzekałam, że total luz będzie, zero stresu, wciąż będę taką samą osobą…tsa… Total luz to ja miałam w podstawówce, ale będąc matką – no nie da się. Kuźwa, nie da! Ciągle coś, jak nie masz na głowie pozbycia się pieluchy, to nagle masz na głowie adaptację w przedszkolu. Dżizus! Toż to o nerwicę bardzo łatwo. Ale do rzeczy. Co się w moim życia zmieniło i zmienia – to powinnam o tym chyba zacząć pisać całą książkę. Ale po co, skoro nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, bo dopisywać bym do niej musiała co tydzień inne przypadki. No ostatnio to Wam ich pięć wymieniłam…doszło mi kilka. To też pięć wymienię. Co za dużo nie zdrowo. Lecimy z koksem!

  1. Matka wszystkich dzieci – zaczęło się niewinnie. Od chłopczyka… TFU! Chłopca! Takiego z podstawówki i to pewnie klasy 4-6. No wywrócił się biedaczyna, a że ja wrażliwa całe życie byłam, to od razu myśli, że mu wstyd, bo ktoś widział, że go boli, że smutny. I pytam „stało się coś?!” a on, że nie. I daję krok, ale odwracam się i pytam: „Ale na pewno?!”, a on idzie i się śmieje sam z siebie, a w sumie jak tak teraz myślę, to może ze mnie. I chłopak pewnie poszedł do domu, włączył kompa, odrobił lekcje jak gdyby nigdy nic, a ja pół dnia myślałam,że ja to bym go wtedy tak przytuliła, bo nic fajnego w wywróceniu się przy ludziach nie ma. A upadł solidnie!
  2. Nikt nie poradzi sobie z moim dzieckiem! – przed ciążą to ja byłam cwana. Zostawiać dziecko i wyjść? Phi, a co to takiego? Bez przesady… w sumie jak Pola miała rok, też jakoś nie było mi aż tak ciężko zostawić Polkę na 3/4 dni, żeby wyjechać. Ale wiecie, po dwóch latach spędzonych 24 h z dzieckiem, to już się żyje w przeświadczeniu, że jak to tak?! A skąd ktoś będzie wiedział, że jak Polcia woła myny, to chce mleko, a jak już pije myny, to musi być przykryta kocykiem zwanym „kiki” pod same paszki. I skąd siostra czy opiekunka będzie wiedziała, że Polcia się denerwuje, bo nikt nie dał jej rączki do miziania? GOŁEJ?! No skąd?! :( I tak ostatnio wybywając z F. na kilka godzin do pracy w weekend, nie mogłam się oderwać od opiekunki, mówiąc o kiki, myny i innych ciekawych rzeczach. Przecież na bank się nie domyśli. NA BANK! A teraz siostrze tak próbuję mówić, bo siostra dziecko me bierze, na 3 dni do siebie. Dwójkę dzieci wychowała, więc wcaaaale nie wie jak sobie poradzić z jednym małym szatankiem. Na pewno nie wie prawda? Słuchać mnie nie chce, jak jej próbuję coś pisać, to nie chce czytać. A ja muszę o tym kiki napisać, o i o tym, że w nocy to ona czasem miączy, ale tylko po to żeby jej dotknąć. Ach i na pewno moja siostra nie wie, że jeśli pampersa jej się nie przebierze w środku nocy, to przecieknie. Nie wie prawda? No właśnie! To może jakąś karteczkę jej chociaż do ciuchów wsunę… co, jak i kiedy…
  3. Wyrzuty sumienia – o wszystko. Choć w głębi duszy wiem, że niepotrzebne to i tak… 10 min przy laptopie – boże jak ja tak mogłam kazać jej się samolubnie bawić. Brak obiadu? Bo dupy się ruszyć na zakupy nie chciało! Za małe body – jezus, nawet nie pomyślałam, że już wyrosła i żeby większe kupić. Teraz dziecko wygląda jak ubrane w dary dla powodzian, bo przecież młodszej siostry nie ma, żeby jakoś się usprawiedliwić, że pomyliłam… Uniosłam głos – oooo boże, ty głupia małpo, jak żeś mogła, ja się pytam?! No jak? I jej przykro teraz, bo się wkurzyłam, że mi nową bransoletkę rozwaliła. A potem jeszcze wchodzę na fanpage, widzę śmieszny obrazek o dwulatku, który na pytania „zmienimy pieluchę? ; ” zjemy coś” i kilka innych odpowiada ” NIE” – a pod spodem matki się pieluchy czepiają i szydzą, że jak to tak, chyba pomyłka, dwulatek i pielucha… I czytasz to, a obok Ciebie dwulatka z pieluchą i ani myśli się jej pozbyć. I czasem to olewasz, a czasem wyjesz do lustra, że zła, najgorsza, że się nie nadajesz na matkę wcale, a wcale!
  4. Zapomniał wół… – jak cielęciem był. Noo kuuurde! Staram się pamiętać, ale zapominam! Widzę czasem jakąś młodzież i sobie mówię ” Boooże! Co to za czasy nastały! Pół łba wygolone, idzie ze szlugiem i klnie – moja córka taka nie będzie!” a potem F. sprowadza mnie na ziemię i mówi ” Tsa, a ty jak chodziłaś, klęłaś i to jeszcze na głos!” – och, ale przepraszam, że ja? Że kiedy? Niemożliwe! „No ale tymi tyłkami tak świecą, boże co one mają w głowach” – „zupełnie jak ty w liceum w tych legginsach zakładanych jak spodnie” – i Ty, Brutusie przeciwko mnie?!
  5. Czas dla siebie – to jest wgl genialne pojęcie, które jakby…przestało istnieć. A właściwie nie! Ono zyskało inny wymiar! Czas dla siebie – czyli np. chwila, w której piszę do Was ten post, a dziecko teoretycznie zajmuje się sobą. Obok mnie. Wymachując mi waflem przed monitorem. I każąc go jeść. I odrywając ręce od klawiatury. Fajnie jest, posiedzieć tak sam na sam. Z dzieckiem…

No i generalnie, czadeeerskie i tak to wszystko jest, bo niby człowiek zdaje sobie z tego sprawę, a i tak się sam z siebie teraz śmieje, jak sobie to uświadamia. No nie da się zmian uniknąć, po prostu się nie da. Bo jak już taki mały szkrab na świecie się pojawi, to zapewniam Cię, że absolutnie nic nie będzie już takie samo. Nawet jeśli wciąż będziesz miała czas na książki, to wiedz, że nie będzie to takie samo! Bo nawet jeśli dziecko będzie wtedy spało, to i tak będziesz je słyszeć! A i spod prysznica spokojnego wybiegniesz nie raz, bo dziecko usłyszysz, ale się okaże, że śpi sobie słodko, a to Tylko twoje matczyne schizy! Ach dużo, by pisać, a przecież kto przeżył ten wie. Że los matki jak i piękny, tak i dziwny czasem bywa. I w tym cały jego urok… ;)

A kto przeoczył część pierwszą…

5 rzeczy, które uległy zmianie odkąd urodziłam. Dziwnych rzeczy !