4 urodziny Polci

5 marca 2018

Niech ktoś mocno mnie uszczypnie, bo jeszcze nie do końca dowierzam. Cztery lata? Serio? Może gdybym wiedziała, że to minie tak szybko, tak jakby minął zalewie jeden rok… może wycisnęłabym z tych pierwszych lat macierzyństwa nieco więcej. Może. Może tak, może nie. Chcę wierzyć w to, że wycisnęłam tyle ile byłam w stanie.

To zabawne, ale kiedyś wydawało mi się, że czteroletnie dzieci to takie małe bobaski z butlą mleka, smoczkiem w buzi. Dziś moja czterolatka stroi się do przedszkola, pije herbatkę ze szklanki, a raz na jakiś czas krzyknie na mnie i pobiegnie do pokoju. Etap trzaskania drzwiami minął, może dlatego, że przez dwa miesiące ich nie mieliśmy ;) Nie wiem sama jak to wszystko podsumować. Te cztery lata, te przeróżne okresy i etapy, przez które wspólnie przechodziłyśmy. Od momentów, kiedy nie mogła się ode mnie odlepić, po etapy, w których wszystko było na nie. Setki nieprzespanych nocy, trochę mamino córkowych kłótni, trochę wylanych maminych łez w wannie wieczorem. Pamiętam te wszystkie wieczory kiedy padałam na twarz ze zmęczenia i w dodatku nie sprzyjał mi cały wszechświat. Kilka razy zdarzyło mi się wyjść, trzasnąć drzwiami i zrobić kilka rundek wkoło bloku. Wybiegałam przeklinając w głowie swoje życie i pragnąc uciec na bezludną wyspę, a po pięciu minutach wracałam i dziękowałam Bogu za to, że mam to co mam. Te wszystkie złe momenty, powoli odchodzą w niepamięć, tak samo jak wspomnienie skurczy podczas porodu. Za to wyraźnie i dokładnie pamiętam wszystko to co dobre. A przez cztery lata trochę się tego nazbierało.

Macierzyństwo mnie ukształtowało. Sprawiło, że narodziłam się na nowo ( choć kilka razy miałam wrażenie, że zaraz zdechnę :P ). Bycie matką nauczyło mnie wrażliwości i sprawiło, że pomału zaczynam otwierać się na świat i ludzi. Kiedy byłam w DDTVN nazwałam Polę swoim motorkiem napędowym. Od początku dawała mi siłę i motywację, do tego, by się rozwijać, by się spełniać. Robiłam i robię to z myślą o sobie i o niej. Chcę jej pokazać, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych, że słowo „niemożliwe” powinno wykreślić się ze słownika. Chcę jej pokazać, ze świat jest pełen barw, pełen możliwości. Że niebo może być pełne gwiazd, a ziemia usłana kwiatami. Chcę, by wierzyła w siebie i w ludzi. By wszędzie dostrzegała dobro, wyciągała je z każdej najmniejszej rzeczy. Chcę by była po prostu szczęśliwa, o zdrowiu nie wspomnę – bez niego nie ma nic. Czy można chcieć czegoś więcej dla swojego dziecka? Może można, ale najważniejsze, by nasze dzieci były szczęśliwe i w siebie wierzyły. A my rodzice – byśmy nigdy nie pozwalali, by umarła ich dziecięca radość, by umarły ich marzenia, by umarła ich pewność siebie i wiara.

Od jakiegoś czasu stałam się mocno sentymentalna. Właściwie to do mnie wróciło, bo kiedyś byłam, przestałam, a teraz znów… na nowo. Wracam do zdjęć na komputerze, gorączkowo odkopuję starocia w czeluściach facebooka i zapisuję chronologicznie. Odkąd blogowanie stało się moją pracą, przestałam wyciągać aparat wtedy, kiedy spędzam czas z rodziną. Teraz nadrabiam zaległości. Chodzę po mieszkaniu z kamerą, łapię za aparat. Chcę upamiętnić jak najwięcej. Nie dla publiki, nie dla bloga, bo tutaj prywaty ląduje od dawna tyle to nic i mi z tym dobrze. Dla samej siebie. Dla moich bliskich. Dla Poli. Tak byśmy za kilka lat mogli odświeżyć pamięć, przypomnieć sobie, wrócić do tych chwil… w Święta Bożego Narodzenia, siedzieliśmy w domu rodzinnym moich rodziców i wszyscy śmialiśmy się i wzruszaliśmy oglądając kasety wideo. Pomyślałam sobie wtedy, że ja mało co filmowałam. I obiecałam sobie to nadrobić. W tym roku kamerę odpaliłam na urodzinach Poli tych w domu, aparat na urodzinach w knajpie. Pora jeszcze zainwestować w dysk twardy, porobić kopie no i nadrobić zaległości w albumach. Przechowuję bilety do kin, czasem nawet paragony, prace Polci z przedszkola. Sama mam swoje liściki ze szkoły i do tej pory ryczę kiedy to przeglądam. Chcę, żeby Pola też miała co wspominać kiedy dorośnie. Ale póki co to JA muszę o to zadbać.

Cztery lata. Przed nami jeszcze całe życie. Oby udało nam się przeżyć je jak najlepiej. Teraz wspólnie, kiedyś osobno. Ale zawsze będzie między nami to niewidzialne coś co łączy matki ze swoimi dziećmi. Oby udało się nam zawsze być tak blisko, nawet kiedy nie będziemy ze sobą mieszkać. Obyśmy zawsze były dla siebie najlepszymi przyjaciółkami, córeczko. Obyśmy zawsze się tak bezgranicznie kochały, nawet kiedy będę krzątać Ci się po domu i dawać Ci wskazówki, których nie chcesz. Ale o czym ja mówię. Teraz masz cztery lata. Jesteś obok i grzebiesz mi właśnie w smartfonie, bo powiedziałaś, że „dasz mi poplacować”. Nie zepsujemy tego nigdy, prawda?